Wall World 2 ma całkiem oryginalny pomysł na siebie: świat, w którym wszyscy muszą żyć na nieskończonej ścianie. To właśnie tam powstają miasta, wydobywa się surowce i trwa walka o przetrwanie. Czy sam koncept wystarczy, żeby Wall World 2 było naprawdę ciekawą grą, czy jednak pod tą ścianą kryje się za dużo powtarzalności? Zapraszam do recenzji opartej na wersji na PlayStation 5!
W Wall World 2 wcielamy się w eksploratora-górnika imieniem Ben, który wraz ze swoją przyjaciółką inżynierką oraz wysłużonym robotem-pająkiem eksploruje kolejne jaskinie rozmieszczone na ścianie. Celem jest szukanie surowców, zapomnianych technologii i odpowiedzi na pytanie, co właściwie kryje się głębiej. Tutaj ciekawostka: swój pojazd możemy nazwać i w moim przypadku walker dostał imię Truskawka. Tak czy inaczej, nasi bohaterowie, po wydarzeniach z pierwszej części gry, w której pokonali coś zwanego Białym Pająkiem, trafiają na dziwną jaskinię oraz bariery blokujące dalszą drogę. Nie będę udawał, że wszystko zrozumiałem od razu, bo w pierwszą część nie grałem, ale ogólny kierunek jest jasny: trzeba się przekopać, rozwinąć sprzęt i znaleźć technologię potrzebną do odkrycia tajemnicy muru.

Historia w Wall World 2 jest całkiem niezła i w zasadzie to ona najbardziej trzymała mnie przy tej grze. Jest opowiedziana w taki sposób, że chce się jej słuchać, a polska wersja językowa wypada naprawdę dobrze. Dialogi brzmią swojsko, widać, że były robione ręcznie, a nie przez AI, bo pojawiają się tu nawet drobne błędy ortograficzne. To bardziej dygresja niż rzeczywista wada albo zaleta, ale trochę mnie to rozbawiło. Do tego dochodzi kilka wątków pobocznych, jak poszukiwanie zaginionego robokota jednego z bywalców tutejszej knajpy. Ogólnie Wall World 2 przypomina zlepek różnych pomysłów znanych z innych gier i akurat tutaj dość wyraźnie widać inspiracje kultowym Dave the Diver. Mamy odkrywanie tajemnic kolejnych warstw, spokojniejsze momenty między wyprawami i luźne zadania poboczne, które próbują nadać temu światu trochę więcej charakteru.
Rozgrywka w Wall World 2 jest jednak bardzo schematyczna, typowa dla gatunku roguelite. Przygotowujemy się do kolejnej misji na ścianie, ruszamy w teren, kopiemy, zbieramy surowce i co jakiś czas wracamy do pająka, żeby kupić ulepszenia. Potem ponawiamy cały proces. Roguelite to trochę gatunek pułapka, bo musi mieć na tyle ciekawy rdzeń rozgrywki, żeby chciało się go powtarzać kilkanaście albo kilkadziesiąt razy w podobnych warunkach. Przykładem gry, w której działało to bardzo dobrze, jest chociażby Elden Ring: Nightreign, gdzie system walki i rozwój postaci sprawiają, że kolejne podejścia na tej samej mapie potrafią wyglądać inaczej. Wall World 2 niestety ma z tym dużo większy problem.

Tutaj bardzo szybko zaczynamy czuć znużenie, bo gra wymusza ciągłe powroty do pająka i rozwijanie bohatera w bardzo podobny sposób. Nie ma klas postaci, nie ma dużej swobody budowania własnego stylu, są za to nowe bronie i gadżety, które możemy znaleźć podczas wypraw. Problem polega na tym, że nigdy nie mamy gwarancji, że coś sensownego wpadnie nam w ręce, a nawet jeżeli już znajdziemy nowy sprzęt, to nie zawsze jest on na tyle przydatny, żeby warto było inwestować w niego cenne surowce. W praktyce co podejście rozwijamy więc ten sam karabin, tę samą szybkość kopania i tę samą pojemność zasobnika na materiały, żeby trochę rzadziej wracać do pająka. Ta pętla już po dwóch godzinach robi się męcząca. Gra próbuje oczywiście w różny sposób utrzymać naszą uwagę. Pojawiają się gniazda wrogów w jaskiniach, kolce zadające obrażenia, różne zagrożenia środowiskowe oraz losowe wydarzenia, które mają wybić nas z rytmu. Tylko że Wall World 2 zbyt słabo różnicuje kolejne podejścia, żeby naprawdę angażować. Owszem, nowe uzbrojenie i gadżety potrafią czasami odświeżyć wyprawę, a rozwój bohatera i pająka jest odczuwalny, ale to nadal bardziej kosmetyka niż realna zmiana sposobu gry. A przy roguelite to jest bardzo poważny problem.
Wall World 2 trochę przyspiesza po wykupieniu kolejnych ulepszeń. Lepsza broń górnika pozwala radzić sobie z trudniejszymi wyzwaniami, mocniejszy laser szybciej przebija kolejne bloki, a dodatkowe narzędzia skracają najbardziej mozolne fragmenty kopania. Jednocześnie nie możemy zabierać ze sobą żadnego uzbrojenia pająka, więc jesteśmy skazani na to, co znajdziemy w kopalniach. A nie oszukujmy się, przynajmniej połowa tych zabawek do niczego się nie nadaje i wypada gorzej niż standardowy karabin maszynowy, który dostajemy na początku każdej misji, zwłaszcza kiedy porządnie go ulepszymy. Lepsze buty, silniejszy laser czy bomba niszcząca kilka pierwszych bloków w kopalni tylko trochę przyspieszają grę, ale nie zmieniają samej pętli. A ta jest brutalnie identyczna za każdym razem. W zasadzie gdyby nie to, że musiałem przygotować recenzję Wall World 2 i byłem szczerze ciekawy, co wydarzy się dalej w historii, pewnie rzuciłbym tę grę znacznie wcześniej. To jeden z tych przypadków, gdzie świat i fabuła ciągną produkcję mocniej niż sama rozgrywka. Niby wszystko działa, niby rozwój jest czytelny, niby kolejne ulepszenia dają poczucie progresu, ale po kilku podejściach zaczynamy grać bardziej z obowiązku niż z przyjemności.

Wall World 2 ma też bardzo specyficzny poziom trudności. Przez większość zabawy gra jest dość łatwa, nawet podczas trudniejszych misji. Na ekranie widzimy licznik pokazujący, kiedy pojawi się kolejna fala wrogów atakujących naszego pająka. Jeżeli go stracimy, przegrywamy wyprawę i tracimy wszystkie zdobycze z misji. Jest jednak jedna rzecz, której kompletnie nie rozumiem. Po co jest ten licznik, skoro gra i tak co jakiś czas rzuca w nas fale przeciwników niezależnie od tego, co pokazuje? Chodzi o czujność? Element zaskoczenia? Karę za to, że gracz na chwilę zaczął się dobrze bawić?
I tak musimy regularnie wracać po własnych śladach, żeby oddać materiały, kupić ulepszenia i obronić pająka. Potem wracamy jeszcze raz, bo uruchomiło się wydarzenie losowe. Potem znowu, bo alarm. Wall World 2 bardzo szybko przestaje dawać frajdę, a zaczyna po prostu męczyć. Gra nie staje się trudna w satysfakcjonujący sposób. Nie jest też brutalna w takim sensie, że każdy błąd może zakończyć podejście, chyba że kompletnie zignorujemy alarm. To raczej trudność przez przeszkadzanie i ciągłe przerywanie rytmu. A kiedy przed chwilą wracaliśmy do pająka, po czym gra każe nam zrobić to jeszcze raz, trudno nie przewrócić oczami.

Graficznie Wall World 2 jest bardzo nieoryginalne. To kolejny podobnie wyglądający roguelite i kolejny indyk próbujący zachęcić nas pixelartową retro stylistyką, która od dziesięciu lat nie jest już specjalnie retro, bo każdego miesiąca powstają dziesiątki niemal identycznych gier. Drugi plan potrafi wyglądać naprawdę ładnie, zwłaszcza kiedy w tle widzimy wielkie ruiny, miasta na murze albo fragmenty świata sugerujące większą tajemnicę. Problem w tym, że najważniejszy jest pierwszy plan, a tam animacje, wrogowie i modele są bardzo powtarzalne oraz generyczne. Gra potrafi nudzić nawet swoim wyglądem. Podobnie wypada warstwa dźwiękowa. Zamiast pełnych głosów dostajemy pomruki i charakterystyczne odgłosy dialogowe, które słyszeliśmy już w setkach podobnych produkcji. Próbuje się nam sprzedać retro stylistykę, a ja coraz częściej mam wrażenie, że to po prostu chodzenie na skróty. Pixel art może być piękny i wyrazisty, ale tutaj brakuje mocnego artystycznego sznytu, który uzasadniałby taki kierunek. Wall World 2 nie wygląda źle, ale wygląda tak, jakby chciało się wtopić w tłum innych niezależnych gier, a nie zbudować własną tożsamość.
Wall World 2 ma kilka zalet. Świat jest ciekawy, historia potrafi zaciekawić, misje fabularne są całkiem przyjemne, a system rozwoju bohatera i pająka daje odczuwalne poczucie postępu. Do tego dochodzą różne bronie i gadżety, które przynajmniej na papierze powinny urozmaicać kolejne wyprawy. Problem w tym, że sama rozgrywka jest zbyt żmudna, zbyt powtarzalna i zbyt często przerywana przez powroty, alarmy oraz losowe wydarzenia. To nie jest ten rodzaj roguelite, w którym po porażce od razu chce się kliknąć „jeszcze raz”. Tutaj częściej pojawia się myśl: „dobra, może wystarczy”.

W praktyce kolejne podejścia są między sobą zbyt podobne, żeby Wall World 2 dawało realną przyjemność i satysfakcję. Długie misje, potrafiące trwać nawet około 20 minut, nie zachęcają do ryzyka, bo utrata wszystkiego po walce z bossem i anulowanie całego postępu wyprawy jest bardziej frustrujące niż motywujące. Jestem w stanie polecić tę grę chyba tylko dużym fanom gatunku, którzy naprawdę lubią powtarzalne pętle, powolne ulepszanie sprzętu i kopanie kolejnych tuneli w poszukiwaniu surowców. Jeżeli szukacie czegoś dynamicznego, różnorodnego i stale zaskakującego, Wall World 2 raczej nie będzie dobrym wyborem. Gra szybko potrafi wynudzić, a na końcu nie daje wystarczająco dużo satysfakcji, żeby wynagrodzić wszystkie powtórki.
Wall World 2 możesz kupić w Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Całkiem przyjemne misje fabularne
- Zróżnicowane uzbrojenie i gadżety
- Odczuwalny system rozwoju bohatera i naszego pająka
Cons
- Dziwny poziom trudności związany z losowymi wydarzeniami
- Bardzo generyczna, podobna do innych gier niezależnych



