Warhammer Age of Sigmar: Storm Ground jest pod wieloma względami grą wyjątkową. Łączy on niewyeksploatowaną jeszcze tematykę ze świata Warhammera oraz całkiem niecodzienne podejście do gier turowych oraz roguelike. Czy studio Gasket Games, które nie posiada większego doświadczenia w tworzeniu gier komputerowych podoła tak ambitnemu zadaniu?

Cała franczyza spod znaku Age of Sigmar nie była zbyt rozpieszczana jeżeli chodzi o gry komputerowe czy też na konsole. Do tej pory to właśnie stary świat, przed erą Sigmara, był najbardziej popularnym polem popisu wśród twórców gier dostarczając nam wiele bardzo udanych tytułów, które na stałe zapisały się na kartach giereczkowej historii. Mowa tutaj głównie o cudownym Vermintide 2 i fantastycznych dwóch odsłonach gry Total War: Warhammer. Zabrakło tam jednak tematu, który tak bardzo jest ważny dla właściciela całej marki, czyli Games Workshop. Gdzie w tym wszystkim podziali się Sigmaryci, czyli mówiąc bardzo ogólnikowo, odpowiednicy Space Marines, tylko w klimacie Fantasy. Jeżeli chcielibyście trochę poznać panów i panie w złotych zbrojach, to trafiliście całkiem nieźle.

 

Warhammer Age of Sigmar: Storm Ground opowiada historię trzech frakcji: Burzowych Nieśmiertelnych, Nocnych Mar oraz Larw Nurgla. Będziemy mogli wcielić się w bohaterów każdej z tych frakcji i kierować jej krokami w ramach kampanii fabularnej. Gra posiada dziewięć kampanii, po trzy na frakcje, gdzie każda posiada swoją historię mówiącą o podboju i zdobyciu chwały. Historia ta jest opowiedziana najczęściej za pomocą zwojów które znajdujemy w trakcie zadań oraz krótkich przerywników filmowych. Podstawowa jednak cecha przedstawicieli każdej z frakcji jest taka, że są oni nieśmiertelni i po tym kiedy padną z rąk wroga, będą w stanie wrócić na pole bitwy silniejsi o zdobyte doświadczenia oraz część pozyskanych wcześniej zasobów. W ten o to sposób twórcy sprytnie przemycili mechanikę roguelike pod płaszczykiem historii każdej z frakcji, co pozwala nam na regularne powtarzanie misji, jeżeli poniesiemy porażkę.

Trzy frakcje dziewięć kampanii. Szkoda, że nie można ich zmieniać w trakcie gry.

Sama rozgrywka to turowa gra strategiczna, gdzie będziemy dowodzić potężnym bohaterem oraz przywoływać na pomoc różne siły, które pozyskujemy w trakcie gry w postaci kart, które dodajemy do naszej puli. Każda frakcja ma innych żołnierzy i każdy z nich może też używać innego sprzętu, dzięki czemu poprawimy ich statystyki oraz dodamy nowe umiejętności naszym wojakom. Sprzęt także zdobywamy w trakcie zadań i posiada formę kart. Tak właśnie będziemy z każdym kolejnym podejściem do kampanii budować swoją talię. W trakcie pojedynczej misji naszym zadaniem będzie spełnienie jednego z powtarzających się celów lub też wykonanie raz na jakiś czas bardziej złożonego zadania. Najczęściej jednak to będzie przejęcie punktów na mapie lub pokonanie wszystkich wrogów oraz dowódcy. Wkrada się tutaj pewna powtarzalność, a poziom trudności jest bardzo nierówny. Czasami misje oznaczone jako bardzo trudne można wykonać szybko i bez problemu, a w innym wypadku walka z teoretycznie łatwym bossem wykrwawia nasze siły. Gra jest przez to wydaje się niezbalansowana oraz źle przemyślana.

Nie będę ukrywać, że nurglakami grało mi się najciekawiej.

Powiem szczerze – jedynym elementem, który sprawiał, że chciało mi się grać w grę to wyczuwalny grimdarkowy klimat oraz system zdobywania kart, który budował moją ciekawość i pchał mnie do tego, by odkrywać coraz to nowe jednostki czy też umiejętności. Niestety w tym momencie większość zalet tytułu się kończy. Przede wszystkim, bo jakże by mogło być inaczej, gra posiada bezlitosną ilość błędów, które będą psuć zabawę na każdym etapie. Oprócz tego że gra lubi się zwiesić czy też wyrzucić do windowsa, co będzie na nas zmuszało powtarzanie danego zadania od początku, to walczące jednostki lubią przyciąć się na wykonywanej animacji, a miejscami z niewiadomych powodów, mój bohater lubił nawet spaść w przepaść. Taka sytuacja wystąpiła na szczęście tylko raz, ale śmierć bohatera oznacza ponowne rozpoczęcie kampanii, więc i tak lipa.

Warhammer Age of Sigmar Storm Ground błędy
A co tutaj się stało?

Warhammer Age of Sigmar: Storm Ground posiada też niesamowicie ślimacze tempo. Ruch jednostek oraz ich animacje są zrobione bardzo ładnie i pieczołowicie, ale po kilkudziesięciu minutach zaczynają strasznie męczyć, gdyż za każdym razem musimy czekać na ruch wszystkich jednostek wroga bez możliwości reagowania na to. Gdzieś tutaj zabrakło możliwości przewijania animacji lub też przyspieszania ruchu oddziałów biorących udział w bitwie. Gra broni się także przed manipulacją zapisami gry w razie gdyby gdzieś nam się podwinęła noga. Warhammer Age of Sigmar: Storm Ground posiada tylko jeden zapis rozgrywki aktywnej kampanii oraz nie jest możliwe jej zmiany w trakcie trwania aktywnej. Nie zmienia to faktu, że zwykłe alt f4 sprawia, że bez problemu możemy powtórzyć misję od początku. Bardzo słaba sztuczna inteligencja pozwala nam nauczyć się jej reakcji i po prostu zmodyfikowanie naszej strategii, przez co gra staje się bardzo łatwa. Nie pochwalam takiego zachowania, ale z jednej strony po śmierci bohatera mamy konieczność ponownego przechodzenia kilku misji by dotrzeć do bardziej zaawansowanego etapu kampanii, co może trwać nawet do kilkudziesięciu minut, a z drugiej właśnie w szybki sposób będziemy mogli powtórzyć tylko daną misję. Gdyby gra nie była tak powtarzalna i między zadaniami byłaby większa różnorodność, to chętnie bym próbował ponownych przejść jak to bywa w dobrych roguelikach jak na przykład Deadcells. Niestety jednak powtarzanie w kółko tego samego bez żadnych modyfikacji jest irytujące.

Warhammer Age of Sigmar Storm Ground kampanie
No wolałbym mieć możliwość zapisu gry, tak jak w większości produkcji z ostatnich 30 lat, no ale mówi się trudno.

Zgodnie z moimi początkowymi oczekiwaniami, Warhammer Age of Sigmar: Storm Ground okazał się średnią grą, którą bardziej męczyły liczne błędy, niedociągnięcia oraz nieprzemyślane mechaniki, niż zła wola twórców. Widać pewną smykałkę w tym dziele oraz cząstkową miłość jaką twórcy obdarowali grę, ale nie jest to tytuł tak dobry jak inne gry taktyczne oraz roguelike dostępne na rynku. W tym temacie dużo lepiej sprawuje się Othercide, które jest grą wybitną. Z wielkim bólem niestety muszę tutaj powiedzieć, że Warhammer Age of Sigmar: Storm Ground nie jest w stanie nawet częściowo doścignąć wymienionego tytułu. Mam nadzieję, że kolejna produkcja od studia Gasket Games będzie tytułem bardziej przemyślanym oraz z mniejszą ilością błędów. Jak mówiłem, widać pewną iskrę twórczą oraz innowacyjną autorów, ale zdecydowanie brakuje szlifu i doświadczenia.

The Breakdown

Czuć pewien potencjał, ale gra posiada zbyt wiele problemów, żeby czerpać z niej przyjemność.
Ocena Końcowa 5.0
Pros
- Bardzo oryginalne podejście do tematu roguelike
- Trzy zróżnicowane frakcje
- System zdobywania ekwipunku oraz postaci jako kart bardzo przypadł mi do gustu
- Nawet interesująca fabuła
Cons
- Dużo błędów, w tym takie które uniemożliwiają rozgrywkę
- Szybko staje się powtarzalna
- Nierówny poziom trudności
- Długie animacje których nie da się przerwać, przez co gra traci dynamikę
- Tylko jeden zapis gry - nie można zmienić kampanii w trakcie zabawy

No Comment

Zostaw komentarz

Previous To ja go tnę! - recenzja - esencja negatywnej interakcji
Next Co obejrzeć weekend? Upalny weekend z Netflixem i HBO GO (18-20.06)