Project Hail Mary – Największe różnice między książką a filmem!


Projekt Hail Mary

Projekt Hail Mary w filmie i książce różni się bardziej, niż mogło się wydawać. Oto kilka największtych zmian między ekranizacją a powieścią Andy’ego Weira.

Projekt Hail Mary trafił do kin i bardzo szybko stał się jedną z tych ekranizacji science fiction, o których mówi się nie tylko w kontekście efektów czy obsady, ale też samej wierności wobec książki. I trudno się temu dziwić. Powieść Andy’ego Weira była wręcz wymarzonym materiałem na film, ale jednocześnie należała do tych historii, które na papierze działają trochę inaczej niż na ekranie. To opowieść oparta nie tylko na emocjach i relacjach między bohaterami, ale też na nauce, logicznych zagadkach i całym szeregu szczegółów, których nie da się bezboleśnie przenieść do dwugodzinnego widowiska.

Właśnie dlatego filmowa wersja Projektu Hail Mary musiała pójść na kompromis. Część zmian jest niewielka i łatwa do zaakceptowania, ale kilka z nich naprawdę mocno wpływa na ton całej historii. Tam, gdzie książka stawiała na samotność, chłodną analizę i stopniowe budowanie zaufania, film częściej wybiera tempo, emocjonalną czytelność i raczej widowiskowe rozwiązania. Obie wersje opowiadają tę samą historię, ale nie zawsze akcentują te same rzeczy.

Dla fanów książki to może być zarówno zaleta, jak i źródło lekkiego rozczarowania. Z jednej strony ekranizacja zachowuje serce tej opowieści, z drugiej wyraźnie przesuwa środek ciężkości. I właśnie dlatego warto przyjrzeć się najważniejszym różnicom między powieścią a filmem, bo część z nich zmienia znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Carl – postać stworzona dla filmu

Projekt Hail Mary

Pierwsza wielka różnica dotyczy Carla, czyli postaci, której w książce po prostu nie ma. W filmie staje się on ważnym elementem części historii. Nie jest tylko kimś, kto przewija się w tle. To człowiek, który daje Grace’owi partnera do dialogu i pomaga scenariuszowi przekazać informacje w bardziej naturalny sposób. W powieści podobną funkcję pełni przede wszystkim sam tok myślenia Rylanda Grace’a. Czytelnik obserwuje jego wnioski, obawy, testy i kolejne etapy rozumowania bez potrzeby dokładania dodatkowego rozmówcy. W kinie taka forma byłaby znacznie trudniejsza do utrzymania przez dłuższy czas, więc Carl pełni rolę bardzo praktyczną. Jednocześnie zmienia ton początku historii i czyni go bardziej ludzkim i bardziej komunikatywnym.

Ograniczenie naukowych szczegółów

Projekt Hail Mary

Kolejna zasadnicza różnica to ograniczenie warstwy naukowej. To prawdopodobnie największa zmiana między obiema wersjami. Weir napisał powieść, która w ogromnym stopniu bazuje na nauce, domysłach naukowych i logice eksperymentu. Bohater nie tylko działa, ale bez przerwy analizuje, oblicza, testuje i wyciąga wnioski. Dla wielu czytelników właśnie to było sednem atrakcyjności tej historii. Film wyraźnie uznał jednak, że centrum opowieści stanowi relacja Grace’a i Rocky’ego. Techniczne wyjaśnienia zostały mocno przycięte albo zastąpione skrótami. Z perspektywy kina to decyzja rozsądna. Z perspektywy miłośników science fiction może jednak pozostawić lekki niedosyt, bo część charakterystycznego uroku książki po prostu znika.

Samotność bohatera

Trzecia sprawa to samotność bohatera. W książce bardzo duża część narracji opiera się na tym, że Grace przez długi czas jest kompletnie sam i musi poradzić sobie z sytuacją bez żadnego wsparcia. To właśnie wtedy najlepiej widać jego kompetencje, inteligencję i sposób działania pod presją. Powieść pozwala mu dojść do wielu odkryć zanim w ogóle pojawi się Rocky. Film traktuje ten etap inaczej. Zamiast długo rozgrywać izolację i mozolne rozwiązywanie problemów, szybciej przechodzi do elementów bardziej emocjonalnych albo zwyczajnie bardziej widowiskowych. W efekcie spotkanie z Rockym ma nieco inny ciężar. W książce jest potężnym zwrotem, bo przychodzi po naprawdę długim okresie samotnej walki. W filmie to wydarzenie wydaje się mniej szokujące, a bardziej oczekiwane.

Wygląd Hail Mary

Projekt Hail Mary

Kolejna różnica wiąże się z samym statkiem Hail Mary. W powieści jego konstrukcja jest dość surowa, funkcjonalna i podporządkowana logice zadania. To statek, który ma działać, a nie koniecznie zachwycać kształtem. Film podchodzi do tego inaczej, bo wersja ekranowa jest rozbudowana wizualnie, daje bohaterowi więcej przestrzeni i lepiej sprawdza się na ekranie. To nie jest tylko kwestia estetyki. Kino potrzebuje miejsc, w których kamera może „żyć”, bohater może się poruszać, a widz ma poczucie fizycznej obecności w danym środowisku. Co ciekawe, ta zmiana sprawia też, że filmowy statek wydaje się momentami nawet bardziej wiarygodny niż jego książkowy odpowiednik.

Detale Rocky’ego

Są też różnice, które na pierwszy rzut oka wydają się drobne, ale dobrze pokazują odmienne priorytety książki i filmu. Jednym z takich przykładów jest całkowite pominięcie bardziej przyziemnych aspektów funkcjonowania Rocky’ego, w tym jego trawienia i wydalania. W książce tego rodzaju detale wzmacniały wrażenie obcowania z prawdziwie obcą formą życia. Weir lubi dociągać swoje pomysły do końca, także wtedy, gdy efekt bywa odrobinę dziwny albo komiczny. Film rezygnuje z tego zupełnie, bo najwyraźniej uznał, że nie jest to potrzebne ani dla fabuły, ani dla emocji. I trudno się temu dziwić. W powieści taki szczegół buduje wiarygodność świata, w kinie mógłby po prostu wybijać z rytmu.

Grace odwiedza statek Rocky’ego

Projekt Hail Mary

Jedną z najbardziej filmowych nowości jest scena, w której Grace odwiedza statek Rocky’ego. W książce czegoś takiego nie ma. To dodatek stworzony z myślą o ekranie i trzeba przyznać, że łatwo zrozumieć, dlaczego twórcy się na niego zdecydowali. Jeśli przez większość filmu budujesz więź między dwiema postaciami z różnych światów, publiczność w naturalny sposób chce zobaczyć ten drugi świat z bliska. Taka scena nie tylko dostarcza wizualnej satysfakcji, ale też wzmacnia emocjonalne znaczenie ich relacji. To już nie jest tylko współpraca przy konsoli i ekranach. To gest zaufania, pożegnania i symbolicznego przekroczenia granicy między dwoma gatunkami. Bardzo filmowe, bardzo skuteczne i wyraźnie pomyślane pod widza.

Tempo relacji

Zmienia się również poczucie czasu. W powieści wszystko trwa dłużej i dzięki temu wydaje się głębiej przeżyte. Grace i Rocky nie stają się partnerami po kilku efektownych scenach, lecz po miesiącach wspólnej pracy, nauki języka, eksperymentów i wzajemnego poznawania swoich ograniczeń. W filmie ten proces wydaje się znacznie skrócony. Nie chodzi nawet o konkretne daty, tylko o ogólne wrażenie, że wszystko dzieje się szybciej. To wpływa na odbiór relacji między bohaterami. Nadal jest wzruszająca, ale ma mniej tego cichego, codziennego ciężaru, który powieść budowała z wielką cierpliwością.

Ratunek Rocky’ego

Projekt Hail Mary

Bardzo ciekawie wypada również wątek ratowania Rocky’ego po nieudanej próbie pobrania próbki z atmosfery Adriana. Zarówno w książce, jak i w filmie dochodzi do sytuacji granicznej, po której Rocky zostaje ciężko poszkodowany. Na poziomie emocjonalnym obie wersje prowadzą do podobnego efektu. Problem w tym, że droga do tego efektu jest zupełnie inna. W powieści Weir po raz kolejny wykorzystuje naukę jako narzędzie dramaturgii. Grace stara się pomóc przyjacielowi, opierając się na swojej wiedzy o jego biologii, choć nie wszystko rozumie właściwie. To długi, niepewny, bardzo „książkowy” fragment, gdzie napięcie buduje się przez próbę logicznego rozpracowania obcego organizmu. Film upraszcza ten motyw i prowadzi go bardziej intuicyjnie. Emocja zostaje, ale znika część procesu, który w książce był równie ważny jak sam rezultat.

Astrofagi

Na koniec warto wspomnieć o wątku skażenia astrofagami przez taumeobę. Sam rdzeń fabularny pozostaje podobny, ale książka znacznie staranniej przygotowuje grunt pod ten zwrot akcji. Weir rozrzuca wcześniej sygnały ostrzegawcze, pokazuje zagrożenie i pozwala mu realnie zaistnieć, zanim stanie się kluczowym problemem, dzięki temu późniejsze konsekwencje wydają się nie tylko dramatyczne, ale też logicznie wypracowane. Film podaje ten motyw bardziej skrótowo. Działa on w ramach fabuły, ale nie ma już tej samej siły wynikającej z wcześniejszego budowania napięcia. Można odnieść wrażenie, że ekranizacja celowo rezygnuje z części foreshadowingu, bo i tak ma już pod koniec wystarczająco dużo mocnych uderzeń emocjonalnych.

 

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że film nie tyle odchodzi od książki, ile wybiera z niej inny środek ciężkości. Powieść Andy’ego Weira jest historią o nauce, rozsądku, samotności i odwadze, która bardzo długo udaje coś innego. Film bierze z niej przede wszystkim serce, czyli więź między Grace’em i Rockym i wokół tego buduje całą konstrukcję. Czasem coś przez to traci, bo znika część precyzji, skali i cierpliwości. Czasem jednak zyskuje, bo staje się bardziej bezpośredni, bardziej wzruszający i po prostu lepiej dostosowany do języka kina.

Chyba uczciwiej byłoby zapytać, czego oczekujemy od tej historii. Jeśli najbardziej kochamy w Projekcie naukową pomysłowość, logiczne zagadki i to specyficzne uczucie, że bohater wygrywa rozumem, książka wciąż pozostaje pełniejszym doświadczeniem. Jeśli jednak szukamy emocjonalnej, widowiskowej opowieści o przyjaźni silniejszej niż biologia, język i gwiezdne odległości, film trafia dokładnie tam, gdzie powinien. Obie wersje mówią o tym samym cudzie porozumienia, tylko każda robi to swoim własnym językiem.

Zobacz też: Różnice pomiędzy pancerzami Klonów w Gwiezdnych Wojnach: Faza I i Faza II

Poprzednio Legacy of Kain: Ascendance – Poradnik Solucja, wszystkie znajdźki i pełne przejście gry
Następny Pragmata - Recenzja - Narodziny nowej serii