Warhammer 40000: Gladius – Relics of War – Recenzja – Tylko jeden X


Podsumowanie

Mogło być znacznie lepiej. Prawdopodobnie przez ograniczony budżet i małe doświadczenie firmy, gra jest jaka jest. Fanom Warhammer 40000 jednak powinna przypaść do gustu.
Ocena Końcowa 55%
Pros
- Warhammer 40000
- Czuć klimat
- Zróżnicowane frakcje
Cons
- brzydka
- bardzo ograniczona rozgrywka
- raczej bardzo słaby w porównaniu do innych 4X

Warhammer 40000: Gladius – Relics of War to gra, której przekleństwem jest brak doświadczenia producenta oraz niewielki budżet. Czy dlatego właśnie, lepiej odpuścić sobie tą pozycję?

Mimo że nie jestem graczem figurkowego Warhammera (mam zestaw Primaris, ale nie mam czasu skończyć go malować), to jest olbrzymim fanem tego mrocznego świata. Znam go głównie z książek oraz gier komputerowych, a także z tych kilku nielicznych planszówek które powstały na przestrzeni ostatnich lat. Dlatego też, Warhammer 40000: Gladius – Relics of War bardzo wpadł mi w oko już od pierwszych nowinek w mediach. Widać było już na samym początku problemy, z którymi się borykał.

Warhammer 40000: Gladius – Relics of War – Niekompletny 4X

Gra Warhammer 40,000: Gladius – Relics of War to przedstawiciel turowych gier strategicznych z gatunku 4X. Exterminate, Explore, Expand, Exploit. W praktyce niestety, tylko exterminate został tutaj należycie pozytywnie potraktowany. Zacznijmy jednak od początku. Planeta Gladius Prime zostaje odcięta od świata zewnętrznego przez szalejące burze osnowy. Frakcje, które miały nieprzyjemność znaleźć się na tej planecie zaczynają walki ze sobą o dominacje nad planetą. Wcześniej była ona zamieszkiwana przez ludność imperium bronią przez Gwardię Imperialną, a także Zakon Space Marines, który miał nadzieję zbudować na tej planecie swoją nową siedzibę.

Burza oraz nadmierna eksploatacja zasobów planety doprowadza do odnalezienia grobowców Nekrontów, którzy się przebudzają i planują przywrócić swoją zapomnianą cywilizację na szczyt łańcucha pokarmowego. Oprócz tego, na planecie rozbija się statek orków, przez co planeta zostaje skażona plagą zielonoskórych.


Plaga Orków to nie jest tylko przenośne powiedzenie. Według Lore Warhammera, orkowie nie rodzą się, a rosną. Są to swego rodzaju grzyby i każdy zabity ork pozostawia po sobie malutkie zarodniki które rosną głęboko pod ziemią, aż nie staną się dużymi orkami. Cała anatomia orków jest fascynująca i zasługuje na oddzielny wpis. W każdym razie, aby na stałe pozbyć się orków z jakiejś planety, należy przeprowadzić na niej dosyć szczelny Exterminatus. Jest to bombardowanie orbitalne, zamieniające planety w zupy lawy. Gladius Prime przez to będzie miało problem już do końca swojego istnienia lub kolejnego Exterminatus.


Cała gra jest utrzymana w tradycyjnej koncepcji znanej z Cywilizacji lub Endless Legends. Zaczynamy od wyboru przeciwników oraz frakcji którą gramy, dobieramy parametry mapy na której dzieje się akcja (wielkość, zasoby itp), poziom trudności i zaczynamy rozgrywkę.

Cztery filary

Różnorodność frakcji to największy plus Warhammer 40000: Gladius – Relics of War. Space Marines posiadają tylko jedno miasto przez całą grę, jednak jest ono najbardziej rozbudowywane i generuje najwięcej zasobów, a Nekroni natomiast mogą się budować tylko na grobowcach. Gwardia Imperialna buduje się gdzie chce. Różnorodność jednostek także jest bardzo odczuwalna. Mamy tutaj komplety znane dobrze z gry figurkowej Warhammer 40000, a także specyficzne dla każdej frakcji bonusy. Nekroni zużywają zasoby inaczej niż inne frakcje – energia potrzebna jest do budowy, a rekwizycja do utrzymania jednostek w polu. Wpływy natomiast są potrzebne do leczenia jednostek, dlatego grając Nekronami będziemy starać się posiadać jak najwięcej wpływów. Ogólnie Nekroni posiadają także pasywne leczenie, dzięki czemu ich jednostki stoją dłużej na polu bitwy. Inni gracze muszą wycofywać rannych i poczekać parę rund zanim się uleczą, a pojazdy zostaną naprawione.

Inna sprawa już przy pozostałych frakcjach, Space Marines i Gwardia używają surowców praktycznie tak samo, a wpływ służy głównie do rekrutowania jednostek. Gwardia ma dużo słabszą piechotę od innych frakcji, ale za to tanią i wspierają przez bardzo dobre jednostki artyleryjskie. Zrozumienie niuansów każdej frakcji to klucz do zwycięstwa.

Oprócz zwykłych jednostek, każda frakcja ma dostęp do paru bohaterów. Można ich podzielić głównie na wsparcie oraz atak. Pierwszy rodzaj skupia się na wspieraniu naszych jednostek. Zdobywamy dla nich specjalne przedmioty, które zwiększają ich statystyki lub pozwalają na wykonanie specjalnego ataku. Bohaterowie zdobywają także punkty doświadczenia i stają się coraz silniejsi. Ofensywny bohater na 5 poziomie jest już praktycznie niezniszczalny, mój Kapitan Space Marines samodzielnie przyjmował na klatę kolejne fale nekronów, pozostałe jednostki ostrzeliwały wroga z tyłu. W moim odczuciu, bohaterowie są trochę za silni. Wszystkie jednostki zdobywają poziomy, ale to bohaterowie posiadają dostęp do umiejętności odblokowywanych z poziomem oraz tak potężne wzmocnienie z każdym kolejnym poziomem postaci.

Co nie działa?

Gra jest bardzo nastawiona na walkę. Właściwie tylko Extreme z 4X został rozbudowany na odpowiednio wysoki poziom. Technologii jest bardzo mało, rozbudowa nie ma większego sensu, a eksploracja skupia się głównie na szukaniu wrogów, robieniu prostych zadań (pójdź gdzieś lub zabij coś) oraz niszczeniu neutralnych potworków, których także jest bardzo dużo i mogą powstać z lasów i imperialnych ruin.

Neutralni wrogowie stanowią bardzo poważne zagrożenie i można powiedzieć że komputer daje sobie radę. Kiedy nie ma szans na wygraną, to ucieka, skutecznie oskrzydla nasze jednostki i wykorzystuje szybkie oddziały do ataku okazyjnego, kiedy któraś z naszych jednostek odejdzie od grupy. Nie raz i nie dwa razy straciłem swój w pełni zdrowy oddział zwiadowczy przez szarżę paru oddziałów neutralnych potworów. Parę razy nadziałem się też na potężnego robota mechanicum który rdzewiał sobie w lesie. Pojawienie się moich oddziałów spowodowało że ostrzelał je.

Powiem otwarcie, gra dla fanów 4X będzie zbyt płytka. Nie ma tutaj dyplomacji, niby w przyszłości jest tylko wojna, ale w Warhammer: Total War, ten problem udało się rozwiązać, więc i tutaj by się dało. Budowania i eksploracja to zwykła ściema, wszystko opiera się o ciągłej walce. Jeżeli przeszkadzało wam, że w grach 4X jest za mało walk, to tutaj możecie to nadrobić. Chociaż ludzie zazwyczaj nie grają w 4X by sobie powalczyć prawda? Gra mija się z powołaniem.

Bardzo też boli brak polskiej wersji językowej. Gra jest uzależniona językowo i bez znajomości języka angielskiego nie da się po prostu grać. Osobiście nie miałem z tym problemów, ale inni gracze którzy mają problem z językiem powinni sobie tą grę odpuścić.

 

Grafika i Dźwięk

Graficznie jest raczej słabo. Gra jest po prostu brzydka – jednostki są proste i nie mają zbyt wiele szczegółów, teksty są te same i powtarzalne, dobrze nam znane zresztą z na przykład Dawn of War, a miasta i potwory to zwykła szarówka z najprostszymi teksturami. Endless Legends przy tej grze wygląda jak małe dzieło sztuki. Można było to zrobić znacznie ładniej. Animacje walki także wyglądają bardzo słabo. Ot podniosę spluwę i strzelę lub wbiegnę na hex przeciwnika i uderzę mieczem. Nuda.

Muzycznie jest już lepiej. Dźwięki pasują do rozgrywki i frakcji którymi gramy, strzały z boltera są głośne i wyraźne, słychać że karabin Space Marines to nie jest zwykła broń. Brakowało mi paru szczegółów, takich jak dźwięków miast kiedy na nie klikniemy lub większej liczby dialogów postaci kiedy je wybierzemy.

Podsumowanie

Ale nie jest też źle. Gra trafi w gust fanów settingu Warhammer 40000. Jeżeli nie szukacie ambitnych gier w klimacie 4X, to zdecydowanie warto dać szansę Warhammer 40000: Gladius – Relics of War, musicie tylko pamiętać że to nie jest kolejny Sid Meier i nie oczekiwać od tej gry zbyt wiele. Wtedy możecie bawić się całkiem fajnie. Osobiście prawdopodobnie więcej do gry nie wrócę, bo jest zbyt średnia, zbyt brzydka i zbyt mało w niej jest by do niej wracać.