Drogie gry nie są warte swojej ceny – Koniec tytułów AAA?


Granica zostaje powoli przekroczona? A może to nie wina decyzji twórców, a graczy i technologii? Dlaczego dzisiejsze gry od dużych studiów coraz częściej kosztują 350 zł, a tak naprawdę nie otrzymujemy niewiele więcej niż parę lat temu. Mówicie technologia i koszty produkcji? Inflacja? Ja mówię, że to kłamstwo i gry kosztują tyle z jednego powodu – bo je kupujecie.

I nie jestem tu bez winy, bo jako recenzent nie zawsze otrzymuje od studiów gry za darmo. Zapotrzebowanie jest duże i nie zawsze się dostaniemy do puli recenzenckiej, a że show must go on – gry kupujemy za swoje. Tak było w paru przypadkach w ostatnich latach, właściwie od premiery Playstation 5, kiedy to pojawiały się pierwsze tytuły za 350 zł. Trafiło między innymi na Deamon’s Souls oraz Godfall i co ciekawe, to pierwsze było warte swojej ceny. Potem pojawiły się kolejne tytuły i nie chce już pokazywać palcami, ale żadna z tych gier nie była warta nawet połowy swojej ceny. A przeglądając naszą topkę najlepszych gier z 2022 roku, okazałoby się, że lepiej w tej cenie kupić trzy gry od mniejszych studiów.

Co może być powodem takiego stanu rzeczy? Istnieje parę mitów i każdy z nich nie ma większego sensu.


Koszty produkcji są wyższe? Raczej tak, ale nikt nie karze robić drogich gier

To prawda, że koszty produkcji gier są wyższe, programiści liczą sobie więcej, a czas produkcji gier jest dłuższy, przez co przez dłuższy czas studia muszą pracować niejako za darmo. Pytanie jednak, czy warto? Jakie gry mamy teraz w kalendarzu premier, które będą kosztowały ponad 300 zł?

  • Diablo IV – pisałem o tym, dlaczego nie czekam na tą grę w oddzielnym artykule, ale zrobienie czegokolwiek dobrze przez Blizzarda dzisiaj graniczy z cudem. Pewnie otrzymamy naprawdę dobrą grę, ale czy będzie warta ponad 300 zł, zwłaszcza, że twórcy już zapowiadają battle passy, mikropłatności i inny syf? Wątpię;
  • Hogwarts Legacy – widząc ile kontrowersji się kręci wokół tej gry, nie uwierzę póki nie zobaczę;
  • Dead Space – brak słów, kultowa gra zrobiona od zera przez wydawców, którzy zaorali kolejne części mikropłatnościami i odejściem od pierwowzoru;
  • Forspoken – kontrowersje jak przy Hogwarts Legacy, do tego kolejny podobny do innych otwarty świat;

To tylko parę tytułów, które przychodzą na myśl. I za cenę głównie odpowiada wysoki koszt technologii oraz potrzeba wydawania gier na różne platformy (to kłamstwo). Tak naprawdę, zastanówmy się, czy gry naprawdę potrzebuję RayTracingu i całego innego syfu, skoro nie są w stanie utrzymać nawet 60 klatek? Weźmy na przykład A Plague Tale: Requiem, które na szczęście nie kosztowało 300 zł. Gra wyglądała przepięknie, ale nie potrafiła utrzymać stabilności na Playstation 5. Czy ten tytuł zyskał uznanie graczy właśnie przez wygląd? Absolutnie nie, dla mnie to była historia i bohaterowie, do których się przywiązałem. Czy dałbym niższą ocenę, gdyby gra była brzydsza, ale stabilniejsza? Nie, dałbym jej wyższą gdyby była lekko podrasowana w stosunku do pierwszej części, która dalej jest bardzo ładna.

Z drugiej jednak strony mamy dodatek do God of War pod tytułem God of War: Ragnarok, który wygląda naprawdę niewiele lepiej niż pierwsza część, ale działa bardzo ładnie, płynnie i kosztuje ponad 300 zł. Serio, otrzymaliśmy rozbudowaną nakładkę z nową historią do jedynki i nawet nie miałem z tym problemu, bo najwięcej problemów nowy Bóg Wojny miał z nowymi elementami, a nie starymi i ulepszonymi. Pomimo jednak tego, że otrzymaliśmy właściwie pod względem technicznym podrasowaną jedynkę, twórcy nie mieli problemu poprosić o nią aż tyle. Technologia więc nie jest problemem i powodem kosztów tworzenia gier. To może klienci?

Toksyczni fani, a może produkt luksusowy?

Wydaje mi się, że twórcy zwietrzyli tutaj pieniądz. Większość piwniczaków, którzy zagrywali się za młodu w Gothica i Neverwinter Nights, dzisiaj prowadzi firmy, pracuje i zarabia spore pieniądze. Na co je wydawać, jak nie na gry? Wokół giereczkowa narosło sporo popkultury – figurki popularnych bohaterów stoją na półkach każdego szanującego się gracza, koszulki z motywami z gier rozchodzą się jak świeże bułeczki (w sumie to śmieszne, jak duże sieci próbują nadążyć za trendem i w sklepach typu Reserved widać ubranka z mario, których nikt nie chce. Jeżeli któraś sieć potrzebuje konsultacji, to email do mnie znajdziecie w kontakcie), a wokół gier wideo powstały branże pokrewne, które też są zasilane grubymi banknotami. Gry planszowe za 500 zł, które nie wyróżniają się niczym oprócz figurek to już standard i rozchodzą się w mgnieniu oka. Dlaczego więc twórcy gier wideo mieliby więcej nie zarobić?



Druga sprawa, to toksyczni fani, którzy i tak kupią dany tytuł obojętnie ile gówna się wyleje wokół niego. To dotyczy takich serii jak Fifa, Call of Duty czy też nawet God of War: Rangarok, gdzie przy artykule w którym dokładnie wyjaśniłem czemu nie podobał mi się ten tytuł wylało się tyle szamba, że przestałem usuwać tam komentarze, a ten case będzie mi służył za przykład przez wiele miesięcy w przyszłych artykułach (w sumie teraz żałuję usuwania co brzydszych komentarzy, bo było ich dwa razy więcej). Tak czy inaczej, Ci fani będą zawsze kupować dane tytuły i bronić ich ze wszystkich sił, obrażając każdego, kto powie że raczej dany tytuł nie jest warty wysokiej ceny albo że mu się nie podobał. Swoją drogą, to fascynujące jak ci wszyscy bohaterowie boją się podpisać pod swoimi słowami. Dlaczego więc studio wydające nową grę na bazie silnika ze starej, w niewielkim stopniu ulepszając tytuł mieliby żądać za grę mniej, skoro fani i tak będą chwalić i bronić giereczki.

Podsumowanie

Czy więc opłaca się, z punktu widzenia gracza, robienie drogich gier? Ray Tracing bez stabilnych 60 klatek nie ma większego sensu, a odświeżanie starego tytułu i dawanie mu nowej, znacznie wyższej ceny brzmi, jakby ktoś zjadł coś smacznego, zrobił kupę, zapakował to w ładną folię i sprzedawał drożej. A niektórzy jeszcze podziękują i powiedzą, że gra była droga bo koszty dystrybucji folii rosną w górę i inflacja. No puknijcie się w głowę i dajcie spokój tym grom. W tle mamy dziesiątki fantastycznych, a nawet wybitnych gierek, które kosztują połowę tej ceny i nawet czasami nie są gotowe (gram teraz w Against the Storm, cudowna, gotowa gra, która ciągle jest w early access i twórcy dobudowują do niej funkcje) i są lepsze i bardziej dopracowane od dużych gier.

A więc chcecie tanich gier? Więc przestańcie je kupować. Nie dajcie się hajpować przez duże portale, które biorą hajs od wydawców za reklamy przy okazji premier ich tytułów. Nie pozwólcie się zakrzyczeć hejterom, którzy bronią kolejnego Odgrzanego Kotleta VIII: Patelnia Powraca mówiąc, że otrzymujemy coś nowego, a tak naprawdę dostajemy ten sam, lekko podrasowany tytuł. Przyszłość gier czeka w dwóch miejscach – wśród gier niezależnych i mniejszych twórców oraz wśród darmowych gier, które trzepią gruby hajs na swojej niedarmowości. Pozdrawiamy Diablo Immortal i gratulujemy dla Blizzarda odnalezienia się w nowej rzeczywistości.

1 komentarz

  1. Ktoś
    16 stycznia 2023
    Odpowiedz

    Gry video/komputerowe (choć drogie) to jeszcze rozumię. Kilkaset ludzi pracuje przy danym tytule.

    Nie rozumię za to cen planszówek.
    W wiekszość zawartości to karton lub plastikowe figurki, planszetki czy kości.
    Ceny 300+za podstawkę to w tej chwili norma. Potem jakieś chore dodatki z kilkunastoma figurkami l, kartami i cyk następne 200-300zł.

    Przy tworzeniu planszówki pracuje o wieeeele mniej osób…..
    Tam to jest przebitka…

Zostaw komentarz

Poprzednio Lista gier Xbox Game Pass na styczeń
Następny Na czym polega fenomen e-sportu? Analizujemy!