Tiny Towns – recenzja – skoro chciałeś cegłę dostaniesz kamień.


Logiczne łamigłówki zawsze są w modzie i znajdą miejsce na mojej półce. Warto czasami zatrzymać się na chwilę i nie pędzić za nowościami tylko zwrócić uwagę na hity sprzed paru lat. Jedną z takich odkurzonych perełek jest Tiny Towns!


Tiny Towns ukazały się w Polsce jako Miasteczka pod szyldem wydawnictwa All In Games. Gra w tamtym momencie jakoś przeszła obok mnie i nie trafiła na moją półkę. Nie miałem też możliwości w nią zagrać, ale co ma nadejść nie ucieknie. Maksymalnie sześciu graczy może zagrać pełnoprawną partię w piętnaście minut – po tym stwierdzeniu pewnie wielu zapali się czerwona lampka. Jak to? Pewnie jakiś fillerek i mała, nudna gra. Nic bardziej mylnego – Tiny Towns to rzeczywiście prosta w zasadach gra pozwalająca na przyjemne kombinowanie przestrzenne i układanie surowców niczym w starusieńkim tetrisie. Każdy z nas otrzymuje planszę złożoną z 16 pól, którą powinien zapełnić budynkami, a te wymagają surowców. Ich zdobywanie to cała magia tego tytułu, bowiem to gracze decydują co akurat wpadnie. Chcieliście cegłę, a ktoś wybrał kamień – no cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

 

W kilku słowach, jak gramy?

Po wybraniu budynków z dostępnej puli oraz rozłożeniu wszystkich dostępnych surowców jesteśmy w zasadzie gotowi na rozgrywkę. Ogromnym plusem Tiny Towns jest błyskawiczny setup bez niepotrzebnego przeciągania i tony elementów do rozłożenia. Każdy z nas otrzymuje identyczną planszę, na której będzie układał budynki. Te dostarczą nam punktów zwycięstwa, które jak łatwo się domyślić chcemy zdobywać w hurtowych ilościach.

Tura gracza rozpoczyna się od wybrania jednego z dostępnych surowców i ogłoszenia innym graczom swojej decyzji. Następnie wszyscy bierzemy kosteczkę wskazanego zasobu i umieszczamy go na naszej planszy. Miejsce wybieramy sami, przestrzegając jednej zasad – pole musi być puste. Oczywiście nie układamy surowców losowo, a staramy się dopasować ich rozmieszczenie do budowli, jakie możemy wznosić. Każda z kart ma pokazany określony układ kosteczek – jeśli uda się nam go odwzorować na naszej planszy, to możemy wznieść taką budowlę. Zabieramy wszystkie użyte surowce z naszej planszy i dokładamy budynek. Gra toczy się do momentu ukończenia przez wszystkich graczy swoich miasteczek. Jeżeli stracimy możliwość dołożenia nowej kosteczki i nie mamy już możliwości wznoszenia nowych budynków rozgrywka się dla nas kończy.



Jeżeli wszyscy gracze zakończą rozgrywkę przechodzimy do punktowania. Każde puste pole daje nam punkt ujemny. Budynki punktują różnie, w zależności od informacji zawartych na kartach. Gracz z największą liczbą punktów zostaje ogłoszony najlepszym budowniczym.

Wrażenia

Tiny Town znane w Polsce pod tytułem Miasteczka jakoś zawsze nie miały ze mną po drodze. Gdy gra wychodziła w polskiej wersji z niewiadomego dla mnie teraz powodu zignorowałem ten fakt i kupiłem coś innego. Niedawno jeden z moich kolegów zareklamował mi ten tytuł stwierdzeniem „chodź, pokażę Ci naprawdę trudną grę logiczną”. Jak już nieraz wspominałem mam słabość do abstraktów, w których mnóstwo się kombinuje. Po pierwszej partii wsiąkłem. Gra jest niesamowicie przyjemna i okrutnie pali zwoje jednocześnie powoduje spory mord w oczach na poczynania przeciwnika. Są takie gry, które umieszcza się chętnie w gatunku „easy to learn, hard to master”. Łatwo w nie wejść i rozegrać partię, ale żeby wygrać trzeba już mieć trochę umiejętności i wyobraźni. Tiny Towns okazało się takim właśnie tytułem i ogromną niespodzianką. Już dawno nowo poznana gra nie zrobiła na mnie tak dobrego wrażenia, które nie przeminęło po pierwszej czy kolejnej partii.

Zacznijmy standardowo od tematyki, która jest tylko tłem dla rozwiązań mechanicznych. Wcielamy się w budowniczych tytułowego miasteczka i będziemy wznosić coraz to nowe budynki. Do ich budowy potrzebujemy surowców, które rozkładamy na planszy, a gdy zbierzemy odpowiedni kształt postawimy budynek. Klimatu i epickich momentów tu tyle co podczas kupowania bułek w sklepie, ale przecież nie o to chodzi w logicznych abstraktach. Gra jest kolorowa i ładnie prezentuje się na stole, a jakość wykonania jest na dość wysokim poziomie. Karty rozmiarowe przypominające tarota są sztywne i powinny przetrwać próbę czasu. Ogromny plus za przemyślaną wypraskę, która sprawnie organizuje miejsce w pudle. Nie ma obaw, że coś będzie latać i niszczyć się podczas transportu. Ładnie prezentują się też drewniane znaczniki budynków i innych drewnianych znaczników. Gra wygląda dość bogato pod względem zawartości i czuć, że nie kupiliśmy powietrza.



Gra została oparta na mechanice siatki i umieszczania w niej surowców. Jeżeli uda się nam zebrać odpowiedni kształt, to budujemy. Wszystko fajnie, tylko skąd biorą się surowce? Ano gracze będą o tym decydować co się nam pojawi. Każdy ma inną wizję miasteczka i jeden potrzebuje drewna, inny kamienia. Niestety nie jesteśmy przy stole sami i będziemy musieli brać wszystko to, co dostaniemy. Gra stawia ogromny nacisk na planowanie przestrzenne i oraz nieustanne planowanie. Pięć razy zastanawiałem się nad położeniem jakiegoś znaczka na planszę i rozważałem wszystkie dostępne opcje, ponieważ gra nie wybacza błędów i łatwo się zablokować. Raz położona kosteczka nie zniknie z planszy sama z siebie i jeżeli nie przerobimy jej na budynek, to zostanie z nami do końca rozgrywki.

Na początku wspomniałem o wrednej interakcji w Tiny Towns. Wiecie, my możemy sobie zaplanować co chcemy, ale przeciwnik może mieć nasze życzenia i oczekiwania w poważaniu. Jeżeli chcemy podłożyć świnię, to widząc poczynania oponentów wybieramy inny, średnio pasujący w danym momencie surowiec. Oczywiście warto zachować balans i nie zaszkodzić sobie, ale mina innych przy stole często to rekompensuje.

Ogromna re grywalność Tiny Towns wynika z prostoty zasad oraz budynków, które mają różne interakcji pomiędzy sobą. Siatka miejsc dla wszystkich jest stała, ale wizja na jej zabudowanie za każdym razem może być inna i uzależnia się od różnorakich czynników – dostępnych budowli, surowców, miejsca, z którego zaczniemy. Budowle mają różne kształty, ale dozwolone są odbicia czy obroty. Efekty budynków też są inne, a staramy się przecież wycisnąć z nich punkty, więc dobrze by było, żeby jakoś na siebie oddziaływały. Mamy też jeszcze monumenty, wybierane przez graczy na początku rozgrywki. Liczba kombinacji jest ogromna i trzeba się napocić, żeby rozgrywka szybko stała się powtarzalna. Gra jest też bardzo szybka i trwa kilkanaście minut. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym rozegrał tylko jedną partię i złożył Tiny Towns.

Skalowanie gry to jeden z problemów, jakie mam z Tiny Towns. Oczywiście najczęściej w takie tytuły gram w dwie osoby i tu muszę przyznać, że jest bardzo dobrze. Rozgrywka jest bardzo taktyczna, jesteśmy w stanie coś zaplanować nawet wtedy, gdy przeciwnik jest irytujący i nie gra tak jak byśmy tego chcieli. Partię w większym składzie są okej, ale gra jest wtedy bardziej chaotyczna i w zasadzie mamy niewielką kontrolę nad stołem i surowcami. Musimy grać tu i teraz, i liczyć na to, że kolejność wykładania surowców i nasze ostrożne przewidywania nas nie zawiodą. Kolejną obawą są wspomniane wcześniej karty monumentów, które wyznaczają trochę naszą strategię na partię. Moim zdaniem balans jest średni i często trafimy na kombinacje trudniejsze do „wygrania” od tych wylosowanych przez przeciwników. Jedne lepiej działają z konkretnym zestawem budowli, inne natomiast zależą od liczby graczy. Grając w to, co jakiś czas pewnie nie zwrócimy na to większej uwagi, ale gdy często siadamy w dwie osoby, to możemy wyczuć na początku partii, kto ma większe szanse na wygraną na podstawie samych kart.

Podsumowanie

Miasteczka to kolejny, doskonały logiczny abstrakt łatwy do nauki, ale wymagający czasu na poznanie strategii. Opcji jest cała masa, a głowa potrafi się czasem zagotować od nadmiaru kombinacji. Osoby lubiące analityczne podejście do rozgrywki będą zachwycone możliwościami planowania i układania budynków oraz surowców na planszy. Wbrew pozorom Tiny Towns nadaje się też jako rodzinny tytuł, który na pewno nie skończy się na jednej partii. Świetna gra, która na długo zostanie w mojej kolekcji. Polecam!

Tiny Towns do kupienia tutaj.

Może zainteresuje Cię nasza recenzja Wild Space?

 

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Dziękujemy wydawnictwu Alderac Entertainment Group za przekazanie gry do recenzji.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Poprzednio Doktor Go! - Destroy all Humans 2: Reprobed Remaster #12
Następny Pierścienie władzy - odcinek 5 - bez sił na Rings of Power