Młodzi Tytani à la Kami Garcia i Gabriel Picolo


Młodzi Tytani Kami Garcia (1) razem we dwoje
Dużym plusem cyklu jest możliwość obserwowania ulubionych herosów w bardziej przyziemnych sytuacjach.

W styczniu 2005 roku polskie dzieciaki miały szansę po raz pierwszy zobaczyć piątkę niezwykłych bohaterów. Wśród nich znaleźć można było ukrywającego się za maską outsidera, przybierającego postacie zwierząt śmieszka czy robotycznego sportowca-geniusza. Młodzi Tytani, bo o nich teraz mowa, podbili serca młodzieży nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Teraz powracają w nowej odsłonie dzięki scenarzystce Kami Garcii oraz rysownikowi Gabrielowi Picolo.

Młodzi Tytani jako animowany fenomen

Początkowo, jak chyba wszystkie postacie z uniwersum DC, debiutowali w komiksie. Niemniej to serial animowany z ich udziałem przyniósł popularność. Doczekał się aż pięciu sezonów (w Polsce wyemitowano tylko 4), co na tamte czasy było sporym osiągnięciem. Czym Tytani zasłużyli sobie na taki zaszczyt?

Po pierwsze swoją formą. Pomimo wielu zabawnych odcinków, w których bohaterowie musieli uratować swoje miasto przed jakimś niebezpieczeństwem, Młodzi Tytani nie byli sitcomem, a serial właśnie. Znaczy to między innymi, że bohaterowie z czasem dojrzewali, stawali się silniejsi i nawiązywali ze sobą skomplikowane relacje. Ciągle pamiętam scenę, w której Bestia samotnie niemalże pokonuje Slade’a pod koniec piątego sezonu. Lub gdy Raven rozprawia się ze swoim ojcem. Bohaterowie animacji budzili sympatię także dzięki luźnym, zabawnym odcinkom, w których zamiast walki ze złem decydowali się na noc horrorów lub dorywczą pracę w barze.

młodzi tytani serial teen titans
Kadr z serialu animowanego o Młodych Tytanach.

Ponadto serial wystartował w ciekawym czasie dla animacji. Rezygnowano wtedy ze starych rozwiązań spod szyldu Hanna-Barbera. Statyczne tła i niezmieniającego ubrań postacie musiały zostać zastąpione czymś oryginalniejszym. Na szczęście nikt nie myślał wtedy jeszcze o wprowadzaniu do kreskówek grafiki 3D. Postawiono na coś oryginalniejszego – zaczęto inspirować się wschodnią kreską. Od anime zabrano więc sporo humoru i komiczną, niekiedy przerysowaną do granic możliwości mimikę postaci. Nie stroniono nawet od przemiany postaci w chibi, gdy zachodziły do tego odpowiednie warunki. Pod względem stylistyki Młodzi Tytani przecierali więc szlak dla takiego giganta jak Awatar: Legenda Aanga.

Kami Garcia i Gabriel Picolo – wielcy fani Tytanów

Po latach od skończenia oryginalnej serii producenci zorientowali się, że Młodzi Tytani wciąż mają wielką bazę fanów. Dostaliśmy więc sitcom dla najmłodszych pod tytułem Młodzi Tytani: Akcja! oraz netflixowy serial Titans. Ten pierwszy – w przeciwieństwie do takich kreskówek jak Awatar czy Pora na przygodę! – nie nadawał się dla dojrzałego widza. Ten drugi zaś ściągnął na siebie masę krytyki, między innymi przez kostiumy głównych bohaterów.

Fani wciąż nie dostali tego, czego oczekiwali: opowieści o dojrzewających, poznających siebie i swoje moce bohaterach. Historii, w której byłoby miejsce zarówno na ratowanie świata, jak i młodzieńcze problemy, romanse czy codzienne życie. Z pomocą przyszła scenarzystka Kami Garcia oraz rysownik Gabriel Picolo. Ich seria Młodzi Tytani ma za zadanie przedstawić kochanych przez wszystkich bohaterów w nowym świetle. Nie jako ubierających się w dziwaczne kostiumy herosów, a dzieciaki z problemami.



Raven

Serię zaczyna komiks poświęcony córce demona Trigona – Raven. Poznajemy ją jaką sympatyczną „alternatywkę”, która straciła pamięć. Przyjdzie jej więc spędzić uporać się z własną przeszłości oraz odzyskać tożsamość. Wszystko to u boku przybranej siostry Max, notabene zaklinaczki duchów.

Młodzi Tytani Kami Garcia (2) Raven
Raven opętana przez demona.

Muszę przyznać, że wejście do uniwersum kreowanego przez Garcię i Picolo było naprawdę przyjemne. Z lubością przyglądałem się roztaczanymi przed czytelnikiem wizjami. Tu sklepik z magicznymi akcesoriami, tam okrutna dżungla szkolnych korytarzy, gdzie indziej cmentarzysko. Całość – choć liczy sobie około 170 stron – zapiera dech, zaskakuje rozmachem oraz sprawia wrażenie poukładanej, przemyślanej całości.

Nie bez znaczenia dla kolejnych tomów będą nawiązane przez Raven przyjaźnie czy animozje. Łatwo też zwrócić uwagę, że seria – mimo wszystko – skierowana jest bardziej do świeżych nastolatków (takich spod szyldu +13) , niż starszych fanów serii. Odbija też mocno na lewo, jeśli chodzi o bohaterów drugoplanowych i stosunek do wielu spraw.

Beast Boy

Z jakiegoś powodu zrezygnowano ze swojsko brzmiącego Bestii na cześć Beast Boy’a. Garfield Logan, bo jemu poświęcono drugi tom cyklu, to kończący liceum siedemnastolatek. Wegetarianin z zielonym pasemkiem na czole i niskim wzrostem. Typowy śmieszek, który pod fasadą żartownisia skrywa wrażliwego, potrzebującego atencji chłopca.

Jego życie staje na głowie, gdy odkrywa ukrywany przez jego rodziców sekret, a jego ciało przechodzi serię zmian. Od tej pory Gar stanie się silniejszy, szybszy, wytrzymalszy i – co dla niego najważniejsze – wyższy. Zyska aprobatę najbardziej popularnych dzieciaków. Czy jednak w ostatecznym rozrachunku przynależność do tej grupy zapewni mu szczęście? Czy popsucie stosunków z rodzicami i ucieczka będą jedynym wyjściem?

Młodzi Tytani Kami Garcia (1) Beast Boy
Beast Boy stara się zapanować nad przemianą w zwierzę.

W drugim tomie z serii postarano się o znacznie więcej koloru, co teoretycznie powinno poprawić jakość. Piszę „teoretycznie”, ponieważ wraz z naciskiem na wątki poboczne i próbą upchnięcia mnóstwa akcji na ograniczonych stronach, historia straciła sporo artyzmu. Naprawdę ładnych kart można tu znaleźć dużo mniej niż w Raven. Możliwe także, że przy czytaniu debiutanckiego tomu byłem nieco pobłażliwy dla twórców. Przy drugim uderzyły mnie pewne mankamenty, widoczne szczególnie dobrze w…

Beast Boy kocha Raven

Tak. Trzeci – i na ten moment ostatni tom – nosi nazwę Beast Boy kocha Raven. Autorzy porzucili model „jeden komiks, jeden bohater” na rzecz historii poznania się tej dwójki. Czy słusznie? Nie mam pojęcia. Przyjrzyjmy się zatem fabule.

Młodzi Tytani Kami Garcia (3) randka
Randka w restauracji i zabawne gagi z zamawianiem jedzenia? To musiało się zdarzyć w tej serii.

Beast Boy, wegetarianin i rasowy śmieszek wpada przez przypadek na Raven, alternatywną dziewczynę z problemami. Wpadają na siebie raz, potem drugi, potem trzeci. Przypadek? Autorzy każą nam w niego uwierzyć. Po wpadnięciu w łapy „tych złych” i zrozumieniu, że oboje są dzieciakami z mocami, zostają uratowani przez Max (przybraną siostrę Raven) i… Robina. Ten ostatni zostaje pokrótce przedstawiony, choć nie jest głównym bohaterem tomu.

Podsumowując… z każdym tomem gorzej

O ile mogę zrozumieć chęć odsunięcia się od raz przyjętej formy na rzecz rozwinięcia wątków tytułowej dwójki, o tyle uderzają mnie pewne rozgrywające się na oczach czytelnika wydarzenia. Historia przedstawiona w ostatnim tomie jest tak naprawdę o niczym. Artyści w całości zrezygnowali z ciekawych widoków czy zabawy perspektywą na rzecz kolorowej, niezbyt pomysłowej papki. Niekiedy przypomina to komiksy klepane dla popularnych swego czasu magazynów ze Scooby-Doo. Usilna promocja szeroko rozumianej poprawności politycznej także przeszkadza. Gdy niemal każdy pozytywny bohater poboczny przedstawia jakąś mniejszość (etniczną, wyznaniową czy seksualną) kłuje to w oczy.



Szczytem cringe’u była dla mnie rozmowa Beast Boya i Raven na temat zamawiania jedzenia w restauracji. Czy gdyby chłopak poprosił, by ona zamówiła jako pierwsza, byłby to seksizm? Naprawdę czytelnicy mają uwierzyć, że nastolatki rozmawiają ze sobą w ten sposób?

Młodzi Tytani Kami Garcia (1) razem we dwoje
Dużym plusem cyklu jest możliwość obserwowania ulubionych herosów w przyziemnych sytuacjach.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że pod maską poprawności politycznej znaleźć można ogromną stereotypizację i miałkość. Autorzy wskazują na problemy mniejszości i potrzebę pewnych zmian społecznych, jednocześnie nie widząc potrzeby pochylenia się nad głównymi bohaterami tej serii – nastolatkami właśnie. Bo też nastolatki wychodzą tu blado i sztucznie. Na poziomie emocjonalnym czy językowym jest to bardzo słabe. Na artystycznym – słabsze z każdym kolejnym tomem. Miejscami miałem wrażenie, że z Raven dużo łatwiej utożsamiłaby się dwunastolatka przeżywająca swoją pierwszą miłość do gwiazdy muzycznej niż rzeczywista alternatywka. Przedstawienie bohaterów jest więc naiwne i zahacza o banał.

Wiele z moich oskarżeń może mieć źródło w polskim tłumaczeniu komiksów. Dużo w nim składniowych potworków, co szczególnie dobrze widać w dłuższych partiach tekstów. Dodatkowy minus za sprzedawanie serii pod hasłem „powieści graficznej”. To takie nowoczesne hasło, które ma za zadanie odciąć tom od komiksowych, superbohaterskich konotacji. Jakoś bym to przełknął, gdyby rzecz broniła się artystycznie czy fabularnie. Obecnie jednak zmierza w kierunku popkulturowej, bezbarwnej papki dla nikogo.

Na dobrą reinterpretację Młodych Tytanów fani będą musieli jeszcze trochę zaczekać.

A jeśli interesują was inni superbohaterowie, sprawdźcie koniecznie naszą recenzję serialu Loki!

Poprzednio Dlaczego The International nie odbywa się w CS? Gabe sam odpowiedział na to pytanie
Następny Co obejrzeć na HBO Max, Disney+ i Netflixie w weekend?