Bloodstained Ritual of the Night jest jedną z tych produkcji, której przygoda zaczęła się od akcji na Kickstarterze.  Nie zawsze wydawcy chcą inwestować w marki, które jakiś czas temu odeszły w zapomnienie. Ekipa postanowiła poszukać wsparcia u fanów, a że za projektem stał sam Koji Igarashi, fani serii Castlevania wiedzą, o kogo chodzi. O dziwo cały projekt został sfinansowany w krótkim czasie, oraz zdobył nie lada sumę. Czas produkcji jednak się przedłużał a podczas tworzenia gry i udostępniania kolejnych materiałów gracze nie czuli się zbyt zadowoleni z wyglądu samej gry. Nastał, więc ten czas, gdy gra zawitała w rękach wspierających i na półkach sklepowych. Grę można było ogrywać już od około miesiąca, Ja zaś zapraszam Was na naszą recenzję Bloodstained: Ritual of the Night, czy okazała się ona Klapą czy może jednak pokładane w niej nadzieję zostały spełnione?

 

Bloodstained Ritual of the Night Bzium i już nas nie ma w pomieszczeniu. Wykorzystujemy jedną z broni używając szybkiego przemieszczenia się.
Bzium i już nas nie ma w pomieszczeniu.

Bloodstained Ritual of the Night „Zamku Idę po Ciebie”

W grze wcielamy się w Miriam, która ostatnie 10 lat spędziła w uśpieniu, nie jest to kolejny horizon zero dawn (trochę za mało tego snu by światem zawładnęły roboty). Budzimy się na statku i od razu po wstępnej rozmowie z naszym dawnym towarzyszem Johannem i odbyciu samouczka zostajemy rzuceni na pastwę losu. Przedzierając się przez statek walczymy z różnymi przeciwnikami od Ośmiornic, przez Gluto-stwory aż po Rycerza bez głowy. Spotykamy również naszego starego znajomego Gebela, jednak tym razem okazuje się, że został on pochłonięty przez moc Demonów a my przysięgaliśmy, że gdy zajdzie taka potrzeba to powstrzymamy go, czas dotrzymać tej obietnicy.  Żeby tego było mało przyzwał on Zamek, który jest pełen wszelakiej maści demonów, potworów i różnych dziwactw, nie zapominajmy również o pułapkach. Jak przystało na Shardbringea rzucamy się do walki, aby powstrzymać inwazję Demonów, pomóc koledze po fachu i dowiedzieć się, co tak naprawdę się z nim stało i dlaczego Zamek demonów stoi tuż przed wioską? Nie będę dalej mówił o fabule, może nie jest ona jakoś odkrywcza, ale zawsze lepiej samemu się w nią wgryzać w swoim tempie. Interesujący też jest fakt, iż wszystko dzieje się w Anglii a do akcji wchodzi również inkwizycja, tam gdzie demony tam i wysłannicy kościoła.

 

Bloodstained Ritual of the Night Precz złe demony, odeślę was wszystkie!
Precz złe demony, odeślę was wszystkie!

Miriam spotyka Demona i co dalej?

Cały system walki jest bardzo prosty i nie wnosi nic nadzwyczajnego do gatunku, ot tak wynosimy demony przy pomocy naszej ulubionej broni wspomagając się specjalnymi Technikami (tak mamy coś na wzór Combo), uaktywniamy je wykonując specjalną sekwencję przycisków. Pamiętać jednak należy, że nie każda broń obsługuje dany schemat przycisków, Techniki znajdujemy na regałach z książkami, tak, więc drodzy gracze pamiętajcie warto Czytać Książki, nie tylko te w grze. Jedna lanca pozwala nam przebijać się przez przeciwników jak wiertło przez ścianę kosztem naszej manny, inny miecz wykonuje atak falą uderzeniową i odskokiem do tyłu, a resztę odkryjcie już sami. Zwykli przeciwnicy stanowią problem jedynie przy pierwszych spotkaniach, gdy nie znamy ich możliwości uczymy się na błędach i zbieramy Cięgi. Walka z bossami to już nieco inna zabawa, biją oni mocno a nie zawsze uda nam się użyć miksturki leczącej, więc zaliczymy napis Game Over. Nie ma się, co obawiać przeciętnie tuż przed bossem znajdziemy punkt zapisu, więc drodzy gracze pamiętajcie możecie umierać do woli aż w końcu pokonacie przeciwnika.

Podczas walki wykorzystamy również Shardy, są one cząstkami mocy pozostawianymi przez zabite demony, jak przystało na Shardbringea. Jesteśmy w stanie je wykorzystać przeciwko naszym przeciwnikom. Owe Shardy dzielą się na kilka Typów jedną z nich jest Typ pasywny, zwiększający nasze osiągi podczas walki. Jest również Typ przywołujący, który pozwala nam przyzwać jednego z kilku pokonanych potworów, owy towarzysz walczy u naszego boku, bądź zwiększa nasze statystyki swoją obecnością.  Shard z atakiem, który możemy wykonać w różnych kierunkach nie tylko przed siebie, celujemy i plujemy we wroga zaklęciem i patrzymy jak znika. Shardów oddanych gracza do dyspozycji jest sporo a i one pozwalają dobrać odpowiednią konfigurację sprzyjającą naszemu stylowi gry.

 

Bloodstained Ritual of the Night Czasem warto na chwilę przysiąść i odpocząć.
Czasem warto na chwilę przysiąść i odpocząć.

Grafika oraz muzyka

Muzyka od samego początku przeciągnęła moją uwagę a później się po prostu w niej zakochałem, klimatyczna ścieżka dźwiękowa wpadająca w ucho to jest to, co lubię w produkcjach. Po przejściu gry uzyskujemy dostęp do ścieżki dźwiękowej i możemy odtwarzać ją w menu głównym (taki mały niegroźny spoilerek). Ekipa odpowiedzialna za muzykę spisała się na medal. Wspomnieć wypada również, iż w grze mamy do wyboru Język Angielski jak i Japoński, ten drugi jest bardzo ceniony przez fanów kultury Japońskiej, nie ukrywam również, że sam czasem lubię grać w grę w jej oryginalnym Języku. Czasem gry po prostu tracą swój klimat przez słabą lokalizację w tym wypadku jednak obie ścieżki dźwiękowe są dobre.

Modele postaci, przeciwników są ładnie wykonane, jest, na czym oko zawiesić. Gotycki klimat zamku połączony z domieszką technologii i szaleństwa pozwala nam odwiedzać ciekawe lokacje, choć niestety nie są one sobie równe, jedne wyglądają obłędnie inne już nieco mniej. Całość trzyma bardzo przyjemny klimat, przez który przychodzi nam się przedzierać, pokonując przeciwników.

 

Alchemik nasz niezastąpiony towarzysz w niedoli.
Alchemik nasz niezastąpiony towarzysz w niedoli.

Gdy arsenał z Matrix’s wydaje się mały

Bloodstained Ritual of the Night do dyspozycji oddaje nam pokaźny arsenał wyposażenia, każdy z nas graczy znajdzie coś dla siebie.  Zwolennicy walki ala Indiana Jones będą zadowoleni z bicza, nie ma to jak pokonać przeciwnika na dystans nie narażając się na obrażenia, przy walce na dystans warto wspomnieć o broni palnej, tak dobrze słyszycie możemy strzelać z pistoletów do wrogów. Pistolety zaś posiadają również specjalną amunicję ułatwiającą nam zmagania z groźniejszymi przeciwnikami, dostęp do niej uzyskamy, gdy odnajdziemy odpowiednie schematy alchemiczne. Zwolennicy broni ciężkiej znajdą Dwuręczny miecz, którego atak wykonywany jest z zamachu (często przydatne podczas niszczenia różnych lamp), posiada on duży atak, lecz jego szybkość ataku jest wolna, standardowa wymiana transmutacyjna coś za coś. Tak, więc w nasze ręce oddane są między innymi Lance, Miecz, Miecz dwuręczny, Rapier (niema to jak dźgać wroga), Buławy, Bicze, Pistolety oraz tradycyjne Kung Fu. Tak możemy pozbywać się przeciwników za pomocą kopniaków.

Poza uzbrojeniem mamy miejsce na hełmy, zbroje, akcesoria oraz szaliki, tak nasza Bohaterka lubi szaliki. Każdy z tych przedmiotów ma swoje statystyki a czasem zaklęte dodatkowe zdolności, jeden z przedmiotów potrafi zniwelować koszt manny, ale nie martwcie się nie przeskoczymy ograniczeń gry i nie przyzwiemy 20 czarów za jednym zamachem, a szkoda! Warto zawsze dostosować całe wyposażenie pod swój własny styl rozgrywki, w pewnym momencie będziemy mieć go tyle, że więcej czasu zajmie nam przewijanie się przez niego, niż sama decyzja, co założyć.

Co zrobić, gdy mamy za dużo takich samych przedmiotów? Mamy dwie możliwości, możemy nadmiar sprzedać w sklepiku bądź też przemielić na materiały za pomocą naszego znajomego Alchemika. Materiały pozyskamy również z potworów oraz skrzynek, jednak schematy potrzebne do transmutacji znajdziemy poukrywane w różnych kufrach rozsianych po całym zamku znajdujących się w przeróżnych a czasem dziwnych miejscach. Jego dobrą zaletą jest również możliwość tworzenia potraw, które poza leczeniem naszej postaci dodają jej pasywny bonus do statystyk przy pierwszym zjedzeniu.

 

Wiszący worek z naszym dropem, ah te chciwe ściany.
Wiszący worek z naszym dropem, ah te chciwe ściany.

Czy wszystko zagrało tak jak trzeba?

Niestety Bloodstained Ritual of the Night nie udało się uniknąć problemów, nie są może one tak drastyczne, ale skoro są dobre nowiny to i złych warto wspomnieć. Jednym z najważniejszych problemów jest czas ładowania, zabawne jest to, że za jednym przejściem z lokacji na kolację trwa to chwilę, a gdy na przykład chcemy już wrócić tą samą drogą, to nagle okazuje się, że wita nas ekran ładowania.  Jest to o tyle uciążliwe, że niektóre pokoje są po prostu małe i przelatujemy przez nie w kilka sekund (a gdy dysponujemy już odpowiednim wyposażeniem to czujemy się jak Flash, bzium i już po pokoju).

Innym problemem, który mnie spotkał podczas rozgrywki był zacinający się loot, zabiłem potworka poleciały mi z niego itemki, ale worek postanowił zawisnąć w powietrzu, samo przeskakiwanie przez niego nie powodowało zgarnięcia dropa, tak, więc pozostawało nic tylko poczekać w okolicy, aby w końcu go zaliczyło, trochę strata czasu. We znaki dał się również sam silnik graficzny, na którym powstał Bloodsteined, jak wiadomo czasem UE4 lubi przyciąć grafikę do minimum przed podładowaniem do końca tekstur, zdarzało się to czasami względem otoczenia, nie było to tak dotkliwe, ale również warto wspomnieć.

Najgorszą bolączką był jednak nierówny wygląd lokacji, jedne wyglądały wręcz obłędnie a inne tak meh, przez co gra traciła trochę na uroku. Części osób może również nie spodobać się system lootu, przypomina on nieco typowy dla Japońskich produkcji grind, czasem zabijemy pierwszego potwora i polecą nam przedmioty, a czasem po prostu zabijemy ich 15 i dostaniemy ich zawrotną ilość w wysokości 3 sztuk.

 

Zwiastun

 

Bloodstained: Ritual of the Night Koniec jest bliski.

Podsumowanie Bloodstained Ritual of the Night

Przyznam się bez tortur i bicia, iż moje przejście Bloodstained Ritual of the Night zajęło dobre 23-24 godziny, wszystkiemu winny jest mój nawyk wchodzenia wszędzie gdzie się da, widzę jakąś półkę to staram się do niej dostać szukając sposobu. Czasem wystarczyłoby przejść po prostu dalej i wrócić tu później, a czasem tylko trochę pokombinować.

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że gra spodoba się fanom Castlevani szczególnie Symphony of the Night, do której często jest porównywana. Genialna oprawa dźwiękowa połączona z ładną, choć nierówną grafiką z domieszką kilogramów ekwipunku tworzy Ciekawą całość. Przy grze bawiłem się po prostu świetnie i dopadła mnie choroba jeszcze jednego pomieszczenia, co czasem przypłaciłem śmiercią, save point był hen daleko za mną, a czasem po prostu kolejnymi minutami w niej spędzonymi. Grę pewnie da się przejść szybciej, ale, po co się śpieszyć? Chyba, że gracie w Time mode gdzie liczy się czas. Grę przejdę jeszcze pewnie kilka razy, a nawet pewnie wypróbuję najwyższy poziom Trudności. Już nie mogę się doczekać DLC w których dostaniemy dwie grywalne postacie, wspominałem, że będą one w DLC za free?

 

 

 

The Breakdown

Bloodstained Ritual of the Night przebudza w Fanach Castlevani nostalgię przeszłości oraz dodaje nowego członka rodziny do gatunku Metroidvani.
Ocena Końcowa 89%
Pros
- Klimatyczna rozgrywka
- Różnorodność dostępnego sprzętu
- Darmowe DLC w drodze
- Duża re-grywalność
- Tryby czasowe
- Alchemia ułatwiająca życie, tworząca jedzenie
Cons
- Drobne problemy techniczne
- Sporadyczne spadki wydajności
- Trochę niewykorzystany potencjał Zamku

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Monster Hunter: World Iceborne - Co nowego w dodatku?
Następny Wolfenstein: Youngblood - Recenzja - Pomylone siostry