Mówiące Pióro 1000 Pytań – RECENZJA – Choinkowy Hit czy Kit?


Święta, święta, a co za tym idzie prezenty pod choinką. Jestem z tych rodziców co starają się kupować dziecku najprostsze zabawki, bo wiem doskonale, że reszta rodziny będzie szukać tych kozackich, reklamowanych w telewizji z tysiącem bajerów. Właśnie w taki sposób pod naszą choinkę trafiła gra „Mówiące Pióro 1000 Pytań” od Clementoni.

UNBOXING

Pudło od gry jest kolorowe, ogromne (42cm x 28cm, co sprawia, że marzenie Marysi o nowym regale na gry „z czterema piętrami” staje się coraz bardziej realne) i na starcie zarzuca nas tysiącem, ale nie pytań tylko informacji (z tych ważniejszych powiem, że gra jest przeznaczona dla dzieci w wieku 3-6 lat, a mówiące pióro już stwierdza, że wybierając tę grę robimy „Bardzo dobrze!”). W zestawie znajduje się elektroniczne mówiące pióro (które nie wiedzieć czemu bardziej przypomina ołówek), 32 karty z 64 zadaniami, 1 gra planszowa, plastikowa strzałka do zamontowania w planszy, 4 pionki oraz instrukcja. To co najbardziej chyba zajarało Marysię w tym zestawie to oczywiście pióro. Działa ono na baterie (3x LR41 1,5V), mówi do nas w 9 językach (spokojnie, nie naraz, da się to ustawić) i wygłasza łącznie 4 komunikaty: dwa, gdy odpowiedź jest prawidłowa i dwa, gdy błędna.

ZABAWA Z KARTAMI

W zestawie znajdują się karty z zadaniami, które rozwiązujemy w trakcie gry planszowej, lub oddzielnie jako quiz. Jest to dość duży plus, gdy dziecku brakuje kompana do gry, bo kartami można bawić się samodzielnie, a pióro z powodzeniem wskaże dobrą odpowiedź. Karty podzielone są na trzy poziomy trudności oznaczone kolorowymi słupkami u góry każdej z nich (żółty to zadania łatwe, czerwony – o średniej trudności, natomiast niebieskie – trudne). Wydawnictwo sugeruje, aby rozwiązywać zadania zgodnie z numeracją, by poziom trudności wzrastał, aczkolwiek ja i moja córka lubimy nutkę ryzyka i postawiłyśmy na losowanie. Karty są podzielone również względem zadań, które się na nich znajdują. Mamy do czynienia z ośmioma sekcjami. I teraz to co mi się chyba najmniej podoba w tej grze. Zadania na kartach opisane są piktogramami i rebusami, które zwyczajnie mogą być nieczytelne na pierwszy rzut oka nawet dla dorosłego, a co dopiero dla dzieciaczka. Na szczęście w instrukcji obsługi znajduje się opis każdej karty właśnie na taki wypadek (czyt. na wypadek ułomnego rodzica lub nieczytelnego rebusu).

MIASTO QIUZÓW!

Tak właśnie nazywa się gra planszowa załączona do zestawu. Założenie jest proste: wygrywa ten kto pierwszy dotrze do mety. Ponieważ sama plansza jest niewielka, autorzy zdecydowali się na zastąpienie tradycyjnej kostki do gry tarczą ze wskazówką, która będzie decydowała o ilości pól do przekroczenia (od 0 do 3). Żeby jednak nie było zbyt prosto trafić można na pola wyzwania (trzeba stoczyć quizowy pojedynek z wybranym graczem), coś co nazwałyśmy operacyjnie „cofkami”, czyli pola które cofają gracza o określoną liczbę pól, czy pola z policjantami, zatrzymujące na jedną kolejkę.


WRAŻENIA

Jeżeli chodzi o względy edukacyjne to ta gra mi się nawet podoba. Są zadania związane z matematyką, dopasowywaniem brakujących elementów, nauką liter, czy orientacją w przestrzeni (nad tymi to i ja muszę popracować, bo jako typowa kobieta muszę się zastanowić w które prawo patrzę). Zawiedziona jestem trochę samą planszówką, ale być może to kwestia tego, że z Marysią zabierałyśmy się już za nieco trudniejsze rzeczy. Do tego – nie ma co ukrywać – nie o planszówkę tu chodzi. Trzonem całego zestawu jest przecież mówiące pióro, które zna prawidłowe odpowiedzi w quizie (i to tu głównie się rodzi w każdej małej główce tytułowe 1000 pytań skąd pióro wie, że to dobra odpowiedź). I teraz trochę o tym gadżecie. Samo pióro nie jest duże i jest wykonane ze sztywnego plastiku, co napawa mnie obawą, że zostanie kiedyś rozdeptane lub zgniecione. Dodatkowo jak już pisałam jest na baterie (są w zestawie), a te mają określoną żywotność, czyli muszę szykować się na zakupy po świętach, bo przy intensywności korzystania z pióra przez moje dziecko, to jeszcze tyle może wytrzyma.

Ogólnie rzecz biorąc nie mogę powiedzieć, że gra jest wyjątkowa i najlepsza na świecie, ale również nie mogę powiedzieć, że jest zła. Taka ot – „giercoka” edukacyjna. Da się w to grać, ale szybko się nudzi, a komunikaty wydawane przez pióro w pewnym momencie (i to dość szybko od otworzenia pudełka dla rodzica, niewiele później dla dziecka) stają się irytujące. Marysia była również zawiedziona ilością kart (jest na etapie maniakalnego liczenia wszystkiego i 64 zadania to przecież nie obiecane tytułowe 1000 pytań). Pewnie będziemy wracać do tej gry, ale tylko dopóki w piórze nie wyczerpią się baterie, a ja nie zapomnę kupić drugich, albo wszystkie pytania quizowe zostaną obryte na pamięć.

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous Wiedźmin Netflix - Recenzja ze spoilerami - Chowaj dziewki, Wiedźmin idzie
Next Terminator: Resistance - Recenzja - Hasta la vista, baby