Darksiders Genesis był na samym szczycie moich gier do zagrania w grudniu. Jestem olbrzymim fanem franczyzy, kocham klimat Darksiders i nie mogłem się doczekać premiery tego eleganckiego spin-offu, który okazuje się, że spin-offem wcale nie jest.

Moje wymagania były olbrzymie, zwłaszcza po niekoniecznie udanym mezaliansie w Darksiders 3 między serią Dark Souls, a poprzednimi częściami Darksiders. Oczywiście poprzedniczkę ograłem i ogram pewnie jeszcze raz na konsoli (mam z plusa), całość nagrane jest na naszym kanale YouTube i finalnie miło wspominam przygody z Furią. Jak w takim wypadku wypada historia początku jeźdźców? Będę długo opowiadać, idźcie zrobić herbatę. A więc …. od czego by tu zacząć ….

Psst! Grę ukończyliśmy w całości na naszym kanale 🙂 Nie bądź żyła, zajrzyj i daj suba 🙂

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

 

W Darksiders Genesis będziemy się wcielać w dwójkę jeźdźców, ostatnich z rasy Nefilim, potomków demonów oraz aniołów. Po zniszczeniu swojej rasy, Jeźdźcy oddali się w służbie rady, by dbać o utopijną równowagę. Dwójka z nich, Wojna oraz Waśń, zostaje wysłana by przeprowadzić śledztwo w sprawie ostatnich działań Pana (chciałbym coś tutaj powiedzieć, ale nie mogę bo to spoiler) piekieł – Lucyfera oraz jego popleczników. Tak się zaczyna nasza przygoda. Na samym początku dowiadujemy się, że Śmierć oraz Furia zostali wysłani z inną misją, więc w powietrzu czuje DLC, które na bank kupię.

Wojnę znamy z pierwszej części gry, olbrzymi wojownik z jeszcze większym mieczem skupiony na brutalnych rozwiązaniach oraz kierujący się rycerskimi zasadami, powinnością wobec rady, oraz gardzący słabościami takimi jak chciwość. Waśń natomiast pojawia się w serii po raz pierwszy jako postać którą możemy prowadzić do boju. Wcześniej mogliśmy go zobaczyć dwa razy w Darksiders 3, ale tylko przez chwilę i nic więcej o nim nie wiemy. W grze jest natomiast raczej wyluzowanym i jednocześnie skrytym żartownisiem, który niekoniecznie poważnie podchodzi do swoich obowiązków. Mamy więc drużynę odpowiedzialnego wojownika oraz wyluzowanego łotra, którzy razem zostali wysłani by wykonać trudne zadanie. Ten duet jest fantastyczny.

Komiksowe wstawki są fantastyczne. Szkoda że jest ich troszkę za mało. Przynajmniej czułem niedosyt.

Poważnie, dialogi jakich słuchamy w grze to czysta przyjemność. Nie wiem kto tłumaczył Darksiders Genesis, ale wykonał niewiarygodnie dobrą pracę. Żeby było zabawnie, głosu Wojny podkłada ten sam aktor, co wcześniej Vesemira w polskiej wersji językowej Wiedźmina. Dialogi w grze to pierwsza klasa, słucham ich z olbrzymią przyjemnością, a dodatkowo gra została dużo lepiej opisana niż poprzednie części Darksiders. Ogólnie wszelkie didaskalia niespecjalnie mnie interesują, ale z uwagi na fakt, że jestem olbrzymim fanem Darksiders, czytałem wszystko z grubą przyjemnością. W grze uważny gracz dowie się między innymi o zdradzie jeźdźców (zdradzili swoją rasę by posiąść moc) a także o skomplikowanych relacjach między rodzeństwem. Nasłuchamy się także na temat ciężkiej zbroi Wojny oraz tym, jak on daje radę w niej się poruszać i skakać. Jest związany z tym drobny mechanizm, bo podczas noszenia bomb (takie rosnące na ścianach, były w każdej części Darksiders), Wojna porusza się znacznie wolniej od Waśni.

Czasem by przejść dalej będziemy musieli rozwiązać zagadkę. Innym razem rozwalić armię wrogów.

W każdym razie skończymy dyskusję o fabule i przejdźmy do rozgrywki, chciałbym powiedzieć tylko jeszcze jedno. Fabuła, podobnie jak to było w poprzednich Darksiders, jest fantastyczna. Pełna zwrotów akcji, dobrych dialogów, świetnych postaci które zapamiętam. Pojawiają się starzy znajomi jak Vulgrim oraz Samael, ale pojawiają się także i nowe postacie jak demonica Dis, która usługuje dla Vulgrima. Historia jest mroczna i brutalna, tak samo jak relacje między piekłem, a niebem, tak jak zapamiętaliśmy to z poprzednich gier. Doskonale.

W Darksiders Genesis rozgrywka toczy się rzutem izometrycznym, tak jak np. w Diablo albo Path of Exile. Grę ukończyłem solo, na platformie PC. Została ona zaprojektowana głównie pod zabawę kooperacyjną, ale nie zauważyłem, żeby jako gracz solo miał ciężej lub był traktowany gorzej. Podobnie jak to było w God’s Trigger, postać zmieniamy w trybie rzeczywistym, w dowolnym momencie i możemy płynnie przeskakiwać z jednej postaci na drugą. Wojna walczy w zwarciu, a Waśń na dystans korzystając z różnego rodzaju amunicji. Amunicję zmieniamy w trakcie gry także w dowolnym momencie i jednocześnie uzupełniamy pociski bezpośrednio z wrogów. Wojna natomiast ma szereg ataków oraz combo i są one identycznie jak wykonywaliśmy w pierwszej części gry. Teoretycznie granie jako Waśń jest bezpieczniejsze, bo trzymamy dystans i mamy parę trików do szybkiego uciekania, Wojna natomiast bije dużo mocniej i posiada parę agresywnych zagrań, które zdecydowanie przekonują mnie do grania głównie tą postacią. Jeżeli mam wybór, to raczej jestem skłonny tworzyć postać wojownika, chociaż obydwoma bohaterami gra mi się dobrze, a w pewnym momencie gry musimy płynnie przeskakiwać między nimi w zależności od problemów.

Dialogi między Wojną a Waśnią są pierwsza klasa. Bracia ciągle sobie docinają i jednocześnie fantastycznie się dogadują. Czuć łączącą ich więź.

Oprócz ataków i combo mamy do dyspozycji szereg narzędzi, ulepszeń (zmieniają działanie broni lub są inną amunicją), umiejętności oraz dwa ostateczne narzędzia zagłady, o których nie będę pisać, bo to spoiler i to dosyć ważny. Flow w Darksiders Genesis jest więc bardzo fajne, każda walka jest unikatowa i jednocześnie wymagająca. Dzięki płynnej zmiany postaci, która posiada nie tylko swoje paski życia oraz szału (mana), ale także i unikatowe umiejętności, możemy każde wyzwanie przejść na parę sposobów.

Tutaj niestety muszę wspomnieć o pierwszej wadzie tytułu, otóż kamera nie zawsze zdaje rezultat przy stałym rzucie izometrycznym. Nie raz walczyłem w miejscach, gdzie nie wszystko było dobrze widoczne. Podobnie jest też z zagadkami środowiskowymi oraz sekretami w postaci jumping puzzle. Gra bawi się perspektywą i np. ukrywa hak do zaczepu po za ekranem i to jest spoko, bo trzeba skoczyć by go dostrzec, a odkrywanie sekretów w Darksiders Genesis sprawiło mi masę przyjemności. Inna jednak sprawa, że nie raz spadniemy w przepaść, bo nie widać gdzie się kończy platforma, nie doskoczymy na kolejną platformę, bo zabraknie dosłownie milimetra, a nasza postać nie złapie się krawędzi w nieoznaczonym do tego miejscu. Podobnie źle działa hak do przyciągania wrogów, bo nie raz trafimy nim w przeciwnika, ale nie zostanie on złapany i przyciągnięty (a jest to fajny trik zwłaszcza jak gramy Wojną).


Czasami kamera zmieni swoje położenie byśmy mogli nacieszyć oczy cudownymi mapami. Nawet toksyczna tama wygląda tutaj pięknie

Kolejny problem z celowaniem, to niestety ten związany z kierunkiem aktywacji umiejętności. Grając na konsoli nie byłoby tego problemu, ale na PC jest to bardzo problematyczne. Chodzi o to, że postać wykonuje niektóre umiejętności w stronę gdzie wskazuje kursor (strzelanie Waśni) a inne umiejętności, w stronę w którą postać patrzy (szarża Wojny). Do samego końca gry nie potrafiłem precyzyjnie celować szarżą Wojny. 

Do pokonania mamy niezliczone rzesze wrogów, będących nie raz w różnych wariantach, jednak drastycznie zmieniające ich działanie oraz zachowanie. Najniżej w hierarchii znajdują się Demoniczne Pchły. To są takie impy i mogą one występować w wersji zwykłej z bronią do walki w zwarciu, z łukiem, ogniste, trujące itp. Za każdym razem działają one totalnie inaczej i nawet toksyczne oraz ogniste pchły generują inne problemy (toksyczne pchły będą robić atak kamikadze, a ogniste za wszelką cenę trzymać dystans). Są też duzi przeciwnicy, którzy za każdym razem będą stanowić inne wyzwanie, np. olbrzymi toksyczny pająk w 7 rozdziale posiada atak, który zatruwa całe otoczenie i jednocześnie spowalnia aktywowanego jeźdźca. W pewnym momencie musiałem walczyć z nimi dwoma na bardzo ciasnej arenie. Innym razem trafiałem na ufortyfikowaną pozycję szkieletów, gdzie oprócz ciężko opancerzonych i uzbrojonych po zęby szkieletów, za ich plecami była solidna grupa łuczników, sprytnie ukryta po za zasięgiem naszego widzenia zanim nie zaczniemy walki. Pułapka! Ostatnią grupą są bossowie i w prawie każdym z rozdziałów gry mamy takiego ciężkiego przeciwnika. I po walce z nim masz spocone ręce i szum adrenaliny w głowie. Nie są tak trudni jak w soulsach, ale i tak stanowią potężne wyzwanie. Darksiders Genesis nawet na normalnym poziomie trudności jest bardzo trudne, zwłaszcza w drugiej połowie gry. I to jest olbrzymia zaleta.

Bossowie są wszędzie. Nawet ci poboczni stanowią olbrzymie zagrożenie. Im dalej w las tym ciężej. Bardzo dobrze.

Gra niestety posiada elementy Metroidvani i o ile najczęściej mi to nie przeszkadza, tutaj wymusza na nas powtarzanie poziomów. Bez tego niestety nie odblokujemy sekretnego, ostatniego poziomu, więc lizacze ścian tacy jak ja, muszą wracać i powtarzać poziomy. Tych do powtórzenia nie ma dużo, ale żeby zaliczyć wszystkie sekrety znalezione na danym poziomie musimy go ukończyć. Kampania na zwykłym przejściu, bez odkrywania poziomów, zajmie około 12 godzin. Z odkrywaniem znacznie więcej, dla mnie łącznie z arenami było to 25 godzin. A na koniec gry odblokowywany jest też tryb z najwyższym poziomem trudności, który będę chciał także ukończyć. Żeby było śmieszniej, grę można dorwać za malutkie pieniądze, osobiście kupiłem ją za 70 zł na Gamivo. W porównaniu do Jedi: Fallen Order, jest to niebo, a ziemia.

Sekrety są poukrywane wszędzie, czasem trzeba się namęczyć by do nich się dostać, ale warto to robić, zwłaszcza jak lubicie lizać ściany.

Grafika to tak naprawdę ten sam styl co w poprzednich częściach Darksiders, komiksowy, ale lekko mroczny i surrealistyczny świat który zamieszkują anioły i demony. Fani serii od razu poczują się jak w domu. Nasze oczy będą też cieszyć bardzo ładne komiksowe przerywniki filmowe utrzymane w odpowiednim klimacie. Pierwsza klasa. Drobny jednak niuans jeżeli chodzi o klimat, to głos rady starszych który słyszymy w polskiej wersji językowej na początku gry – jest totalnie inny od tego z poprzednich części serii i strasznie mi się nie podobał. Jakby dwóch ludków ze sobą rozmawiało, a nie rasa tajemniczych i rządzących wszystkim istot.

Podsumowując, dla mnie Darksiders Genesis to był fantastyczna przygoda do której na pewno wrócę niedługo, aby ukończyć ją na najwyższym poziomie trudności – Apokalipsa. Do gry pewnie też trafi DLC (a spróbujcie go nie zrobić), więc to także będzie dobry moment by znowu zagrać w tą grę. W sumie, to mogła być najlepsza część Darksiders wydana do tej pory.

 

The Breakdown

To chyba najlepszy Darksiders, jaki powstał do tej pory. Pamiętając przy tym, że poprzednie części także były dobrymi lub bardzo dobrymi grami.
Ocena Końcowa 9.0
Pros
- wojna i Waśń to fantastyczny duet braci na przeciwnych biegunach charakteru
- polski dubbing mistrzostwo, można grę przejść drugi raz tylko żeby cieszyć się docinkami między Wojną i Waśnią
- cudowna komiksowa grafika, idealnie współgra z duchem poprzednich części Darksiders
- kolejny raz otrzymujemy dobrą, niecodzienną i nieliniową historię
- bardzo niska, nawet niesprawiedliwa cena. Ta gra jest warta więcej.
- soczysta walka pełna widowiskowych combosów oraz umiejętności
- świetni przeciwnicy oraz wymagający bossowie
- wysoki poziom trudności
- mnóstwo fantastycznie ukrytych sekretów, mapy są niesamowicie rozbudowane oraz szczegółowe
Cons
- niepotrzebny podział na poziomy wymuszający powrót do poprzednio zbadanych lokacji
- polski głos rady starszych
- izometryczna kamera nie zawsze zdaje rezultat, zwłaszcza podczas walki w zwarciu jako wojna
- Niektóre umiejętności celują w stronę patrzenia postaci, a nie w stronę gdzie jest kursor

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous Phoenix Point - Poradnik dla początkujących - Dowódco, musisz to wiedzieć
Next Morskie Głębiny - Recenzja - Refleks, Obserwacja i Pamięć