';

Pierwsi Marsjanie: Przygody na Czerwonej Planecie – Recenzja – Uprawa ziemniaków poziom HARD

Zacierałem rączki na myśl o grze Pierwsi Marsjanie: Przygody na Czerwonej Planecie już od pierwszej wzmianki w mediach. Jesteśmy olbrzymimi fanami gry planszowej Robinson Crusoe: Przygoda na Przeklętej Wyspie. Pierwsi Marsjanie mieli być grą zaprojektowaną w podobnej mechanice, ale w totalnie innym klimacie. Nasze zainteresowanie tym tytułem było ogromne, podobnie zresztą jak oczekiwania wobec niego. Były także obawy, zwłaszcza dotyczące aplikacji, która jest integralną częścią gry. Czy Pierwsi Marsjanie je spełnili?

Założenia gry planszowej Pierwsi Marsjanie

Pierwsi Marsjanie: Przygoda na Czerwonej Planecie to gra planszowa kooperacyjna przeznaczona dla 1 – 4 graczy, w której wcielamy się w astronautów będącej w trakcie wykonywania misji na marsie. Jeżeli znacie Robinsona Crusoe, to przebieg gry i tury jest z grubsza podobny. Wybieramy scenariusz, astronautów, których jest dostępnych czterech oraz przygotowujemy grę. I tutaj zaczyna się pierwszy zgrzyt. Jako że Pierwsi Marsjanie są bardzo mocno oparci na Robinson Crusoe, to gra niestety zabrała ze sobą kilka błędów. Przygotowanie niestety jest długie i bardzo monotonne, do tego brak wypraski (o czym napiszę więcej w akapicie przy wykonaniu) także nie pomaga. Na szczęście, aplikacja trochę przyspiesza przygotowanie gry i w kilku krokach przedstawia kolejne elementy, którymi należy się zająć.

Rundy przebiegają bardzo podobnie jak w starszym bracie Pierwszych Marsjan. Zaczynamy od wydarzeń, idziemy przez morale, potem produkcja, która jest znacznie bardziej zaawansowana niż przy Robinsonie, planowanie, akcje i tutaj nowość – faza uszkodzeń. Gra przebiega, powiedziałbym odwrotnie, niż przywykliśmy. Zaczynamy tutaj prawie zawsze (zależy od scenariusza) z całą zbudowaną bazą bez usterek lub z niewielkimi usterkami. Z uwagi na to że to nowoczesna i eksperymentalna technologia, to liczmy się z tym że wszystko będzie się psuć.

Na początku jest raczej skromnie i psucie się jest bardzo powolnym procesem, jednak im dłużej gramy, tym bardziej zaczynają nam narzucać się kolejne problemy z bazą. Cała sztuka polega na tym, żeby na bieżąco łatać kolejne elementy, ponieważ im bardziej zepsuta jest baza, tym najczęściej więcej problemów powoduje (logiczne?). Dodatkowo, część scenariuszy ma taki warunek przegranej jak Limit Eksploatacyjny, który po prostu oznacza liczbę elementów, które możemy mieć jednocześnie zepsute w bazie. Jeżeli go przekroczymy to przegrywamy.

Oczywiście przegrywamy także jeżeli któryś z astronautów umrze. Nasi bohaterowie mają mniejszą pulę życie i po prostu łatwiej im umrzeć. Ale z drugiej strony, momentów otrzymania ran jest znacznie mniej niż by się wydawało i w większości przypadków nasi astronauci nie otrzymywali więcej niż 2 – 3 ran na grę. To limit eksploatacyjny i czas były naszym największym wrogiem. Co ciekawe, aplikacja pozwala nam wybrać poziom trudności gry, więc kiedy będzie nam za łatwo, po prostu wybierzmy wyższy poziom.

W ile osób grać w Pierwszych Marsjan?

Dla mnie najbardziej przypadła do gustu gra dwuosobowa. Gra wtedy przebiega szybko i nie występuje duży efekt lidera, a bardziej dyskutujemy. Co ciekawe, bardzo mi przyjemnie się grało solo. W zależności od liczby graczy, możemy dobrać pewną liczbę urządzeń AMP, które to służą jako dodatkowy pionek do wykorzystania w akcji. Niczym pies i Piętaszek, z tą różnicą, że wykorzystujemy je tylko do ściśle określonej akcji (więc bardziej przypominają mapę z Robinsona).

Grając na cztery osoby, co tu dużo mówić, nudziłem się. Pierwszy raz zagrać w czterech graczy miałem okazję zanim otrzymałem swój egzemplarz, w lokalnym barze na imprezie. Czasami przejmuje pałeczkę i staram się prowadzić drużynę, jednak wtedy chciałem raczej zasmakować w grze więc pozwoliłem prowadzić komuś innemu. Nudziłem się. Większość czasu trollowałem i spałem lub grałem na konsoli (byłem inżynierem) ponieważ Hub psuł się wolno i nie było za bardzo co budować, to nie miałem nic do roboty. Miałem także wrażenie, że jest po prostu za dużo ludzi i żetonów akcji, przez co spełnienie warunków zwycięstwa było bardzo proste (graliśmy zaginioną sondę).

Spodobała mi się wtedy mechanika kart sond i kierunków, brakowało mi za to solidnego fakapu i wrażenia, że trzeba zrezygnować z czegoś, żeby zrobić coś innego, ważniejszego.

Regrywalność

Jak na grę kooperacyjną opartą na scenariusze – olbrzymia. Mamy dostęp do dwóch kampanii (raczej jednorazowa przygoda) i 6 scenariuszy. Do tego są 3 poziomy trudności i naprawdę duża talia kart z uszkodzeniami poszczególnych sekcji. Z uwagi na to, że aplikacja losuje wydarzenia i informacje o tym co się psuje, gry w poszczególne scenariusze mogą bardzo się od siebie różnić. Raz uda się wygrać z marszu, a innym razem udusicie się lub umrzecie z głodu już w którejś z pierwszych rund. Losowość i nieprzewidywalność tej gry to jej największa zaleta. I jeżeli szukacie trochę trudniejszego tytułu na większą liczbę gier, to właśnie Pierwsi Marsjanie będą dobrą pozycją.

Interakcja

Gracie razem, macie problemy razem i przegrywacie razem. Śmierć jednej osoby to koniec gry, tradycyjnie zresztą dla tych gier. Nawet jeżeli w scenariuszu będzie pisać inaczej (co raczej się nie zdarzy) to aplikacja dobiera wyzwania stosunkowo do liczby osób. Oprócz wspólnego podejmowania decyzji, możecie sobie po prostu pomagać lub razem wykonywać akcje dzieląc się żetonami akcji. Dodatkowe zdolności także wpływają na różne benefity, przykładowo stacja medyczna może działać tylko wtedy, kiedy pracuje tam medyk (chyba że zbudujecie odpowiedni upgrade). Nie ma tutaj nic do zarzucenia, jednak brakuje trochę więcej działań w których gracze będą musieli wspólnie decydować. Grając jednak na dwie osoby, wymiana informacji to klucz do zwycięstwa.

Wykonanie

Pierwsi Marsjanie są wykonani raczej średnio. Jakość samych komponentów jest bardzo dobra, karty są wydrukowane na bardzo dobrym papierze odpornym na ścieranie. W pudełku otrzymujemy wiele kolorowych znaczników (podobnych do tych z Terraformacji Marsa) oraz dziesiątki różnych znaczników nadrukowanych na tekturowym materiale. Dodatkowo kilka obiektów w których są specjalne otwory na umieszczanie znaczników oraz mała figurka marsjańskiej bazy i dwa pojazdy które wspierają nas przy wykonywaniu akcji.

Ale instrukcja leży. Wracamy do niej ciągle, a zasad jest bardzo, ale to bardzo dużo. Pierwsze parę gier rozegraliśmy po prostu źle, czasem było za trudno, czasem za łatwo i gdzieś w głowie krążyła mi myśl że coś jest nie tak. Dopiero potem znajdowałem jakiś fragment w instrukcji że graliśmy źle. Musiałem obejrzeć parę filmów na YouTube oraz przejrzeć Board Game Geek w poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytania (np. iloma kośćmi rzucamy w fazie uszkodzeń, na początku myśleliśmy że wszystkimi, potem się okazało że tylko tymi przydzielonymi do zepsutej sekcji).

Ale po zrozumieniu tego wszystkiego, gra nas porwała i nie chciała wypuścić. Nie jest to pierwsza świetna pozycja ze zrypaną instrukcją i prawdopodobnie nie ostatnia. Po prostu zaczynając grać, nastawcie się raczej na obejrzenie materiału tłumaczącego zasady na YouTube, a nie na instrukcji, ponieważ po dwukrotnej lekturze za pierwszym razem nie potrafiła ona odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. A później do niej wracałem znacznie częściej niż bym chciał.

Pojawił się także ten sam problem, który był przy Robinson Crusoe. Brakowało wypraski, a elementów jest bardzo dużo. Niby worki także dostaliśmy (których było za mało), jednak ciągłe ich otwieranie i zamykanie było bardzo irytujące. Wizyta w sklepie wędkarskim i udało mi się kupić dokładnie taki sam pojemnik, jaki mamy w starszym bracie Pierwszych Marsjan. I rozgrywka zaczęła smakować znacznie lepiej.

W aplikacji także znajdzie się parę błędów. W głównej mierze są to literówki, ale cieszy fakt że apkę można pobrać także na komputer osobisty. Wiemy, że baterie w telefonach nie trzymają za długo, więc opcja rozegrania gry na laptopie lub nawet dużym telewizorze jest bardzo dobra.

Cena gry planszowej Pierwsi Marsjanie

Pierwsi Marsjanie kosztują około 170 zł. Cena jest okej. Nie jest za niska, nie jest też za wysoka. Uważam że za taką grę warto wydać tyle pieniędzy. Zwłaszcza jeżeli lubicie gry kooperacyjne lub po prostu kochacie Robinsona Crusoe, to gra na pewno nie będzie straconą inwestycją. Dodatkowo, jest to bardzo dobra gra kooperacyjna dla dwóch graczy i wiem że wielu moich Super Czytelników gra tylko w takiej konfiguracji, to im także mogę polecić ten tytuł.

Podsumowanie

W sumie moglibyśmy napisać tą recenzję w stylu podwójnej opinii – Mojej oraz Oli. Dlaczego? Dla mnie Pierwsi Marsjanie przerośli Robinsona Crusoe, Ola dalej woli starszą grę. Prawdopodobnie dlatego że Ola tak naprawdę jest piratem, a ja obcą formą życia. Dla mnie Marsjanie się spodobali przede wszystkim dla tego, że nie wszystko jest już uzależnione od ran. Tutaj się psuje znacznie więcej i nie otrzymujemy obrażeń tak często, więc musimy planować na większej ilości płaszczyzn. Mi się to podoba, Ola lubi klimaty piracko-wyspiarsko-plażowe i dla niej temat bardziej przypadł do gustu.

Osobiście polecam grę Pierwsi Marsjanie dla osób które grają w tandemie oraz fanów gier kooperacyjnych. Zwłaszcza ci drudzy docenią Pierwszych Marsjan.


Grę do recenzji przekazało wydawnictwo Portal. Dziękujemy za możliwość zwiedzania Marsa!

Pierwsi Marsjanie: Przygody na Czerwonej Planecie

Pierwsi Marsjanie: Przygody na Czerwonej Planecie
7.5

Przyjemność z rozgrywki

8.0 /10

Regrywalność

9.0 /10

Interakcja

7.5 /10

Wykonanie

6.0 /10

Cena

7.0 /10

Zalety

  • Bardzo losowa i nieprzewidywalna
  • Fenomenalna na dwóch graczy
  • Akceptowalny tryb solo
  • Dobrze wykonane komponenty
  • Aplikacja daje radę

Wady

  • Instrukcja
  • Brak wypraski
  • Raczej słabo idzie na czterech graczy
  • Literówki w aplikacji

Podobne Wpisy

Adrian Abramowicz

Gry planszowe to jedna z wielu moich pasji, obok kina, książek, siłowni, oraz gotowania. Zawodowo zajmuję się branżą e-commerce, e-marketing oraz sprzedażą internetową. Doradzam także przedsiębiorstwom w jaki sposób zwiększyć konwersję oraz sprzedaż za pomocą internetowych kanałów dystrybucji.