Days Gone to kolejna gra ekskluzywna dla konsoli Playstation 4. Gra jest tworzona przez SCE Bend Studio, które to nie posiada jeszcze na koncie tak dużych gier. Wszyscy mamy olbrzymie wymagania do gier ekskluzywnych dla Playstation 4. Czy niedoświadczone studio ma szansę stworzyć grę którą zapamiętamy?

Horizon: Zero Dawn, God of War oraz Bloodborne. To gry ekskluzywne dla Playstation 4 które do tej pory ograłem i które spokojnie mogę polecić. Mogę też zaświadczyć o wysokiej jakości tych pozycji, a czeka na mnie jeszcze Spider Man, który także zjednał sobie olbrzymie rzesze fanów. Czy Days Gone ma szanse zaistnieć w tym gronie? Możecie być spokojni. To nie jest gra tak dobra jak trójka wcześniej wspomnianych pozycji, ale i tak jest dalej świetna.

Days Gone – Czy można opowiedzieć ciekawą historię o zombie?

Podobno jest jeszcze Last of Us, ale póki co gra mnie nie porwała, więc się nie wypowiem. Inaczej jednak jest z Days Gone. Tutaj od początku poczułem olbrzymią sympatię do głównego bohatera i fabuły. Zaczyna się dosyć sztampowo. Wcielamy się w postać o imieniu Deacon St. John, członka gangu motocyklowego Mogrelsów (z angielskiego kundli). Poznajemy go w dniu wybuchu tajemniczej epidemii, która zamienia większość populacji w krwiożercze zombie. Szybko jednak akcja przeskakuje 2 lata wprzód, kiedy to ludzie jakoś się ułożyli, a Deacon wraz ze swoim przyjacielem Boozerem podróżuje między obozami osób które przetrwały i stara się im pomóc.

Ciekawym zabiegiem fabularnym jest nastawienie na przedstawienie sytuacji Deacona oraz innych ludzi, a nie skupienie się na przyczynach epidemii oraz próbach ratowania świata. Deacon przede wszystkim chce pomóc sąsiadom. Ale też nie do końca, bo dzięki temu zdobywa kredyty i zaufanie potrzebne do odblokowania nowych przedmiotów itp. Więc motorowcy sobie podróżują po opustoszałych wioskach i jakoś trwają od pierwszego do pierwszego.

Tak zaczyna się nasza przygoda. Motor to nasze lepsze nogi 😀

Fabuła jest podzielona na wątki fabularne, jednak w danym momencie najczęściej mamy dostępne 1 – 3 zadania fabularne, które pchają historię do przodu. Wszystko jest posortowane w początkowo by się zdawało nieorientacyjnym dzienniku. Jeżeli chodzi o samą fabułę, to jest ona bardzo emocjonalna i całe jej przedstawienie skupia się na głównych bohaterach którzy próbują przetrwać. Brak tutaj większej wyniosłości oraz chęci ratowania świata. Bardzo mi przypadła do gustu, zwłaszcza fakt, że bohaterowie zostali przedstawieni w taki sposób, że budują w nas emocje. Możemy ich lubić lub nie, ale fabularnie wszystko to się klei. Oczywiście później mogą się pojawić wątki przyczyn powstania epidemii, jednak Deacon natrafi na to przypadkiem, a jego finalnym celem będzie coś innego.

W tle powiewa także lekko amerykańska flaga. To oczywiście metafora, ale czuć klimat takiej amerykańskiej wioski pełnej kowbojów i kozaków. Często są też poruszane ważne dla amerykanów tematy, jak kwestia niewolnictwa, przynależności lub wolności. Każdy by chciał mieć zaradnych motorowców u siebie zamieszkałych na stałe, ale oni doskonale sobie radzą samemu. Doskonale? No właśnie nie i to jest głównym nurtem fabuły. Deacon będzie zmuszony powoli wybierać co jest ważniejsze: godność, przywiązanie, wolność, wierność. Duże słowa, ale główny bohater będzie ciągle rwany między tym wszystkim. Nie chcę spoilerować, bo fabuła jest naprawdę bardzo mocna i wielu twórców mogłoby się zainspirować sposobem przedstawienia bohaterów w Days Gone.

Czasem spotkamy gości w żółtych kombinezonach. Są ciężko uzbrojeni i będą do nas natychmiast strzelać.

Była nawet pewna scena, kiedy Deacon wraz ze swoim przyjacielem jechał do pewnego miejsca i zaczął opowiadać o tym kim są i dokąd zmierzają. Przy tym włączyła się świetna muzyka (na spoti Soldier’s Eyes – Jack Savoretti). Przyznam się bez bicia – 28 letni facet który raczej nie rozkleja się łatwo prawie się pobeczał ze wzruszenia. To jest ten format historii. Porównanie jej do Red Dead Redemption 2 byłoby niewłaściwe, ale jeżeli chodzi o natężenie ładunku emocjonalnego, jest bardzo podobne do tego co pamiętamy z samego końca Red Dead Redemption 2. Scena o której mówię jest poniżej. Oglądacie na swoją odpowiedzialność (ale suba możecie dać). Powiem tylko tyle, że ciężko było mi jednocześnie jechać i tego słuchać co on mówi. Dopiero potem się uspokoiłem.

A jak rozgrywka w Days Gone?

Jeżeli chodzi o samą rozgrywkę, to jest to typowe ubi game z open worldem. Zbieramy znajdźki, podbijamy obozy bandytów oraz szukamy hord świrusów. Nie ma tego dużo, a kiedy znajdziesz się dość blisko jakiejś lokacji jak gniazdo lub też obóz bandytów, to ta wyświetli się na mapie. W każdym momencie możemy zobaczyć też progres zdobywanych znajdziek. Nie jest to poziom bezsensowności oraz głupoty gier ze stajni Ubisoft (główny powód dla którego nie przeszedłem Assassin’s Creed Odysey oraz Far Cry 5 to brutalna powtarzalność), ale w pewnym momencie i tutaj wkrada się monotonia. Na szczęście nawet achievmenty nie wymagają od nas zajrzenia pod każdy kamień – starczy zrobienie kilku rzeczy oraz zebranie 75% wszystkiego, co nie jest trudne. Nie dostajemy za znajdźki fabularne absolutnie nic, natomiast hordy, obozy oraz stacje badawcze są bardzo wskazane do robienia, gdyż dostajemy za nie dużo reputacji w obozach, lepsze receptury oraz wzmocnienie punktów życia, skupienia oraz kondycji.

Gra świateł w Days Gone to mały cud.

Reputacja to bardzo ważny element gry i zbieramy ją oddzielnie dla każdego obozowiska. Podobnie jest też z kredytami, więc dosyć szybko pojawił się u mnie problem, gdzie w niektórych obozach posiadałem bardzo dużo pieniędzy, ale za małą reputację by kupić to co chciałem, a tam gdzie robiłem akurat zadania lub polowałem na hordy świrusów, to brakowało mi kasy na uzupełnienie amunicji. Ta nierówność jest dosyć irytująca i raczej niepotrzebna, bo trzeba się potem nakombinować by znaleźć surowce i kanister z paliwem.

Sama gra nie ma w sobie jednak nic z survivala. Wrogów łatwo wykiwać i posiadamy na stanie wiele fajnych zabawek pomagających nam w grze. Możemy się skradać lub wpadać głównym wejściem, jednak wrogowie są sprytni, zwłaszcza ludzie – grupa bandytów osłania się nawzajem, ostrzeliwują nas, kiedy inny np. ze strzelbą spróbuje nas obejść lub też rzucić granat (który swoją drogą możemy wytrącić z ręki, bardzo fajny sposób do rozwalania wrogów za osłoną). Świrusy działają za to stadnie – potrzebują przy tym do życia wody, zjadają zwłoki i siebie nawzajem (co także łatwo wykorzystać). Hordy podróżują wspólnie i je także możemy pokonać na różne sposoby otrzymując dużo sławy i trofeów. Kusza od pewnego momentu staje się jedną z najlepszych broni w grze, zwłaszcza po ulepszeniu pokonuje większość wrogów jednym strzałem. Idealna do cichego czyszczenia obozów.

W nocy łatwiej obserwować bandy świrusów.

Niby jest tego pełno, ale zawsze czegoś brakuje. Moim największym problemem był od początku gry złom, który używamy do naprawy broni do walki w zwarciu (bardzo szybko będziemy mogli robić naprawdę silne bronie do walki wręcz) oraz naprawy motocyklu. Możemy mieć przy tym tylko 10 złomu jednocześnie (potem troszkę więcej), a na pełną naprawę broni nieraz potrzeba zużyć 8 takich jednostek. Alternatywą jest ciągła wymiana oręża lub strzelanie, gdzie w pierwszym przypadku będziemy mieć częściej słabszą broń, a w drugim będziemy ściągać do siebie wszystkie hordy z okolicy, dlatego raczej unikamy strzelania. Nie miałbym problemem ze złomem, gdyby nie fakt że większość go zdobywamy z samochodów, które wcześniej musimy rozkręcić i każdorazowo trwa to około 5 sekund. Jest to irytujące przerywanie gry. Podobnie jest z tankowaniem oraz naprawianiem motoru. Trwa to chwilkę i w tym przypadku rozumiem dlaczego to robimy, bo tankować powinniśmy tylko kiedy w pobliżu nie ma świrusów.

Gra ma wiele niewielkich błędów. Niektóre są nawet zabawne. Na zdjęcie Deacon Motorowy Rycerz

Gra potrzebuje także patcha lub dwóch, bo trafiają się pewne błędy. A to czasem nasz model postaci źle oceni wysokość i pojawi się metr w powietrzu, innym razem trafimy świrusa, mimo że animacja uderzenia nie była nawet blisko. Dwa razy zdarzyła mi się sytuacja kiedy strzeliłem praktycznie z przyłożenia w wroga, a mimo to nie zaliczyło mi trafienia. Głupotki, jednak są irytujące.

Powiedzenie że 1/3 gry spędzamy na motorze nie będzie dużą przesadą. Jeździmy ciągle i wszędzie, motor się dostanie w wiele niedostępnych miejsc i bez niego nie zdobędziemy niektórych znajdziek. Nie ma też szans na skuteczne poruszanie się w nocy bez motocyklu – w syfie wszędzie są świrusy. W dzień niby jest bezpieczniej, ale pojawiają się bandyci na motorach, można też trafić na pułapkę zastawioną przez złych ludzi. Sam jednak motor był bardzo trudny do prowadzenia w momencie kiedy zaczynałem grę. Widać to było na moim pierwszym live, gdzie nie dałem rady przejść fragmentu ze ściganiem na samym początku gry. Następnego dnia pojawił się jednak patch który ogarnął ten element i jest o niebo lepiej, chociaż dalej czasem zarwie, czasem nie zareaguje na czas itp. Słowem, problemy jak z koniem Arthura Morgana w Red Dead Redemption 2, chociaż maszyna powinna być bardziej przewidywalna.

Grafika i Dźwięk – Pogoda jak pod psem

Na szczególną uwagę zasługuje grafika, ale nie tekstury, ale efekty graficzne. Zwłaszcza pogoda, bo to co deszcz i śnieg robi z mapami to jest niewiarygodna poezja. Na jednym z materiałów na naszym kanale, kiedy pierwszy raz trafiłem na śnieg to zacząłem dosłownie wyć z zachwytu. Wszystko zaczynało się powoli przykrywać, nie tylko ulice, ale także drzewa, samochody czy też budynki. Oczywiście motor oraz świrusy pozostawiali za sobą ślady w śniegu, a warunki atmosferyczne wpływają bezpośrednio na jazdę naszym sprzętem. Jeżeli chodzi o same tekstury, to mogę je określić jednym słowem, a właściwie dwoma – pozytywna monotonia. Gra bardzo stara się nam pokazać, jak w bardzo kiepskiej sytuacji są osoby które przetrwały epidemię. Dlatego też panuje raczej szary i przygnębiający nastrój, większość miast jest oczywiście opuszczona, a nowi mieszkańcy chcą ciebie zjeść. Wszędzie widać efekty paniki po rozpoczęciu epidemii i wprawne oko zauważy naprawdę ciekawe szczegóły. Stłuczone samochody, pospiesznie porozrzucane rzeczy osobiste w domach, jakby ktoś szybko się próbował wydostać czy zabarykadowane drzwi sprawiają, że świat także opowiada swoją historię.

Days Gone zapamiętam na bardzo długo przez niewiarygodną fabułę.

Jeżeli chodzi o polski dubbing, to mogliście słyszeć że nie jest najlepszy, jednak według mnie spełnia swoją rolę. Co ja mogę powiedzieć, uważam nawet że jest lepszy od oryginału. Może nie jest tak dobry, jak w Wiedźminie 3, ale kurczę to w jaki sposób pokazano emocjo Deacona, to jest coś niesamowitego. Często komentuje to co się dzieje, np. kiedy zbliżamy się do obozu kultystów może powiedzieć I co skurwysyny? Chcecie napadać na bezbronnych ludzi? Ukorzcie się teraz. I tak za każdym razem, coś innego. Pisownia oryginalna, gra nie szczędzi słów i Decon jest raczej osobą impulsywną i wulgarną. Tak samo zresztą inni ludzie którym udało się przetrwać. W pewnym momencie jeden z bohaterów mówi, że tylko ci którzy mają coś nie tak z głową przetrwali. Może coś w tym jest. Nawet scenę z filmu powyżej odsłuchałem w wersji po angielsku i ta polska brzmi o niebo lepiej. Słuchanie dialogów w Days Gone to miód dla uszu.

Czasami Deacon będzie wspominać stare, dobre czasy.

Technicznie gra jednak jest słabo zoptymalizowana. Długo się uruchamia, a zapis gry ładuje się około minuty. Zdecydowanie za dużo jak na najnowocześniejszą konsolę obecnie dostępną na rynku. Widać także spadki FPS w niektórych sytuacjach, zwłaszcza kiedy jesteśmy w trakcie wartkiej akcji z motorami w roli głównej.

Podsumowanie

Days Gone to nie jest kaliber trójki wspaniałych którą wymieniłem na początku wpisu, jednak dalej jest to naprawdę solidna pozycja która da nam solidną porcję zabawy na wiele godzin. Zwłaszcza fabularnie ciągnie nas do przodu. Niepotrzebne elementy survivalowe oraz sandboxowe psują finalną ocenę gry i szczerze mówiąc wolałbym otrzymać bardziej skondensowany produkt bez tych dodatkowych elementów. Twórcy jednak poszli za modą, troszkę psując grę, ale dalej dając nam solidne story. Twórcom udało się także przesłać pewien swój morał i gra mimo w sumie prozaicznego tematu zombie, daje finalnie nam trochę do rozmyślania.

Podsumowanie

Solidna pozycja dająca kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy.
Ocena Końcowa 7.5
Pros
- bardzo dobra historia opowiedziana z filmowym rozmachem
- świetne postacie główne oraz poboczne
- cudowne udźwiękowienie
- motywy głównych bohaterów, wzruszające sceny, tło filozoficzne wplecione gdzieś z tyłu całego story Days Gone
- fantastyczny dubbing
- cykl dnia i nocy oraz warunki pogodowe bezpośrednio wpływające na rozgrywkę
- dobry system walki dający wiele możliwości pokonywania wrogów
Cons
- niepotrzebne elementy open world które zapychają nam czas
- lekko denerwująca jazda motorem
- sporadyczne błędy techniczne do zrobienia "na patcha"
Previous Gry sieciowe online dla każdego
Next Newton - recenzja - jak sobie Cambridge wyobraziłem