Kunai – recenzja – mały tablet, który ratował świat.


Rewolucja maszyn kojarzy nam się z terminatorem i wielkimi robotami. Tak naprawdę to małe urządzenia codziennego użytku przyczyniają się do niej w ogromnym stopniu. A co, jeśli po apokalipsie pomiędzy całkowitą dominacją monitorów CRT a Tobą stanie tylko jeden mały tablet? Kunai odpowie ci na to pytanie.

Kunai to najnowsze dziecko Turtle Blaze wydane przez The Arcade Crew gdzie gracz wciela się w ninja tablet z mieczem i misją do spełnienia. Jest to tytuł dobrze wpasowujący się w przedział klonów Metroida, gdzie część mapy jest odcięta aż do momentu uzyskania przez nas odpowiedniej umiejętności czy wyposażenia.  Z uwagi na to będziemy przemierzać te same odcinki po kilka razy ale z zamiarem użycia wyrzutni rakiet na tych głazach blokujących nam drogę, lub wspięcia się hej wysoko dzięki naszym rzutkom z linami – tytułowymi Kunai.

Walka

Ninja nie byłby ninją gdyby nie mógł wykazać się sprytem, umiejętnościami przemieszczania w przestrzeni i znajomością broni. Nasz tablet jest dobrym tego przykładem. Na samym początku stawiamy czoła powłóczącym nogami zombi-monitorom aby niedługo potem napotkać szturmowców z karabinami, barbarzyńców e bułatami i całą gamą trzmieli, sów, jeży i innych zrobotyzowanych niemiluchów których jedynym celem jest rozbić nam ekranik. Im dalej w las, tym więcej drzew w coraz to nowych odmianach. Początkowi wrogowie są prości i należy ich raczej traktować jako chodzące apteczki, gdyż ładujemy na nich baterie dzięki ciosom mieczem.  Kiedy napotykamy nowy typ wroga często się okazuje, że wyćwiczona sztuczka pod tytułem „walnij go mieczem” nie działa zbyt dobrze. Po odbudowaniu nas przez stacje zapisującą stan gry i ponownym dotarciu do miejsca występowania nowego przeciwnika zaczynamy kombinować czy może naskoczyć go z góry, czy trzasnąć ogłuszającym shurikenem czy potraktować serią z SMG, a może jedna dobrze wpasowana rakieta wystarczy? Po rozgryzieniu łamigłówki jaką są ataki i zachowania świeżaka staje się on już niczym element scenerii i przeprawa z nim nie sprawia więcej problemów, o ile uważamy i pamiętamy co robić. Podsumowując, standardowi wrogowie są niekiedy trudni, aż do momentu, kiedy już nie są. Samo zadawanie śmierci jest satysfakcjonujące a tablecik dobrze reaguje na nasze polecenia.

Bossowie

Jak w dobrej grze o przemierzaniu krain z mieczem, tutaj też są spotkania z bossami wieńczące większe odcinki. Każdy główny zły ma swoje fazy, przechodzi przez przemiany i na każdego jest dobra jakaś strategia. Przyznam, że dopiero trzeci wielki zły spowodował moją wielokrotną odbudowę, ale walka z poprzednimi też była ciekawa, choć może nie zapadająca w pamięć. Po odkryciu wygrywającej strategii spotkania te nie nastręczały zbytniego problemu. Na 5 bossów dostępnych w grze połowa była warta uwagi.

Platforming i projekt poziomów


Kunai to na pewno gra, gdzie skakanie, wspinanie się, dyndanie na linie i wystrzeliwanie się jak pocisk z procy jest dość powszechne. Poziomy są różnorodne i wymagające użycia różnych technik, aby je efektywnie przejść.  Standardowe mapy, gdzie to nasz ruch nadaje im tempa są przeplecione z lokacjami, gdzie przewijanie mapy wymusza na nas szybką reakcję. Te pierwsze, statyczne, są bardziej wybaczające i w nich giniemy raczej przez naszą nieuwagę, ale w przewijanych levelach to inna sprawa. Przypominają mi trochę drugi świat Mario 2 z Pegazusa, ale to nie zmienia faktu, że ekranik tłukł mi się często, co było dość frustrujące. Rozumiem założenie trudnej gry i chęć projektantów do zaprezentowania nam wyzwań i urozmaicenia czasu, ale sytuacje kiedy wiem, gdzie iść, a mimo to ginę bo nie wpasowałem się idealnie ze skokiem czy liną są denerwujące. Potęguje to fakt dość dużych odległości pomiędzy maszynami odbudowującymi naszego bohatera i konieczności przejścia sporego kawałka, aby móc znów spróbować czy wyjdzie nam ten dziwny skok z liną, karabinami i podwójnym odbiciem.

Skoro już mówimy o poziomach, to pomiędzy „misjami” też nie uświadczymy natychmiastowego transportu do bazy. Trzeba na piechotę przejść przez odkryty już level, często omijając wrogów w celu popchnięcia fabuły dalej.

Z pozytywów mogę wymienić indywidualną kolorystkę poziomów, dużo ukrytych sekretów, poszukiwania czapek i okazyjne polowanie na modem, aby ulepszyć nasze zdolności w polu. W przeważającej mierze platforming jest przyjemny i dość intuicyjny, ale zdarzają się sekcje gdzie chcesz rzucić padem o ścianę.

Rozwój postaci

Tabby, bo tak nazywa się nasz bohater, ciągle się rozwija. Zdobywa nową broń i całą paletę umiejętności ułatwiających mu życie w nieprzyjaznym świecie przyszłości. Poza startową kataną nasz arsenał zasilą  noże kunai z linami, ogłuszające shurikeny, SMG z opcją shotguna czy rakietnica. Każdy z tych przedmiotów można ulepszać i dodawać mu nowe funkcje. Np. kunai dostają opcje wystrzeliwania nas jak z procy, karabiny mogą strzelać jak dubeltówka, a shuriken poza ogłuszaniem może powodować obrażenia od prądu. Z bardziej pasywnych rozszerzeń Tabby może stać się EKO i ładować dzięki promieniom słońca i wmontować magnes to łatwiejszego pozyskiwania monet upuszczanych przez wrogów. Każde podpięcie do modemu daje nam dostęp do sklepu i stawia przed ciekawą decyzją, na co tym razem wydać naszą ciężko zgromadzoną gotówkę.

Grafika

Kunai ma bardzo spartańską paletę kolorów, ale to czyni go czytelnym i dość oryginalnym tytułem. Każdy poziom ma swój styl i filtr, przez który podziwiamy nasz mały tablecik. Estetyka jest dość słodka, Tabby stroi rozmaite minki, kiedy skacze, strzela czy pędzi na przód. Wrogowie są też dość ładnie zaprojektowani i mili dla oka.

Muzyka i dźwięki

Wszystkie poziomy mają dedykowaną im muzykę. Część wpada w ucho, niektóre są bardziej w tle, ale żadne nie przeszkadzają. Same odgłosy walki i ruchu są dobrze dopasowane. Miecz szczęka w kontakcie z metalem, karabiny miło śpiewają seriami, wybuchy z rakietnicy no.. wybuchają.

Podsumowanie

Kunai to bardzo miła platformówka z urzekającą grafiką i ciekawymi walkami. Duże odległości od punktu zapisu może spowodować frustracje przy częstej śmierci, ale Tabby często wraca mądrzejszy, a pokonanie wrednego segmentu daje satysfakcję. Polecam fanom takich gier jak Hollow Knight czy Ori.

 

 

The Breakdown

Kunai to bardzo miła platformówka z urzekającą grafiką i ciekawymi walkami. Duże odległości od punktu zapisu może spowodować frustracje przy częstej śmierci, ale Tabby często wraca mądrzejszy, a pokonanie wrednego segmentu daje satysfakcję. Polecam fanom takich gier jak Hollow Knight czy Ori.
7.5
Pros
- projekt poziomów
- rozwój postaci
- słodka grafika
- muzyka
Cons
- sytuacje nagłej śmierci
- mało punktów zapisu gry
- brak natychmiastowego przemieszczania się miedzy misjami

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous Elderborn - Recenzja - Action Fantasy Hack & Slash
Next Sanctum - Po Jednej Partii