';

Wizyta w salonie VR – wrażenia

Witajcie 🙂 w mikołajki wybraliśmy się zaznać czegoś nowego w salonie VR (virtual reality), Cybersowa. Bardzo mnie ciekawiło jak tam będzie, bo kilku znajomych było zachwyconych nową formą rozrywki a druga połowa przestrzegała przed skutkami ubocznymi przebywania w wirtualnej rzeczywistości. Nawet był lekki nerwik przed nieznanym. Ale jak się okazało wcale niepotrzebnie :). Podzielę się z Wami wrażeniami bo jest czym się dzielić, a jeżeli jeszcze nie próbowaliście funkcjonowania w takim świecie to zachęcam bo warto!

Komu w drogę temu czas!

6 grudnia wróciliśmy wcześniej z pracy by dać sobie małe mikołajkowe upominki i szybko zjeść obiad bo zaraz trzeba było wychodzić. Gdy dojechaliśmy na miejsce i znaleźliśmy lokal mieszczący się zresztą w samym sercu Białegostoku przywitał nas w drzwiach bardzo sympatyczny pracownik Cybersowy. Wymieniliśmy kilka słów po czym zajęliśmy miejsca na obrotowych fotelach by wysłuchać opowieści co to takiego ten VR. Dostaliśmy menu z dostępnymi animacjami na dobry początek i grami na później. Właśnie od tego momentu zaczynała się nasza przygoda życia 🙂

Tak właśnie było.

 

AAA!! DINOZAUR NA MNIE PATRZY!

Animacje do wprowadzenia w wirtualną rzeczywistość zostały odpowiednio dobrane pod kątem naszych preferencji. Adrian zasuwał na rollercoastarze, ja zaś wolałam coś lżejszego więc zwiedzałam nadmorską wioskę łódką. Powiem Wam, że było bajecznie dopóki dinozaur nie zaczął się do mnie zbliżać i łypać tymi wielkimi oczyskami, które zdawały się mówić “Zjem Cię”. Tak, tak kochani dokładnie tak było. Czułam się jakbym stała koło niego, jakby to było realne. Ale jednak dobrze, że tak nie było 🙂 Za to rejsik łódką po błękitnej tafli wody był jak marzenie, nie musiałam na szczęście sama wiosłować tylko robił to za mnie pewien mężczyzna.

A masz kanalio jedna!

Po obejrzeniu kilku naprawdę fajnych animacji przyszedł czas na gry. Dostaliśmy od pana Norberta wypasione sprzęty do nałożenia na głowę, w których wyglądaliśmy szczerze mówiąc średnio, ale kto by się tym przejmował. Na pierwszy ogień poszedł Adrian i gdy strzelał w droidy ja wygodnie siedziałam i śmiałam się z jego dziwnych ruchów czekając na swoją kolej, robiliśmy mu również zdjęcia kamerką 360 stopni, które są doskonałą pamiątką z wizyty w salonie i przedłużeniem wspomnień. Ja z kolei zwiedzałam pomieszczenia laboratorium, w każdym z nich kryła się jakaś gra. Miałam okazję pochodzić po górach, i gdy stałam sobie spokojnie na skraju urwiska kontemplując piękno otaczającej mnie przyrody pracownik salonu zadbał o mocne wrażenia i próbował zepchnąć mnie w przepaść (ale się nie udało!). Po wyczerpującej wędrówce górskim szlakiem przyszedł czas na obronę zamku za pomocą łuku, nie było to proste ale bardzo ekscytujące. Grę The Lab na pewno polecam osobom, które boją się zombiaków, pająków i innych takich wytworów, jest przyjemna, lekka i można się naprawdę fajnie poczuć. Ale żeby nie było, że wszyscy stchórzyliśmy to zdradzę Wam, że Adrian zdecydował się na zombiaki i dzielnie je zabijał. Podczas gry na jego twarzy malowało się ogromne skupienie i złość ale się nie dał!

Podsumowanie

Salon opuściliśmy z nową życiową energią i jeszcze długo gadaliśmy o tym co przeżywaliśmy w tamtym świecie. Ale nie tylko gry i animacje składały się na nasze zadowolenie. Bardzo ważny był pierwszy kontakt z pracownikiem, który zadbał o to byśmy się czuli najważniejszymi klientami, dopasował gry pod nasze oczekiwania i wzbudzał zaufanie. Podczas animacji czy też gier również mogliśmy liczyć na jego pomoc, mówił przez słuchawki co mamy robić żeby było dobrze i kierował na dobrą drogę. Jak się okazało był niezłym śmieszkiem 🙂 Wystrój salonu też oceniamy na plus, całe wnętrze utrzymane w ciemnych barwach, na ścianie w strategicznych miejscach przyczepione są pianki, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy. Pracownicy dbają o nasze bezpieczeństwo i naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Pozostaje tylko zaprosić Was do Białegostoku w celu odwiedzenia salonu VR Cybersowa. Gwarantuję, że każdy znajdzie coś dla siebie, zarówno młodsi fani tego typu rozrywki jak i ci trochę więksi. Jeszcze dodam, że ceny bardzo korzystne a w większości pakietów w cenie są zdjęcia 360 stopni! Big Bad Dice na pewno tam jeszcze wróci!

 

Aleksandra Szakoła

Dla znajomych Ola. Niewielka, lecz o wielkim serduchu. Zakochana w pisaniu wierszy, opowiadań, szantach oraz grach planszowych. Bezglutenowa. Zainteresowana dietetyką, oraz pomaganiem czworonożnym przyjaciołom.