Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści – Recenzja – Najlepsza karcianka dla jednego gracza


Podsumowanie

Fenomenalna fabuła oraz narracja i trochę zbyt łatwe walki. Dla samej historii jednak zdecydowanie warto.
Ocena Końcowa 7.5
Pros
- dialogi, zarówno pisane jak i dźwiękowe są na najwyższym poziomie
- bardzo dobra fabuła pełna zwrotów akcji
- decyzje naprawdę mają znaczenie
- świetne zagadki będące na naprawdę wysokim poziomie i dające masę satysfakcji
Cons
- w pewnym momencie gra staje się zbyt prosta nawet na najwyższym poziomie trudności
- przez brak satysfakcjonujących walk, w pewnym momencie tylko biegniemy od punktu narracyjnego do punktu by poznać historię

Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści to fantastyczna pozycja by powrócić do świata Wiedźmina oraz poznać pewną mniej znaną historię, którą CD Project Red pisze od podstaw i w fantastyczny sposób wplata w nią znane nam z książek oraz gier postacie oraz miejsca.

Wiecie co, jak usłyszałem że gra ma oferować 30 godzin intensywnej, fabularnie bogatej rozgrywki to po prostu sądziłem że twórcy ściemniają. Po 20 godzinach gry zmieniłem zdanie. Twórcy mówili czystą i samą prawdę. Gra miała być swoistą wersją single player do Gwinta, a wyszła z tego absolutnie unikalna pozycja tylko luźno traktująca zasady z Gwinta. Sprawdziłem i zauważyłem że mimo tego, że zasady są praktycznie takie same, to jednak finalnie karty bardzo między sobą się różnią. Więc mi, osobie która raczej gardzi internetowymi karciankami, przejście kampanii w Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści nie sprawi że będę dobrze przeszkolonym graczem w Gwinta.

Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści – Historia jest najważniejsza

W całej serii gier komputerowych Wiedźmin, to właśnie historia była jednym z najlepszych atutów gier. Postacie, miejsca, wydarzenia opisywała fantastyczna narracja, piękna grafika oraz genialnie napisane dialogi. Nie inaczej jest w grze Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści. Historia traktuje o królowej Lyrii oraz Rivii – Meve. Bez zbędnych spoilerów bo to właśnie fabuła jest najlepsza w Wojnie Krwi, gra opowiada o rozpoczęciu wojny z Nilfgaardem, tego dlaczego Lyria tak łatwo przegrała oraz próbach Meve w odzyskaniu swojego królestwa.

Fabuła jest bardzo dobra i nie można o niej powiedzieć że jest przewidywalna. Gra jest pełna zwrotów akcji oraz zaskakujących wydarzeń, ciągle coś się dzieje i cała warstwa fabularna ewoluuje bardzo w trakcie gry. Nasze wybory są zawsze ważne i często skutkują konsekwencjami w przyszłości. Jeżeli uda nam się przyłączyć pewną czarodziejkę gardzącą wojną do naszej wesołej gromadki, to parę godzin później w Mahakamie, jej działania zapobiegną tragedii. W innym przypadku, dołączenie Krwawej Rayli do naszego oddziału może bardzo negatywnie wpłynąć na nasze kontakty z krasnoludami. Bo kto mógł wiedzieć, że wymorduje jeńców podejrzanych o współpracę z wiewiórkami? Tylko że ci jeńcy byli potrzebni, by wdać się w łaski krasnoludzkiego króla.

Takich smaczków jest bardzo dużo i sprawiają, że gra naprawdę pożera nas swoją osią fabularną, nieciągnącymi się intrygami, smaczkami oraz zwrotami akcji. Smaczków jest tutaj wiele i osoby znające fabułę nie tylko gier, ale i książek, znajdą tutaj wiele różnych nawiązań. Bo możemy nawet pomóc przy krasnoludzkim sporze, gdzie pewne młode dziewczę chciałoby spędzić swoje życie z krasnoludem żyjącym po za Mahakamem, niejakim Zoltanem.

Kto poznaje tego Pana?

Deckbuilder dla każdego

Sama rozgrywka toczy się natomiast dwuetapowo. Większość czasu spędzimy na mapie świata, gdzie każdy akt posiada oddzielną mapę. Podróżujemy tam niczym w kultowej grze Heroes of Might and Magic III, z tym że bez podziału na tury. Zbieramy surowce, na szczęście tylko trzy – złoto, drewno oraz żołnierzy, rozmawiamy z przechodniami, rozwiązujemy zagadki oraz walczymy z potworami oraz wrogimi żołnierzami.

Uwielbiam zagadki w tej grze.

Zacznijmy od surowców. Są one potrzebne do rozbudowy naszego obozu, spełnia praktycznie tą samą funkcję co zamki w serii Heroes. Rekrutujemy tutaj nowych żołnierzy w postaci kart, prowadzimy rozmowy z odblokowanymi bohaterami których jest bardzo wielu i tradycyjnie każdy ma coś do powiedzenia. Rozbudowując obóz otrzymujemy różne dodatkowe bonusy, jak na przykład szybszy ruch na mapie, dodatkowe surowce po walce itp. Najważniejsze są jednak nowe, odblokowywane przez to karty symbolizujące naszych żołnierzy, pułapki, pojazdy itp. Słowem, naszą dostępną armię którą po uzyskaniu z budynku możemy rekrutować w obozie. Budowanie obozu jest tutaj bardzo lekkim dodatkiem, wcale nie absorbującym co uważam za duży plus bo możemy skupić się na fabule.

Nasz obóz rozwija się za znalezione podczas gry surowce

Nasz deck budujemy według dwóch najważniejszych współczynników, po pierwsze ilości kart gdzie minimum to 25, po drugie żywności. Dzięki temu teoretycznie nie będziemy mogli zapakować do naszych talii samych potężnych kart, co jest bez sensu bo z wyjątkiem bohaterów, takich kart po prostu nie ma. Wystarczyłby tutaj zdecydowanie limit kart na ręku (staramy się by było ich jak najmniej). Jednak to także wynika z zasad samego Gwinta, więc ta mechanika chyba powinna tutaj być.

W trakcie eksploracji spotykamy także różnego rodzaju łamigłówki. Polegają one na wykorzystaniu kart z wcześniej przygotowanego, oddzielnego decku w taki sposób aby spełnić cel fabularny scenariusza. Może to być np. zniszczenie 40 kart symbolizujących zwłoki za pomocą kilku kuszników. Takich zagadek na każdej mapie jest przynajmniej kilka i bardzo przypadły mi do gustu, co nie raz podsumowałem na moich streamach (możecie je obejrzeć na moim kanale YouTube, pamiętajcie żeby subkrybować kanał).

Hehehehehe. Ciekawe do kogo należał

Nierówne wyzwanie

Wiecie co mnie wkurza w dobrych grach? Kiedy są bardzo nierówne. Problem dotyczy wielu gier fabularnych, zwłaszcza tych starych jak na przykład Gothic 1 i Gothic 2. Tam najtrudniejsze były początki (kogo nie zadziobał na początku gry Ścierwojad niech pierwszy rzuci kamieniem). Potem natomiast, im dalej w las, tym było łatwiej. Wynikało to oczywiście z źle zaprojektowanego poziomu trudności.

Co to k(*&@ ma być? Czy to ja jestem taki dobry? Od pewnego momentu taki wynik rozgrywki to 60 – 80% walk.

W Wojnie Krwi jest niestety dokładnie tak samo. Pierwsze dwa akty są fantastyczne i wymagające, nie raz musiałem powtarzać bitwy. Pod koniec drugiego aktu jednak rozpocząłem iść przez kolejne walki jak burza, a w trzecim akcie i dalej już nawet potężne smoki i całe armie nie mogły mi zagrozić. Jak już wspomniałem na początku, nie jestem fanem gier karcianych z kilku powodów (przede wszystkim, by coś osiągnąć trzeba wydać kupę kasy lub czasu na najlepsze karty), jednak swoje ograłem i bez problemu zrobiłem potężny build dosłownie masakrujące wrogów. Nie jedną i nie dwie walki skończyłem z wynikiem 200 – 300 do 0 – 50, gdyż karty dostępne są w odpowiedniej kombinacji tak potężne, że dla mnie jest to niezrozumiałe. Szybko zwiększyłem poziom na najwyższy, ale tak naprawdę nie odczułem żadnej większej różnicy.

 

Tak powinno się robić gry po Polsku

Za to graficznie gra wygląda świetnie. Lekko, komiksowa oprawa, przerywniki filmowe pokazane w formie bardzo ładnych slajdów z grafikami, a one same częstują nas naprawdę doskonałą narracją dźwiękową w języku polskim oraz fantastycznie napisanymi dialogami. Tutaj poziom jest trzymany w ten sam, wysoki, sposób co poziom w serii gier Wiedźmin. Czuć klimat świata znanego z książek wykreowanych przez Pana Andrzeja Sapkowskiego. Czytanie różnych znajdowanych dokumentów oraz słuchania rozmów między bohaterami to fantastyczna zabawa sama w sobie. Producenci gry, włożyli tutaj dużo serca by cała warstwa dźwiękowa i graficzna była spójna oraz klimatyczna.

Czasami jest pięknie i łatwo zapomnieć o wojnie

Podsumowanie

I na koniec mam ciężki orzech do zgryzienia. Bo Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści to gr komputerowa z fantastycznym klimatem, fabułą, dźwiękiem, grafiką i narracją. Z drugiej jednak strony, przez brak zrównoważenia w trakcie gry staje się bardzo szybko prosta i przez to walki stają się nudne i cała gra traci na tym, bo osobiście końcówkę gry przechodziłem kończąc większość walk automatycznie, tylko klikając karty w odpowiedniej kolejności. Nawet w sytuacjach kiedy teoretycznie powinienem mieć problemy, to praktycznie bez problemu udawało mi się osiągać swoje cele.

Previous Prezent trafiony w dziesiątkę
Next Zapowiedziano Warcraft III Reforged! - Blizzcon 2018