Stojący na murach dzielni obrońcy próbują powstrzymać natarcie przeważających sił wroga, którzy liczą na złupienie twierdzy w której mieszkamy, mordując przy tym każdego, kogo spotkają po drodze.

Ta historia jednak opowie nie o obrońcach oblężonej twierdzy, nie o atakujących ją napastnikach, a mieszkańcach, którzy mieli nieprzyjemność znaleźć się w samym środku oblężenia. W Grze Siege Survival wcielamy się w rolę lekarzy, rolników, rzeźników czy księży, którzy próbują przetrwać w tym niegościnnym klimacie. Ale to nie wszystko, gdyż miejsce w zamku kosztuje i obrońcy będą od nas oczekiwać pomocy. Walczyć to my nie umiemy, ale możemy szukać żywności, wody czy też naprawiać uszkodzony sprzęt. Czyli oprócz tego, że sami musimy jakoś dawać sobie radę, to na dodatek jeżeli zaniedbamy obrońców, to Ci nie dadzą rady odeprzeć najeźdźców i nasze głowy ozdobią pobliskie blanki. Tak o to prezentuje się skrócony wstęp fabularny do Gloria Victis: Siege Survival.

 

Sama rozgrywka bardzo mi przypomina tą z kultowego już This War of Mine. Wcielamy się w dwójkę ocalałych, którzy próbują przetrwać na zamku podczas oblężenia. W trakcie zabawy dołączyć do nas mogą kolejni ocalali do nawet czterech osobników. W dzień będziemy budować budynki na dziedzińcu, spać, jeść, pić wodę czy też wysyłać zasoby do obrońców, w tym także te których i my potrzebujemy, czyli wszelkiej maści jedzenie, woda pitna ale także i bandaże czy lekarstwa. W nocy natomiast, jeden z naszych bohaterów będzie mógł zrobić rekonesans w podbitym przyzamkowym mieście dzięki tajnemu przejściu. Podczas szabrowania będziemy zmuszeni w dość ograniczonym czasie zdobyć jak najwięcej potrzebnych zasobów, jednocześnie musząc uważać na patrole wroga. Dodatkowym, dużym utrudnieniem będzie ograniczone miejsce w plecaku, co będzie musiało na nas regularnie wymuszać to, co zabieramy ze sobą, a co zostawiamy w mieście. Muszę przyznać, że to właśnie szabrowanie jest tym elementem, który sprawił mi najwięcej przyjemności. Uczucie jednoczesnego zaszczucia i niebezpieczeństwa oraz tego, że to od nas zależy czy przetrwamy oblężenie oraz jak dobrze poradzą sobie żołnierze bez żadnego innego zaopatrzenia sprawia, że jest to etap bardzo emocjonujący i który ciągle mnie nakręcał do gry. Od Siege Survival bardzo ciężko jest się oderwać.

Zamek regularnie musimy rozbudowywać. W innym wypadku czeka nas śmierć głodowa lub pod ostrzami wrogów.

Sama rozgrywka jest niesamowicie intuicyjna. Całość została opisana w sposób jasny i na tyle klarowny, że na żadnym etapie nie musiałem szukać ważnych dla mnie elementów. Karmienie naszych bohaterów jest bardzo proste, gdyż odpowiednie ikony są przedstawione przy każdym z budynków w twierdzy, dzięki czemu wystarczy kliknąć i nasz robotnik pójdzie od razu do odpowiedniego miejsca, czy to żeby napić się wody, czy też coś zjeść albo zebrać wytworzone przedmioty. Postacie się nawet kolejkują, więc jeżeli wyślemy naszego bohatera do miejsca z którego korzysta inny członek zespołu, to ten poczeka aż stanowisko będzie wolno. Doprowadza to do bardzo fajnej sytuacji, kiedy tylko sprawdzamy potrzeby naszych ludzi oraz co należy zrobić, by zwiększyć szansę na przetrwanie. I tak czasu w dzień jest zazwyczaj zbyt mało, żeby zrobić wszystko co należałoby zrobić.

Podczas szabrowania odnajdziemy także różne sekrety, jak na przykład tajne przejście do klasztoru.

Pomimo jednak tych problemów, gra wcale nie jest taka trudna, jak na przykład This War of Mine. Oczywiście na prawie każdym etapie gry miałem problem z jakimś surowcem, najczęściej z wodą, potem trochę z jedzeniem, a finalnie głównie z materiałami potrzebnymi do ulepszania sprzętu żołnierzu, jednak nigdy nie czułem się przytłoczony przez grę. Główna kampania, która zajęła mi około pięciu godzin, jest odpowiednio wyważona stawiając wyzwanie przed nowymi graczami i jednocześnie nie doprowadzając osoby rozpoczynające zabawę do paniki, podobnie jak to często jest w grach survivalowych. Oczywiście koniec gry to dopiero początek zabawy – potem czekają nas różne tryby, oprócz bardziej dynamicznej kampanii, gdzie szybciej zaczniemy zabawę bez etapów wprowadzających, otrzymamy dwa tryby w których jeden skupia się głównie na budowaniu obrony, a drugi tylko na szabrowaniu miasta. Pozostaje wreszcie nowa gra plus, która w Siege Survival jest po prostu dowolną grą, gdzie możemy wybrać odblokowane do tego momentu postacie, poziom trudności oraz ilości początkowych zasobów czy też zwierząt hodowlanych. W ten sposób gra będzie nas zachęcać do kolejnych podejść.

Tak wyglądą mapa miasta. Z czasem odblokujemy trzy skróty, które pozwolą nam na szybsze przechodzenie do różnych części miasta.

To wszystko sprawia, że ten niepozorny indyk o polskich korzeniach jest całkiem sporym i angażującym tytułem, przy którym można zostać na dłużej. Gra kładzie duży nacisk na realizm oraz opowiadanie historii, dlatego też każde kolejne przejście będzie otwierać przed nami trochę inne wydarzenia oraz możliwości odblokowania innych postaci. Pojawią się opcje handlu oraz wydarzenia losowe, które są opisane za pomocą specjalnych okienek, gdzie gra za pomocą tekstu opisze bieżącą sytuację. Finalnie wreszcie, gra oferuje coś na kształt endgame, gdzie to pod sam koniec gry będziemy mogli podjąć decyzję w jaki sposób pomóc obrońcom – czy to budując trebusz, czy też wykuwając broń i zbroje. Co ciekawe, jedna ścieżka nie zamyka drugiej, więc możemy skupić się trochę na jednym, trochę na drugim elemencie. Wszystko zależy od tego ile siły roboczej oraz surowców mamy w danym momencie do przekazania. Osobiście pod koniec gry stworzyłem trebusz i kuźnię gdzie wykuwałem proste pancerze oraz topory, jednak nie zdążyłem tejże kuźni ulepszyć by tworzyć zbroje płytowe czy też prawdziwe miecze.

W dzień może dojść do oblężenie, kiedy to wrogowie w bezpośredni sposób spróbują zaszkodzić obrońcom – prowadząc ostrzał ognistymi strzałami, z katapult czy też zatrutą żywnością.

Gloria Victis: Siege Survival okazał się solidnym tytułem przy którym spędziłem bardzo mile czas. Chętnie do gry wrócę w ramach Nowej Gry Plus. Całość została dobrze zaprojektowana, przemyślana, a gra nie posiada żadnych błędów, co jest dzisiejszym ewenementem. Warto dać szansę dla Gloria Victis: Siege Survival i zobaczyć, co ciekawego zaoferowali nam Polacy z Black Eye Games. Gloria Victis: Siege Survival to po prostu dobry i wciągający tytuł bez większych wad czy też niestawiający przed graczem zbyt dużego wyzwania. Polecamy!

The Breakdown

Bardzo fajna i oryginalna gra, w której będziemy próbować przetrwać w oblężonym zamku. Brak większych wad oraz błędów. Warto!
Ocena Końcowa 8.0
Pros
- Niesamowicie wciągająca
- Bardzo intuicyjna
- Przyjemna dla oka grafika
- Świetny balans między etapem eksploracji i budowania
- Bardzo emocjonujące eksplorowanie
Cons
- Trochę za prosta
- Krótka podstawowa kampania

No Comment

Zostaw komentarz

Previous Beyond the Sun - czy technologia uratuje świat?
Next Chcesz handlować e-przedmiotami? Musisz zadbać o bezpieczeństwo!