Neowiz podjął kolejną próbę przywrócenia gry Bless do życia. Obiecano wiele – lepszy gameplay, ładniejszą grafikę, ciekawe PvP oraz oczywiście brak Pay to Win. Przetestowaliśmy więc Bless Unleashed i muszę powiedzieć, że ta gra jest niesamowita.

Bo niesamowite jest to, jak bardzo można ignorować feedback graczy oraz setki historii innych gier, które umarły śmiercią tragiczną przez złe i niekorzystne dla graczy rozwiązania. Zawsze znajdzie się też nutka typowego niechlujstwa oraz sos ze słabego gameplay. W taki o to sposób można podsumować Bless Unleashed – grę, którą już próbowano wcześniej sprzedać graczom, ale totalnie to się nie udało i teraz przychodzi do nas ponownie, niczym śmierdzące zniekształcone zombie stworzone z wioskowego głupka.

Fabuła w Bless Unleashed

Nawet nie wiem od czego mogę rozpocząć tą recenzję. Może zacznijmy od fabuły. W grze tej wcielamy się w członka pewnej niewielkiej, zamieszkałej na wyspie społeczności. Wyspa oczywiście zostaje zaatakowana przez tajemniczych najeźdźców oraz ich potworne stwory, większość mieszkańców zostaje zamordowana, a nam oczywiście cudem udaje się przetrwać i jeszcze na dodatek okazuje się, że jesteśmy jakimś wybrańcem bogów czy czymś takim. To jak bardzo sztampowa jest fabuła w grze to jedno, przywykliśmy przecież do powtarzalnych schematów. Bless Unleashed oczywiście także oprócz nieangażującej fabuły posiada nieangażujące questy główne i dodatkowe. Nikt nie będzie zaskoczony, kiedy powiem że większość z nich to zabijanie stworków oraz zbieranie kwiatków i innych śmieci. Po świecie gry biegają także world bossowie, których mogą pokonać zbierający się wokół gracze. Są także zadania, które otrzymamy po prostu podróżując i trafiając do jakiejś strefy na mapie – ale te także polegają na pokonywaniu 12 stworków lub zbieraniu surowców. Zadania frakcyjne dzienne są moim hitem – oprócz potrzeby zdobycia jakiś dziwnych przedmiotów z potworków, to można je powtarzać trzy razy dziennie. Czasami znajdzie się coś oryginalnego, jednak jest to kropla w morzu rozpaczy i nudy.

Bless Unleashed fabuła
Filmik, jakiś mecz, czarna magia, walka dobra ze złem. Idę spać.

Początek zabawy

Naszą rozgrywkę rozpoczniemy od stworzenia postaci oraz obejrzenia ładnego i nieistotnego dla gry intra. Tutaj muszę pochwalić kreator postaci, gdyż ten naprawdę jest rozbudowany i pozwala nam zarówno wybrać generyczne twarze i zmienić parę ich szczegółów, jak fryzura czy też zarost. Możemy także bardziej wgłębić się i rozpocząć masakrę naszego awatara poprzez zmianę wysokości policzków czy też inna wielkość warg. Gra oferuje nam pięć klas postaci, o których już pisaliśmy na łamach bigbaddice.pl – Klasy postaci w Bless Unleashed. Mamy do wyboru berserkera, krzyżowca, kleryka, maga i łucznika. Dokładnie tak – klasy postaci są tak samo nudne jak sama gra. Nikt nie jest zaskoczony.

Bless Unleashed Foy
Nudna gra i nudne postacie.

Pierwsze chwile w wiosce, która zaraz zostanie zniszczona to typowy tutorial. Tak się chodzi, a tak biega. W ten sposób podniesiesz przedmiot, a w taki użyjesz emotki. Po ataku potężnych stworów masakrujących zaprawionych w boju wojowników, nasz początkujący heros który dopiero co zamienił widły na bojowy topór otrzyma proste informacje jak wyprowadzać ataki i combosy, przy czym oczywiście wszyscy wrogowie będą raczej nas łaskotać, niż zagrażać naszemu życiu czy też zdrowiu. Po ukończeniu wszystkich porad czeka nas wycieczka na właściwy kontynent gry i rozpoczęcie naszej wspaniałej przygody.

Gameplay w Bless Unleashed

Sam gameplay jest typowy dla gier MMORPG. Bless Unleashed nic nie robi na swój sposób i każdy element jest jakąś kopią z innych popularnych tytułów. Walka opiera się na prostych combosach i wygląda mniej więcej tak samo jak w Black Desert Online. Niestety jednak, jako że oczywiście wybrałem Berserkera, szybko zrozumiałem że moje ataki są powolne, a postać w trakcie wykonywania combo ma trudności z obracaniem. W ten o to sposób zrozumiałem, że w PvP to ja tutaj bawić się nie będę. Walka pomimo swojej widowiskowości jest bardzo męcząca i szczerze mówiąc przez większość czasu irytująca.

Bless Unleashed tworzenie postaci
Kreator jednak jest okej i pozwala nam poszaleć

Podczas walki otrzymamy oczywiście także unik, ale to w sumie nieistotne. Często podczas eksploracji trafiałem na bossów w otwartym świecie, których można było pokonać tylko w grupie z innymi graczami. Niejednokrotnie jednak (pozdrawiam Królową Harpii) udawało mi się umierać nie wiedząc nawet co mnie trafiło. Teoretycznie powinny pojawiać się strefy zagrożenia, czerwone kółka i inne takie, jednak przez sztywne i niezsynchronizowane animacje wrogów zdarzało mi się otrzymywać obrażenia dosłownie znikąd. Moja irytacja zaczynała sięgać zenitu, a jestem dopiero w trzeciej lokacji. Już nawet nie będę wspominać o niedziałających zadaniach czy też innych błędach. Oprócz nudnych zadań otrzymałem także męczący gameplay.

Bless Unleashed dialogi
Dialogi prawie w całości nie są nagrane.

Rozwój postaci idzie tutaj dwutorowo – będziemy zdobywać punkty umiejętności i rozwijać nasze zdolności oraz punkty doświadczenia i zdobywać kolejne poziomy naszej postaci. Tutaj twórcy zaprezentowali nam parę różnych mechanik, które dalej przypominają trochę kopię Black Desert Online. Ciekawostką są błogosławieństwa, czyli zestawy umiejętności pasywnych zmieniających działanie naszej postaci. Niestety jednak na dłuższą metę nie robiło mi to większej różnicy, gdyż i tak wybierałem takie umiejętności, które pozwalały mi zachować jako taką mobilność.

To może chociaż grafika?

No dobra, o ile rozgrywka w Bless Unleashed jest rzeczywiście męcząca i odpychająca, to grafika wygląda ładnie. Silnik Unreal Engine robi swoje i gra wygląda bardzo ładnie i bardzo fajnie bawi się światłem, cieniami czy też szczegółami. Efekty umiejętności są bardzo eleganckie, a szczegóły postaci na wysokim poziomie. Niestety jednak dźwięk to inna sprawa. Trzeba przesiedzieć chwilę w menu gry i pobawić się ustawieniami, gdyż różne dźwięki i powiadomienia są stosunkowo zbyt głośne do muzyki. Nawet tupot stóp postaci był zbyt wyraźny i irytujący.

Bless Unleashed grafika
Graficznie nie jest źle, ale jeżeli zastanawiacie się czemu mam za dużo przedmiotów w ekwipunku to wynika to z faktu, że użyłem vouchera +10 slotów, a codziennie twórcy przesyłają do nas kilka przedmiotów zapychających plecak.

Ale co z tego że Bless Unleashed grafikę ma ładną, skoro sama gra to typowe Pay to Win. W tej grze możemy zakupić za prawdziwe pieniądze przedmioty pozwalające nam wyłączyć open world PvP lub poprawiające szybkość ataku oraz inne statystyki. Jeżeli interesują Was takie atrakcje, to zachęcam do przetestowania Bless Unleashed. A jeżeli myślicie, że w tej grze jest dużo graczy bo tak pokazuje steam, to muszę Was też ostrzec przed spamerami oraz botami. W obecnej chwili nie da się używać world chatu, bo ten jest zdominowany przez spamerów. A gdzie są administratorzy? Nawet nie chcę o tym myśleć.

Podsumowanie

Ten rok zdecydowanie należy do gier MMORPG. Otrzymaliśmy już przecież całkiem niezłe Sword of Legends Online, a już niedługo i New World, Elyon oraz Lost Ark. Będzie w co grać, dlatego nie widzę żadnego powodu, by ktokolwiek miał łączyć się na dłużej z tym MMORPG. Gra jest darmowa, można ją pobrać bez problemu na steamie, jednak nie martwcie się – jeżeli będziecie chcieli grać dłużej to swoje zapłacicie. Ja jednak swoją przygodę z Bless Unleashed kończę i do gry więcej nie mam zamiaru wracać, zwłaszcza że już miałem przyjemność testować Elyon i już wiem, że sam system walki jest nieporównywalnie lepszy niż w Bless Unleashed.

The Breakdown

Czy to jest właśnie najgorsze MMORPG na Steamie? Bless Unleashed jest naprawdę wyjątkowe pod tym względem.
Ocena Końcowa 3.0
Pros
- W sumie grafika jest całkiem ładna
- Kreator postaci?
Cons
- P2W
- Męczący gameplay
- Nudne zadania główne i dodatkowe
- Walka w zwarciu nie ma większego sensu
- Dziesiątki bugów, zdarzają się także niedziałające questy

No Comment

Zostaw komentarz

Previous Godfall Fire and Darkness - Zenun's Apprentice, Flameblood Abomination - Misja #2
Next Hades - Lernejska Hydra - Boss #2 Adamantowy Miotacz - Klipy Adixa