Thor Miłość i Grom – mój oficjalny list z przeprosinami


Thor Miłość i Grom miał swoją kinową premierę 8 lipca 2022 roku. Trochę przez wyjazd na drugi koniec świata, ale bardziej przez ostatnie negatywne recenzje filmów Marvela, postanowiliśmy, że tym razem odpuścimy sobie wizytę w kinie – bo przecież nic nie stracimy.  I to był nasz błąd.

Dzięki platformie Disney+ mogliśmy obejrzeć film Thor Miłość i Grom już dwa miesiące po premierze kinowej. Założyliśmy, że dość prędkie dodanie produkcji do listy dostępnych filmów miało coś wspólnego z dosyć średnimi, jak na ten gatunek, ocenami – do tej pory utrzymują się na poziomie 6,5/10 albo ledwo ponad 60% na Rotten Tomatoes. Widać więc, że nie jest to bardzo lubiany tytuł. Jako, że w piątkowy wieczór potrzebowaliśmy filmu do kieliszka wina, padło na Love and Thunder.  Z dość niskimi nadziejami oraz nastawieniem mojego małżonka na zbesztanie filmu z błotem, przystąpiliśmy do seansu.

Marvel Studios' Thor: Love and Thunder | Official Trailer


Zwiastun możecie też zobaczyć pod TYM linkiem.

Thor Miłość i Grom jest w pewnym stopniu opowieścią rozpoczynaną przez Korga. Na samym początku poznaliśmy historię mężczyzny zwanego Rzeźnikiem Bogów. Gorr, zanim przysiągł sobie wybić wszystkie bóstwa, był całkowicie oddany swojemu Panu i przez tę ślepą miłość stracił też córkę. Kiedy ostatecznie doszło do spotkania pomiędzy Bogiem Rapu a jego wiernym sługą okazało się, że całkowite oddanie było największym błędem, jakie śmiertelnik popełnił w życiu. Okazało się bowiem, że Rapu to zwyczajny prostak, któremu nie zależało na swoich wyznawcach i zwyczajnie uznawał ich za śmieszny żart. Wskutek szamotaniny, Gorr zdobył Nekromiecz. Okazał się on być przydatną zabawką do mordowania Bogów, przyzywania potworów z ciemności oraz manipulowania światem cieni, jednak wszystko to słono kosztowało. Gorr został bowiem przeklęty, przez co nieustannie słabnął i niszczał od środka.

Thor Miłość i Grom

Główną legendą był jednak bohater tytułowy, co nie powinno nikogo dziwić. Pierwsze, Thor nie jest już postacią, którą pamiętamy z ostatniego razu. Udało mu się powrócić do pełnej sprawności fizycznej i psychicznej a wspólnie ze Strażnikami Galaktyki podróżuje po światach i wspomaga ich mieszkańców w walce przeciwko Rzeźnikowi. Po drugie, krąży legenda o najwspanialszej miłości Thora, silnym uczuciu, którym darzyli się z Jane Foster. Tutaj myśleliśmy, że wszystko pójdzie nie po naszej myśli. Kobieta Thor wołała z każdej strony zwiastuna, z każdej promocyjnej sceny, fotografii ze studia filmowego – dosłownie wszędzie. Szczerze mówiąc, trochę mnie to irytowało, bo w żadnym stopniu nie byłam gotowa pożegnać się z jednym ze swoich ulubionych superbohaterów od dawien dawna, podobnie jak wszyscy fani Marvela zostali zmuszeni do pożegnania się z Iron Manem. No nie! Tak to nie będzie!  Gotując się w złości, wreszcie ze zrezygnowaniem usiadłam przed telewizor. Przy napisach końcowych miałam już jednak w głowie zarys listu z przeprosinami:

Thor Miłość i Grom

„(…) Thor Miłość i Grom to zaskakująco dobry film. Ostatnimi czasy produkcje Marvela nie cieszą się dobrą chwałą, cieszę się więc, że nowy Thor utrzymał całkiem niezły poziom. Ba! Powiedziałabym nawet, że Miłość i Grom podobała mi się bardziej niż poprzednia produkcja z Bogiem Piorunów, której tytułu nie potrafię sobie nawet przypomnieć. Muszę przyznać, że MCU sprytnie zabawiło się widzem przy udostępnianiu trailerów filmu. Wynikało z nich bowiem, że to dawna miłość Thora, Jane Foster będzie grała pierwsze skrzypce. Wiele osób nie godziło się na to, z resztą całkiem słusznie. W całym tym zamieszaniu wyszło jednak na jaw, że Kobieta Thor była idealnym uzupełnieniem prawowitej jego wersji. Była jak sól do ogórków, jak masło do świeżego chlebka, jak wino w piątkowy wieczór. Doktor Foster nie dążyła do przejęcia osobowości Thora i odebrania mu jego tożsamości. To sam Mjolnir zawołał do niej, kiedy najbardziej go potrzebowała. Okazuje się, że Thor Miłość i Grom to opowieść bez szczęśliwego zakończenia, bez cudotwórstwa. Pokazuje życie takim, jakie jest faktycznie – brutalne (…)”



Thor Miłość i Grom

Wychodzi bowiem na jaw, że Jane Foster jest chora na raka. Choroba jest już w IV stadium a leki nie wydają się być skuteczne. Sama ciągle pracuje w laboratorium, by znaleźć środek, który pomoże jej wygrać batalię. Kiedy w jednej z książek przeczytała o mocy Mjolnira, bez wahania udaje się do Nowego Asgardu. Tam wyczuwa, że młot jest świadom jej obecności, wzywa ją do siebie. Valkiria „zatrudnia” wiec Jane w roli kobiety Thora. I faktycznie, moc młota działa na jej moce fantastycznie, jednak to tylko pozory. Im więcej przebywa w nowej roli, tym bardziej cierpi jej ludzkie oblicze. Kobieta zwyczajnie przegrywa z chorobą a Mjolnir pomaga jej wszystko zatuszować. Ostateczne bohaterka wraca do szpitala, ale świadoma zagrożenia, z którym mierzy się jej dawny ukochany, bez większego wahania rusza mu z pomocą. Ciało jednak nie wytrzymuje…

„(…) Przy dość innowacyjnej, jak dla tego rodzaju filmów, tragicznej historii, film nie był też sztywny i zbędnie poważny. Historia Jane była faktycznie nieszczęśliwa, jednak dało się ją zamienić w chwalebny mit o wielkiej bohaterce, która w wyniku śmierci na polu walki, trafiła do krainy wiecznego szczęścia, Walhalli. Pomijając cały ten wątek, Miłość i Grom jest kompletnie absurdalny, całkowicie jak jego poprzednicy. Thor w dalszym ciągu jest tym pewnym siebie chłopem z nieustanną chęcią walki z przeciwnikiem. Zachowuje się nieco jak półgłówek a czasem wydaje się, że ma rozum pięciolatka. Film pokazuje jednak, że pod pozornie wygórowanym ego tytułowego bohatera, czai się wrażliwa i kochająca istota. Thor potrafił nawet okazać zrozumienie działaniom Rzeźnika, przyjmując jego córkę jako swoją, poniekąd wybacza mu. Od teraz Miłość i Grom we dwoje walczą z wrogami.(…)”

Thor Miłość i Grom odstaje jakością od ostatnich filmów wydawanych przez MCU. Ma dobry scenariusz, wciągającą i wartką akcję i przepełniony jest elementami komediowymi. Gwarantuję, że nawet największy ponurak będzie mógł wykrzesać z siebie półuśmiech w którymś z fragmentów filmu.  Myślę, że warto dać filmowi szansę.  Nie jest to produkcja na miarę Shang Chi, czy Eternalsów (na szczęście), ale z drugiej strony nie są to też ostatni Avengersi. Jakość tego filmu jest nieco ponad średnią, co z resztą pokrywa się z ocenami na innych portalach. Love and Thunder gwarantuje kilkadziesiąt minut miłego seansu. Można korzystać z tej rozrywki bezmyślnie, ale można też wyciągnąć z tego filmu pewną lekcję. Wybór pozostawiam widzom, bo każdy inaczej podchodzi do tematu.

Filmowi dałabym mocną siódemkę. W dużej mierze przez sceny przy spotkaniu z innymi Bogami we Wszechmieście i całą sekwencją masakr, które tam miały miejsce.



„(…) Przepraszam, że zwątpiłam.”  

 

 

 

Zobacz też: Co obejrzeć w weekend we wrześniu 2022 ?

Poprzednio Cyberpunk 2077 - Osiągnięcia i Trofea- Poradnik Platyny
Następny Żadnego Poxa - Jesteśmy Brytyjczykami! - Destroy all Humans 2: Reprobed Remaster #06