Dororo to typ anime które uwielbiam. Posiada dojrzałą historię, a także wiele elementów których poszukuje w tego typu pozycjach. One wszystkie perfekcyjnie się zazębiają, tworząc dzieło które oglądam w jeden wieczór.

I muszę Wam powiedzieć, że większość anime nie kończę, gdyż wychodzi za dużo cienizny by poświęcać na nią czas, a póki nie obejrzy się jednego – dwóch odcinków, to ciężko powiedzieć czy warto dalej się w to wgłębiać. Ba! Nawet niektóre pozycje oglądając do samego końca, z nadzieją że się polepszy (aka nowy Tokyo Ghoul) sprawia, że tylko tracimy czas.

Z Dororo takiego problemu nie ma. Trzyma ostro w napięciu od samego początku do ostatniego odcinka, pozostawiając niesamowitą pustkę i smutek, że ta historia już się skończyła. Przynajmniej do drugiego sezonu. W recenzji nie pojawią się spoilery. Przynajmniej nie będzie ich wiele 🙂

Dororo – samuraje i protezy

Historia zaczyna się od pewnego przykrego wydarzenia, które sprawia, że główny bohater traci kończyny, skórę, oczy, nos itp. Słowem, nieciekawie. Pewne jednak czynniki sprawiają, że udaje mu się przeżyć, a nawet opanować walkę mieczem oraz rozpoczyna swoją krucjatę o odzyskanie ciała. Ciężko tutaj powiedzieć coś więcej nie spoilerując, a wiadomo, że teraz wszyscy mają na tym punkcie bzika i powiedzenie czegoś za dużo może spowodować falę gównoburzy. Anime dzieje się w czasach feudalnej Japonii, jednocześnie przeplatając się z mitologią tamtejszych Japończyków. Pojawią się mity, legendy oraz demony, cała masa demonów i to z nimi głównie będzie walczyć główny bohater, Hyakkimaru.

Udaje mu się poznać przyjaciela, tytułowego Dororo. Swoją drogą, to ciekawe że anime jest nazwane imieniem postaci drugoplanowej, chociaż pojawia się ona ciągle i bardzo jej blisko na pierwszy plan, to jednak cała, ale to absolutnie cała historia kręci się wokół Hyakkimaru. I bardzo dobrze, bo jest to interesująca postać. Nie mówi, nie słyszy, nie widzi. Szybko zaczynamy jednak rozumieć w jaki sposób walczy on z demonami oraz złymi ludźmi, ale tego nie zdradzę, bo spoilery.

Anime jest klimatycznie bardzo podobne do pewnej gry, która została wydana jakiś czas temu i której chyba jako jedyny napisałem raczej negatywną recenzję. Chodzi oczywiście o Sekiro: Shadows die Twice. Dlaczego napisałem taką recenzję, więcej w samym tekście, teraz nie będziemy na ten temat marnować czasu. Klimatycznie jednak mamy bardzo podobne odczucia i jeżeli podchodzi wam Sekiro, to zdecydowanie powinniście spróbować też Dororo.

Brudna, głodna Japonia

Dororo nic nie koloryzuje. Japonia w tym filmie to zlepek różnych nieszczęść oraz problemów. Zdaje się, że każdy odcinek mówi o czymś innym. Pojawia się wiele problemów społecznych na różnych szczeblach władzy. Dużo nawiązań jest do głodu w społeczeństwie, pojawia się motyw dzieci wojny czy też prostytucji. Nawet kolorystyka jest zachowana w ramach ciemnych, lekko przyszarzałych kolorów. Władza w tym anime (z jednym wyjątkiem) jest pokazana jako oprawca i wyzyskiwacz, to samo żołnierze oraz samurajowie. Bardzo duże oczy zrobiłem, kiedy pokazał się w jednym odcinku chłopiec bez ręki, na którym samuraj przetestował swój nowy miecz. Ale to były takie czasy i chłopi oraz plebs był traktowany jak nic nie znaczące i łatwe do zastąpienia przedmioty.

Zwłaszcza, kiedy przypomni się pozostałe odcinki oraz połączy fakty takie, jak na przykład to, że dużo dzieci Japońskich farmerów nigdy nie jadło mięsa i musiały się żywić zupami zrobionymi z tego co zostało z pańskich stołów oraz zwykłymi śmieciami. Dororo pokazuje wszystkie te problemy, a każdy odcinek (z wyjątkami) pokazuje jakiś inny.


Podsumowanie

Jest to zdecydowanie najlepsze anime ostatniego sezonu które oglądałem. Obejrzałem całe z przyjemnością i bawiłem się wyśmienicie. Czasem mnie zasmuciło, czasem zirytowało, a innym razem lekko poddenerwowało postawą postaci, zwłaszcza złych żołnierzy oraz przedstawicieli władzy. Ciekawy jest również główny nurt fabularny, który biegnie dwoma torami i bez większego spoilerowania, po ostatnim odcinku pojawia się wyraźne pytanie, co władza może zrobić, by zapewnić dobrobyt oraz przetrwanie ludziom na swoich ziemiach oraz gdzie jest granica tego, co możemy poświęcić, by zapewnić dobre życie całemu społeczeństwu.

W pierwszych odcinkach bardzo łatwo było potępić władzę i postępowanie ojca głównego bohatera. Na koniec jednak, zastanawiamy się, kto tak naprawdę tutaj jest zły i okazuje się, że wszyscy są bardzo szarzy.

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Wielką Pętla nadchodzi - Na miejsca, gotowi, start!
Następny War Party - Recenzja - Dinozaury, Zombie i RTS