Drifters – Recenzja – Hannibal i Joanna D’arc w jednym anime?


Jeżeli kiedyś się zastanawialiście, czy Joanna D’arc wygrałaby walkę z samurajem, to koniecznie musicie obejrzeć anime Drifters. Jednak miejcie na uwadze to, że Drifters to anime tylko i wyłącznie dla dorosłych.

Mocne – powiedziałem po obejrzeniu przez jeden weekend całego sezonu Drifters. Anime mnie tak mocno urzekło, że prawdopodobnie zainwestuje w moją pierwszą mangę, aby bardziej poznać historię świata przedstawionego w tej japońskiej bajce dla dorosłych. Nie ma tutaj hentai, chodzi głównie o brutalność i poruszane tematy, godne takich hardcorowych pozycji jak np. Attack on Titan.

Poniższy tekst będzie zawierał parę spoilerów, jednak będę umyślnie omijać tematy istotne fabularnie. Dzięki temu zrozumiecie, z jak poważnym tytułem mamy do czynienie i jednocześnie będziecie się dobrze bawić na seansie. Jeżeli jednak chcecie wiedzieć absolutnie nic zanim zaczniecie oglądać, to idźcie obejrzeć Drifters i wróćcie do tekstu następnego dnia, jak skończycie już oglądać (wciąga niemiłosiernie). Możecie napisać w komentarzu co sądzicie o całym anime.

Drifters – czym się jarasz Panie Adrianie?

Drifters opowiada historię o prawie martwych wojownikach, żołnierzach i bohaterach. Tuż przed śmiercią, tacy bohaterowie są wsysani przez magiczne wrota do alternatywnego świata pełnego magicznych stworzeń oraz elfów. I oni są właśnie Drifters. Tak naprawdę, są oni podzieleni na dwa zwaśnione obozy (czym się one różnią, dowiecie się z anime, bo to istotny spoiler fabularny) i zadaniem głównych bohaterów jest obrona świata przed armiami tych złych.

Do trójki najważniejszych fabularnie Driftersów (wiem, brzydka odmiana) należy Oda Nobunaga, Toyohisa Shimazu oraz Yoichi Suketaka. Epizodycznie wspierają ich także nasi lokalni historyczni wojownicy i bohaterowie – pojawia się Hannibal lub znany w stanach zjednoczonych złodziej Butch Cassidy. Plejada gwiazd jest najlepszym elementem Drifters i mimo że z głównych bohaterów kojarzyć będziemy raczej tylko Odę, to pojawiają się także postacie niekoniecznie znane. Robią one natomiast niezły szum, wystarczy tylko wspomnieć pilota myśliwca z drugiej wojny światowej oraz …. kapitana lotniskowca!

Anime jest bardzo krwawe, ale nie tylko to stanowi o tym że nie jest to pozycja dla osób o słabych nerwach. Oda błyszczy swoim geniuszem taktycznym oraz strategicznym, ale i także obrzydliwym wręcz pragmatyzmem. To właśnie on wpadł na pomysł, w jaki sposób w świecie pełnym magii zrobić proch strzelniczy. To przecież proste – z kupy oraz ciał pokonanych wrogów. Dosłownie.

Wykorzystanie taktyczne ekskrementów to nie tylko tworzenie prochu strzelniczego. Zanurzenie w nich strzał spowoduje bardzo praktyczne stworzenie zatrutych pocisków dla elfich towarzyszy. I nagle przewaga liczebna wroga nie jest tak istotna, kiedy ich morale ginie szybciej niż ich zwarty szyk.

Zderzenie kulturalne

Z uwagi na fakt, że bohaterowie z różnych okresów historycznych będą musieli ze sobą codziennie obcować i wspólnie planować podboje, dochodzi do czasem komicznych, czasem przerażających sytuacji. Tylko towarzysze Tohohisa rozumieją czemu ma on obsesje na punkcie dekapitacji swoich wrogów. Śmieszniej natomiast jest, kiedy postacie z naszych czasów się spotykają. Spotkanie samurajów, amerykańskiego złodzieja, Hannibala i kowboja z prototypem działka obrotowego nie może obejść się bez wielu naprawdę fajnych gagów.

Smutne jest to, że anime skupia się praktycznie tylko na trójce samurajów. Każdy z Drifters przedstawionych w anime jest tak barwną osobistością, że zasługuje na swój własny sezon. I bardzo żałuję że przez taki natłok interesujących osobistości, czujemy niedosyt związany z poznaniem każdego z nich. Mimo że samurajowie nie odstają w żaden sposób od pozostałych postaci, to ciągle miałem nadzieję na trochę więcej. Hannibal na przykład, przez całe anime udawał chorego psychicznie dziadka. Skąd wiemy że udawał? On jest cholernym geniuszem taktycznym od którego Oda może się uczyć i gdy dochodziło do kryzysu z którego stary japoński wódz nie mógł znaleźć rozwiązania, dziadek robił jakąś głupią rzecz (niby przypadkiem), dzięki czemu Oda wpadał na plan rozwiązania problemu. I każdy z drifters jest tak samo barwny i ciekawy jak Hannibal. Może jakaś OVA?

Łyżka goryczy w beczce miodu – porozmawiajmy o kresce

Kiedy muzycznie anime jest po prostu cudownie, to graficznie jest już bardzo różnie. Większość czasu kreska jest naprawdę fenomenalna i klimatyczna, ale bywają momenty tak mocno psujące całokształt, że szczęka mi opadała. Chodzi o takie uproszczenie i dziecinne przedstawienie postaci w głupich momentach anime, kiedy bohaterowie są na przykład skonsternowani albo chcą powiedzieć coś głupiego. Miało to potęgować niby żart, ale w moim odczuciu psuło całość. Obejrzyjcie fenomenalne intro do tego anime, znajdziecie na nim momenty o których mówię. Samo intro fantastycznie przedstawia to co będzie się działo podczas anime – po pierwszym odcinku mocno wam przetrzepie wam mózg. Samo intro jest po prostu fenomenalne i nawet na stałe zagościło na mojej playliście na siłownię. Pełna wersja piosenki nazywa się Gospel Of The Throttle.

A i jeszcze jedna ważna sprawa – oglądając anime, zwróćcie szczególną uwagę na oczy postaci. Ktoś tu wykonał tak niewiarygodnie dobrą robotę, że potrafię sporo czasu patrzeć na zdjęcia postaci, kiedy obserwują ciebie tym zwrokiem. Pan na miniaturce Youtube poniżej to tylko jeden z przykładów.

Podsumowanie

Osobiście uwielbiam i obejrzałem drugi raz praktycznie zaraz po pierwszym seansie. Ale nie jest to anime dla każdego. Lubisz takie bajki jak Hellsing, Attack on Titan lub Tokyo Ghoul? Oglądaj w ciemno. Stronisz od krwi i wolisz bajeczki w stylu Fairy Tail (swoją drogą też lubię), to możesz spróbować ale nastawa się na to, że anime będzie bardzo brutalne i nastawione na krwawe bitwy i wojny. Raczej nie ma tutaj wielu potyczek jeden na jednego, chociaż parę fajnych scen się trafi, to jednak nastaw się na bardziej militarne nastawienie do całości.

Previous Pszczoły - Recenzja Gry - Z kamerą wśród zwierząt
Next Fallout: Gra planszowa - Unboxing Gry