Za dzieciaka melodyjka z X-menów była nucona zawsze, kiedy trzymając dwa widelce wbijałem się w schabowego z ziemniakami. X-Men Bunt Mutantów pobudził we mnie chęć na schabowego.

Jakiś czas temu Rebel wydał X-Men Bunt Mutantów, kooperacyjną grę dla 1-6 osób z klasycznym tematem obrony świata przed złem, robotami i nudą. Mechanicznie, to rzucaniem kośćmi i dopasowywaniem symboli, a historycznie to re-implementacja gry Znak Starszych Bogów. Mam bardzo złe wspomnienia z gry w Znak, ale to X-Meni i na pewno odświeżyli mechanikę. Skusiłem się, przyszło, zagrałem i odłożyłem na półkę. Podchodziłem do tej recenzji jak pies do jeża.

X-men Bunt Mutantów plansza

Skrót zasad

Każdy gracz wybiera swoją postać oraz jej kartę wsparcia. Na stole układamy odpowiednią ilość kontynentów zależną od liczby graczy. Dodajemy tor zagrożenia i karty szkoły mutantów. Odkrywamy wierzchnie karty z talii kontynentów zgodnie z liczbą graczy, następnie uczestnicy gry wspólnie decydują, gdzie chcą posłać swego bohatera. Na odkrytych kartach widnieją misje i warunki jakie należy spełnić do ich owocnego zakończenia. Znaczy to tyle, że karty potrzebują poszczególnych symboli w pewnych grupach, aby móc uznać je za zrobione. Powodzenie w zamknięciu karty owocuje nagrodą, niepełne zakrycie symboli skutkuje karą.

X-men Bunt Mutantów misja

Aby zwalczać zło na misjach obecni tam gracze rzucają swoimi 5 kośćmi z możliwością dwóch przerzutów. Tak otrzymanymi symbolami zasłaniają poszczególne pola na karcie, kiedy zapełnimy jeden rządek, ten wątek misji uznaje się za zakończony. Gdy zasłonimy wszystkie, odrzucamy kartę i dostajemy nagrodę. Nagrodami mogą być żetony jednorazowych symboli, karty mutantów z pasywnymi pomocnymi zdolnościami lub karty więzi, jaki zawiązali między sobą uczestnicy danej misji. W przypadku porażki możemy musieć np. podnieść poziom zagrożenia, odrzucić pomocnego mutanta, obrócić karty więzi na ich negatywną stronę lub odnieść wskazaną liczbę obrażeń. Te ostatnie też można dostać podczas rzucania kośćmi, jeśli wypadnie symbol Magneto.

X-men Bunt Mutantów Kości

Grę wygrywamy, gdy rozwiążemy główny wątek scenariusza utworzony z kart wtasowanych w poszczególne talie, a przegrywamy, gdy poziom terroru podniesie się za wysoko lub wszyscy bohaterowie zostaną pokonani w ostatecznym starciu.

Wrażenia z gry

Odrobina historii. Dobre miliard lat temu, kiedy to w dusznym, małym, biurowym pokoju wynajmowanym przez grupkę planszowych zapaleńców spędzałem miło czas przedstawiono mi dwie gry. Jedną była karciana Ewolucja Gatunków, a drugą Znak Starszych Bogów. Jakoś tak wyszło, że chciałem zagrać w obie i zagrałem – w tym samym czasie. Ewolucja zaprzątała mi uwagę różnorodnością kart, spojrzeniem na innych graczy i ich maszkarony oraz walką o dostępność pożywienia, a Znak miał kostki i wspaniale się nimi rzucało. Więc w ciągu tej godziny grałem w dwie gry jednocześnie – 45 min w hodowanie potworka i 15 w turlanie kośćmi. Znak był tak płytką grą, że wystarczyło 25% zasobów uwagi na nią poświęcić, aby grać, wygrać i nie wkurzać innych graczy, bo moje rundy były szybkie. Potem grałem wiele razy w Ewolucje jak i Znak i podczas gry ta pierwsza była dalej zabawna, ta druga szybko zniknęła z mojego radaru i pozostawiła wrażenie straty czasu.

X-men Bunt Mutantów blackbird

Podobnie mam z X-Men Bunt Mutantów. Silnik ten sam, z drobnymi zmianami. Bohaterowie robią bardzo podobne rzeczy, a misje wymagają bardzo zbliżonych poświęceń. Dobra, ale wy może w Znak nie graliście, więc skupmy się na X-Menach.

Mam felka, np Storm. Skanuje misje, wymyślam gdzie ją posłać patrząc na pasujące symbole i lecę ratować świat. Mam do wyboru zaproszenie innego gracza, albo podejście do zadania solo. Najczęściej jazda we dwoje będzie efektywniejsza, bo wymagań jest dużo, a kości skończona liczba, więc jak ja nie ogarnę, to ty masz szanse. Ale jak zadanie jest napoczęte, np. 1 z 3 wymagań spełnione, a mi się powiedzie w rzutach, to mój towarzysz traci po prostu turę. Zadanie spełnione, wracamy do domu. Dzięki za obecność. I teraz ja się cieszę, bo skończyłem szybko powierzoną mi misję, ale kolega w tym samym czasie mógłby równie dobrze grać w Ewolucje, bo rundę swoją miał moim sukcesem skasowaną.

Teraz kolejna sprawa, rzuty i przerzuty. Oczywiście są, można starać się naprawić lewy wynik, ale tak po prawdzie, to większość osiągnieć zawdzięczamy grawitacji i dobremu odbijaniu się kostek aniżeli swojemu planowaniu i przygotowaniu się do zadania. Przed sobą można mieć jeden żeton, na pewno nam pomoże, ale to tylko jeden wynik z potrzebnych 7. Umiejętności bohaterów też coś mogą, ale bardzo często sprowadzają się do przerzutu kości lub wygenerowania żetonu – a takowy można posiadać tylko jeden, więc psu na budę taka pomoc. Co można zrobić to wysłać zespół 2 X-menów z kośćmi dopasowanymi do misji i tak zarządzać prawdopodobieństwem.

Decyzje podejmowane w grze są dość oczywiste. Ja idę tutaj, a ty tam, bo tak nam pasują kości. Teraz zrób misję z wykrzyknikiem, żeby zagrożenie nie rosło. O, a wy otrzymaliście kartę więzi, super, możecie lepiej współpracować. Co? Misja przegrana, musicie ją obrócić i macie jedną kość mniej, jeśli razem wychodzicie na zadanie. Aha. No mega.

I ta walka z głównym złym na końcu scenariusza. Można się do niej odrobinę przygotować, mieć więcej sojuszników w zespole, no i po żetonie umiejętności, ale tak poza, to dalej miotasz kośćmi aż echo idzie i składasz modły do bogini losu o przychylny wynik. Czy wygrałem, czy przegrałem, to nigdy nie czułem, że to moja zasługa.

Wykonanie

Grafiki są super. Wszystkie z serialu/komiksu z lat 80tych, łechcą fanów serii, gdzie trzeba. Figurek nie ma, są tekturowe modele na małych podstawkach, których jest dokładnie tyle, ilu graczy obsługuje gra.  Bohaterów jest więcej, a co za tym idzie występuje konieczność przekładania tekturek z jednej podstawki w drugą ryzykując zniszczenie tych pierwszych. Kostki są cacy, z fajnymi grawerami, toczą się jak trzeba i tyle w temacie.

Wrażenia końcowe

X-Men Bunt Mutantów to prosta gra o turlaniu kośćmi i czekaniu na wyniki. Młodym fanom serii może podejdą, ale tylko z braku doświadczenia i wiedzy o lepszych grach. Odgrzewany kotlet na licencji. Kupujcie na własną odpowiedzialność.

Tutaj można się zopatrzyć w X-menów

A tutaj lepsza gra z innymi bohatermia.

 

The Breakdown

X-Men Bunt Mutantów to prosta gra o turlaniu kośćmi i czekaniu na wyniki. Młodym fanom serii może podejdą, ale tylko z braku doświadczenia i wiedzy o lepszych grach. Odgrzewany kotlet na licencji. Kupujcie na własną odpowiedzialność.
5.0
Pros
+ Grafiki
+ Ładne wykonanie
+ Dla fanów serii X-men
Cons
- Losowość
- Odgrzewany kotlet z problemami poprzednika

No Comment

Zostaw komentarz

Previous Glitchpunk czyli wybrakowana nostalgia - recenzja
Next Monster Hunter: Legends of the Guild - Recenzja - Nareszcie godny przeciwnik!