Terminator: Resistance – Recenzja – Hasta la vista, baby


Terminator: Resistance to kolejna próba przeniesienia klimatu i świata Terminatora na komputery osobiste. Warto przy tym pamiętać, że nie tylko grom rzadko to się udaje, ale i filmom, bo ostatnie realizacje z tego uniwersum mogą doprowadzić do łzy rozpaczy. Dzisiaj to się zmieni.

Terminator: Resistance jest to strzelanka z kampanią dla jednego gracza, w której to dołączamy do ruchu oporu przeciwko sztucznej inteligencji, która prawie wybiła całą ludzkość. Prawie, bo Skynet mimo zrzucenia bomb atomowych, dalej boryka się z ludźmi, którzy coraz to bardziej dają o sobie znać walcząc ze złą sztuczną inteligencją. Organizują się w komórki ruchu oporu i organizują wspólne akcje mające na celu osłabienie, a wreszcie wyeliminowanie Skynetu. Wcielamy się właśnie w młodego buntownika, który to ucieka z płonącej osady by przyłączyć się do ruchu oporu. Recenzja będzie zawierała niewielkie spoilery.

T-800 są groźni tylko na początku gry, a i tak sprytny gracz sobie z nimi poradzi.

Pierwsze i najważniejsze to Terminator: Resistance nie jest fabularnym spin-offem serii. Posiada swoje wyraźnie zarysowane miejsce względem pierwszej oraz drugiej części filmu, wyjaśniając wiele spraw, o których nie będę tutaj pisać bo będą to poważne spoilery fabularne. A fabuła to najważniejszy powód dla którego warto zagrać w Terminator Resistance. Nawet mimo tego, że jej przedstawienie pozostawia wiele do życzenia. Między zadaniami będziemy wracać do naszego obozu i rozmawiać z postaciami niezależnymi, które to będą opowiadać nam swoje historie oraz przydzielać dodatkowe zadania. Spoilerem raczej nie będzie to, jeżeli powiem że gra posiada parę zakończeń głównego wątku oraz podsumowuje zakończenie wszystkich wątków pobocznych? Wybory jednak nie są na tyle znaczące, żeby warto było grę przechodzić parę razy, jednak warto to mieć na uwadze grając w Terminator: Resistance. Zresztą, całą grę ukończyliśmy na wysokim poziomie trudności na naszym kanale YouTube. Poniżej Playlista. Zapraszam do subskrybowania kanału 🙂

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

Jak widzicie, pełne przejście gry z okazyjnym umieraniem (ale nigdzie nie zatrzymałem się na dłużej niż trzy podejścia, więc nie jest ciężko) zajęło mi około 10 godzin na wysokim poziomie trudności. I to jest naprawdę spoko. Dzięki temu fabuła nie traci tempa jak w wielu przedłużanych sztucznie grach, chociaż i tutaj czasami miałem wrażenie, że twórcy troszkę próbują wydłużyć swoją grę. Nie mam im tego za złe, bo po tym jak w innych grach miałem przyjemność wykonywać daną czynność dziesiątki razy bez frajdy (assassin’s creed, destiny 2), to tutaj jest całkiem spoko.

Zdjęcie zrobione z początku gry. Teoretycznie powinien być na tym etapie niezniszczalny 🙂 Ale wieżyczki możemy hakować i dają sobie radę nawet z grupą takich twardzieli.

Nie bez powodu wezwałem do stołu Destiny 2. Podobnie jak w tamtej grze, tutaj będziemy podróżować po niewielkich otwartych mapach i wracać między misjami do obozu by się przygotować na kolejne wyzwania. Map w Terminator: Resistance nie jest wiele, ale są one wykonane w taki sposób, by każde zadanie można było wykonać na parę sposobów, z wyjątkiem paru liniowych questów napakowanych skryptami. Podróżujemy więc po zniszczonych miastach Stanów Zjednoczonych, a po ulicach krążą maszyny Skynetu. Na samym początku będziemy spotykać roboty, które samodzielnie będziemy mogli pokonać: małe pająki, opancerzone pająki czy też drony. Możemy wpakować w nie parę magazynów (zwłaszcza w opancerzone pająki) albo zastawiać pułapki lub atakować wrażliwe miejsca. Spryt się przydaje, chociaż apteczek i amunicji znajdujemy tak wiele, że od pewnego momentu przestałem kombinować ze skradaniem. Gra niestety jest dosyć łatwa przez większość czasu. To nie jest souls’like, więc nie musi być trudna, ale jednak większe wyzwanie by się przydało.

Czasami grafika szczerze rozczarowuje….

Miałem także wrażenie, że źle wykorzystano groźny potencjał Teminatorów. Jak zapewne pamiętacie, zniszczenie ich bez specjalnej broni nie jest możliwe, a zdobywamy ją dosyć szybko, bo już po dwóch godzinach gry. Wcześniej jednak będzie jedna naprawdę kozacka misja, gdzie będziemy musieli się skradać między niezniszczalnymi (jeszcze) bezdusznymi maszynami. I właśnie takich zadań powinno być więcej. Widziałbym także Terminatorów w otwartym świecie zanim zdobylibyśmy broń odpowiednią do walki z potworami, co by nas zmuszało do kombinowania.

A innym razem zapiera dech w piersiach. Zwłaszcza gra świateł.

Kiedy już znajdziemy odpowiednią broń, to niestety Terminatorzy przestają stanowić wyzwanie. Są dalej trudnymi przeciwnikami, na pewno trudniejszymi niż pozostałe maszyny które spotykaliśmy wcześniej, jednak dopiero dwójka lub trójka tych kozaków stanowiła dla mnie zagrożenie. Zwłaszcza że twórcy udostępnili nam parę niecnych taktyk. Moją ulubioną, którą wykorzystywałem non stop i nawet rozwalałem za jej pomocą Terminatory, zanim teoretycznie powinienem móc to robić, jest hakowanie wieżyczek. Rozwalanie kanistrów z plazmą zasilającą maszyny Skynetu także zniszczy pobliskiego Terminatora, więc sprytny gracz nie będzie miał z nimi żadnego problemu. Brakowało mi tutaj sceny uciekania od morderczych maszyn, one oczywiście były, ale w postaci przerywników filmowych. A można było to zrobić w stylu Alien: Isolation. No szkoda.

Notatek nie ma wiele, ale ich czytanie sprawiało mi przyjemność. Są krótkie i treściwe. Czasem nawet i śmieszne 🙂

Wiele elementów można było zrobić inaczej lub lepiej w Terminator: Resistance, ale tak jak już mówiłem, to nie jest gra z dużym budżetem i bardzo nieuczciwie by było od niej wymagać więcej. Zwłaszcza, że bawiłem się naprawdę przyzwoicie. Kolejnym problemem gry, są tradycyjnie spadające klatki i rwanie na moim sprzęcie. Gra nie wygląda dużo lepiej niż antyczny już przecież Half Life 2, a i tak potrafiła gubić klatki, zwłaszcza podczas wymiany ognia z przeciwnikami z bronią laserową. Jakby gra nie radziła sobie ze światłem. Co ciekawe, gra zaczęła chodzić płynniej po zmianie ustawień graficznych na zalecane, gdzie wszystko podkręciło do wysokich ustawień. I naprawdę zaczęła ona działać płynnie z drobnymi wyjątkami. I bardzo się z tego cieszyłem, bo dzięki temu mogłem ukończyć epilog, który był naprawdę fantastyczny i klimatyczny i jest on powodem, dla którego każdy fan Terminatora musi zagrać w tą grę. Poważnie, to co się dzieje na końcu wgniotło mnie solidnie w fotel.

Większość postaci niezależnych jest nudna. Z drobnymi wyjątkami, jak nasz dowódca, Pani Baron

Z zalet (i jednocześnie wad) mogę jeszcze wymienić muzykę, gdzie posłuchamy oczywiście kultowych kawałków z filmów. Wadą będzie nadmierne wykorzystanie głównego motywu muzycznego (wiecie tutututum), który odpala się dosłownie co chwilę. Oczywiście gra pozwoli nam zbierać różnego rodzaju notatki, których nie ma jakoś szczególnie dużo, są krótkie, ale stanowią kolejny intrygujący smaczek dla fanów serii. Bo jak czytasz w szpitalu notatkę lekarza, który opisuje leczenie pacjentki, która ubzdurała sobie, że maszyny niedługo zniszczą ludzkość, to czuć ciary na plecach.

Terminater: Resistance jest właśnie tym, czego potrzebowali fani. Rozwalanie Terminatorów w klimatycznym, mrocznym postapo jest dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy i gorąco grę polecam fanom tego klimatu. Pozostali otrzymają raczej średni shooter z błędami i problemami, który wcale nie jest taki zły. Na pewno przy tej grze bawiłem się lepiej niż przy Death Stranding czy też Fallen Order. Czasami nie trzeba głośnych nazwisk i dużego budżetu żeby zrobić po prostu przyzwoitą grę, którą ukończysz i na twarzy pozostanie uśmiech po dobrze spędzonej przygodzie. Taki był właśnie Terminator. Resistance.


The Breakdown

Obowiązkowa pozycja dla fanów Termiantora. Pozostali też mogą zagrać, to całkiem przyzwoity shooter z paroma wadami.
Ocena Końcowa 7.0
Pros
- wyraźne miejsce względem pierwszej oraz drugiej części
- bardzo klimatyczny główny wątek fabularny, na każdym kroku nawiązujący do znanych nam filmów
- 10 godzin strzelania do terminatorów, dobrych filmików oraz zakładania pułapek starczy
- parę naprawdę ciekawych taktyk, jak hakowanie wieżyczek
- niewiarygodnie dobry i klimatyczny epilog
- wykorzystanie motywu muzycznego z filmów
Cons
- troszkę zbyt łatwa
- w moim odczuciu nie wykorzystano w pełni możliwości jakie dawali T-800
- spadające klatki. Jak zwykle
- nadmierne wykorzystanie głównego motywu muzycznego
- grafika czasami rozczarowuje

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous Mówiące Pióro 1000 Pytań - RECENZJA - Choinkowy Hit czy Kit?
Next Brzdęk w kosmosie - Po Jednej Partii - Pierwsze wrażenia i różnice