Wyprawa do El Dorado – recenzja – wyścig do złotego miasta


Przedzieranie się przez gęstą dżunglę, opłacanie przejścia wioski tubylców czy wiosłowanie przez niezliczone jeziora porozrzucane w głuszy lasów Ameryki Południowej to chleb powszedni odkrywcy. A wszystko to w celu odnalezienia legendarnego złotego miasta – El Dorado. Czy jesteś w stanie dotrzeć do zaginionego miasta jako pierwszy?

Wyprawa do El Dorado to najnowsza gra z wydawnictwa Nasza Księgarnia zaprojektowana przez Reiner’a Knizie i zilustrowana przez Vincent’a Dutrait’a. El Dorado to prosty wyścig dla dwóch do czterech graczy, gdzie będziemy rozbudowywać nasza talię o coraz to silniejsze karty w celu przedarcia się przez Amazoński tor przeszkód i dotarciu do mistycznego miasta jako pierwsi. Główna mechaniką napędzające grę jest deck building, czyli start ze słabymi kartami i dokupywanie coraz lepszych podczas samej rozgrywki. Niby można obejść się bez tych mega-drogich zdolności, ale modularna konstrukcja planszy i coraz to bardziej wymagający teren wręcz wymusi na nas wzmocnienie talii i nagrodzi za dobre i przemyślane zakupy.


Skrót zasad

W Wyprawie do El Dorado każdy gracz rozpoczyna z taką samą talią składająca się z 4 turystów, 3 globtroterów i jednego zagubionego żeglarza. Każda z tych karta ma siłę 1 i daje możliwość ruchu na pole o trudności 1. Wybieramy jedną z 6 dostępnych tras o różnych poziomach złożoności, ustawiamy się na starcie według kolejności, dociągamy 4 karty i ruszamy. Na modularnej mapie nadrukowane są heksy o wartościach od 1 do 4 – np. 1 maczeta, lub 2 wiosła.

Aby wejść na takie pole, musimy zagrać z ręki jedną kartę o takiej samej lub wyższej wartości z odpowiednim symbolem. Jeśli chcemy wejść w dżunglę o trudności dwa (dwie maczety) musimy zagrać kartę, która ma co najmniej siłę dwóch maczet. Nie można sumować mniejszych kart, aby wejść na trudniejsze pola. Nie możemy też wejść na pole z górą lub postacią innego gracza.


Pomimo faktu, że to jest wyścig, nie musimy używać wszystkich kart do poruszania się. Po ruchu, możemy wydać pozostałe karty na zakup nowych pomocników podróży z rynku. Rynek zawsze składa się z tych samych zestawów kart startowych. Po wykupieniu ostatniej karty z jednego zestawu, gracz wykupujący musi dołożyć nowe karty do rynku spośród kilkunastu dostępnych rodzajów. I w ten oto sposób do dyspozycji uczestników zabawy zostają oddane coraz ciekawsze i silniejsze karty – niektóre tylko o większych wartościach, pozostałe o specjalnych zdolnościach naginających lub wręcz łamiących zasady gry. Nowo zakupione karty odkładamy na stos kart odrzuconych. Gdy nasza talia się wyczerpię, tasujemy karty odrzucone, dobieramy do 4 i kontynuujemy przygodę.
Warto wspomnieć, że jeśli nie wykorzystamy wszystkich kart do ruchu bądź zakupów, możemy zatrzymać je na ręce i w przyszłym ruchu dociągać tyle kart, aby było ich 4 w naszej garści.


W pudełku znajduje się dodatkowy wariant gry z eksploracją jaskiń. Uważam, że bardzo fajnie urozmaica grę, oraz daje kilka nowych decyzji do podjęcia. Wariant ten dodaje po 6 zakrytych żetonów jaskini na każdym z widocznych wulkanów. Gracz zatrzymujący się obok wulkanu może dociągnąć górny żeton, który da mu mały bonus, który może być wykorzystany natychmiast lub w innym dogodnym momencie. Efekty jakie możemy uzyskać zaczynają się od takich błahostek jak jedna maczeta lub dobraniu karty, a kończą na całkowitej wymianie ręki czy możliwości wejścia na pole zajmowanego przez innego gracza. Posiadanie i użycie ich w odpowiednim momencie może dać nam sporą przewagę.

Wrażenia z gry

Wyprawa do El Dorado to bardzo szybka gra o niskim progu wejścia. Karty są klarowne, zasady proste a symbole zrozumiałe. Jak to w grach opartych na budowaniu talii jest, nasze decyzje zakupowe przyczynią się do sukcesu lub porażki. Zapychanie talii tanimi słabymi kartami da nam możliwość ciągłego ruchu, ale nie pozwoli wejść na trudniejsze pola. Kupowanie tylko drogich kart może doprowadzić do pustych kolejek, gdzie dociągnięta ręka nie pozwala na ruch z uwagi na niepasujące symbole. Fajnie mieć kartę dającą 4 złota lub maczety, ale na nic się ona nie zda na środku jeziora.


Dopóki twoja talia jest dość różnorodna, będziesz w stanie przejść całkiem przyzwoite odległości każdej tury. Czasem jednak warto zakupić jednorazową kartę dającą 4 złota lub zainwestować w kapitana i jego 3 wiosła choćby dlatego, aby skorzystać ze skrótu na kolejnym kaflu. Trasa jest przygotowana w ten sposób, że łatwa droga jest zawsze dłuższa, a przejście pola o wysokim poziomie trudności pozwala często na nadrobienie straty lub zdobyciu przewagi. Opłaca się też poniekąd zaplanować swoją trasę z góry i celowo kupować z myślą o ułatwieniu sforsowania trudniejszych kawałków. Jeśli rynek nam sprzyja i ma karty potrzebne do realizacji planu, to super. Częściej jednak rozsądny przeciwnik nie wybierze mocno pomocnego zestawu kart i trzeba ratować się slalomem po opłotkach i sadzawkach.


Kolejną ciekawą zasadą jest totalny zakaz wchodzenia na pola z innym pionkiem. W praktyce oznacza to tyle, że pozostali gracze mogą cię częściowo lub całkowicie zablokować. Staje taki agent na jeziorze, wokół dżungla, a ty masz same wiosła i monety na ręce. Zaplanowana tura morska właśnie przeistoczyła się w szał zakupów.


Bardzo fajnym elementem są też jaskinie. Niekiedy nie stać nas na zakup karty, a w jaskiniach wypada nam akurat jednorazowy żeton z 3 monetami albo z ruchem na pole bez względu na jego trudność. Znalezione w jaskiniach dobra nie znikają z końcem tury, więc mogą poczekać na dogodną chwilę, aby wesprzeć słaby dociąg lub rozprawić się blokującym nas przeciwnikiem. Nie grałbym bez nich.

Wykonanie

Wyprawa do El Dorado jest bardzo ładną i dobrze wykonaną pozycją. Grafiki są kolorowe, przejrzyste, klimatyczne i przemyślane. Modularna mapa pozwala na budowanie swoich tras, a ikonografia na niej zawarta jest czytelna praktycznie od razu. Funkcje pól specjalnych – spal kartę lub odrzuć kartę z ręki są łatwe do zapamiętania i rozpoznana na planszy. Jakość kart nie odbiega od branżowego standardu, zwykłe karty są dobrze oznaczone, a zdolności opisane słownie jak i zaznaczone ikonami. Bardzo dobra robota. Instrukcja jest krótka, przejrzysta i z przykładami. Bardzo szybko uczy gry. Same plusy. Elementy kartonowe są całkiem grube, nie wyginają się i dobrze pasują do siebie. Brawa Nasza Księgarnia.

Podsumowanie

Wyprawa do El Dorado jest bardzo dobrą grą wprowadzającą do naszego hobby. W przystępny sposób przedstawia mechanikę budowania talii i nie posiada zawiłych reguł czy zdolności na kartach. Zaawansowani gracze odnajdą się tutaj od razu, a początkujący planszówkowicze już po pierwszych ruchach i zakupach odkryją radochę płynącą forsowania dżungli i ulepszania talii. Gorąco polecam jako wyśmienitą grę rodziną, gdzie emocje i rywalizacja trwają do samego końca.

Grę przekazało do recenzji wydawnictwo Nasza Księgarnia za co gorąco dziękujemy.

The Breakdown

Rewelacyjna gra wyścigowa doskonała do wprowadzenia nowych graczy w świat nowoczesnych planszówek.
8.3
Pros
- ładna grafika
- proste zasady
- emocjonująca rozgrywka
- duża regrywalność
- niska cena
Cons
- losowość dociąganych kart

Brak Komentarzy. Może coś napisz?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Joker - Recenzja ze spoilerami - Nasze życie to komedia
Następny Blizzard którego uwielbiamy nie istnieje - Blitzchung i Hongkong