Gray Eminence – recenzja – przestroga z KSa


Gray Eminence

Cała władza i zero odpowiedzialności, oj to dopiero by się działo. Tak z kuluarów kontrolować politykę kraju. Jeśli chcesz zostać szarą eminencją to masz na to szansę w grze Gray Eminence.

W grze wcielamy się w potężnych, bogatych ludzi wpływających na decyzję administracji USA. Na świecie dzieje się szereg wydarzeń i kryzysów, a od nas zależy jak je rozwiążemy i w którą stronę przechylimy szalę losów świata. A to wszystko dokonamy za pomocą mechanik, takich jak aukcjonowanie kolejności graczy, potajemne zagrywanie kart do rozwiązania kryzysów, specjalnych mocy politycznych oraz tweetów prezydenta.

Skrót zasad

Wybieramy postać, scenariusz i jego karty wydarzeń. Tasujemy talie akcji, sortujemy tweety i karty frakcyjne. Każdy dobiera surowce wskazane na swojej postaci, dobiera 4 karty akcji, wykładamy pierwsze wydarzenie, czytamy warunki i rozpoczynamy aukcje o rozstawienie się na torze kolejności graczy. Opcje są 3, albo jesteś na widoku, pod okiem władz, albo działasz w cieniu, albo pomiędzy. Każde z miejsce oferuje inne bonusy na daną rundę oraz niekiedy jest powiązane z warunkami na kartach akcji lub wydarzeń. Aukcja odbywa się z naszych surowców czyli wpływu, kasy oraz potęgi i trafia do wspólnej puli, z której będziemy pobierali odpowiednie składniki do zażegnania kryzysu. Te z kolei mają zawsze więcej niż jedno rozwiązanie.

Możemy zarzucić je kasą, siłą militarną lub wpływem i w zależności od tego, co wygrało, takie efekt jest nam przedstawiany. Nie zawsze początkowa aukcja zgromadzi wystarczającą ilość dóbr, aby spełnić wymagania kryzysów, więc teraz każdy z nas potajemnie zagrywa jedną kartę na kryzys, jedną dla siebie, jedną może odrzucić i jeśli bardzo chce, może zagrać czwartą za dobrą opłatą w dowolne miejsce.
Tasujemy i dokładamy odpowiednie dobra do puli i sprawdzamy jak się zmieniła sytuacja.

Wreszcie przychodzi faza tweetów – wykładamy od 1 do 4 i po kolei rozpatrujemy. Efekty są szalone, bo dodają surowce, zmieniają przychylność mocarstw lub wyczerpują/odnawiają niektóre karty.

Po teweetach sprawdzamy ostateczny stan wspólnej puli, opłacamy wydarzenia, które udało się rozwiązać pamiętając, że jeśli opłacimy dwa rozwiązania na jednej karcie to te się znoszą i w następnej turze ponownie się z nią zmierzymy. Odpalamy punktacje naszych postaci uruchamianą przez szeroką gamę zajść podczas rezolucji końcowej i handlujemy z innymi graczami czym nam się żywnie podoba.

Po pięciu lub ośmiu turach wygrywa gracz z największą liczbą punktów.

Wrażenia z gry

Gray Eminence wpadła w moje ręce zupełnie przypadkiem i też zupełnie przypadkiem zaczęliśmy w nią grać. Temat wydawał się zachęcający, bo kto nie chcę manipulować światem i mieć ludzi na każde skinienie.

Na początku odbiłem się od instrukcji, która została dość chaotycznie napisana, ale udało się przebrnąć i odpalić partie. Potem tłumaczenie ludziom zasad z szeregiem wyjątków i opisem 9 kroków każdej tury. Następnie pierwsze wydarzenia, sprawdzanie wymogów rozwiązań i początkowa aukcja. Wydarzeniem była wojna na Ukrainie, a my chcieliśmy ją zarzucić kasą, aby otrzymać rozwiązanie finansowe za wolne wybory. Wstępnie wydawało się to do zrobienia, bo surowce w puli akurat pasowały. Czas zagrywania kart i sytuacja się co nieco zmieniła. Kasa zniknęła ze stołu, a pojawiła się siła militarna więc plan pokojowy poszedł w odstawkę. Oliwy do ognia dodały tweety prezydenta, które dołożyły więcej militarki, zabrały wpływ i zmniejszyły jeszcze stosunki z Rosją. Czas rozpatrzenia wyszedł blado, zamiast wolnych wyborów, jak planowaliśmy, mieliśmy surowce na wsparcie militarne. Efektem było odrzucenie jednej karty z ręki, ponowny spadek stosunków z Rosją czego efektem była wojna – stałe wydarzenie, które trzeba co rundę rozpatrywać i znika dopiero po poprawieniu sytuacji z Putinem. Nikt nie był zadowolony z wyniku, część ludzi jednak coś zapunktowała, więc szliśmy dalej.

W drugiej rundzie staraliśmy się ogarnąć wojnę manipulując polityką i kartami z ręki, ale oczywiście nici z tego, bo prezydent tweetami wkurzył Chiny i udobruchał Rosję a na dostawkę namieszał w puli surowców. No ręce opadają, kiedy w grze, która nie jest kooperacyjna wszyscy godzą się kooperować, żeby usunąć wspólny negatywny efekt, a gra poprzez dociąg kart pokazuje wam wała, zmienia założenia i jeszcze sama rozwiązuje jeden problem tworząc drugi.

Od 3 do 5 tury entuzjazm był już mniejszy i parliśmy do zakończenia partii. Nie było jednak tak łatwo, bo część kart ma akcje, które nie są jasne, warunki punktowania też zaczęły się mniej przydawać, potem dociąg prywatnych celów się zatkał z uwagi na niemożliwość realizacji posiadanych oraz dociągnięcia nowych.

Grając w Gray Eminence miałem wrażenie, że to jest dość ładnie wydany prototyp, który wyruszył na drogę ku sławie, ale oblał ostatnie 3 klasy podstawówki i teraz poprawnie myśli przekazać nie umie. Ciągłe nieporozumienia o treść kart, o instrukcję, o odpalanie punktacji były dość irytujące. Do tego sama mechanika gry jest kłopotliwa i utrudnia zaplanowanie sensownego ruchu. Niby pula surowców się zgadza, niby zagrałem kartę co mi pomoże i nawet dogadałem się z pozostałymi, aby celować w konkretne rozwiązanie, ale i tak ktoś dorzuci wredną kartę, a prezydent napiszę wybuchowego tweeta i plask, cios w mazak od kartonowego dziada dla każdego z osobna.

Wydawać by się mogło, że w grze o polityce dałoby się ogarnąć strategię i jej trzymać, a nie tylko reagować na społecznościowe marudzenia prezydenta i wredotę innych graczy. Coś w tym pudle jest, głęboko zakopane, tam naprawdę jest sensowna gra, tylko potrzebuje jeszcze z rok prac rozwojowych i wywalenia kilku mechanik, aby dało się w to grać.

Podsumowanie

Gray Eminence to Kickstarterowy przypadek, który jest efektem zbyt szybkiego wypuszczenia produktu na rynek. Liczne błędy i nieścisłości dyskwalifikują ten tytuł z kolejki do grania, a szans na naprawę raczej nie widzę. Ku przestrodze, trzymajcie się z daleka.

 

No Comment

Zostaw komentarz

Previous Planszowe donosy z tygodnia vol.2
Next GTA Trilogy Definitive Edition jest gorsze niż oczekiwano