Duuuszki – recenzja – szybcy jak błyskawica


Kolejny dzień w domu, kolejny dzień wysłuchiwania „mamo, nudzę się”, „mamo, kiedy wyjdziemy na spacer”, „mamo, nie mam w co się bawić”. Na szczęście co rusz mogę wyjąć z magicznej szafy coś, czego jeszcze moje dziecko nie widziało, albo widziało, ale o tym chwilowo zapomniało. Jedną z takich gier są „Duuuszki” z wydawnictwa Egmont – gra przeznaczona co prawda dla nieco starszych graczy niż moja Mery (od lat 8 do 108), ale skutecznie zabijająca nudę.

UNBOXING I PRZYGOTOWANIE DO GRY

Gra nie zawiera wielu elementów. 5 drewnianych figurek i 60 kart to wszystko co znajdziemy w niewielkim niebieskim pudełku. Figurki przedstawiają przedmioty takie jak butelka, fotel, książka. Mamy także myszkę i naszego tytułowego ducha. Aby przygotować się do rozgrywki, należy przetasować karty i ułożyć na zakrytym stosie, a drewniane elementy ustawić w widocznym i dostępnym dla wszystkich graczy miejscu. Tyle wystarczy aby móc zacząć rozgrywkę opartą na wyścigu umysłów i rąk.

PRZEBIEG GRY

Zasady są proste: jeden z graczy odsłania kartę, wszyscy się jej przyglądają, a zadaniem jest jak najszybsze zabranie ze stołu odpowiedniej figurki. Nagrodą za poprawne zagranie jest karta, a im więcej kart, tym większe prawdopodobieństwo wygranej. Żeby nie było tak prosto, wybór przedmiotów opiera się o dwie zasady:

  • jeśli jeden z przedmiotów na karcie jest w takim samym kolorze jak jego drewniany odpowiednik – gracze łapią ten przedmiot
  • jeśli oba przedmioty na karcie nie są w odpowiednich kolorach – gracze łapią przedmiot w takim kolorze i kształcie, który nie występuje na karcie.

Co nam grozi za złapanie nieodpowiedniego przedmiotu? Oczywiście utrata jednej ze zdobytych kart. Gra kończy się gdy na stosie nie zostały już żadne karty.

Autor gry proponuje również trudniejszy wariant gry, który wprowadza specjalną zasadę odnośnie kart, na których namalowana jest książka.

WRAŻENIA

Jeżeli chodzi o względy wizualne to „Duuuszki” wyglądają całkiem przyzwoicie. To co mi się podoba to wykonanie figurek z drewna, co sprawia, że są trwalsze niż plastikowe odpowiedniki i nie tak łatwo je uszkodzić. Sama gra jest dość prosta, a przy odrobinie cierpliwości i drobnych forach, można z sukcesem grać w nią z młodszymi uczestnikami niż zakładane przez wydawnictwo 8 lat. Czas pełnej rozgrywki nie jest jakoś specjalnie długi, a poszczególne rundy przebiegają sprawnie (i zazwyczaj krzykliwie i ruchliwie), dzięki czemu ciężko się znudzić przed zakończeniem gry. Na pewno ważny jest tu refleks i to nie tylko ten fizyczny, ale i umysłowy, ponieważ trzeba bacznie obserwować i naprawdę szybko łapać figurki. Ostrzegam też, że przy bardzo zajadłych uczestnikach gry może dojść do otarć, podrapań lub innych drobnych urazów wywołanych wyszarpywaniem wręcz sobie na wzajem przedmiotów.

Ogólnie rzecz ujmując, „Duuuszki” to zabawna, prosta i żwawa gra, która sprawdzi się zarówno w domu podczas kwarantanny, na spotkaniu integracyjnym, albo na pikniku w plenerze (na który na bank się wybiorę jak tylko będzie można bez ograniczeń wyjść z domu). Tak więc jeśli zapyta Was ktoś czy z kilku kawałków drewna i kart da się zrobić naprawdę sympatyczną grę, to śmiało możecie rzucić mu tym tytułem.

Pozdrawiam i zdrówka życzę.

No Comment

Zostaw komentarz

Previous 7th Sector - recenzja - gra o prądzie w kablu
Next POLSKIE REALIA AUTOMATÓW DO GRY