Everspace – recenzja – epicka walka w kosmosie czy strzelanie do kamieni?


Wielka pustka kosmosu pozostawia wiele naszej wyobraźni do jej zapełnienia. Czy ktoś tam jest? Czy jesteśmy sami? Czy wydobywanie kryształów musi być tak nudne? Co najmniej na jedno z tych pytań odpowie nam dzisiejsza recenzja gry Everspace na konsolę Switch.

Everspace nie jest grą nową. Pierwotnie wydane na PC w Maju 2017 przez ROCKFISHGames zebrał całkiem pozytywne noty i przypadł wielu graczom do gustu jako nieobecny do tej pory na rynku kosmiczny rouge-like. Gra gdzie po śmierci zaczynamy od zera, ale za zgromadzone dobra możemy ulepszyć nasz statek na przyszłe sesje. Świetnym tego przykładem jest Dead Cells.

Z końcem 2018 Everspace został przeniesiony na Nintendo Switch, gdzie przyszło mi go recenzować.

W Everspace gracz wciela się w klona naukowca i jego zadaniem jest dotarcie do siódmego sektora, gdzie cała prawda i powód jego istnienia wyjdzie na jaw. W tej podróży przyjdzie nam pilotować jeden z 4 bardzo różnych statków, zginąć dziesiątki razy, poznać szereg postaci z przeszłości naszego bohatera i spędzić dużo czasu w strzelaniu do kamieni i czasem wrogów.

Statki

Everspace jako rouge like przy śmierci kasuje cały twój progres poza linią fabularną oraz kredytami na twoim koncie. Wydając je, ulepszamy naszego pilota oraz każdy z poszczególnych statków. Niestety ulepszenia nie są w żaden sposób ciekawe czy urozmaicające grę. Ot, zwykłe procentowe wzmocnienia tej czy innej wartości. Tutaj więcej życia, tam więcej energii. Ani jednej aktywnej umiejętności. Tylko ulepszenie mapy ma jakiś realny decyzyjny wpływ na grę, bo pokazuje zagrożenia w kolejnych sektorach i pozwala na obranie optymalnej ścieżki.


Cała różnorodność jest przełożona na wyposażenie statków i ich broń. Taki gunship na przykład ma wielkie działa, mocne rakiety i wieżyczkę, ale nie może używać osłoń i jest dość ociężały. Scout z drugiej strony ma moduł niewidzialności, symboliczną ilość HP i sposób walki podjazdowej.

Pierwszą decyzją jaką przyjdzie nam podjąć, to co będziemy pilotować. Po jakimś czasie odblokują się alternatywne zestawy wyposażenia startowego, co jeszcze mocniej zmienia nam początkowy styl gry. Dlaczego początkowy? Bo jeśli zbierzemy wystarczającą ilość planów broni i osprzętu statu, to stosunkowo szybko da się wrócić do ulubionego i sprawdzonego zestawu, nawet jest nasz statek z nim nie zaczyna. Czyli niby statki inne, a i tak budujesz ulubioną broń na każdym. Niby inny styl gry, a i tak ogranicza się do tankowania albo podchodów.

Git Gud – nauka przez śmierć

Normalny poziom trudności jest brutalny. Można zabić się o skrzynie z dropem upuszczonym przez wroga albo puszkę przypadkowo unoszącą się w pustce kosmosu. Można zabić się manewrując wśród asteroidów lub eksplorując wraz statku. Jedno puknięcie w ścianę ściąga osłony, drugie życie. A wlatywać w takie klaustrofobiczne miejsca trzeba bo tam znajdziemy broń, ekwipunek i surowce. Przez takie puknięcia będziemy latali bardzo wolno i ostrożnie. Latając wolno mniej zbierzemy i jest spora szansa, że flota pościgowa wyskoczy nam na głowę. Latając szybko więcej odkryjemy ale też nie raz, nie dwa rozbijemy nasz statek o jakiś mikro odłamek czy puszkę kosmo coli. A to jest tylko samo latanie. Bez wroga, bez strzelania.

Doliczmy teraz wrogów – jest ich wystarczająca liczba, od małych skautów i dronów poprzez interceptory, bombowce na korwetach i fregatach kończąc. Niemiluchy są obecne w sektorze od początku zwiedzania, albo czasem pojawiają się kiedy podlecimy zbyt blisko do jakiejś bazy czy innego ważnego miejsca. Najczęściej latają w paczkach po 3 i każdy z nivh może mieć drony na pokładzie. Jeden ma wystarczającą siłę ognia aby cię uszkodzić, trójka może cię podziurawić, a trójka z dronami unicestwić. Drony są tak szybkie i zwrotne, że jeśli cie doskoczą to trzeba się ratować ucieczką i zdejmować je z daleka. Mądre użycie rakiet, wieżyczek, przedmiotów jednorazowych może pomóc w przezwyciężeniu przeciwności losu i pokonaniu wrogów, jednak ci na pewno zostawią na nas piętno w postaci uszkodzonych podzespołów. Te oczywiście można naprawić, jeśli ma się odpowiednie surowce. Wiec przed lub po walce naszym celem staje się kosmiczne zbieractwo i strzelanie do asteroidów z kryształami czy rudą.

Sama walka nie trwa długo, jest dynamiczna i całkiem filmowa. Świetnie się czuje kiedy w ostatniej chwili unikam rakiety, albo takową wsadzam w zadek umykającego wroga. Jednak to właśnie wrogowie zdają się być zwinniejsi i bardziej zwrotni, twoje umiejętności pilotażu i kontroli statku nie mają decydującego wpływu na przebieg starcia. Dopiero te wszystkie pasywne ulepszenia stawiają cie na równi lub trochę ponad chmarami nieprzyjaciół. Szkoda.

Przyznam tutaj, że na poziomie normal dochodziłem maksymalnie do 3 sektora w statu podziurawionym jak sito z wszystkimi lampkami na czerwono. Połknąłem dumę i kontynuowałem grę na easy, co pozwoliło mi dokończyć fabułę i zobaczyć coś więcej niż morderczy początek.

Kim jesteście i czego chcecie?

Na naszej drodze przez 7 sektorów wycinka kosmosu co jakiś czas pojawi się jakaś postać związania z nami, lub oferująca zadania do wypełnienia. Są to miłe skryptowane odskocznie od powtarzającej się pętli zastrzel, wydobądź, napraw, powtórz. Tutaj trzeba wyszukać i zeskanować zielone algi, tam najechać bazę piratów, a gdzie indziej dostarczyć pokaźny zapas surowców. Wszyscy odkryci NPC opłacają nasze usługi, a niektórzy mają bezpośredni wkład w rozwój historii.

Narracja w Everspece do głębokich nie należy. Coś o wojnie, zdradzie i zemście, ale szczegóły pozostawię wam od odkrycia. Na epicką kosmiczną opowieść się nie nastawiajcie.

Strzelam w kamienie

Everspace to gra gdzie intensywna akcja przeplata się z koniecznym, wolnym i monotonnym zbieraniem zasobów po sektorze, zanim pojawi się flota pościgowa. Surowce będziemy znajdować po walce, we wrakach, w pudełkach rozrzuconych losowo po mapie i oczywiście w kamieniach które trzeba zastrzelić. Większa część gry zeszła mi na lataniu od głazu do głazu w nadziei na kolejną znajdźkę albo surowiec. Dobre gry rouge like umieszczają surowce na drodze gracza albo tuż nieopodal, aby ich zbieranie nie stało się celem rozgrywki. Everspace tak nie ma. Mogę porówna ją do metra, gdzie na każdej stacji trzeba coś znaleźć albo zastrzelić po czym udać się do następnej i powtórzyć procedurę. A sama droga do kolejnej jest wolna i nieciekawa. Latania poza walką jest stanowczo za dużo, zabiera za wiele czasu i sztucznie wydłuża grę. Z godzinnej sesji śmiało mogę przypisać 45 minut zbieractwu. Mało tego – Eversapace nie ma mapy sektora. Ma tylko punkty na obrzeżach ekranu które warto odwiedzić. Bazowy zasięg skanerów jest tak słaby, że zdarzało mi się pominąć pojemnik, o który się potem zabiłem zawracając bo wyskoczył na „radarze” 3 metry przed zderzeniem.

Grafika i dźwięk

Gra jest śliczna, sektory są kolorowe, mają wielorakie tła i ciekawą stylistykę. W walce wybuchy i efekty broni dobrze oddają ich moc i działanie. Modele statków są ciekaw i dość szczegółowe. Widok z kokpitu klimatyczny, ale zasłania za dużą cześć ekranu, przez co go prawie nie używałem. Ładniejszego Rouge Like’a dawno nie widziałem. Super.

Z dźwiękami jest dobrze, choć gorzej niż z oprawą wizualną. Monotonny szum silników czy powtarzalne buczenie laserów może dać cię we znaki. Za to rozkręcający się gattling czy ostrzał z flack cannon’a idealnie dopasowane są do charakteru broni.
Muzyka jest trochę na drugim planie. Nigdy nie przebija się ponad zgiełk manewrów czy ostrzału.

Przeniesienie na Switcha

Tutaj jestem w dwóch zdaniach. W trybie handheld, z kontrolerami przymocowanymi do konsoli gra się niewygodnie, czcionka jest niedostosowana do wielkości ekranu i po prostu za mała. Aby móc w pełni rozumieć co się dzieje w grze, trzeba trzymać wyświetlacz dosłownie przed nosem. Mega niewygodnie, duży minus.

Z drugiej strony – jeśli przeniesiemy się na ekran telewizora, a joycon’y trzymamy po jednym w każdej dłoni, gra nabiera animuszu. Sterowanie jest wygodne, w miarę intuicyjne i nie pozostaje nic po niemiłych wrażeniach z poprzedniego trybu. Czy można zaliczyć takie przeniesienie na Switcha za udane? Jeśli grasz przed telewizorem, to tak, jeśli w formie przenośnej, nie.

Podsumowanie

Everspace to brutalnie trudny rouge like gdzie bardzo dynamiczne segmenty walki przeplatają się z flegmatycznym strzelaniem do kamieni w poszukiwaniu surowców. Zmniejszenie poziomu trudności ułatwia nam wczucie się w historie, czerpanie większej radości z rozgrywki i daje więcej surowców, ale nie naprawia całkowicie problemu z nimi związanego.
Jeśli grasz na Switchu głównie na telewizorze, to Everspace miło cie zaskoczy grafiką i dokładnością sterowania; jeśli jednak wolisz walki w podróży, przygotuj się na trzymanie konsoli koło nosa.

 

The Breakdown

Brutalnie trudny Rouge Like z dynamiczną walką i flegmatycznym zbieraniem surowców. Polecam do gry na telewizorze.
6.5
Pros
-Dynamiczna walka
-Grafika
-Różnorodność wyposażenia
Cons
-Uciążliwe zbieractwo
-Brutalnie trudny na normalu
-Niewygodny do gry w trybie handheld

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Najdziksze newsy ostatniego tygodnia – Lipiec 2019 #3
Następny Death's Gambit - Recenzja - Soulslike dla zdesperowanych?