Weźmy ID Software, absolutnych mistrzów gier ze strzelaniem jak Doom czy Wolfenstein, dodajmy do tego szczyptę Avalanche Studio znanego raczej ze średnich gier, wrzućmy do kotła modny Open World i całość dopieśćmy wisienką na torcie jaką jest Bethesda. Otrzymaliśmy właśnie przepis na Rage 2.

W Rage 2 bardzo wyraźnie widać pracę poszczególnych studiów. Można też zobaczyć napięte terminy oraz które elementy zostały zrobione po łebkach. Rage 2 sprawił, że naprawdę ciężko mi było napisać tą recenzję, bo niektóre elementy strasznie mi się podobały, inne natomiast wołają o pomstę z nieba. Recenzja powstała na bazie wersji Playstation 4. Zaczniemy najpierw od rzeczy które mi się bardzo nie spodobały.

Rage 2 – Kampania? A co to takiego?

W Rage 2 wcielamy się w rolę ostatniego ze strażników. Specjalnie wyszkolonych nadludzi wykorzystujących zapomniane technologie do dbania o porządek na pustkowiach. Cała zabawa zaczyna się podczas prologu, kiedy to ostatnie osiedle strażników, zostaje zaatakowane przez organizację Władzę dowodzoną przez złego Generała Krossa. Po prologu jesteśmy wypuszczani z domu z karabinem oraz pojazdem i zaczynamy naszą przygodę. To jest jedyny praktycznie tak bardzo wyreżyserowany oraz oksryptowany fragment w grze. Potem otrzymujemy informacje o kolejnych zadaniach przez walkie-talkie 🙂

Pierwsze spotkanie z gniazdem mutantów było takim porządnym WoW. Potem się okazało że praktycznie wszystkie są przynajmniej podobne.

Sama kampania starczy na około 10 godzin zabawy i, co tutaj dużo mówić, nie zachwyca i nie porywa. Scenariusz jest słaby i przewidywalny, w sumie jedyne co z kampanią można zrobić to ją zaliczyć i zapomnieć. Resztę zabawy spędzamy w postapokaliptycznym open world, naszprycowanym znakami zapytania oraz próbującym stworzyć wrażenie tego że żyje. Cała akcja dzieje się na pustyni przeplatanej bagnami oraz lasem tropikalnym. W trakcie gry będziemy wykonywać działania w kolejnych znaczkach i zdobywać zaufanie wśród trzech działających frakcji. Za nie będziemy dalej poszerzać nasze umiejętności. Oprócz tego zdobywamy wiele różnych elementów do ulepszania naszego pojazdu Feniks, umiejętności, broni itp.

Gra działa płynnie i wygląda całkiem ładnie. Zwłaszcza efekty świetlne zasługują na pochwałę.

Brzmi sztampowo i nudno? Bo tak niestety właśnie jest. Cała gra to jeden olbrzymi i na dłuższą metę nudny open world. Bardzo szybko, jeszcze zanim skończyłem kampanię miałem wrażenie olbrzymiej powtarzalności gry. Weźmy na przykład karawany które krążą po mapie. Okazuje się, że twórcy zapewnili nam tylko dwa rodzaje karawan które możemy spotkać i które to praktycznie się nie różnią (albo miałem pecha i nie trafiłem na żadną inną). Większość z nich to tak zwane Anihilatory (filmik poniżej). Przy odrobinie szczęścia trafimy też na inną, trochę groźniejszą. Za pokonanie karawany dostajemy tylko doświadczenie u jednej z organizacji oraz parę części do ulepszania wozu. Problem jest jednak taki, że po ulepszeniu na maksa naszego pojazdu, niszczenie karawan to zwykła strata czasu jeżeli chodzi o rewarding. Oczywiście, strzelanie i gonienie olbrzymiej ciężarówki i jednoczesne unikanie ataków jest bardzo fajnie zrobione, ale co z tego skoro na dłuższą metę nie stanowi żadnego wyzwania. Dlatego też karawany były moim największym rozczarowaniem w Rage 2.

 

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

 

Open World pisany na kolanie

To samo zresztą dotyczy innych elementów open world, a w niektórych z nich aż się prosiło by wrzucić różnych przeciwników. Nory mutantów to taki sztandarowy przykład, gdzie na samym końcu znajduje się zawsze taki sam boss, którego zresztą można łatwo pokonać za pomocą wyrzutni rakiet. Tylko jedna lokacja stanowiła pewien problem do pokonania, ostatnia z Ark której nie miałem zrobionej i w której znajdowało się potężne działo inspirowane bronią z serii Doom. Inne elementy, jak bazy bandytów, barykady czy wieże władzy to okrutne kopiuj wklej. Tylko Arki są zróżnicowane, czasem w jej okolicy powstaje obozowisko bandytów, innym razem dwie frakcje walczą o dostęp do niej (tylko strażnik może wejść do środka, ale sama arka jest świetnym źródłem energii), a jeszcze innym należy zaliczyć parę lokacji by uzyskać do niej dostęp, co tworzy pewien ciąg fabularny. Nie można było zrobić tak całej gry?

Nie wiem jak Wy, ale ja mam solidnie dość open worldów. Od tej mapy rozbolał mnie brzuch.

Poruszanie się po świecie jest możliwe za pomocą szeregu pojazdów. Naszym głównym środkiem lokomocji będzie Feniks, czyli samochód terenowy, który prowadzi się jak czołg i warzy tyle ile maluch bez silnika. Coś jest bardzo nie tak z prowadzeniem głównego pojazdu, ciężko go wyczuć, nie raz na moich filmach widać było jak łatwo wpadam w poślizg, a podczas nagrania gdzie był wyścig, to kląłem na czym świat stoi bo samochód dziwnie reagował na polecenia. Innym razem, co też jest udokumentowane na naszym kanale YouTube po lekkim zderzeniu z drzewem, po którym samochód powinien lekko odbić …. wyleciałem w powietrze kilkanaście metrów dalej! Na szczęście stosunkowo szybko dostaniemy dostęp Ikara, czyli latającego niby poduszkowca który znacznie ułatwi nam eksplorację świata.

Czasem, ale raczej rzadko, kropki na mapie skrywają tajemnice.

Sam świat przedstawiony jest nudny. Pustynia i masa pustych lokacji. Gdzieniegdzie znajdziemy pozostałości miast, ale tam także nic nie ma – to są zwykłe modele rzucone na piasek, to samo zresztą dotyczy niewielkiej dżungli którą możemy odwiedzić w późniejszej fazie gry. Bagna natomiast się tutaj wyróżniają, ale ponieważ samochód kieruje się ciężko, to nieraz skończymy w sporej kałuży dziwnie pachnącej wody.

Po co grać w Rage 2?

Po tym co napisałem pewnie zastanawiacie się, po co grać w tą grę. A no to powiem – lubicie dobrze postrzelać? Rage 2 nada się do tego celu idealnie. To, co twórcy zrobili z całym system strzelania, aż prosi się o wyróżnienie. Po pierwsze, mamy sporo bardzo różniących się broni które dają nam niesamowitą frajdę. Naszym głównym sprzętem będzie karabin oraz strzelba i to są jednocześnie dwie najlepsze bronie dające masę satysfakcji. Dostajemy także inne zabawki jak wyrzutnię rakiet czy rewolwer firestorm, którego to pociski mogą eksplodować podpalając przeciwników.

Ostatni boss. Raczej nie ma czym się chwalić, dojście do niego to max 10 godzin gry w kampanii.

Dodatkowo, nasz strażnik ma dostęp do czterech aktywnych umiejętności, takich jak pchnięcie mocy czy coś ala granat grawitacyjny. Ogólnie gra bardzo lubi bawić się grawitacją, mamy nawet specjalne działko gravigun, którego jednak do końca nie ogarniam i szczerze mówiąc nie chcę bo inne bronie dają mi masę frajdy. Odepchnięcie jednak wroga, czy to strzałem czy zdolnością na ścianę sprawi jednak że rozpryśnie się niczym paskudny pomidor, a dobrze użyta zdolność specjalna z rąbnięciem wyskoku powoduje widowiskowe rozrzucenie opancerzonych wrogów (którzy gubią fragmenty pancerza z miejsca uderzenia) a słabych rozczłonkowuje na strzępy. Możemy nawet zdalnie wysadzać wybuchające beczki!

Jeżeli za mało Wam kropek, to co jakiś czas pojawi się także i meteoryt.

Gra daje niewiarygodną satysfakcje ze strzelania, zwłaszcza miejscówki gdzie jest wielu wrogów będą się cieszyć powodzeniem. Niestety jednak i tutaj zostało wprowadzonych parę dziwnych rozwiązań. Mnie najbardziej irytował atak w zwarciu, który zdaje się zdecydowanie za krótki. W każdej lokacji znajdziemy też parę skrzynek czy innych bezużytecznych datapadów. W skrzynkach będą specjalne kryształy (służące za exp do rozwijania umiejętności) oraz pieniądze.

Gra ma dziwne tempo, jakby nie mogła się do końca zdecydować czy jest szybką i szczęśliwą nawalanką czy jednak jest w niej czas na chwilę spokoju. W trakcie strzelania może się np pojawić wielki napis o zakończeniu misji, co oczywiście zamraża całą grę i nakazuje nam wciskanie przycisku na padzie żeby zamknąć to cholerne okno. W miastach natomiast niektórzy mieszkańcy, niczym w Borderlands mają dla nas do opowiedzenia jakąś historię oraz przekazują zadanie. Tylko że ta gra to nie jest Borderlands, więc mimo początkowych chęci słuchania dialogów, szybko zacząłem je przewijać byle jak najprędzej wrócić do walki.

Za pomocą skupienia widzimy wrogów za ścianami. Bardzo się przydaje w przypadku czyszczenia baz. Możemy też wpaść do pokoju z pompą jeżeli wiemy gdzie stoi grupa wrogów.

Natomiast sam silnik gry jest bardzo fajnie zoptymalizowany, dzięki czemu mimo tego, że ciągle coś się dzieje, to gra nawet nie chrupnie przez chwilę. Stosunkowo także szybko się uruchamia, a w samej grze nie ma żadnych ekranów ładowania.

Podsumowanie

Co można było zrobić w Rage 2 lepiej? Ja bym tutaj widział grę na zasadzie Dooma, gdzie korytarzem biegniemy przed siebie i pokonujemy hordy wrogów. Ewentualnie forma z Destiny byłaby fajna, czyli gra w hubie, gdzie dostajemy zadanie od łepka i nas teleportuje na mapę gdzie możemy strzelać do woli. Open world w Rage 2 jest, co tutaj dużo mówić, niezbyt interesujący i podróżowanie po nim w pewnym momencie zaczyna irytować. Od kropki, do kropki. Rozumiem skąd ta formuła, mamy teraz modę na tego typu produkcję, ale akurat Rage 2 więcej by zyskał gdyby otrzymał inną formę.

A gdzie w tym wszystkim jest Bethesda? Bo jeszcze nie minął miesiąc od premiery, a już zapowiedziano pierwsze dwa DLC, gdzie najbliższe ma premierę za 2 miesiące. Mam wierzyć, że w dwa miesiące zbudowano nowy dodatek? Wątpię, znowu wycinamy z gry gotowe elementy i wrzucamy jako płatny dodatek? Nieładnie.

The Breakdown

Warto zagrać dla samego strzelania. Cała reszta jest co najwyżej średnia.
Ocena Końcowa 6.0
Pros
- świetne bronie oraz feeling strzelania
- widowiskowe umiejętności specjalne
- zróżnicowane bronie sprawiają, że możemy robić fantastyczne combo
- masa satysfakcji z ukończonego etapu
- gra bardzo płynnie chodzi, nawet kiedy na ekranie wszystko wybucha
Cons
- powtarzalne lokacje, niektóre z nich jak Wieże Władzy czy Konwoje to bezczelne kopiuj wklej
- nudny świat
- kampania to tylko 10 godzin
- atak w zwarciu jest zdecydowanie za krótki
- samochód, który prowadzi się jak czołg, a przy zderzeniu z przeszkodą lubi sobie polatać oraz łatwo wpada w poślizg

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Goblin Slayer - Recenzja - Gobliny gorsze niż smoki?
Następny Gotham - Recenzja - Lepsza biografia Batmana