Prototyp Liski: Ojojanie – Wrażenia z rozgrywki – Uwaga na znikający ser!


Śniło się wam kiedyś, że zabrakło wam sera? Zmechacony kocyk, brudna muszla i dziurawe kaloszki nie dają wam zasnąć? Nie? Macie szczęście! Od kilku dni próbowałam uporać się z tym koszmarem, problemami i wiecznymi komplikacjami. Było naprawdę ciężko, ale się udało. O czym mowa? O prototypie kooperacyjnej gry Liski: Ojojanie.

Zapewne każdy z was kojarzy z Facebooka komiks pt. „Lisie Sprawy” (jeżeli nie – koniecznie musicie to nadrobić). Historie Lisiego Królestwa można śledzić już od 4 lat. Cieszą się one ogromną popularnością, a grono fanów nieustannie się powiększa. Beata Smugaj — autorka Lisich Spraw wraz z wydawnictwem Gindi pracuje nad stworzeniem pierwszej puchatej, rudej gry planszowej Liski: Ojojanie. Ja – fanka Lisich Spraw, gdy tylko się o tym dowiedziałam, to natychmiast pomyślałam – „Muszę w to zagrać!”. Jeszcze większa przyjemność to móc podzielić się z wami swoimi wrażeniami.

Plansza gotowa do rozgrywki

Pierwsze wrażenie
Niestety nie mogę pokazać wam opakowania, gdyż jak wiecie mamy tu do czynienia z prototypem, a pudełko nie jest tu najistotniejsze. Pierwsze co zwraca uwagę, to duża, kolorowa plansza, która jest miejscem starcia z problemami, komplikacjami a przede wszystkim z czyhającym na nas koszmarem. Jako że jest to gra karciana – najważniejszym elementem są tu karty, które słodkością nie ustępują planszy. Wszystkie kolory są do siebie perfekcyjnie dopasowane, a całość idealnie oddaje klimat komiksu. Uważam, że to bardzo ważny element dla fanów Lisich Spraw. Po obejrzeniu elementów gry przychodzi czas na pierwsze podejście do rozgrywki.

O co chodzi w tej grze?
Na każdego z graczy, w zależności od ich ilości, czeka co najmniej jedna z kart Puchaterów. Każda z postaci posiada swój atrybut i specjalną umiejętność do wykorzystania w grze. Do planszetek dołączone są również „pionki” postaci. Przechodzimy do instrukcji według której, przygotowujemy planszę. Liski: Ojojanie to co najmniej 6 rund, a każda z nich dzieli się na 4 fazy.
Faza Ojojania – staramy się rozwiązać problemy dokładając pod nie karty ojojania z odpowiednimi symbolami
Faza Problemów – sprawdzamy, które problemy zostały rozwiązane. Dobieramy żetony nagrody lub usuwamy serek z talerzyków.
Faza Rekrutacji – werbujemy wolne od problemów Liski, które pomogą nam w kolejnych rundach
Faza Odpoczynku – przygotowujemy planszę do kolejnej rundy, dobieramy karty ojojania.

Planszetki Puchaterów. Każdy ma inną zdolność specjalną.

 

Karty do gry są idealnie dopasowane kolorystycznie i ciężko je ze sobą pomylić.

W pierwszych pięciu rundach mierzymy się z problemami i komplikacjami. W szóstej rundzie wkracza koszmar i walczymy z nim przez kolejne rundy aż do momentu zwycięstwa lub sromotnej porażki. Wydaje mi się, że to drugie spotka graczy częściej.

Pierwsza rozgrywka
Dodatkowo, jako wariant opcjonalny, gra przewiduje ograniczenia czasowe – zostanie przygotowana do tego specjalna aplikacja odmierzająca upływający czas i grająca lisią melodię. Przy pierwszej rozgrywce postanowiliśmy zagrać bez odmierzania czasu – tak by na spokojnie zrozumieć zasady. Instrukcja jednak nie jest jeszcze do końca dopracowana i wydaje się zrobiona na szybko, gdyż jest w niej jeszcze dużo niejasności. Widać, że gra jest nadal w fazie prac i nie wszystko zostało opisane w zasadach gry. Wydaje mi się, że wygląd fontu i ogólnie napisy są zbyt ozdobne i rozpraszające. Z kolei ilustracje dobrze spełniają swoją funkcję.
Pomimo braku odmierzanego czasu rozgrywka była bardzo emocjonująca. Pierwszą partię rozegraliśmy na 4 osoby, a gra wydała nam się być zbyt prosta. Jak to bywa w przypadku pierwszych rozgrywek, niezbyt dokładnie przyłożyliśmy się do przeczytania zasad i dopiero gdy postanowiłam zagrać w nią sama, odnalazłam kilka nieścisłości, które wpływają na przebieg rozgrywki.

Testowa wersja aplikacji

Kolejne podejście
Drugie podejście do gry odbyło się po dokładnym przestudiowaniu pokrętnej jeszcze instrukcji. Nie obyło się bez konsultacji z twórcami gry i tak oto zmieniłam zdanie co do poziomu trudności. W instrukcji, którą posiadam, jeszcze nie jest opisany wariant dla rozgrywki solo, więc odbyłam wersję dla 2 osób. Również nie odmierzałam czasu, by móc wyrobić strategie na przyszłe rozgrywki i by niektóre zachowania stały się automatyczne. Jestem fanką pasjansów i łamigłówek dlatego gra sprawiła mi dużo przyjemności. Po zaciekłej walce udało mi się pokonać koszmar. Przystąpiłam więc natychmiast do kolejnej rozgrywki – tym razem użyłam już testowej wersji aplikacji do odmierzania czasu. Przetasowałam karty, pozostawiłam te same karty postaci i ruszyłam do boju. I tu zaczęły się schody, presja czasu okazała się zbyt duża i już na najłatwiejszym poziomie, trwającym 2 minuty, nie udało mi się rozwiązać wszystkich problemów. W kolejnych rundach problemy się nawarstwiały a kart ojojania ciągle było mało. Wydawało mi się, że rozgrywka dla dwóch osób przeprowadzona przez jedną osobę będzie łatwiejsza, gdyż zaoszczędzi na dyskusjach, które potrafią zjadać czas. W tej grze należy bardzo dobrze znać reguły, by podczas trwania rozgrywki nie tłumaczyć sobie zasad, tylko zająć się eliminacją problemów.

 

Nawarstwione problemy. To nie prosta sprawa je rozwiązać
Jak się z tym wszystkim uporać pod presją czasu?

Rozgrywka przypomina trochę układanie pasjansa lub domina. Główną uwagę skupia się na symbolach na karcie niż na innych jej elementach. Szkoda, bo karty są naprawdę piękne, a teksty na nich zawarte potrafią przyprawić o niejeden uśmiech. Każda karta to też swoiste dzieło sztuki – niemalże każdy egzemplarz opatrzony jest innym, wyjątkowym obrazkiem.

Jest kilka elementów, o których trzeba pamiętać, problemy nie mogą się zbytnio nawarstwiać, gdyż ciężej je później pokonać. Żetony nagród pomagają wyjść z najgorszych opresji – pamiętaj, że je masz. Nie może zbraknąć też serków! A ilość żetonów koszmaru nie może być większy niż 4.

Niektóre koszmary mają dodatkowe efekty

Liski: Ojojanie wydawać by się mogły prostą i lekką gierką dla dzieci. Nic bardziej mylnego. Ta gra to dobra zagwozdka dla gracza w każdym wieku. Wydaje mi się, że będę do niej wracać na partyjki solo. Mam do lisków szczególny sentyment, gdyż niemal od początku jestem fanką Lisich Spraw.
Gra jest ciągle w fazie projektowania i rozbudowy, więc ciężko o jednoznaczny werdykt. Wystarczy wejść na stronę zbiórki, by zobaczyć, jak wiele celów zostało spełnionych i jak bardzo gra zostanie rozszerzona. W tej chwili już jest zaplanowany dodatek Serce z Sera, który wnosi dodatkowe karty i symbole, które skutecznie urozmaicą grę. W sieci też można przeczytać wiele burzliwych dyskusji na temat powstającej gry – to chyba dobrze, że gra, która jeszcze się nie ukazała, wzbudza tak duże emocje.

Kolory są zgrane idealnie. Prawda?

Od 10 kwietnia trwa zbiórka na wydanie tej puchatej gry. W tej chwili cel został osiągnięty w 350%. To bardzo ciekawa inicjatywa, na którą warto zwrócić uwagę. Jako fanka komiksu jestem bardzo zadowolona, jako fanka planszówek trochę mniej, gdyż nie jestem fanką gier kooperacyjnych. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń i trzymam kciuki, by wszystko poszło po myśli twórców.

LINK DO ZBIÓRKI

Lisie Sprawy

Gindi

Previous Re-Legion - Recenzja - Fantastyczny fail
Next Super Dragon Ball Heros: World Mission - recenzja