Jesień niestety nadeszła, chociaż dałabym wszystko żeby ją ominąć na tym kole pór roku. Biegłam na kołowrotku ze złudną jak się okazało nadzieją. Jesienią świat jest szary, chociaż owiany złotą poświatą. Depresja i czarny nastrój dopada nawet tych najwytrwalszych. Nawet i mnie. Wszystko wokół usypia a budzi się zło. Pradawne, zionące grozą, zdawałoby się, że za wszelką ceną zabrałoby nas w najczarniejsze otchłanie piekieł, a stamtąd się już nie wraca.

Jestem Daisy Walker, mam blond włosy, z figlarnymi loczkami a twarz usianą mam piegami, jestem filigranową dziewczyną, która całe życie spędziłaby towarzysząc bohaterom książek w ich niesamowitych przygodach. Mam też dość słabą psychikę i nie sądziłam wprawdzie, że im mnie będzie dane przeżyć coś czego nikt inny nie zaznał. Aczkolwiek to co mnie spotkało wyryło bliznę w mojej duszy na całe życie, i niestety czas nie jest w stanie tego uleczyć. Pomoże jedynie podzielenie się z Wami tym zdarzeniem, i tak też uczynię, a wszystkie mary, które Was nawiedzą będą ciągle o tym przypominać.

Mieszkam w Arkham, które słynie ze szpitala dla obłąkanych. Ale mi tam się dobrze żyło, a przynajmniej do pewnego czasu. Ostatnio zaczęły dziać się dziwne rzeczy, nawet bardzo dziwne. Gdy teraz sobie o nich pomyślę, nadal me ciało opiewa mrożący chłód. W ciągu miesiąca w Arkham zaginęło wiele osób, co wcześniej raczej nie miało miejsca. Część poszukiwań nadal trwa, część zostało zakończonych, znaleziono kilka ciał w lesie, widok okropny, odrażający, zwłoki wyglądały ewidentnie na brutalnie rozerwane wygłodniałymi szczękami, rozszarpane na pół… Jako, że jestem rezydentką miasteczka już jakiś czas wydelegowano mnie i drugą “szczęściarę” do rozwiązania zagadki. Tak naprawdę nie miałyśmy pewności, że wrócimy stamtąd żywe, ale dla dobra ogółu i naszego spokoju zgodziłyśmy się podjąć śmiertelne wręcz ryzyko.

Moją partnerką była niejaka Wendy Adams, z wyglądu przypominała, zwykłą prostą dziewczynę, była ścięta na pazia, a jej brązowe kudełki opadały jej niezgrabnie na twarz. Jej mocną stroną była manipulacja emocjonalna, oraz niesamowita zwinność. Ja za to miałam sporą wiedzę. Pod tym kątem uzupełniałyśmy się idealnie. Pocieszające było to, że chociaż miałam fajną partnerkę.

Po chwili udałyśmy się do domu. Od początku coś tu śmierdziało, było przeraźliwie chłodno a w powietrzu unosiły się szepty odbijając się od ściany do ściany. Jednak na przekór złym przeczuciom poszłyśmy prosto do gabinetu, który to w sumie znajdował się najbliżej wszystkich pokoi. Drzwi otworzyły się jęcząc przy tym niemiłosiernie. Przestraszone ruszyłyśmy przed siebie z nadzieją, że uda się znaleźć jakąś poszlakę, która przybliżyła by nas do rozwiązania sprawy. Jakże myśmy się myliły wchodząc akurat tam… Spytacie dlaczego? Po kilku minutach marnych przeszukiwań, obróciłyśmy się w stronę drzwi by czym prędzej wyjść, jednak ku naszemu zdziwieniu drzwi opiewała jasna poświata, tak jasna, że sukcesywnie nas oślepiała, jednak drzwi tam nie było, zupełnie jakby rozpłynęły się powietrzu, tylko ta cholerna jasność śpiewała swoją pieśń zemsty, która bezlitośnie wdzierała nam się coraz głębiej wypełniając już nie tylko głowę ale i całe ciało. Utknęłyśmy. Chyba, że znajdziemy inne wyjście.

Wendy kręciła się nerwowo w kółko, jakby to miało nam w czymś pomóc. Wgapiała się bez celu w tą koszmarną podłogę i liczyła okręgi na dywanie. Nagle zaczepiła się o odstającą krawędź dywanu, która była nieco przybrudzona chyba błotem. Wykorzystując swoją siłę, poczęła przesuwać meble obrośnięte kurzem tak by wysunąć spod nich dywan. Wszędzie unosił się smród brudu, naftaliny oraz strachu. Jednak gdy w podłodze ujrzałyśmy klamkę zaświeciło się światełko w tunelu. Otworzywszy drzwi ukazało się ku naszej radości wyjście z upiornego gabinetu.

Wylądowaliśmy w holu;  gdy przestało wirować w głowie, od nadmiaru negatywnych emocji, postanowiłyśmy zakończyć to dzieło i podzieliłyśmy się pomieszczeniami. Idąc na górę chybocącymi się schodami,w których brakowało stopni ukazał się strych, obrośnięty zewsząd pajęczynami a już z daleka czuć było koszmarny swąd zgnilizny. Po wejściu na strych moim oczom ukazało się wiszące bezwładnie ciało odkrojone a raczej rozerwane na pół, które z apetytem i pietyzmem konsumowały stworzenia lubiące ten rodzaj dań. No cóż, wyszukane podniebienie. Lecz ten widok już na zawsze zostanie w mej pamięci. Jak szukałam w pośpiechu poszlak, Wendy postanowiła zejść do piwnicy, już wiadomo, że ten potworny przenikający chłód, nie był naszym wymysłem. Lodowate łapska opętały już schody do piwnicy, które zresztą zrobiły się bardzo śliskie a teraz pięły się ku górze żeby dostać i nas. W pomieszczeniu piwnicznym w kątach leżały kości, trawione stopniowo przez atmosferę tam panującą. Coś ciskało w Wendy pozostałościami po szkieletach. Na szczęście ta w porę unikała ciosów. Gdy zmierzała do wyjścia jej oczom ukazał się ghoul, który wyglądem przypominał odrażającego szczura, a w oczach miał rządzę zemsty.

Wendy postanowiła użyć jednej z kości jako broni przeciwko ghoulowi. Z całej swojej siły uderzyła potwora w oko bo jedynie tam miał swój czuły punkt. Ten padł trawiony przez własną oziębłość.

Wtedy został nam jeszcze salon. Jednakże wejście do niego opiewała niemal ta sama świetlna zasłona jaką widziałyśmy w gabinecie. Pozostało tylko się przez nią przedostać, tylko albo i aż. Rozpędzone ruszyłyśmy ku białej poświacie a następnie z hukiem wylądowaliśmy na podłodze w salonie. Z góry spoglądała na nas bladolica kobieta, minę miała nietęgą. Lecz ja jestem zwolenniczką dogadywania się mimo wszystko i tak też zrobiłam, po długiej, treściwej rozmowie udało się przekonać Litę do siebie. Lepiej mieć sojuszników aniżeli wrogów.

Nagle za plecami usłyszałyśmy przeraźliwy ryk, i tajemnicza postać ruszyła z impetem na nas. To był Kapłan Ghouli, we dwie nie miałybyśmy żadnych nawet najmniejszych szans bowiem ta istota ciskała w nas chłodem i ogniem na przemian, stopniowo traciłyśmy siły, ale ostatni i finalny cios zadała Lita, wykorzystała siłę potwora przeciwko niemu.

To były koszmarne przeżycia, żeby zapomnieć, spróbować żyć normalnie po tym wszystkim, postanowiłyśmy jednogłośnie spalić dom wraz z tym złem wypływającym z niego niczym lawa.

Już sama nie wiem, czy lepiej jest umrzeć, czy żyć dźwigając takie brzemię i ciążący bagaż doświadczeń.


Dzisiaj wyjątkowo wpis dość spontaniczny, bowiem przygotowałam dla Was opowiadanie, którego dawno nie było na blogu. Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie świetna gra kooperacyjna, która bardzo nam się spodobała i praktycznie od razu dokupiliśmy do niej dwa dodatki. Mowa o grze Horror w Arkham: Gra karciana. Jak już wspominałam jest to karciana gra kooperacyjna, przeznaczona tylko dla dwóch graczy, cała rozgrywka trwa półtorej godziny i przebiega bardzo płynnie. Gra będzie idealna dla wielbicieli klimatycznych gier, bowiem oparta jest na prozie Lovercrafta i ocieka horrorem oraz mroczną tajemnicą. Jak ktoś nie grał, gorąco zachęcam bo zdecydowanie warto!

Podobne Wpisy

https://i0.wp.com/bigbaddice.pl/wp-content/uploads/2017/06/zlo-czai-sie-za-rogiem.jpg?fit=1024%2C640&ssl=1https://i0.wp.com/bigbaddice.pl/wp-content/uploads/2017/06/zlo-czai-sie-za-rogiem.jpg?resize=150%2C150&ssl=1Aleksandra SzakołaGeek LifestyleOpowiadaniafanfiction,opowiadanieJesień niestety nadeszła, chociaż dałabym wszystko żeby ją ominąć na tym kole pór roku. Biegłam na kołowrotku ze złudną jak się okazało nadzieją. Jesienią świat jest szary, chociaż owiany złotą poświatą. Depresja i czarny nastrój dopada nawet tych najwytrwalszych. Nawet i mnie. Wszystko wokół usypia a budzi się zło....Wielka zła kostka czyli planszówki, gry PC oraz filmy i seriale