Podsumowanie

Zabierzcie mi to z oczu. Trzy punkty za fajny pierwszy odcinek.
Ocena Końcowa 3.0

Są seriale dobre i złe. Są seriale i bardzo złe. Nightflyers pozycjonuje się gdzieś między złym, a bardzo złym serialem. Wszystko tutaj jest nie tak, a szkoda bo brakuje mi dobrych seriali science fiction.

Zaatakowano mnie znienacka serialem Nightflyers i miałem do niego dosyć duże oczekiwania. Podczas kończenia mojej przygody z serialem Dom z Papieru (jakie to dobre), zaczęła pojawiać mi się w polecanych właśnie propozycja nowości od Netflix. Kiedy skończyłem moją przygodę z Domem z Papieru, miałem łzy w oczach że to już koniec i dosyć płynnie przeskoczyłem do oglądania Nightflyers. Może to był mój błąd, bo kiedy po czymś idealnym zajmiesz się czymś takim sobie, to wszystko ciebie denerwuje.

Nightflyers – Fabularny Nope

W myśl mojej zasady nie spoileruj (ale mnie kusi by się po naśmiewać) powiem tylko ogólnie o co chodzi w serialu. Otóż Państwa na ziemi są w trakcie zaawansowanego kryzysu gospodarczego, a sami ludzie są atakowani przez nieuleczalną chorobę (niestety to nie są zombie). W trakcie tego kryzysu pewnemu naukowcowi udaje się zidentyfikować regularnie przelatujące w pobliżu ziemi ciało niebieskie jako statek obcej rasy. Wysłana zostaje misja badawcza Nightflyers w celu uzyskania kontaktu i błagania o pomoc obcych w uzyskaniu lekarstwa na wredne choróbstwo. Nikt jeszcze nie wie, że na pokładzie zostaje zainstalowana KRWIOŻERCZA SI, chociaż bardziej będzie tutaj odpowiednie określenie Duch Maszyny czego dowiemy się później w filmie. Fani Warhammer 40000 zrozumieją.

Serial może zaczyna się w sposób interesujący i fabularny start nie jest zły, jednak z każdym kolejnym odcinkiem jest coraz gorzej. Pojawiają się nowe, wyjątkowo durne i nielogiczne wątki o których nie będę tutaj niestety pisać bo będziecie krzyczeć że są spoilery jak to było parę razy. Powiem tylko że lesbijski związek między czarną super żołnierz oraz informatyczką która de facto wygląda jak chłopiec i które to są regularnie podglądane przez czarnego kapitana statku który do tego boi się wychodzić do załogi (potem mu się udaje), a to tylko początek komedii. Netflix musiał, po prostu musiał, dać do swojego serialu absolutnie nic nie wnoszący i nie potrzebny wątek homoseksualny. To samo zresztą stało się w dużo ciekawszym Umbrella Academy, ale o tym napiszę za parę dni.

Ideologia ważniejsza od jakości

Dlaczego o tym właśnie wspominam? Otóż główny wątek fabularny bardzo płynnie przeskakuje z głównej osi podróży kosmicznej na oś relacji oraz przygód dwóch kochanek. I naprawdę, nic nie mam do osób o odmiennej orientacji seksualnej, ale każdy wątek miłosny w tego typu pozycji, który to atakuje z partyzanta dopiero po trzecim odcinku i trwa sobie w najlepsze do praktycznie samego końca, pozostawia bardzo duży niesmak. Żeby całości chaosu stało się zadość, pod koniec serial przekształca się w horror science fiction, który bardziej śmieszy niż straszy.

Są też inne nieścisłości fabularne, jak pojawienie się olbrzymiej kapsuły w małym pokoiku. Jak się tam ona znalazła? Nie zostało to wyjaśnione. Jednak jej zawartość doprowadziła mnie do łez (ze śmiechu oczywiście). Co było w środku? Znowu nie mogę powiedzieć. Inny przykład to kiedy nasza super żołnierka musi wejść do reaktora i wcisnąć guzik by statek leciał prosto (poważnie). Co z tego że na statku jest kilka różnych rodzajów dronów o czym się dowiadujemy w między czasie (a jeden z tych dronów OCZYWIŚCIE wpada w szał zabijania). Musi wejść tam ona i nie może być zbyt długo gdyż umrze. Ehh.

I wydaje Wam się, że z mojego opisu wynika że serial jest ciekawy bo coś się ciągle dzieje? Nic bardziej mylnego, cytując mistrza. Serial jest totalnie nudny, fabuła i akcja jest rozciągnięta w czasie, a wszyscy bohaterowie to nijakie biomasy na które nie chce się patrzeć. Widać że serial jest niskobudżetowy, gdyż zarówno efekty nie zachwycają, gra aktorska nie zachwyca, scenariusz nie zachwyca. Fani science fiction nie będą zadowoleni. Widać tutaj inspiracje takimi pozycjami jak Firefly czy trzecia seria Stargate o nazwie Universe, które to są świetnymi obrazami science fiction. Tutaj niestety wpychanie ideologii oraz robienie po kosztach bez zastanowienia się nad całością, bardzo szybko doprowadza widza do bólu brzucha. Szkoda. Żeby jeszcze scenariusz i fabuła miała sens.

Podsumowanie

Nie będę czekał na drugi sezon. Nie chcę tego. Proszę … zakopcie ten projekt. To jest słabsze niż piąta część Transformers lub ostatni Predator. To jest po prostu straszne, jak można zepsuć tak dobrze zapowiadający się temat. I nawet nie jestem pewien czy kwestia niewielkiego budżetu spowodowała taki efekt końcowy. Myślę że tutaj po prostu wiele słabych elementów na siebie się nałożyło, by na koniec widz miał poczucie po prostu straconego czasu. Wielka szkoda, to mogło być całkiem ciekawe widowisko, bo pierwszy odcinek zapowiadał się bardzo pozytywnie.

Previous Opcja - adopcja, zalety adopcji kota
Next Zombicide: Zielona Horda - Ruszyła Przedsprzedaż!