Blair Witch to gra od polskiego studia Bloober Team i bardzo ciężko było mi ją zrecenzować. Po ukończeniu gry miałem bardzo mieszane odczucia, ale postaram się je tutaj opisać, żebyście dokładnie zrozumieli co jest z tą grą nie tak.

Bo Blair Witch nie jest złą grą. Nie jestem nawet pewien, czy nazywanie tego słowem gra to dobre określenie. Bardziej rozbudowany i grywalny był np. Detroit: Become Human, który uwielbiam. Wiecie, to była gra – film, do tego z misją, gdyż poruszany tam temat jest bardzo dla nas ważny. O tym czym jest człowiek i czym jest człowieczeństwo, a co ciekawe w Detroit każdy pisał swoją unikatową historię. Kiedy kończyłem grę, to miałem wrażenie Kurdę, to jest moja historia. MOJA unikatowa historia. Niestety, Blair Witch jest dużo bardziej liniowy. Poniższa recenzja będzie zawierała spoilery z gry.

Blair Witch – Co to właściwie jest?

Całe przejście gry zajęło mi około 5 godzin i wszystko zostało udokumentowane na naszym kanale YouTube. Wybrałem formę bez komentarza, więc nie posłuchacie moich rubasznych żartów i głupich komentarzy prowadzącego. Już wcześniej chodził mi pomysł po głowie, żeby zrobić taką serię i zobaczyć jak się przyjmie, wcześniej Yurine zrobił parę takich odcinków i fajnie one działały. W każdym bądź razie wróćmy do lasu Blair Witch. Przejście gry to bardzo dobre słowo, mimo że akcja gry dzieje się w lesie, to cała zabawa przypomina raczej walking simulator. Bardzo klimatyczny, wypakowany dosyć nietrudnymi zagadkami (tylko przy jednej spędziłem więcej niż 10 minut, a to wszystko dlatego że tradycyjnie nie słuchałem co się do mnie mówi) oraz przesiąknięty bardzo konkretnym klimatem horroru.

I tak jak skomentował jeden z widzów, seria została nagrana bez komentarza pewnie dlatego, że Adixxx piszczał jak mała dziewczynka za każdym razem jak coś szurało w lesie. A wiecie że prawda wcale tak mocno nie różni się od tego zdania? Gra jest utrzymana w konwencji horroru, ale nie jest to horror robiony w stylu BUUUU, raczej przez budowany nastrój. Kiedy docieramy do tartaku i słyszymy nagle rąbanie drewna gdzieś w lesie, kiedy wcześniej walczyliśmy z potworem (walki to już bardzo mocne buuu, ale o tym za chwilę) to można zmieniać majty.

A pieska możemy pogłaskać 🙂

Porozmawiajmy jednak o historii – w Blair Witch wcielamy się w postać Ellisa, który wyrusza do lasu w poszukiwaniu zaginionego dziecka. Wraz z nim oczywiście trwa akcja policyjna, a sam Ellis cierpi na coś podobnego do PSTD (zespół stresu pourazowego). I właśnie dlatego też Ellis podróżuje ze swoim wiernym kompanem – pieskiem o wdzięcznym imieniu Bullet. Wyruszamy więc w las w krótką, bo nietrwającą dłużej niż 5 godzin przygodę w tym interaktywnym filmie w którym praktycznie nie mamy nic do powiedzenia. Jeżeli więc spodziewaliście się rozbudowanego horroru na poziomie np. Alien, to będziecie rozczarowani. Jeżeli liczyliście też na bogatą nieprzewidywalną historię jak w Detroit, to także będziecie smutni. Blair Witch jest gdzieś po środku – mamy troszkę więcej kontroli niż w Detroit, ale nie tak dużo jak we wcześniej wspomnianym Alien. Do tego sama fabuła jest bardzo liniowa i gra ciągnie nas za rączkę do samego końca. Nie znajdziecie tutaj wielu wyzwań, a śmierć najczęściej postępuje przez niezrozumienie nowej mechaniki gry, niż nasz błąd lub słabą grę.

Screen z gry – nie ma interfejsu i bardzo dobrze

Przebieg gry w Blair Witch

Jak już wcześniej wspomniałem, rozgrywka przebiega bardzo liniowo. Niby mamy obszerny las pełen sekretów, jednak już po paru chwilach przechodzimy do korytarzowego stylu gry w którym spędzimy wiele czasu. Jest parę lokacji otwartych i dających nam wrażenie swobody, jednak i tak miałem duże wrażenie liniowości oraz po prostu zwykłego braku wpływu na przebieg gry. W trakcie podróżowania zbieramy znajdźki – zdjęcia, totemy oraz plugawe fetysze które denerwują naszego psa. Oprócz tego czasami, bo raptem około 5 razy zaatakują nas tajemnicze potwory lasu, które możemy pokonać świecąc na nie latarką. Tutaj pomaga nam piesek, którego szczekanie wskazuje nam kierunek potencjalnego ataku. I w sumie to jest cała walka wzbogacona dużym efektem bu, bo pełna bardzo intensywnych i głośnych dźwięków przy pojawianiu się oraz atakowaniu wroga. Czułem przerażenie kiedy z nimi walczyłem, jednak wynikało ono z gry dźwiękiem, a nie poziomu trudności walki, gdyż te były zbyt proste.

Czasem natrafimy na creepy sceny, spójrzcie jednak na kamerę. To ważny element gry.

Nie wiem co tutaj więcej mogę napisać o przebiegu gry. Oprócz lokacji wprowadzającej do zabawy, która naprawdę jest duża i zostawia w nas wrażenie w stylu dokąd mam pójść to oprócz niej spotkamy tylko jedną inną lokację w której będziemy musieli się pokręcić, połączyć fakty i rozwiązać zagadkę. Chodzi oczywiście o miejsce wyrębu, gdzie są cztery lokacje i w każdej musimy coś zrobić lub coś znaleźć żeby ruszyć dalej. Problem w tym, że cała zagadka była zbyt łatwa, bo wszystko co należy zrobić zostało rozpisane w dokumentach które znajdujemy.

Czasem znajdujemy naprawdę dziwne miejsca. Problem jest taki że dla bohatera jawa miesza się z szaleństwem co na dłuższą metę jest irytujące.

Grafika i dźwięk

Graficznie gra także nie prezentuje się wybitnie dobrze. Jest spoko, ale nie fantastycznie. W sumie to las, ale z drugiej strony pogrywam sobie w Green Hell i jeżeli oglądacie moje live, to wiecie że jestem grą zachwycony i ona wygląda dużo lepiej. Natomiast Blair Witch brzmi fantastycznie. Gra zaleca zabawę słuchawkach i tak też zacząłem i muszę powiedzieć że tylko pierwszego dnia (z dwóch dni zabawy z grą) grałem w nocy. Gra straszy i robi to dobrze, świetnie operuje dźwiękiem, dialogami oraz szumem lasu. Jestem za stary na takie gry.

Oprócz tego co widzimy, korzystamy także z kamery, która służy nam za drugie oczy. Odtwarzanie nagrania na niej zmienia rzeczywistość, a w dwóch momentach gry patrzenie przez nią w trybie podglądu odsłania nam drogę (to ten moment którego nie mogłem szybko przejść, mimo że gość wyraźnie mówił wcześniej żebym użył kamery – moja wina). Dodatkowo kamera jest wykorzystywana także przez cały epilog, który jest wyjątkowo słaby. O to nasz bohater dociera do domu i okazuje się że za każdymi drzwiami jest jakaś retrospekcja z jego przeszłości. Całość trwała około 30 minut i była bardzo męcząca bo w dużej mierze polegała tylko na chodzeniu do przodu w paru momentach gdzie musieliśmy się przekraść obok stworów z lasu. Szczerze – byłem szczęśliwy że ta gra się skończyła.

Nie wiemy co jest prawdziwe a co jest wymysłem bohatera. Nawet nie wiemy kiedy zaczęła się cała historia. Nie podobało mi się to.

Podsumowanie

Nie potrafię zrozumieć dlaczego w serwisach branżowych gra zdobyła takie wysokie noty. Oczywiście czytałem te recenzje i znowu się okazało, że autorzy tych tekstów nawet gry nie ukończyli. Powtarza się sytuacja z Sekiro, kiedy twórcy recenzji wychwalali grę i totalnie nie zwracali uwagę na szczegóły oraz opisywali elementy w sposób zły, sugerujący że grę znają powierzchownie. Tutaj jest ponownie, recenzując Blair Witch nie mogę pozbyć się wrażenia, że to jest dużo bardziej film niż gra. I miałem tego świadomość gdy zaczynałem grę, ale kurde w innych tytułach tego typu otrzymujemy znacznie więcej swobody i możemy pograć, a nie tylko iść do przodu. Blair Witch bardziej by mi się spodobało, gdyby miał formę podobną z Bandersnatch, gdzie mógłbym sobie leżeć na kanapie z padem i popkornem i decydować.

No i na koniec – nie za taką cenę – gra kosztuje 100 zł na Steam, co jest zbyt wygórowaną cenę jak na 5 godzin liniowej zabawy do której więcej nie wrócimy.

The Breakdown

Dobry film, niezły horror, słaba gra.
Ocena Końcowa 5.0
Pros
- świetnie operuje dźwiękiem
- Bullet <3
- potrafi naprawdę przestraszyć
- mechaniki związane z kamerą
- las jest naprawdę klimatyczny
Cons
- zbyt wysoka cena
- tylko 5 godzin liniowej zabawy
- walka jest zbyt prosta
- epilog to męka
- zbyt proste zagadki

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Zwariowane pomysły na odważne prezenty
Następny Remnant: From the Ashes - Poradnik na wszystkich Bossów