Onimusha: Warlords i jej wersja remaster to moja pierwsza styczność nie tylko z tą serią, ale i też grą. Mimo że wychowałem się na wielu klasycznych tytułach typowych dla komputerów osobistych, to te konsolowe z racji braku posiadania konsoli nie są jakoś specjalnie mi znane.

Jednak dostałem propozycję otrzymania tego klucza i napisania recenzji. Z uwagi na fakt, że jest to bardzo marny styczeń jeżeli chodzi o premiery gier komputerowych i takiej suchoty na rynku dawno nie widziałem, to z chęcią przystałem na propozycję. I tak nie mam w końcu w co grać no nie? Recenzja powstała na podstawie wersji na Playstation 4.

Onimusha: Warlords – Czy to już retro?

Swojego odświeżenia w tej edycji doczekała się tylko grafika i tekstury postaci. Sam gameplay nie przeszedł podobno żadnych zmian. Regularnie jednak wracam do starszych pozycji (ostatnio pykałem np. w Hal Life) więc słabe tekstury nie są mi straszne i wiem że dużo z tych gier ma dużo do zaoferowania, nawet dużo więcej niż dzisiejsze topowe pozycje, jak na przykład Assassin’s Creed Odyssey. Ale to już inna kwestia.

Onimusha: Warlords opowiada historię pewnego samuraja, któremu demony ukradły pannę. To jest dobry pretekst by zacząć walkę z hordami prosto z piekieł, więc ruszamy do boju. W trakcie gry pojawia się bardzo wiele przerywników filmowych, których nie ma możliwości wyłączenia. To pierwsza poważna wada tego tytułu. Jeżeli macie pierwszy raz styczność z tą serią, to będziecie umierać gęsto i często, zwłaszcza przy walce z dwoma bossami którzy po prostu są bardzo nieuczciwi. I mówię to Ja, weteran serii Dark Souls który po prostu uwielbia trudne gry. Ale żeby były jednocześnie sprawiedliwe.

To nie jest przerywnik, tylko jedno z tych epickich ujęć kamery podczas walki.

Czy to oznacza że Onimusha: Warlords to zła pozycja? Absolutnie nie. Bawiłem się przy niej wyśmienicie, zwłaszcza przez pierwszą połowę gry która trwała 2 godziny. Dokładnie tak, cała grę można spokojnie przejść w 4 – 5 godzin i to obficie jednocześnie umierając oraz rozglądając się za znajdkami których jest całkiem sporo. Osobiście ani trochę się nie spieszyłem, nawet poświęcałem wiele czasu na zwiedzanie i zaglądanie pod każdy kamień. Znalazłem większość zwojów oraz skrzynek, 12 fluorytów oraz najlepszy pancerz. Nie udało mi się odnaleźć np. miecza Bishamon. Gra na koniec nas punktuje, osobiście dostałem ocenę A i wyżej jest chyba tylko S oraz SS. Więc całkiem nieźle jak na pierwsze podejście.

Ulepszenia nie służą tylko do zwiększenia obrażeń, ale i otwierania niektórych drzwi.

Onimusha: Warlords – historia na kilka razy

Zarówno sama gra, jak i achievmenty zachęcają do przechodzenia gry po kilka razy. Można sobie spokojnie zarezerwować wieczór i przejść grę całą wyciskając z niej siódme poty. Wśród osiągnięć są na przykład takie, jak przejście gry bez ulepszenia broni lub używania przedmiotów leczniczych. Oczywiście możemy je przejrzeć, spisać na karteczkę oraz grać od razu na wszystkie achievmenty, ale osobiście zachęcam do robienia tego raz za razem, gdyż gra daje niesamowity fun z krojenia demonów. Czasami jednak musimy wcielać się w skórę naszej podopiecznej kochanki ninja i ona nie ma magicznych mocy i niestety nie ma na przykład możliwości leczenia się z zabijania demonów. Te etapy przeklinałem bardzo intensywnie gdyż dziewoja nijak się ma do stylu gry naszego dzielnego samuraja.

Nostromo? No, wait…

To jest dobry moment byśmy porozmawiali o walce w Onimusha Warlords. Opiera się ona na zwykłym ataku oraz ataku magicznym. Możemy także blokować ataki wrogów i to w zasadzie tyle. Dodatkowo możemy ustawiać bardzo źle działający focus na przeciwniku i w ten sposób odblokować dodatkowe ruchy. Jeżeli uda nam się zaatakować w momencie ataku wroga, wykonujemy specjalny atak zadający bardzo dużo obrażeń. Koniec nauki walki. Są jeszcze dodatkowe ruchy, których nie udało mi się odkryć, ale to nie jest Monster Hunter World, gdzie Charge Blade ma 98732 ruchów i po 40 godzinach gry tą bronią dalej odkrywam nowe ruchy i kombinacje. Tutaj po 2 – 3 walkach wiemy co się z czym je. Nie zmienia to jednak faktu, że walka jest bardzo satysfakcjonująca i daje czysty fun z krojenia demonów. Po prostu nie ma tutaj wiele kombinowania i jedyna sztuka to wciskanie przycisku blok w odpowiednim momencie.

W trakcie gry spotykamy parę przyjaznych postaci. Dokładnie to 4.

Bronie mamy do wyboru trzy i odblokowujemy je wraz postępem. Oprócz tego mamy broń dystansową z której nie korzystamy (muszkiet i łuk). Chyba są potrzebne na niektórych bossów, ale przez kamerę i brak możliwości celowania, używanie broni dystansowej w walce na malutkich arenach to czyste samobójstwo. Chyba że jesteś bardziej pro niż ja, to się baw. Osobiście nie polecam. Za każdego pokonanego wroga otrzymujemy dusze, które musimy wessać naszą rękawicą, inaczej przepadają. Bronie ulepszamy na dwóch obszarach – atak zwykły oraz magiczny, czyli mamy łącznie 6 gałęzi ulepszeń. Bronie różnią się od siebie głównie szybkością ataku oraz skalowanymi przy tym obrażeniami. Mamy miecz uniwersalny, miecz ciężki oraz glewię do bardzo szybkich ataków. Każda z broni sprawdza się w innych sytuacjach i teoretycznie możemy przełączać się między nimi płynnie. W praktyce jednak musimy przystanąć i nic nie robić przez sekundę i wtedy dopiero uda nam się przełączyć broń. To samo także dotyczy przez większość czasu przyjęcia postawy (namierzenia wroga). Czasem mi się udawało to zrobić w biegu, jednak większość czasu musiałem się zatrzymać.

Bronie ulepszamy za dusze pokonanych wrogów.

Jest fajnie, ale nic nie widzę

Problemem i to bardzo dużym w tej grze jest praca kamery. Jest ona zawsze statyczna, udaje filmową i w zależności od ustawienia naszej postaci, przeskakuje do innego ujęcia. Często nawet po 2 – 3 razy na każdą z plansz. Mało jest miejsc gdzie widzimy wszystko przez całą walkę z jednej perspektywy. To boli i to bardzo bo nie raz i dwa dostaniemy strzała w plecy od łucznika który stoi na innym ujęciu. Problem duży się pojawia też przy jednym, latającym bossie który to przy jednym ujęciu jest po prostu niewidoczny. Dobrze, że blok działa (najczęściej) zasięgu 360 stopni naszej postaci więc (bardzo często) udaje się zablokować nawet atak w plecy. Ale też nie zawsze i nie wiem od czego to zależy. Trochę jak w starym Gothic, niby wszystko działa, ale nie tak jak powinno.

Cała zabawa toczy się pewnym zamku oraz pobliskich terenach.

Graficznie wygląda gra jak wygląda i bardzo niesprawiedliwie ją oceniać przez pryzmat grafiki. Niby tekstury są nowe i parę rzeczy także zostało udoskonalonych, z wyjątkiem oczywiście i niestety kamery oraz możliwości wyłączenia filmików. Gra jednak ma swój urok, typowy dla starszych produkcji, a także typowy dla japońskich gier klimat. Dodatkowym atutem produkcji jest po prostu niska cena. Grę można kupić za jakieś śmieszne pieniądze, coś około 80 złotych w sklepie Playstation. Za taką kasę naprawdę można wsiąść tą grę i pobawić w dwa – trzy przejścia gry na różnych wyzwaniach i poziomach trudności.

Podsumowanie

Mimo końcówki która mnie dosyć mocno zbulwersowała, to cała gra bardzo mi się spodobała. Pod koniec niestety nie miałem zbyt wiele możliwości czerpania przyjemności z rozgrywki, gdyż kamera w niektórych momentach doprowadzała mnie do szewskiej pasji (co słychać było na live). Problem z innymi mechanikami także występował, o czym wspominałem w tekście. Z drugiej jednak strony rozpocząłem już drugie przejście gry po ukończeniu pierwszego (tego co robiliśmy na live) i bawię się dalej bardzo fajnie. Myślę że będę do niej wracać regularnie.


Grę Onimusha: Warlords możecie kupić na ceneo.pl – klik :)

Podsumowanie

Bardzo przyzwoity slasher z bardzo kiepskimi, jak na dzisiejsze standardy, rozwiązaniami. Mimo wszystko warto zagrać.
Ocena Końcowa 6.0
Pros
- bardzo miłe krojenie demonów
- śmiesznie niska cena
- krótka i nastawiona na wiele przejść
- bardzo prosty i dający satysfakcję system walki
- gra posiada swój specyficzny klimat
Cons
- kamera chce ciebie zabić
- drobne problemy w walce (np. nieblokujący blok)
- niektóre rozwiązania są na dzisiejsze standardy zbyt archaiczne
- brak możliwości przewijania filmów
- nie można zmieniać broni oraz uruchamiać postawy w trakcie biegu
- etapy gry jako kobieta - ninja bardzo wybijają z rytmu
Previous Titans - Recenzja - Najlepszy serial DC od czasów Arrow
Next Raport z malowania - Barbarzyńska wojowniczka Kingdom Death: Monster