Pierwsza oraz druga część serii Metro bardzo przypadła mi do gustu. Jeżeli chodzi natomiast o same książki, to odbijałem się od nich przynajmniej parę razy, za każdym razem coś mi w nich nie pasowało. Jeżeli chodzi natomiast o Metro Exodus, to jestem absolutnie kupiony.

Już Metro 2033 oraz Metro Last Light posiadało swoje cechy, które wyróżniały te pozycje przy grach konkurencji. Potężny, mroczny klimat, bardzo fajna narracja oraz świetna fabuła sprawiały że te 10 godzin (bo tyle wystarczyło by ukończyć każdą z poprzedniczek) były napakowane akcją oraz trzymały nas niesamowicie potężnie. Jak wypada przy tym najnowsza część Metro? Czy Metro Exodus utrzymuje wysoką poprzeczkę ustawioną przez poprzednie tytuły? Zapraszam do naszej recenzji!

Metro Exodus, czyli wycieczka na powierzchnię

Bardzo ciężko napisać coś o fabule by nie spoilerować, więc tylko ogólny zarys. Artiem wraz z brygadą Spartan (siły specjalne dbające o porządek w metrze) wyrusza w podróż pociągiem o wdzięcznej nazwie Aurora, będącym naszym punktem wypadowym przez całą grę. Odpowiedni skrót? Nie chcę pisać nic więcej żeby nie zdradzać wam fabuły, jednocześnie chcę napisać tutaj tak wiele. Otóż fabuła w Metro Exodus to największa zaleta gry. Cała historia jest opisana w dziesiątkach dialogów z bohaterami którzy z nami podróżują, a także za pomocą liniowych poziomów pojawiających się na przemian z niewielkimi, sandboxowymi mapami. Cała zabawa opiera się na motywie drogi. Otóż nasi bohaterowie podróżują na pokładzie tegoż pociągu w dobrze znanym sobie celu i wokół niego kręci się w sumie cała fabuła. Czasem się psuje, kończy się woda lub węgiel do pieca i musimy zatrzymać się by uzupełnić zapasy.

Artem niestety dalej jest niemową i o ile w poprzednich częściach nie przeszkadzało nam to, tutaj natomiast dochodzi do kuriozalnych sytuacji. Nie raz byłem świadkiem, kiedy na przykład przez radio nasz przyjaciel lub żona wzywali nas do dania sygnału życia a my nic nie mogliśmy zrobić. Przez 10 minut możemy stać i słuchać wymiany zdań między Spartanami którzy nawet potrafią zapytać nas co sądzimy na dany temat. Dobrze nam znany pułkownik Młynarz potrafi nas opieprzać przez 5 minut lub tłumaczyć nam założenia misji, a my oczywiście cicho. Czyżby dla Artema promieniowanie zniszczyło struny głosowe?

Cała zabawa w pasażera oraz towarzysza Aurory przypomina mi przygody z obozowania w Red Dead Redemption 2. Otóż nie raz między misjami (ale często także i w trakcie misji) będziemy mogli porozmawiać posłuchać monologu pozostałych mieszkańców i pasażerów Aurory. Nie będę ukrywać, że sprawiało mi to masę czystej przyjemności. Poznawaliśmy naszych towarzyszy, historie, motywy, a nawet obecne rozterki. Co ciekawe, nasze działania na misjach także mają na to wpływ. Przykładowo (mały spoiler), jeżeli w trakcie misji na Wołdze uda nam się odnaleźć gitarę, to potem w pociągu będziemy mogli zagrać na niej w duecie z naszym przyjacielem który smali cholewki do kobiety którą uratowaliśmy. Będziemy dobrymi kumplami no nie?

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

 

Niejasne wybory

Jeżeli graliście w poprzednie części Metro, to zapewne wiecie że w tamtych grach na zakończenie wpływały różne wybory w trakcie całej gry. Gra w żaden sposób tego nie sygnalizowała i dowiadywaliśmy się o tym dopiero czytając opinie innych graczy w internecie. Wybory wcale nie były takie proste, bo na przykład w pierwszej części punkty na specjalne zakończenie traciło się, jeżeli przeszukiwaliśmy ciała zmarłych, co było jednocześnie jednym z głównych źródeł zasobów. Tutaj jest podobnie, ale gra trochę bardziej sygnalizuje co możemy zrobić aby było lepiej. Przykładowo (znowu lekki spoiler) na końcu mapy Wołga będziemy musieli zdobyć pewną rzecz. Nasza żona, kochana Ania, będzie sugerować nam byśmy raczej spróbowali zrobić całą akcję po cichu, bo jednak ci ludzie co tutaj chronią …. obiektu …. nic złego nie zrobili i wykonują polecenia. W myśl zasady którą kieruję się w życiu “żyj jak chcesz i dać żyć innym tak jak chcą”, zgodziłem się z moją wirtualną żoną i cały etap przeszedłem po cichu.

Czasem człowiek chce po prostu usiąść i zapomnieć o tym wszystkim….

Kiedy potem udzielałem się w rozmowach na grupach z innymi graczami, okazało się, że jeżeli tą misję wykonywaliśmy w stylu rambo, to jeden z naszych przyjaciół wpadał w duże kłopoty, co rzutowało na całą grę i kolejne etapy. Niestety w późniejszych poziomach nie było to tak jasno zarysowane i nie raz się zastanawiałem czy mogę strzelać do wrogich żołnierzy, mimo że oni strzelają do mnie. Oczywiście dowiem się tego dopiero po jakimś czasie, w pewnym momencie gry.

Jeżeli już jesteśmy przy wyborach, to porozmawiajmy o craftingu, gdyż to jest kolejny mocny punkt Metro Exodus. W jaki sposób wybory mają się do craftingu? Już tłumaczę. Tworzyć możemy bronie oraz elementy pancerza. Jednocześnie możemy mieć przy tym dwie bronie dowolne oraz kolejne które otrzymujemy w fabule. Przy pancerzu jest podobnie, otóż jeżeli chodzi o np. nadgarstek, może być tam zamontowane jedno ulepszenie, tak samo jedno ulepszenie baterii itp. Wzory tych ulepszeń odnajdujemy eksplorując świat i jeżeli chodzi o pancerz, to dają nam one dodatkowe możliwości, jak na przykład wykrywacz wrogów lub też mocniejsze szkiełko w masce.

Pogoda i pora dnia jest ważna. W nocy łobuzy śpią.

Jeżeli chodzi o broń, to tutaj zaczyna się jazda bez trzymanki. Otóż mówiąc najogólniej, mamy kilka rdzeni broni które możemy dowolnie ulepszać o kolejne elementy znajdowane w trakcie gry. Przykładowo: mamy taki zwykły pistolet. Jeżeli robimy misje po cichu, ale chcemy zabijać wrogów, to dobudujemy do niego tłumik oraz np. celownik noktowizyjny. Gdzie tu innowacja zapytacie? Otóż ten sam pistolet możemy w dowolnym momencie rozłożyć i zamontować w nim długą lufę, kolbę oraz celownik snajperski. Właśnie kryjąc się za szopą zbudowaliśmy sobie snajperkę. Crafting w tej grze jest absolutnie innowacyjny i wyjątkowy, daje dużo możliwości. Możemy przyjąć że mamy hmm, chyba 6 albo 7 rdzeni broni (w tym np. kałach czy znana nam dobrze sobaka), które dowolnie możemy przerabiać. Daje nam to kilkaset różnych broni. I do tego każda pracuje inaczej.

Duet z koleżką na gitarze? Dlaczego nie!

Metro Exodus to kolejny przedstawiciel tzw. Slow Gaming

Pamiętacie, jak przy premierze Red Dead Redemption 2, wiele osób odbiło się od gry, gdyż ta była po prostu wolna i każda czynność musiała być sygnalizowana animacją bohatera? Tutaj jest trochę podobnie, ale też nie do końca. Znowu Artem jest znacznie bardziej ociężały od tego bohatera w poprzednich częściach. Nosi przy sobie pancerz, masę złomu, elementy do broni, same bronie itp. To się odbije nawet na najbardziej wysportowanej osobie, a co dopiero na chłopaku który wychował się na algach rosnących w metrze. Kiedy Artem ma wyciągniętą broń, to pobiega tylko przez chwilę. Sam spróbuj pobiegać trzymając ręce wyciągnięte przed siebie. Wciskając jednak H, Artem biega znacznie dłużej, gdyż opuszcza broń na pasie i nie musi jej trzymać. Ale i nie postrzela, wtedy znowu musi ją złapać i wycelować.

Witamy nad morzem Kaspijskim. Plaża jest wszędzie. Twój karabin nie polubi piasku.

To tylko wierzchołek góry lodowej. Mapa, bo mamy dostęp do bardzo fajnej mapy, to fotografia terenu i kiedy ją aktywujemy to Artem zgodnie z tym co pamiętamy w poprzednich częściach, wyciąga ją z kieszeni. Na drugiej strony są odręcznie zapisane notatki dotyczące obowiązującego obecnie zadania. Kiedy za pomocą lornetki odkrywamy nowe miejsca, Artem zaznacza je mazakiem na swojej mapie itp. itd. Widać przy każdym ruchu, że Artem nie jest bohaterem rodem z kolejnego Far Cry. Uważa na siebie, męczy się, dba o swoje bezpieczeństwo (nawet przy takich rzeczach jak przypinanie tyrolki do liny). Żyje nie tylko dla siebie, ale też i swojej żony. Dlatego też, nasz główny bohater jest trochę jak Artur Morgan z poprzednio wspomnianego tytułu. Ale to nie jest dziki zachód i wbrew pozorom jest trochę szybciej, a elementy slow gamingu nie są tak denerwujące jak w Red Dead Redemption 2. Dla mnie ciągle się wydawało, że są one wykonywane odruchowo.

Lornetka pozwala nawet wykryć zagrożenia z bezpiecznego dystansu. Na powyższym obrazku demon 🙂

Problem miałem jednak z amunicją oraz odradzającymi się potworkami. Amunicji było zawsze mało i to było spoko, było ciężko trzeba było kombinować i uważać jak się strzela. Gorzej, że mutanty i bandyci co jakiś czas powracają do miejsc gdzie ich wcześniej pokonaliśmy. O ile na pierwszej mapie sprawiło mi to duży problem, bo doszło nawet do momentu kiedy biegnie na mnie 5 mutantów, a ja mam 4 pociski, o tyle nad morzem Kaspijskim już większość potworów omijałem. Skąd jednak pomysł na ich odradzanie? Nie mam pojęcia.

Apokalipsa 9/10

Kiedy już opuścimy bezpieczne metro, okazuje się że opad radioaktywny w większości miejsc już zniknął. Odwiedzamy różne miejsca, jak na przykład bagna przy wołdze lub pustynię przy morzu Kaspijskim. Graficznie gra wygląda po prostu olśniewająco. To jest jedna z tych pozycji, gdzie możemy stanąć i zacząć patrzeć w dal i myśleć sobie o k@rw@. A w dali możemy dostrzec stare ruiny budynków, miast, fabryk czy instalacji wojskowych. Mapy zmieniają się także w porach dnia i nocy, gdzie różne istoty preferują różne pory dnia. I tak mądrze zaatakować jest bazę bandytów w nocy, kiedy łobuzy śpią. Gorzej jednak z mutantami które w nocy lubią wyjść na powierzchnię.

W nocy spotkamy stare, dobre anomalie (pamiętacie je z Metro 2033 prawda?). Tutaj nie są takie zabójcze, jednak jeżeli do nich podejdziemy to zostanie z nas skwarka. Inna sprawa jest taka, że poruszają się zdaje w losowym kierunku, ale możemy to i wykorzystać gdyż anomalia niszczy tak samo nas jak i np. mutanty które nie zawsze dostrzegą je na czas. Na jednym z live mieliśmy zabawną sytuację, kiedy to anomalia przebyła gniazdo potworów spalając je wszystkie na popiół. My podążaliśmy za nią, ale w samym gnieździe okazało się, że promieniowanie jest ponad normę. Przez dźwięki wydawane przez anomalie nie słyszałem czujnika Geigera, co spowodowało że w krótkim czasie promieniowanie mnie zabiło. Zaskoczyło mnie pojawianie się czerwonej ramki obrażeń (w ten sposób są pokazywane nasze rany) i zanim zrozumiałem co się dzieje, musiałem wczytywać zapis gry.

Metro Exodus to bardzo dobra gra w stylu postapo. Gra podążyła drogą inną niż Fallout. Tutaj nie ma heheszków i może jest już lepiej niż w pierwszych częściach (tam ludzkość po prostu powoli wymierała). Tutaj już widać światełko w tunelu i bohaterowie będą próbować znaleźć swoje szczęście. Będzie to jednak droga trudna, mroczna oraz pełna wyrzeczeń. To jest bardzo dobra historia. Musisz zagrać w Metro Exodus.

Podsumowanie

Prawdopodobnie najlepsze postapo ostatniej dekady.
Ocena Końcowa 9.0
Pros
- Metro Exodus. Prawie wszystko tutaj jest idealne.
- jak chcecie to mogę wypisywać: fabuła, grafika, dźwięk, narracja, klimat, towarzysze .......
Cons
- Artem niemowa denerwuje jak nigdy
- trochę na siłę - odradzające się potwory
Previous Co to jest Roguelike? - Definicja oraz przykłady gier
Next Alita: Battle Angel - Recenzja - Najlepszy kinowy cyberpunk od lat