The Last of Us Part 2 Remastered to brzydki skok na kasę i nic więcej


Po serii przecieków, Naughty Dog oficjalnie potwierdziło plany remasteringu The Last of Us Part 2. Decyzja ta wywołała gorącą dyskusję online dotyczącą jej uzasadnienia. Choć remastery wybitnych gier są zawsze mile widziane, ich premiera nie powinna następować zaledwie kilka lat po debiucie oryginału na tym samym sprzęcie.

Zanim przejdziemy do oceny zalet i wad tej nowej edycji, przyjrzyjmy się ulepszeniom, które The Last of Us Part 2 Remastered oferuje w stosunku do oryginału z 2020 roku. The Last of Us Part 2 Remastered będzie dostępny za opłatę za aktualizację w wysokości 10 USD (około 40 złotych) dla tych, którzy już posiadają oryginalną grę. Remaster ma zostać wydany 19 stycznia 2024 r. i będzie obsługiwał import zapisów gier z obu wersji PS4 i PS5. Remaster oferuje szereg ulepszeń, w tym ulepszenia wizualne, integrację DualSense, tryb roguelike o nazwie No Return, tryb speedrun, poziomy z komentarzem deweloperów oraz dodatkowe opcje kosmetyczne, takie jak stroje i tryb fotograficzny. Zaktualizowana wersja będzie działać w natywnej rozdzielczości 4K w trybie Fidelity, skalowanej do 4K z 1440p w trybie wydajności i będzie oferować opcję odblokowanej liczby klatek animacji z obsługą VRR. Ponadto remaster zawiera tekstury o wyższej rozdzielczości, zwiększone odległości LODs, ulepszone cienie, częstotliwość próbkowania animacji i szybsze czasy ładowania. Te ulepszenia doskonalą już i tak oszałamiającą wizualnie grę, która nadal przewyższa pod względem graficznym sporo nowych produkcji. Zresztą koniecznie zajrzyjcie do naszej recenzji gry The Last of Us 2.

Oryginalna gra jest stosunkowo nowa i nadal jest w pełni grywalna na tym samym sprzęcie. Remastery i remaki mają sens, gdy między kolejnymi wersjami występują całe generacje konsol. The Last of Us Part 2 ukazało się jednocześnie na PS4 i PS5, a wydanie kolejnej wersji na tej samej konsoli pod pretekstem „Remastera” wydaje się być bezczelnym chwytem marketingowym mającym na celu wyciągnięcie pieniędzy od graczy. Oprócz tego inne firmy Sony ustanowiły precedens, że nie każdy dodatek i zmiana uzasadnia podwyżkę o 10 USD. Insomniac Games jest doskonałym przykładem tego faktu ze swoimi grami Spider-Man. Firma nadal aktualizowała grę, dodając funkcje, ulepszenia techniczne, a nawet bezpłatną zawartość w grze długo po oryginalnym wydaniu, bez ponownego jej wydawania. Takie samo traktowanie otrzymał Ratchet & Clank A Rift Apart, który nadal otrzymywał ulepszenia techniczne, w tym ulepszenia wizualne, dodatkowe tryby graficzne i wiele więcej.

Naughty Dog już wcześniej wykorzystywało swoich fanów. Oryginalna gra The Last of Us ukazała się w 2013 roku, doczekała się remastery w 2014 roku, a następnie remake’u w 2022 roku. Nie ma innego przykładu w branży gier wideo, aby gra otrzymała kompletny remake tak szybko po oryginalnym wydaniu. Chociaż remake’i są świetne, jeśli chodzi o przyciągnięcie nowej publiczności, jeśli gra jest naprawdę stara, to jednak sequele i nowe IP zawsze są lepsze, ponieważ pchają branżę do przodu. Naughty Dog od dłuższego czasu nie robi zbyt wiele poza polerowaniem starych gier, które już stworzyło. Z zewnątrz może się wydawać, że studio nie ma pomysłów, ale w rzeczywistości bardziej prawdopodobne jest, że programiści chcą nadal pracować nad bezpiecznymi wersjami, które niosą ze sobą niewielkie lub żadne ryzyko.

Jedyne nadchodzące wydanie od Naughty Dog, które również oparte było na uniwersum The Last of Us, miało być wyłącznie online. Gra o nazwie The Last of Us Factions nie została dobrze odebrana wewnętrznie, gdy Bungie ją przetestowało i prawdopodobnie została odłożona na czas nieokreślony, jeśli wierzyć przeciekom. Studio nie ma jeszcze niczego innego w przygotowaniu, a mnogość remake’ów i remasterów pokazuje, że firma chce pozostać bezpieczna i nadal pracować nad tytułami, które są kreatywnie bankrutami i mają istniejącą rzeszę fanów. Może to być również powodem, dla którego wieloletni pracownicy firmy zaczęli opuszczać Naughty Dog po ponad dekadzie pracy.

Poprzednio Root - recenzja - wojna w Leśnogrodzie!
Następny Listopadowe premiery na Netflixie, HBO i Prime!