MikroMakro: Miejski poker – recenzja – czy znajdziesz trop?



Ciche, czarno-białe miasteczko narysowane z dbałością o każdy szczegół. Zbiera się zespół wytrawnych śledczych, który musi rozwiązać kolejną niewytłumaczalną i ciężką do ogarnięcia sprawę. Wszystkie odpowiedzi macie przed sobą, wystarczy je tylko wypatrzeć? Nadciąga nowiutkie MikroMakro: Miejski poker, które znowu czaruje, przyciąga i trzyma w garści, aż do samego końca.

MikroMakro: Miejski poker to druga część z serii gier o dedukcji i rozwiązywaniu różnorakich spraw kryminalnych wydawanych w Polsce przez wydawnictwo Lucky Duck Games. Pierwsza część autentycznie mnie zachwyciła i do dziś miło ją wspominam. Mówię o tym w czasie przeszłym, ponieważ MikroMakro to gra w typu jednostrzałówek – jak rozwiążemy ostatnią sprawę, to gra w zasadzie może tylko pełnić funkcję ładnego pudełka na naszej półce. Z utęsknieniem czekałem, aż autor wymyśli kolejną część, ponieważ o to, że się pojawi byłem spokojny. Wszakże nie rozstaje się z przysłowiową kurą znoszącą złote jajka. MikroMakro: Miejski poker to kontynuacja dobrych tradycji znanych z poprzedniej części – mamy szczegółowy plan miasta, na którym toczy się przestępcze życie i możemy zaobserwować wiele sytuacji z życia jego mieszkańców. Gracze dostają szesnaście przeróżnych spraw – od zaginięć, przez morderstwa po sprawy bardziej rodzinne, przeznaczone dla młodszych graczy. Znajomość pierwszego MikroMakro nie jest wymagana, więc jeżeli nie pamiętacie poprzednich śledztw lub nie znacie w ogóle tego fantastyczego świata to nowiutki Miejski poker czeka na odkrycie.

W kilku słowach, jak gramy?

Zanim zaczniemy zabawę mamy do zrobienia kilka rzeczy. Na początek przyklejamy naklejkę na lupę, żeby nasza rozgrywka nabrała odrobiny klimatu. Dobry detektyw dba o swoje narzędzia i nie porywa się bez nich do szukania tropów. Instrukcja sugeruje też, żeby posegregować karty i umieścić je w załączonych kopertach, ale ja korzystałem z nich troszkę inaczej. Jako że pudełko i tak leżało obok stołu to dopiero ukończone sprawy chowałem do koperty. Dzięki temu wiedziałem, co już skończyliśmy, a co jeszcze przed nami.



Wybieramy gracza, który będzie pełnił rolę głównego śledczego. Jego zadaniem jest prowadzenie wybranego przez nas śledztwa oraz odczytywanie tekstów na kartach. W łatwo dostępnym miejscu musimy umieścić plan miasta. Warto zadbać o dobre oświetlenie i wygodny dostęp dla graczy, ponieważ będziemy się nad nim pochylać przez całą rozgrywkę. Jeżeli nie macie odpowiedniego miejsca, rozwiązaniem może być powieszenie go jak plakat na ścianie.

Został nam jeszcze wybór trybu, w jakim będziemy grać. Podstawowe założenia pozwalają nam na odczytywanie kolejnych pytań na czarnych kartach śledztw. Wbrew pozorom to dość duże ułatwienie, ponieważ pytania mogą nam podsunąć tropy i popchnąć śledztwo na właściwe tory. Tryb zaawansowany to już jazda bez trzymanki. Czytamy tylko pierwszą, startową kartę i bez podglądania pozostałych będziemy rozwiązywać sprawę. Gdy uznamy, że jesteśmy gotowi, odsłaniamy pytania i odpowiadamy na nie za jednym zamachem. Jest trudniej, łatwiej o chwile zwątpienia, ale gra się dużo ciekawiej i bardziej detektywistycznie.

Wrażenia

MikroMakro: Miejski poker, to świetna kontynuacja serii gier o poszukiwaniu rozwiązania na ogromnym planie miasta. Już dawno żadna planszówka nie zrobiła na mnie tak dobrego wrażenia, żebym oczekiwał z wypiekami na twarzy kontynuacji i powrotu do narysowanego świata zbrodni. Miejski poker to szesnaście zupełnie nowych spraw, które czekają na rozwiązanie i będziemy się przy tym dobrze bawić. Mechanicznie zupełnie nic się nie zmieniło – dalej dostajemy świetnie narysowany plan miasta z ogromem detali i przeróżnych historii oraz sprawy podzielone na różne stopnie trudności. Zabawa w detektywów nie zawsze szukających sprawcy morderstwa jest ekscytująca i nie mogłem się doczekać powrotu do świata MikroMakro.

Miejski poker oferuje jedną nowość w stosunku do swojej poprzedniczki, z której ucieszą się rodziny grające z dzieciakami. Tak, tak dobrze czytacie – MikroMakro jest świetną grą familijną czy łączącą pokolenia. Starszy czy młodszy, senior, czy nastolatek będzie czerpał satysfakcję z gry, będąc częścią ekipy szukającej tropów rozsianych po planszy. Jeże wciągacie w świat planszówek młodsze dzieciaki, od teraz każda sprawa jest oznaczona i skategoryzowana w trzech aspektach – przyjazne i rodzinne śledztwa, sprawy z wypadkami czy zabójstwami w tle oraz takie zwierające bardziej drastyczne treści. Dzięki temu oznaczeniu możemy dopasować sprawę do wieku naszych współgraczy – każda taka forma ułatwiająca wybór rodzicom jest bardzo na plus.

Poprzednie MikroMakro urzekło mnie szczegółową mapą i ilością sytuacji, jakie dzieją się na planie. Najnowszy Miejski poker nie odbiega od oryginału, a wręcz w niektórych miejscach go wyprzedza. Mam wrażenie, że miasto jest jeszcze bardziej szczegółowe i zawiera więcej detali, czy śmiesznych historii, które fajnie się ogląda nawet nie szukając niczego konkretnego. Jest dowcipnie, a rysunki mają niesamowity urok i przyjemnie się je ogląda. Czapki z głów osobie, która miała to wszystko w głowie i przelała to na papier.



Gra oferuje szesnaście nowiutkich śledztw, które potrafią przytrafić o ból głowy. Ostatnie MikroMakro graliśmy w trybie zaawansowany i tutaj polecam zrobić to samo. Tryb prosty jest, no cóż, prosty i chyba za szybko znajdowaliśmy rozwiązanie. Uzbrojeni w doświadczenie z poprzedniej części od razu szukaliśmy maksymalnie wielu powiązań z daną sprawą, chociaż poziom trudności w moim odczuciu podskoczył. Sprawy z dwiema-trzema gwizdkami w tej serii mógłby spokojnie dostać jedną więcej u poprzedniczki. Znając tylko pierwszą kartę przyznam szczerze, że w niektórych potrafiliśmy utknąć i musieliśmy posiłkować się innymi kartami. Podobało mi się różne podejście do rozwiązywania spraw i brak utartego schematu w podejmowaniu działań prowadzących do rozwiązania. Często musieliśmy wracać do początku i szukać wcześniejszych zdarzeń lub skakać po całej mapie, aby odkryć jakiś przegapiony detal. Często nie było łatwo, ale to jest urok MikroMakro. Rozwiązanie trudnej sprawy daje niesamowitą satysfakcję i możliwość przybicia piąteczki z towarzyszami boju po poprawnym odgadnięciu sprawy i jego motywów. Same sprawy były świetne i przezabawne, chociaż opowiadały o strasznych czynach. MikroMakro ma w sobie masę czarnego humoru, który dobrze się ogląda i zadowoli wszystkich fanów cięższych żartów czy historii.

Dla kogo jest MikroMakro? W zasadzie nie widzę grupy, której gra może się nie spodobać. Niedzielni gracze, rodziny z dzieciakami czy nawet zatwardziali euro gracze, jeżeli dadzą jej szansę będą się dobrze bawić. Sam uwielbiam ciężkie euraski i już czekam na trzecią część rozwiązywania zagadek na ogromnym planie miasta! Gra będzie dobrze działać w dwie, trzy pięć czy dziesięć osób, więc nie ma się co sugerować opisem na pudełku. Nawet samotne granie wieczorem w domowym zaciszu sprawia masę frajdy. Ja zgodnie z domową tradycją grałem z moją lepszą połówką, która również stała się fanką tej gry po zagraniu w pierwsze MikroMakro.

Czy Miejski poker ma jakieś wady? W swoim gatunku jest świetna grą, która za szybko się kończy i ma tylko kilkanaście spraw. Każda z nich zajmuje od kilku do kilkunastu minut. Te trudniejsze potrafią chwilę trwać, ale jeżeli mamy odrobinę szczęścia i trochę wprawy dość szybko skończymy całą grę. Dwa-trzy wieczory pełne fantastycznego grania za około 100 zł, nie brzmi aż tak źle. Regrywalności MikroMakro zgodnie z poprzedniczą właściwie nie ma. Po ukończeniu plan miasta może robić za plakat i zachęcać naszych gości do zagrania.

Podsumowanie

MikroMakro: Miejski poker to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów w moim domu. Uwielbiam poszukiwania tropów potrzebnych do rozwiązania śledztwa na ogromnym planie miasta. Gra jest pełna czarnego humoru i historii, które czekają na śmiałych detektywów gotowych je odkryć i znaleźć winnych. Świetna gra praktycznie dla każdego. Szukajcie, znajdujcie i bawicie się w najlepsze – nie znajdziecie ciekawszej gry z rozwiązywaniem zagadek. MikroMakro rządzi!

MikroMakro: Miejski poker do kupienia tutaj. 

Może zainteresuje Cię nasza recenzja gry Imperium: Antyk?

Poprzednio V Rising - Testujemy grę w trybie Early Access!
Następny Summer Game Fest 2022 - najciekawsze tytuły - tydzień drugi