Pragmata to nowe, stworzone przez Capcom, IP, które całkowicie zmienia podejście do gier akcji. Czy mamy do czynienia z narodzinami nowego gatunku, podobnie jak dekady temu seria Resident Evil pomogła zdefiniować survival horror i do dziś wyznacza trendy, za którymi podążają inni? Zapraszam do recenzji Pragmata opartej na wersji na PlayStation 5!
Pragmata skupia się na historii astronauty o imieniu Hugs, który wraz ze swoją ekipą wyrusza sprawdzić, co takiego dzieje się na stacji księżycowej produkującej lunarit. Jest to substancja, z której można stworzyć w zasadzie wszystko, dlatego właśnie na Księżycu prowadzone są badania i testy tego rewolucyjnego surowca. Oczywiście nic nie może pójść idealnie. Stacja zostaje zdominowana przez zbuntowaną AI tworzącą groźne maszyny, a jej pracownicy gdzieś zniknęli. Nasz bohater po krótkim wstępie zostaje rozdzielony ze swoją ekipą, a ciężko rannego astronautę ratuje android Diana, prawdopodobnie jedyna maszyna, która nie chce wymordować wszystkich ludzi na stacji.

Diana jest wyjątkową postacią, bo to android z umysłem dziecka. Między bohaterami szybko tworzy się relacja ojca i córki, w której Hugs tłumaczy uczącej się świata Dianie różne rzeczy dokładnie tak, jak rodzic tłumaczy je dziecku. Gra jest w zasadzie historią relacji człowieka i maszyny, a tłem pozostaje sytuacja na samej stacji kosmicznej. Pragmata jest przesiąknięta dialogami, ukrytymi scenkami i animacjami pokazującymi więź tej dwójki, przez co nie sposób ich nie polubić. Do tego w grze znajdziemy dziesiątki notatek oraz nagrań pozostawionych przez mieszkańców stacji, dzięki którym dowiemy się, co tak naprawdę się tam wydarzyło. Powiem jednak szczerze – nie było to aż tak angażujące, jak obserwowanie rodzącej się relacji między bohaterami. Uważam, że Hugs i Diana na stałe wpiszą się w kulturę gier wideo obok Kratosa i Atreusa z God of War czy Ellie i Joela z The Last of Us.

Sama rozgrywka w Pragmata ma proste podstawy, ale wszystko zmienia obecność Diany. To trzecioosobowa gra akcji, w której będziemy eksplorować obszerne mapy pełne sekretów i skrótów. Gra się w nią trochę jak w klasycznego Dark Souls, bo znajdziemy tu mnóstwo przejść otwieranych od drugiej strony, lokacje zaprojektowano bardzo przemyślanie, a zamiast ognisk mamy stacje, dzięki którym wrócimy do naszego bezpiecznego azylu. Nie zdobywamy poziomów, a jedynie kupujemy ulepszenia, ale jest ich na tyle dużo, że z każdym nowym zakupem lub ulepszoną bronią wyraźnie czujemy rozwój bohaterów. Znajdziek oraz elementów rozwoju jest tutaj sporo, więc eksploracja daje dużą satysfakcję. Trafimy nie tylko na przedmioty potrzebne do ulepszeń, ale także na wspomniane wcześniej notatki oraz specjalne zabawki dla Diany, dzięki którym odblokujemy nowe kwestie dialogowe i sceny w Azylu.
Cała innowacja Pragmata opiera się jednak na walce. Roboty są mocno opancerzone, więc broń palna Hugsa na niewiele się zdaje. I tu do gry wchodzi Diana, która swoim hakowaniem potrafi otworzyć opancerzenie wrogich maszyn, sprawiając, że stają się podatne na ostrzał. Żeby hakowanie było skuteczne, musimy ukończyć prostą minigrę pojawiającą się w rogu interfejsu podczas starcia. Musimy więc jednocześnie strzelać, unikać wrogów i hakować, by ich pokonać. Brzmi strasznie, ale twórcy bardzo się postarali, aby gra utrzymywała wysokie ciśnienie, a jednocześnie nas nie przytłaczała – o ile oczywiście nie damy się otoczyć, bo wtedy sami jesteśmy sobie winni. To jednak nie wszystko, bo hakowanie również możemy rozwijać na różne sposoby. Korzystamy ze specjalnych slotów zmieniających jego działanie, dzięki czemu wróg nie tylko otworzy się na ostrzał, ale może też zostać powalony albo nawet zaatakować swoich sojuszników.

Grając w Pragmata, musimy działać sprytnie i ostrożnie, ale jednocześnie zachowujemy dużą dynamikę, przez co potyczki są niesamowicie wciągające i bardzo odświeżające. Do tego dochodzą bronie, które tylko w kilku przypadkach służą do zadawania czystych obrażeń. Częściej będziemy ich używać do ogłuszania wrogów, przewracania ich albo odciągania od nas na większy dystans. Przeciwnicy nie zabijają nas błyskawicznie, mamy sporo punktów życia, ale samo używanie apteczek trwa stosunkowo długo. To nadaje akcji ciekawe tempo, dość niecodzienne w dzisiejszych grach. Zamiast pilnować każdego punktu życia, bo wrogowie kładą nas dwoma czy trzema atakami, tutaj przeżyjemy naprawdę sporo, ale jeżeli dojdzie do sytuacji krytycznej, musimy bardzo dobrze zaplanować leczenie. W tym czasie jesteśmy bowiem spowolnieni i praktycznie bezbronni.
Pragmata oferuje też sporo opcjonalnych wyzwań, które i tak zrobi każdy szanujący się gracz. Oprócz głównej linii fabularnej czeka nas gra w bingo i odblokowywanie nowych nagród, system wyzwań w programie rzeczywistości rozszerzonej oraz specjalne czerwone strefy, które oferują duże nagrody, ale jednocześnie rzucają na nas wyjątkowo dużo maszyn. Niestety, mimo tego Pragmata jest grą zbyt krótką. Może to kwestia całkowitej świeżości, jaką oferuje, bo nie zdążyłem się nią znudzić, ale całość można ukończyć w około 12 godzin – nawet wtedy, gdy zrobimy wszystko, co gra ma do zaoferowania. Jest co prawda wyższy poziom trudności odblokowywany po pierwszym przejściu, ale nadal czułem niedosyt. To wynik mieszczący się w średniej dla fabularnych gier Capcomu. Ostatnio recenzowany Resident Evil Requiem miał podobny czas przejścia, ale tam nie doskwierało mi to aż tak mocno, bo uwielbiam survival horrory i nie omijam żadnej nowej gry z tego gatunku. Pragmata natomiast całkowicie zmienia podejście do gier akcji i bardzo możliwe, że w najbliższych latach zapoczątkuje nowy trend. Czy mam rację? Czas pokaże.

Na koniec zostawiłem kwestie techniczne, ale w zasadzie nie ma tutaj wiele do powiedzenia. Pragmata została przygotowana przez Capcom, a ten w ostatnich latach przyzwyczaił nas do bardzo wysokiej jakości swoich produkcji. Gra jest śliczna, efekty broni i to, jakiego dają kopa, są niesamowite, filmiki oraz animacje – także te podczas walki – stoją na najwyższym poziomie, a dialogi i udźwiękowienie wypadają po prostu świetnie. Do tego gra nie ma żadnych widocznych problemów technicznych. Podczas rozgrywki na PlayStation 5 nie trafiłem nawet na wroga wpadającego w tekstury, nie mówiąc już o większych błędach. Jest polska wersja językowa, co przy tak narracyjnej grze nastawionej na dialogi jest po prostu obowiązkowe. I wreszcie – uwielbiam to, jak Pragmata wygląda, brzmi i się porusza. To naprawdę najwyższa jakość przy bardzo ładnej i płynnej oprawie.

Pragmata jest grą wyjątkową i możliwe, że najważniejszą premierą tego roku. Daję jej najwyższą możliwą ocenę, choć jak wspominałem, wielka szkoda, że nie jest dłuższa. Ten niedosyt wynika jednak z chęci dalszej zabawy czymś nowym, całkowicie niepowtarzalnym, czyli systemem walki opartym na prostych zagadkach logicznych rozgrywanych w trakcie starć na śmierć i życie z hordami maszyn. Pierwszy raz ktoś zrobił to naprawdę dobrze i oparł na tym całą rozgrywkę, dzięki czemu powstała gra będąca czymś świeżym na rynku. Do tego absolutnie dopieszczonym, w co możemy grać bez zgrzytów i problemów. Cudowny duet bohaterów zapisałby się w historii gier wideo nawet wtedy, gdybyśmy mieli do czynienia ze zwykłą grą akcji. A tak dostaliśmy strzelanie rodem z Dead Space, osadzone w klimacie science fiction bez horroru, z prostymi zagadkami logicznymi, które faktycznie decydują o naszym sukcesie lub porażce podczas walk w czasie rzeczywistym. Totalna rewelacja. Mam tylko nadzieję, że na kolejną odsłonę nie będziemy czekać 10 lat.
Grę Pragmata możesz kupić w Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Ciekawa historia będąca czystym science fiction
- Innowacyjny system walki będący powiewem świeżości
- Sporo zróżnicowanych wyzwań
- Gra dopracowana w każdym aspekcie



