Ender Lilies to metroidvania stworzona przez niewielkie studio Binary Haze Interactive, które na każdym kroku inspiruje się arcydziełami wśród gier. Czy twórcy jednak dadzą coś sami od siebie, czy też ponownie otrzymamy kopię sprawdzonych rozwiązań, tylko że wprowadzone bez większego doświadczenia?

Widzieliśmy to już dziesiątki razy. Małe studia żerując na popularności gier od From Software, próbują tworzyć kolejną grę typu soulslike, jednak niekoniecznie rozumiejąc w jaki sposób zbalansować rozgrywkę, przez co gra szybko staje się nudna i łatwa lub też posiada dziesiątki irytujących rozwiązań. Oczywiście są od tej zasady chlubne wyjątki, jak na przykład fantastyczne Mortal Shell. Czy Ender Lilies dołączy do tego grona? Czy gra spodoba się dla takiej osoby jak ja, która uwielbia gry serii z Dark Souls, ale także klasyki jak Hollow Knight czy też Ori and the Will of the Wisps?

Historia Ender Lilies skupia się na bezbronnej kapłance, małej dziewczynce, jakby wyrwanej z anime, którą wybudza duch rycerza i prosi o uratowanie świata. Sama nie potrafi walczyć, jednak będzie przywoływać ona duchy różnej maści wojowników, którzy za nią wykonają atak. Po krótkim prologu, resztę fabuły odkryjemy z dziesiątek wyjątkowo nudno napisanych notatek oraz nielicznych dialogów, których twórcy nie mieli ochotę nagrywać. Przedstawienie fabuły jest więc identyczne jak w standardowej grze z serii Dark Souls, gdzie NPC będą nam opowiadać fragmenty historii świata, a reszty dowiemy się z opisów przedmiotów. Tylko, że Ender Lilies robi to gorzej, w sposób nieangażujący i nudny.

Filmiki podobnie jak dialogi oraz znajdowane notatki nie mają większego sensu.

Fabuła nie jest jednak najważniejsza w Ender Lilies. Gra jest platformową metroidvanią, w której będziemy przechodzić kolejne poziomy i pokonywać bossów. W walce będziemy wykorzystywać duchy, a po drodze będziemy odkrywać dziesiątki sekretów. Całość brzmi jak typowy Hollow Knight lub też Ori and the Will of the Wisps, z których to gier twórcy na pewno wiele czerpią. Zacznijmy więc od tego, jak prezentują się poziomy. Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak obszernych, pustych i stosunkowo nudnych poziomów. Właściwie przez większość czasu będziemy przemieszczać się po identycznym układzie pokojów i kładek do skakania, a jedyne co się zmieni to tło. Poziomy zostały zaprojektowane w taki sposób, że na każdym kroku będziemy odnajdować różnej maści sekrety, niestety znaczna większość z nich jest niedostępna dla nas w momencie przechodzenia danego poziomu. Sytuacja jest zaawansowana do tego stopnia, że eksploracja przy pierwszym przejściu nie ma większego sensu, bo niejednokrotnie specjalnie zbaczałem z jakiejś drogi by po długiej walce z wieloma wrogami dowiedzieć się, że sekret znajduje się gdzieś po za moim zasięgiem i bez dasha tam nie doskoczę. Eksploracja staje się sensownie możliwa dopiero pod koniec gry, co bardzo kłóci się z typowym duchem Metroidvani, gdzie wracanie do poprzednich etapów było na porządku dziennym, ale nie po to żeby odkrywać większość sekretów. Gra w ten sposób zabiera nam początkową przyjemność z obcowania światem i chęć odkrywania ciekawostek.

Znika dźwięk, nie ma głosu. Pojawiają się słowa na ekranie. Bardziej nudnego sposobu przedstawienia fabuły chyba nie?

Sama walka także bardzo mnie wymęczyła. Nasza bohaterka będzie przywoływać duchy do walki, co jednak sprawia, że całość jest lekko przesunięte w stosunku do niej. Walka w tej sytuacji wymaga wielkiej wprawy, zwłaszcza kiedy przywołamy olbrzyma z potężną maczugą. A wiedźmy do dzisiaj nie potrafię używać, gdyż wybierane przez nie cele są nie raz po za zasięgiem strzału i nie potrafi celować w przeciwników, którzy są naprzeciwko nas. Wrogowie także posiadają nieczytelne ruchy i poruszają się jak ragdollowe lalki tworzone przez programistę stażystę. W walce będziemy korzystać z Estusów, które odnawiają się przy ognisku. W wersji Ender Lilies są to lilie oraz ławeczki czy inne łóżka. Tam także w soulsowym stylu będziemy rozwijać nasze duchy oraz zmieniać buildy. Oczywiście checkpoint także znajdują się przy łóżkach, których jest bardzo mało i nie raz podczas porażki czeka nas bardzo długa wycieczka. W ten sposób gra sztucznie wydłuża czas zabawy, podobnie zresztą jak konieczność wielokrotnego powracania do wcześniejszych lokacji, gdyż inaczej będziemy za słabi i nie ma mowy o bieżącym rozwoju postaci. Zresztą gra posiada także system poziomów, ale nie mam pojęcia jak on wpływa na naszą postać, gdyż punkty życia zwiększamy za pomocą znajdowanych amuletów, a duchy ulepszamy za pomocą znajdowanych esencji. Muszę jednak tutaj pochwalić walki z bossami, gdyż te są rzeczywiście ciekawe i wymagające. To w zasadzie najlepszy element gry.

Ender Lilies sekrety
Albo kiedy przepływasz sekretny tunel by odkryć zamknięte drzwi. Takich scen tutaj jest wiele i szybko odechciewa nam się eksplorować.

Grafika jest ładna. Mroczna, jednak posiadająca przebłyski światła, które symbolizuje nadzieję niosącą bohaterka. Niestety przez wykorzystanie takich, a nie innych modeli postaci, wszystko jest dosyć nieczytelne w trakcie walki, zwłaszcza w momencie kiedy zaczniemy przywoływać duchy. Podobnie sam soundtrack, który rzeczywiście wpada w ucho, ale za bardzo przypomina ten z Ori i grając w grę non stop miałem wrażenie, że mam do czynienia z nieudolną kalką metroidvaniowych mechanik z Ori and the Will of the Wisps. Tylko że bez checkpointów, to może jednak trochę bardziej Hollow Knight? Ale tam walka była ciekawa i angażująca, a sekrety ukryte w taki sposób, że postać rozwija się na bieżąco.

Ender Lilies grafika
Otoczenie wygląda ładnie, ale całość jest zbyt podobna na każdym etapie zabawy i szybko eksploracja staje się nudna.

Co jest finalnie nie tak z Ender Lilies? Praktycznie wszystko. Gra jest zbyt podobna do wielu innych gier, jednak zapożyczając od nich różne mechaniki robi to bardzo nieudolnie gdzie zabiera nam całą frajdę z zabawy. Pierwszy raz od dawna nie polecam jakiejś gry i mogę nawet powiedzieć, że gra może nie przypaść do gustu nawet wielkim fanom metroidvani. Jest znacznie więcej dobrych gier na rynku z tego gatunku, w które warto zagrać, a jeżeli już koniecznie chcecie przetestować grę, to poczekajcie aż pojawi się za darmo w jakimś plusie albo Epic Games Store, co na pewno nastąpi. A no i gra jest stosunkowo krótka. Nawet ze wszystkimi sztucznymi przedłużaczami rozgrywki, całość zamyka się w mniej więcej 10 godzin.

The Breakdown

Bardzo słaba i męcząca gra, która posiada zbyt wiele źle zaimplementowanych mechanik z innych gier, a zarazem zbyt mało daje coś nowego od siebie.
Ocena Końcowa 3.0
Pros
- Grafika ma swój urok
- Udźwiękowienie i soundtrack to pierwsza klasa ... chociaż za bardzo przypomina ten z Ori
- Walki z bossami są rzeczywiście niezłe
Cons
- Beznadziejny i demotywujący układ poziomów
- Nieumiejętna kalka wielu mechanik z popularnych gier
- Nieintuicyjny i męczący system walki
- Grafika pomimo swego uroku bardzo przeszkadza w grze
- Elementy Metroidvani zostały zaprojektowane przez kretyna albo sadystę
- Bardzo rzadkie punkty zapisu gry. W tej grze dużo lepiej działałyby checkpointy, niż soulsowe ogniska
- Znajdźki ukryte w tak irytujący sposób, że nie ma sensu ich szukać przed odblokowaniem wszystkich umiejętności
- Postacie w walce zachowują się jak ragdollowe lalki

No Comment

Zostaw komentarz

Previous Scarlet Nexus - Phase 9: Eternal Vow, Eternal Bond
Next Dlaczego kasyna online stają się nowym trendem