DOOM: The Dark Ages doczekał się pierwszego dużego dodatku fabularnego pod tytułem Revelations. Rozszerzenie kontynuuje historię z podstawowej wersji gry i pozwala lepiej poznać przeszłość Slayera. Nie mogłem się doczekać powrotu do tej produkcji, ale czy po fenomenalnej podstawce ocenionej przeze mnie na 10/10 Revelations również spełniło ogromne oczekiwania? Po ukończeniu dodatku pora podzielić się zachwytami, rozczarowaniami i pewnym niesmakiem. Zapraszam do recenzji DOOM: The Dark Ages – Revelations opartej na wersji na PlayStation 5!
Miałem wobec Revelations olbrzymie wymagania, głównie dlatego, że DOOM: The Dark Ages jest jedną z naprawdę niewielu gier, którym wystawiłem ocenę 10/10. Do dzisiaj ciepło wspominam tę odsłonę, dlatego od dodatku oczekiwałem przynajmniej podobnego poziomu. Historia rozpoczyna się właściwie w momencie zakończenia podstawowej kampanii. Knujący przedstawiciele rasy Maykrów, będący w mitologii DOOM-a czymś na kształt aniołów, szukają sposobu na zastąpienie Slayera innym pogromcą piekieł. Wskutek ich machinacji nasz bohater trafia do czyśćca, traci swoją zbroję, a jego tarcza zostaje zniszczona. Zadaniem Slayera będzie zmierzenie się z własną historią, traumami oraz błędami przeszłości, o których przez dekady walki z siłami piekieł zdążył już zapomnieć.

W Revelations poznajemy bardziej ludzką stronę Slayera. Dowiadujemy się więcej o jego traumie, a podczas krótkich, ale bardzo klimatycznych fragmentów możemy nawet pokierować nim z czasów, gdy był jeszcze zwykłym człowiekiem. Dodatek oferuje równie rozbudowaną fabułę jak podstawowa wersja gry, a jednocześnie łata część luk pomiędzy poprzednim DOOM-em a The Dark Ages. Dowiemy się między innymi, skąd pochodzi kultowa zbroja Slayera, czyli Pancerz Pretora, a także częściowo wyjaśnimy tajemnicę królika, który przewija się przez serię właściwie od zawsze. Do tego dochodzi sporo wpisów w kodeksie, ciekawe dialogi oraz naprawdę dobrze zrealizowane sceny filmowe. Dzięki temu DOOM: The Dark Ages – Revelations nie jest wyłącznie kolejną porcją strzelania do demonów. To również produkcja bogata w historię, z ciekawą, a miejscami nawet filmową fabułą.

Niestety pod względem rozgrywki Revelations robi kilka kroków wstecz. Nadal jest to pierwszoosobowa gra akcji, w której kierujemy znacznie słabiej opancerzonym Slayerem. Zamiast swojej dotychczasowej tarczy bohater otrzymuje łańcuchową włócznię, znacząco zwiększającą jego mobilność. Slayer może teraz wykonywać uniki, parować zielone ataki przeciwników, a nawet przyciągać się do wrogów, dzięki czemu błyskawicznie przemieszcza się po polu bitwy. Włócznia jest naprawdę spoko. Podoba mi się również to, że twórcy najpierw zabrali graczom tarczę, a po jej odzyskaniu wyraźnie ograniczyli jej możliwości. Zmusza nas to do poznania nowej broni i nauczenia się jej prawidłowego wykorzystywania. Ze stosunkowo stacjonarnego Slayera, którym kierowaliśmy w podstawce, otrzymujemy znacznie bardziej dynamicznego wojownika. Bohater częściej wykonuje uniki, przeskakuje pomiędzy przeciwnikami i walczy w sposób przypominający momentami gry soulslike. Sama włócznia wypada więc bardzo dobrze, ale zmiany w całym systemie walki niekoniecznie wyszły grze na zdrowie.
W DOOM: The Dark Ages – Revelations pojawia się kilka nowych lokacji połączonych centralnym hubem umieszczonym w czyśćcu. Naszym zadaniem jest przejście trzech rozbudowanych obszarów, z których każdy przedstawia inną traumę Slayera. Mapy zostały zaprojektowane bardzo dobrze. Nie brakuje na nich sekretów, opcjonalnych przejść oraz miejsc, które warto dokładnie przeszukać. Ich design robi wrażenie, chociaż żadna nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, jak najlepsze lokacje z podstawowej kampanii. Dodatek posiada również rozbudowaną zawartość odblokowywaną po ukończeniu głównego wątku. Na każdej mapie znajdują się zamknięte wcześniej strefy, do których dostęp otrzymamy dopiero po zakończeniu kampanii Revelations. Możemy dzięki temu odkryć kolejne okruszki fabuły, znaleźć dodatkowe sekrety, zdobyć tajną broń oraz zmierzyć się z ukrytym bossem.

Całość zajęła mi około dziesięciu godzin, co uważam za naprawdę dobry wynik jak na rozszerzenie fabularne. Tym bardziej że po wyświetleniu napisów końcowych nadal pozostaje sporo rzeczy do zrobienia. Revelations nie sprawia wrażenia krótkiego dodatku przygotowanego wyłącznie po to, aby szybko odciąć kupony od sukcesu podstawowej gry. W rozszerzeniu pojawia się również kilku bossów i muszę przyznać, że nie poznaję ich na tle pojedynków z podstawowej wersji. Są to wielofazowe, wyczerpujące walki z tym samym przeciwnikiem, oparte przede wszystkim na unikach i parowaniu. Nie są szczególnie trudne, ale potrafią zmęczyć. Każdy boss posiada około trzech faz, a w kolejnych częściach pojedynku otrzymuje jeden lub dwa nowe ataki, podczas gdy wcześniejsze ruchy zostają jedynie nieznacznie zmodyfikowane.
W praktyce trzy razy z rzędu walczymy więc z tym samym przeciwnikiem. Pomiędzy fazami gra zapisuje postęp, a sami bossowie posiadają absurdalnie dużo punktów życia. Wolałbym, aby mieli ich o połowę mniej, ale za to zmuszali gracza do rozegrania całego pojedynku od początku do końca. Obecnie są to raczej walki na wyczerpanie, prowadzące od jednego punktu kontrolnego do następnego. Po śmierci, a podczas tych walk zapewne kilka razy Wam się to zdarzy, rozpoczynamy jedynie aktualną fazę. Czeka nas więc kolejne parowanie dla casuali, ponieważ niemal każdy groźniejszy atak jest sygnalizowany zielonym znacznikiem. Wystarczy odrobina refleksu, aby bez większego problemu blokować kolejne uderzenia i szybko napełniać wskaźnik włóczni, pozwalający aktywować jej potężne umiejętności. Bossowie nie testują więc naszych umiejętności tak mocno, jak długość paska cierpliwości.

DOOM: The Dark Ages – Revelations wprowadza również kilku nowych przeciwników i część z nich zdecydowanie zbyt mocno zmienia charakter rozgrywki. Na plus warto wspomnieć o wariacie z tarczą, który nieustannie na nas szarżuje i wywiera presję. Ciekawie wypada również nowy latający demon, przywołujący całe hordy jednostrzałowych czaszek zadających obrażenia. Na minus zdecydowanie zaliczam czarodziejów wzmacniających pozostałe hordy. Problem polega na tym, że przeciwnicy ci potrafią się teleportować, podczas gdy pola bitew są bardzo obszerne. Jeden czarodziej przywołuje nowe demony, a właściwie ich widmowe wersje, natomiast drugi sprawia, że obecni już wrogowie stają się nieśmiertelni.
W takich momentach gra przestaje być radosnym „rip and tear”, a zamienia się w irytującą zabawę w chowanego. Zamiast rozrywać hordy demonów, biegamy po ogromnej arenie i szukamy teleportującego się czarodzieja, zanim jego podopieczni zdążą nas zabić. Taka zabawa zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Zabrakło mi również etapów ze smokiem i Atlanem, które były jednymi z moich ulubionych fragmentów podstawowej kampanii. Szkoda, ponieważ ich powrót zapewniłby znacznie ciekawsze urozmaicenie niż przeciągnięte walki z bossami czy bieganie za chowającymi się czarodziejami. Revelations posiada dobre mapy i kilka efektownych momentów, ale nie oferuje widowisk na skalę najlepszych fragmentów podstawowej wersji gry.

Na koniec pozostawiłem kwestie techniczne, które są wyjątkowo widoczną oznaką niechlujstwa twórców. Przede wszystkim domyślne sterowanie na padzie nie zostało prawidłowo przystosowane do nowych możliwości włóczni. To samo dotyczy przełączania pomiędzy włócznią a tarczą, co od pewnego momentu jest konieczne do rozwiązywania niektórych zagadek środowiskowych. Osobnego, sensownie dobranego przycisku nie otrzymał również unik. Musiałem sam kombinować z ustawieniami, szybko odkrywając, że na padzie zwyczajnie zaczyna brakować wolnych przycisków. Logiczne kółko przypisane do uniku odpowiada jednocześnie za używanie przedmiotów, aktywowanie dźwigni i podnoszenie niektórych znajdziek. W efekcie przy niemal każdej konsoli ulepszeń i interaktywnym obiekcie wykonywałem efektowny unik. Ktoś zdecydowanie nie przemyślał tutaj sterowania. Dodatek posiada również kilka innych błędów technicznych, ale na szczęście nie trafiłem na nic, co uniemożliwiłoby dalszą rozgrywkę. Parę razy Slayer bez żadnego powodu zaczynał ślizgać się po ziemi, a innym razem utknąłem na elementach otoczenia podczas walki. Musiałem wtedy bardzo intensywnie skakać, aby wydostać się z pułapki, zanim demony zdążyły mnie pokonać.
DOOM: The Dark Ages – Revelations nie jest złym dodatkiem. Wręcz przeciwnie: oferuje świetne rozwinięcie historii Slayera, dobrze zaprojektowane mapy, sporo zawartości oraz fantastyczną włócznię, która wprowadza do walki znacznie więcej mobilności. Gdy dodatek pozwala swobodnie rozrywać hordy demonów, nadal potrafi dawać olbrzymią satysfakcję. Problem w tym, że po podstawce ocenionej przeze mnie na 10/10 oczekiwałem czegoś więcej. Przeciągnięci bossowie, teleportujący się czarodzieje, brak etapów ze smokiem i Atlanem oraz niedopracowane sterowanie skutecznie odbierają Revelations część blasku. Warto zagrać, szczególnie jeżeli interesuje Was historia Slayera i chcecie ponownie wejść do świata The Dark Ages. Nie spodziewajcie się jednak kolejnego arcydzieła. Tym razem zamiast następnego 10/10 otrzymaliśmy solidny, momentami świetny, ale wyraźnie nierówny dodatek.
Doom: The Dark Ages możesz kupić w Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Łańcuchowa włócznia znakomicie rozbudowuje walkę oraz mobilność Slayera
- Szybsze i bardziej agresywne tempo rozgrywki
- Świetnie zaprojektowane, zwarte i wypełnione sekretami mapy
Cons
- Niektóre wielofazowe walki z bossami są przeciągnięte i niepotrzebnie „soulsowe”
- Brak widowiskowych sekwencji ze smokiem i Atlanem
- Problemy techniczne związane z włócznią i sterowaniem



