Battlezone: Combat Commander – Recenzja – Dobry RTS czy FPS?


Battlezone: Combat Commander to nietypowa gra strategiczna, którą wielu graczy może pamiętać jeszcze z dzieciństwa. Przyjrzałem się odświeżonej wersji z 2018 roku i sprawdziłem, czy połączenie strategii RTS z bezpośrednim sterowaniem pojazdami nadal ma sens. Czy warto zagrać w Battlezone: Combat Commander dzisiaj i czy ta specyficzna formuła może zainteresować nie tylko starszych, ale również młodszych fanów strategii? Zapraszam do recenzji!

Battlezone: Combat Commander opowiada historię żołnierzy wysłanych na zwiad planety, która niespodziewanie straciła łączność z Ziemią. Na miejscu okazuje się, że została ona zaatakowana przez obcą rasę Scionów. Naszym zadaniem będzie poznanie przyczyn inwazji, odparcie przeciwnika i ostateczne pozbycie się zagrożenia. W grze pojawia się kilka wyrazistych postaci. Każda z nich otrzymała własne dialogi, bohaterowie wchodzą ze sobą w interakcje, a pomiędzy kolejnymi misjami rozwijają się zarówno przyjaźnie i uczucia, jak i konflikty czy zdrady. Sterowana przez nas postać pozostaje niema podczas wykonywania zadań, ale na ekranach ładowania możemy słuchać jej wpisów z dziennika. Dzięki temu poznajemy jej spojrzenie na całą sytuację oraz wydarzenia rozgrywające się wokół oddziału. Historia rozwija się w ciekawy sposób i jest wystarczająco angażująca, żeby dawać dodatkową motywację do kontynuowania kampanii. Nie jest to może fabuła, która zrewolucjonizowała gry strategiczne, ale skutecznie łączy kolejne misje i sprawia, że chcemy zobaczyć, co wydarzy się dalej.

Battlezone: Combat Commander – takich strategii już nie ma

Dużym problemem pozostaje brak oficjalnej polskiej wersji językowej. Recenzja powstała podczas mojej rozgrywki w Battlezone: Combat Commander, w trakcie której przygotowywałem również spolszczenie do gry. Dlatego na nagraniach możecie zobaczyć polskie nazwy jednostek, budynków, rozkazów oraz elementów interfejsu. Sama gra nie wyświetla jednak napisów do dialogów. Jest to szczególnie kłopotliwe, jeżeli nie znacie dobrze języka angielskiego. Bohaterowie często rozmawiają podczas walki, budowania bazy albo odpierania kolejnego ataku, więc nietrudno przegapić istotną część rozmowy. Na ekranie dzieje się wtedy tak dużo, że skupienie się jednocześnie na sterowaniu, dowodzeniu jednostkami i słuchaniu dialogów staje się zwyczajnie trudne.

Jednym z największych atutów Battlezone: Combat Commander są bardzo zróżnicowane zadania. Gra nie ogranicza się do ciągłego budowania bazy i niszczenia wszystkich przeciwników znajdujących się na mapie. Niemal każda misja próbuje zaoferować coś nowego. W jednym zadaniu przeprowadzimy klasyczny szturm na bazę Scionów, w innym będziemy eskortować mobilne centrum dowodzenia przez kruchy lód, pilnując, aby ciężki pojazd nie wpadł do wody. Innym razem zostaniemy odcięci od własnych sił i będziemy musieli pieszo przedostać się przez tyły przeciwnika. Pojawiają się również misje obronne, eskortowe, zwiadowcze oraz zadania rozgrywane na ogromnych mapach z kilkoma celami aktywnymi jednocześnie. Dzięki temu kampania zachowuje dobre tempo i regularnie zaskakuje nowymi pomysłami. Nawet gdy podstawowe mechaniki pozostają takie same, zmieniają się warunki, teren, dostępne jednostki oraz sposób, w jaki musimy podejść do wykonania zadania.

Filmiki pojawiają się w trakcie misji, nie zawsze jednak blokowana jest akcja i jednostki potrafią się dalej ostrzeliwywać podczas nagrań

Ale czym właściwie jest Battlezone: Combat Commander? Najłatwiej opisać tę grę jako połączenie zręcznościowej gry akcji z klasyczną strategią czasu rzeczywistego. Nasz bohater może przejmować kontrolę nad różnymi pojazdami i bezpośrednio uczestniczyć w walce, a jednocześnie budować bazę, zarządzać wojskiem oraz wydawać rozkazy poszczególnym jednostkom. Nie musimy przez cały czas dowodzić z kokpitu czołgu. W dowolnym momencie możemy wrócić do centrum dowodzenia i skorzystać z widoku satelitarnego, który znacznie bardziej przypomina klasyczne gry RTS. Pozwala on wygodniej kontrolować większe grupy jednostek, planować ataki i reagować na zagrożenia pojawiające się w różnych częściach mapy.

Jest to szczególnie przydatne podczas rozbudowanych misji, w których jednocześnie musimy atakować pozycje przeciwnika, chronić bazę i pilnować wysuniętych placówek wydobywczych. Battlezone: Combat Commander daje sporą swobodę działania. Możemy osobiście ruszyć na pierwszą linię albo pozostać z tyłu i kierować całym teatrem wojennym z bezpieczniejszej pozycji. Niestety bezpośrednie sterowanie jednostkami nie zawsze działa tak dobrze, jak powinno. Gra próbuje oddać masę oraz bezwładność poszczególnych pojazdów, ale jednocześnie nie zawsze jasno pokazuje, w jaki sposób są one ustawione.

Sojusznicy nie ranią się nawzajem, ale już my możemy uszkodzić przyjazny pojazd.

Szczególnie problematyczne jest prowadzenie czołgów. Wieżyczka i kadłub obracają się niezależnie, a wskaźnik pokazujący aktualne położenie pojazdu jest mały i mało czytelny. Po przełączeniu kamery na widok trzecioosobowy widzimy przede wszystkim wieżyczkę, przez co nadal trudno określić, w którą stronę skierowany jest kadłub. W trakcie spokojnej jazdy da się do tego przyzwyczaić, ale podczas dynamicznej walki sterowanie potrafi zmienić się w prawdziwy koszmar. Nie pomaga również poruszanie się jednostek po mapie. Pojazdy mają problemy z omijaniem przeszkód, potrafią blokować się nawzajem albo wybierać zaskakująco niebezpieczne trasy. Przy mniejszych grupach można nad tym zapanować, ale dowodzenie większym oddziałem wymaga sporo cierpliwości. Battlezone: Combat Commander oferuje dwie kampanie fabularne, z których każda składa się z 14 zadań. Oznacza to całkiem długą przygodę, zwłaszcza że część misji jest rozbudowana i potrafi zająć sporo czasu.

Grałem na wysokim poziomie trudności i Battlezone potrafiło zapewnić naprawdę solidne wyzwanie. Poziom trudności jest miejscami nierówny, ale zazwyczaj pozostaje sprawiedliwy. Porażka najczęściej wynika ze złego ustawienia obrony, niedopilnowania ekonomii albo zbyt agresywnego ataku. Gorzej, kiedy plan rozsypuje się przez zachowanie sztucznej inteligencji. Jeżeli nakażemy jednostkom podążać za nami, potrafią nas otoczyć i spychać, zamiast utrzymywać bezpieczny dystans. Podczas podróżowania zdarza im się wpaść do wody, która błyskawicznie niszczy pojazdy. Innym razem próbują wykonywać uniki dokładnie w momencie, gdy oddajemy strzał, i wjeżdżają prosto pod nasz celownik. Gra posiada friendly fire, ale działa ono głównie przeciwko graczowi. Możemy przypadkowo zranić własnych sojuszników, podczas gdy oni nie są w stanie uszkodzić ani nas, ani siebie nawzajem. Z tego powodu podczas większych starć często bezpieczniej jest kierować bitwą z centrum dowodzenia, zamiast osobiście ruszać na pierwszą linię.

AI potrafi robić głupie rzeczy, na przykład wysyłać pojazdy wydobywcze dosłownie pod drzwi naszej bazy bez żadnej obstawy

Nierówne zachowanie nie dotyczy wyłącznie naszych jednostek. Sztuczna inteligencja przeciwnika potrafi w jednej misji zaskoczyć pomysłowością, a w następnej całkowicie się pogubić. Zdarza się, że kolejne fale wrogów testują naszą obronę i atakują od strony, przy której ustawiliśmy mniej wieżyczek. Przeciwnicy potrafią również uderzać w wysunięte posterunki wydobywcze. W jednej z misji musiałem chronić transport, który ukryłem głęboko we własnej bazie. Wróg wysłał wtedy pojedynczą jednostkę naokoło całej mapy, żeby zaatakować transport od zupełnie niestrzeżonej strony. Było to naprawdę imponujące zachowanie. Z drugiej strony przeciwnicy potrafią bez końca wysyłać jednostki wydobywcze wprost pod ogień naszych wieżyczek. Czasami wystarczy wykonać zadanie w sposób, którego twórcy najwyraźniej nie przewidzieli, aby skrypt przestał działać, a przeciwnik całkowicie zrezygnował z dalszych ataków. Nigdy nie wiadomo, czy za chwilę zostaniemy otoczeni przez sprytnie zaplanowaną ofensywę, czy będziemy obserwować kolejną jednostkę bezradnie kręcącą się przy przeszkodzie.

Pod względem wizualnym Battlezone: Combat Commander oferuje prostą, klasyczną i bardzo czytelną stylistykę. Grafika nie próbuje udawać współczesnej produkcji z ogromnym budżetem, ale nadal dobrze spełnia swoje zadanie. Jednostki łatwo rozpoznać, interfejs jest przejrzysty, a poszczególne planety oraz mapy posiadają własny charakter. Niektóre dialogi i sposób ich przedstawienia odczuwalnie się zestarzały, ale nadal dobrze się ich słucha. Udźwiękowienie skutecznie buduje atmosferę walk prowadzonych na odległych planetach, a prosta oprawa pasuje do charakteru całej produkcji. Jest to jeden z tych przypadków, w których odpowiednio dobrany styl starzeje się znacznie lepiej niż próba stworzenia realistycznej grafiki.

W jednej misji jeżeli nie zbudujemy szybko umocnień, to po prostu zostaniemy szybko wyeliminowani.

Battlezone: Combat Commander niespecjalnie radzi sobie z wyjaśnianiem bardziej złożonych elementów rozgrywki. Sterowanie wykorzystuje wiele skrótów klawiszowych, ale część z nich nie została jasno opisana ani w ustawieniach, ani w dostępnych instrukcjach. Podczas rozgrywki musiałem przeszukiwać dyskusje na Steamie, aby znaleźć przydatne skróty oraz triki, które realnie wpływają na komfort gry i zwiększają nasze możliwości podczas wykonywania misji. Kampania przedstawia podstawowe komendy i mechaniki, ale sporo istotnych funkcji pozostaje ukrytych. Część wysokiego progu wejścia nie wynika więc z samej głębi rozgrywki, ale z tego, że gra nie przekazuje graczowi potrzebnych informacji. Metodą prób i błędów można nauczyć się większości systemów, jednak nowi gracze mogą odbić się od Battlezone, zanim zdążą odkryć, jak dużo ta produkcja ma do zaoferowania.

Battlezone: Combat Commander nie jest strategią dla każdego i na pewno nie jest to klasyczny RTS jak np. Warcraft 3 Reforged. Sterowanie pojazdami potrafi irytować, sztuczna inteligencja regularnie popełnia absurdalne błędy, a brak oficjalnej polskiej wersji językowej i napisów do dialogów mocno utrudnia śledzenie fabuły. Gra wymaga również poznania wielu słabo wyjaśnionych mechanik. Mimo tych wad Battlezone nadal oferuje coś, czego praktycznie nie spotykamy we współczesnych strategiach. Możliwość osobistego uczestniczenia w bitwie, przejmowania pojazdów, budowania bazy i jednoczesnego dowodzenia całą armią daje ogromną satysfakcję. Do tego dochodzą bardzo dobrze zaprojektowane misje, ciekawa historia oraz dwie długie kampanie. Starsi gracze mogą wrócić do znajomej, ale nadal wyjątkowej formuły. Młodsi muszą przygotować się na wysoki próg wejścia i kilka archaicznych rozwiązań, jednak cierpliwość zostanie nagrodzona jedną z najbardziej oryginalnych gier strategicznych, jakie kiedykolwiek powstały. Battlezone: Combat Commander po latach nadal się broni, nawet jeżeli momentami bardziej walczymy ze sterowaniem i sztuczną inteligencją niż z samymi Scionami.

Battlezone Combat Commander możesz kupić w Sklepie z Grami

Podsumowanie

Battlezone: Combat Commander po latach nadal oferuje wyjątkowe połączenie RTS-a i gry akcji, choć czasami większym przeciwnikiem od Scionów okazują się sterowanie oraz sztuczna inteligencja.
Ocena Końcowa 7.5
Pros
- Ciekawa historia i dobrze zbudowane uniwersum
- Bardzo dobrze zaprojektowane i zróżnicowane misje
- Unikalne połączenie FPS-a oraz strategii RTS
- Duża swoboda dowodzenia i bezpośredniego udziału w walce
- Wysoki poziom trudności zapewniający solidne wyzwanie
- Klimatyczna oprawa audiowizualna, która dobrze znosi próbę czasu
Cons
- Nierówna sztuczna inteligencja i problemy z pathfindingiem jednostek
- Brak oficjalnej polskiej wersji językowej
- Sterowanie i zarządzanie jednostkami potrafią być toporne
- Wysoki próg wejścia i słabo wyjaśnione mechaniki
Poprzednio Gothic Remake – Świątynia Śniącego. Jak przejść loch, rozwiązać zagadki i zdobyć Uriziel?
To jest najnowszy artykuł.