Deliver us the Moon – Recenzja – Za szybki urlop


Deliver us the Moon to gra, w której będzie nam dane zwiedzenie powierzchni księżyca w ramach misji ratowania ludzkości przed kryzysem energetycznym. Jak to zwykle bywa, wszystkiego winni jesteśmy my sami jako ludzkość, a jeden człowiek może nas ocalić przed zagładą.

Od razu też wspomnę, że grę Deliver us the Moon ukończyłem na konsoli Playstation 5.

Ziemia zamienia się w wielką pustynię, brakuje także energii, a oceany i życie przechodzą do historii. Ludzkość znalazła jednak rozwiązanie – jest to pierwiastek Hel-3 którego spalanie w odpowiednim reaktorze, tworzy niesamowite pokłady energii. Pierwiastek jest jednak wydobywany na księżycu i tam też przetwarzany oraz spalany na energię, a ta jest laserem sprowadzana na ziemię. Przez pewien czas ludzkość może wrócić do standardowych wojen oraz problemów dyplomatycznych i zapomnieć o potrzebie ratowania świata. Wszystko jednak trafia szlag, kiedy to energia z księżyca przestaje płynąć. Pewna grupa renegatów, byłych pracowników firmy odpowiedzialnej za dostarczanie mocy na planetę ziemię, buduje prom kosmiczny i wysyła jednego, jedynego człowieka by sprawdzić czemu energia przestała płynąć oraz zrobić wszystko by znowu uruchomić całą maszynerię. O ile fabuła jest rzeczywiście naiwna i jakby pisana przez nastolatkę chcącą ocalić nas wszystkich przed nieuchronną zagładą, to muszę przyznać że zaangażowałem się w świat przedstawiony i chętnie ukończyłem grę zbierając wszystkie notatki i odsłuchując nagrania. Zresztą możecie zobaczyć całą rozgrywkę na naszym kanale YouTube.


Deliver-us-the-Moon-aha-scaled.jpg
Aha, wszystko dla dobra korporacji … znaczy ogółu!

Te straszne Chiny, okropne Indie oraz paskudne USA wpędzą nas do grobu. Jako że są to państwa, które tak ochoczo zaprzeczają zmianom klimatycznym i jednocześnie budują kolejne potężne fabryki generujące miliardy ton śmiecia, a co biedniejsze kraje uwielbiają zamieniać jeziora, rzeki i oceany w trujące breje godne samego Papy Nurgla, to właśnie te kraje odpowiadają za fabułę Deliver us the Moon. Nie jestem pewien, czemu gra próbuje moralizować zwykłych ludzi na ten temat, bo po za jeżdżeniem do pracy na rowerze oraz sortowaniem śmieci (które i tak zostaną ponownie zmieszane w sortowni, więc jest to przekręt warty kolejnego wpisu) nie za wiele mogę zrobić, a największym winowajcą obecnych zmian klimatycznych są największe gospodarki naszego świata. Przykro mi, ale jeżeli szef Nestle czy innego Orlenu nie zagra w grę i po niej nie zdecyduje się zamknąć wszystkich fabryk, stacji paliwowych i rafinerii wydobywczych, to przekaz jest całkowicie bez sensu i jakby trafiający w próżnię. Bo ja rozumiem problem, tak samo pewnie większość naszych widzów oraz czytelników. Ale zarówno ja, jak i oni nic nie możemy z tym zrobić.

Deliver-us-the-Moon-praca-fizyczna-scaled.jpg
Czasem musimy coś popchnąć gdzieś indziej by było okej

Po tym bardzo długim wywodzie dotyczącym bardzo ciekawej, ale jednak trafiającej do złego odbiorcy fabule, skupmy się na samej grze. Deliver us the Moon to trzecio osobowa gra przygodowa z elementami gry akcji. Wcielamy się tutaj w kosmonautę niewiadomego (przynajmniej do pewnego punktu gry) pochodzenia. Będziemy przemierzać całą księżycową bazę, od punktu tranzytowego na orbicie, aż na samej rafinerii i reaktorze kończąc. Niejako zobaczymy przekrój całego systemu i po drodze będziemy próbowali dowiedzieć się, gdzie są wszyscy koloniści oraz dlaczego zdecydowano się na wyłączenie maszynerii, skazując ziemię na zasłużoną zagładę (bo kto sieje wiatr, ten zbiera burzę). Nasz astronauta posiada na wyposażeniu także laser oraz drona i za ich pomocą będzie próbował rozwiązywać różnego rodzaju zagadki, które będą przybliżać go do celu misji. Część wyzwań będziemy musieli wykonać także pod presją czasu, np. kiedy będzie uciekać powietrze ze skafandra. Po drodze znajdziemy notatki oraz nagrania, które pokażą nam prawdę o kolonii księżycowej. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobało zwiedzanie bazy księżycowej oraz rozwiązywanie najróżniejszych zagadek w grze.

Deliver us the Moon dron-scaled.jpg
Możemy też sterować dronem. W sumie jest to całkiem przyjemna funkcja

Ciężko mi wypowiadać się o samych mechanikach rozgrywki, bo jest ich bardzo mało i zanim porządnie nimi nasiąkniemy, to gra się kończy. Całość zajmuje około 4 – 5 godzin i to z porządnym lizaniem ścian (miałem chyba 54 na 56 możliwych do zdobycia materiałów na koniec gry). W międzyczacie posterujemy naszym przyjacielem dronem i dwa razy wyskoczymy do łazika księżycowego i pojeździmy sobie niczym Mako w Mass Effect, tylko tutaj sterowanie pojazdem jest zrobione dobrze i twórcy kolejnego Mass Effecta powinni sprawdzić Deliver us the Moon. Właściwie twórcy pod presją dodania czegokolwiek, by gra nie kończyła się po dwóch godzinach zabawy, zdecydowali się na irytujące elementy zręcznościowe – przykładowo, zdarza nam się skakać w ciemności na rurze podczas gdy pod nami jest naelektryzowana woda.

Księżyc wygląda przepięknie. To jedna z największych zalet gry

Nie byłoby z tym żadnego problemu, gdyby nie skandaliczne sterowanie naszym księżycowym ludkiem, który zachowuje się jak czołg w próżni. Wolno się rozbiega, a czasami nawet pomimo wciśnięcia przycisku to wcale, bo bieg można aktywować dopiero od pewnej prędkości początkowej astronauty, więc może być tak, że na niewielkiej powierzchni będziesz miał duże problemy by rozpędzić się, aktywować bieg i wreszcie skoczyć. Nasz bohater ma też problem z hamowaniem i parę razy udało mi się spaść w przepaść bo nasz heros zrobił jeszcze jeden albo dwa kroki przed końcem rampy. Elementy zręcznościowe nie były tu potrzebne, a jedynie pokazały, jak skandalicznie słabe jest sterowanie naszym bohaterem. Gdyby nie to, to nigdy by nikt nie zwrócił uwagi na ten element.

W tych niewielu momentach, kiedy bohater robi coś innego niż tylko sztywno stać, też nie daje się on poznać jako osoba inteligentna. Tutaj np. zasłania ręką latarkę przez co nic nie widzimy.

Podsumowując, Deliver us the Moon to skandalicznie krótka i jednocześnie bardzo ciekawa podróż na księżyc pełna paru dosyć irytujących elementów. Warto jeszcze wspomnieć jednak o jeszcze jednym elemencie – oprawa audiowizualna jest najwyższych lotów i zwłaszcza pod względem graficznym gra wygląda olśniewająco. Widoki na księżycu robią wrażenie, tak samo jak różnego rodzaju eksplozje czy wydarzenia, kiedy wyciąga bohatera w próżnię albo możemy podziwiać monstrualne, poruszające się elementy. Jest na co patrzeć w Deliver us the Moon. Warto w grę zagrać, ale nie za pieniądze, która gra kosztuje. Jeżeli dorwiecie ją w plusie to zdecydowanie musicie spróbować, bo jest to ciekawe doświadczenie, ale wydawanie kilkuset złotych na parugodzinną przygodę przeplataną bardzo irytującymi elementami nie jest tego warte.

Podsumowanie

Całkiem niezła, chociaż bardzo krótka przygoda na księżycu, w której kazali astronaucie skakać.
Ocena Końcowa 6.0
Pros
- Intrygujący główny wątek fabularny
- Niewiarygodna grafika, właściwie gra jest generatorem tapet na pulpit
- Ciekawe zagadki logiczne, często trzeba je wykonywać pod presją czasu
Cons
- Sztywne sterowanie, astronauta zachowuje się jak czołg
- Niepotrzebne i irytujące elementy zręcznościowe
- Irytująco krótka
Poprzednio Zagrajmy w Aquanox: Deep Descent pl Despota z Głębin, Grubsza Ryba, Projekt Nammu
Następny Ukryte Siedlisko, Biblioteka Zoltuna Kulla - Zagrajmy w Diablo Immortal na PC #03