Go Home Annie to gra, która próbuje przenieść na ekran część popularnych w horrorowej niszy zjawisk SCP. To wciąż dość wąski temat, o którym wiele osób nigdy nie słyszało, więc pytanie brzmi: czy ten tytuł będzie ciekawy wyłącznie dla fanów internetowych legend, czy także dla graczy, którzy po prostu szukają nietypowego horroru z intrygującym klimatem? Zapraszam do recenzji gry Go Home Annie opartej na wersji na PlayStation 5.
SCP to fikcyjne uniwersum internetowe, którego nazwa pochodzi od słów Secure, Contain, Protect. W jego centrum znajduje się tajemnicza fundacja zajmująca się badaniem, katalogowaniem i ukrywaniem wszelkiej maści anomalii, dziwnych bytów, przedmiotów i miejsc wymykających się logice. To trochę mieszanka klimatu znanego z Control, Alana Wake’a i creepypast, tylko ubrana w formę pseudo-naukowej dokumentacji. W tym świecie zwykła kamera może pokazywać alternatywne rzeczywistości, wanna może prowadzić rozmowę, a niepozorny dom może okazać się pułapką, z której nie ma wyjścia. Najciekawsze jest jednak to, że SCP powstaje oddolnie, bo tworzą je sami użytkownicy i pasjonaci tej specyficznej grozy. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, Go Home Annie już na starcie ma czym przyciągnąć uwagę.

W grze Go Home Annie wcielamy się w tytułową Annie, pracownicę organizacji zajmującej się badaniem oraz odtwarzaniem różnych zjawisk SCP. Sytuacja szybko okazuje się jednak bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Długa praca przy eksperymentach, regularne ingerencje w pamięć i tajemnicze procedury sprawiają, że bohaterka sama zaczyna mieć coraz poważniejsze problemy z odróżnieniem prawdy od manipulacji. Do tego dochodzi niepokojące zainteresowanie ze strony przełożonego oraz wątek zaginionego ojca, który z czasem zaczyna nabierać coraz większego znaczenia. I właśnie tutaj Go Home Annie wypada najlepiej, bo potrafi zbudować poczucie niepewności i sprawić, że przez dłuższą chwilę naprawdę chcemy wiedzieć, co jest częścią eksperymentu, a co realnym zagrożeniem.

Historia została przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby i trzeba przyznać, że ma w sobie sporo ciekawych pomysłów. Gra regularnie podrzuca smaczki związane z uniwersum SCP, od niepokojących obiektów ukrytych w laboratoriach, po drobne anomalie rozsiane po lokacjach. Są tu dziwne figurki, niepokojące notatki, eksperymenty wymykające się spod kontroli i kilka momentów, które autentycznie zapadają w pamięć. Problem polega jednak na tym, że ogromna część tego klimatu opiera się na tekstach, dokumentach i opisach, a Go Home Annie nie otrzymało polskiej wersji językowej. W przypadku gry, której największą siłą jest świat przedstawiony i jego warstwa fabularna, to naprawdę spory minus. Powiem wprost: jeśli nie czujesz się swobodnie z angielskim albo nie masz ochoty czytać dużej liczby notatek, spora część uroku tego tytułu po prostu cię ominie.
Sama rozgrywka w Go Home Annie jest zaskakująco zróżnicowana, choć jednocześnie bardzo krótka. Całość można ukończyć w około trzy godziny, nawet jeśli po drodze kilka razy powinie się noga przy bardziej stresujących fragmentach. Gra zaczyna się dość spokojnie, od eksploracji domu i korzystania z kamery ujawniającej ukryte przejścia czy alternatywne elementy otoczenia. Później tempo i charakter zabawy regularnie się zmieniają. Raz eksplorujemy laboratoria i rozwiązujemy zagadki, innym razem uciekamy przed zagrożeniem, trafiamy do bardziej surrealistycznych sekwencji, a nawet bierzemy udział w pościgu samochodowym czy prostszych starciach z przeciwnikami. Jak na tak krótki tytuł, dzieje się tu naprawdę sporo i trudno odmówić twórcom pomysłowości.

Właśnie ta różnorodność jest jednocześnie jedną z największych zalet i jednym z problemów Go Home Annie. Z jednej strony trudno się nudzić, bo gra co chwilę pokazuje coś nowego. Z drugiej wiele mechanik pojawia się dosłownie na moment i zanim zdążą się dobrze rozkręcić, już znikają. Sprawia to wrażenie, jakby twórcy mieli sporo fajnych pomysłów, ale nie zdecydowali się żadnego z nich rozwinąć na tyle, by stał się prawdziwym filarem rozgrywki. W efekcie Go Home Annie przypomina nieco zestaw ciekawych koncepcji połączonych w jedną kampanię, zamiast horroru z jednym mocnym, charakterystycznym rdzeniem.
Mimo to gra potrafi dostarczyć naprawdę świetnych pojedynczych scen. Rozmowa z tajemniczym, rozprutym jeleniem na drodze to jeden z tych momentów, które zostają w głowie na długo. Podobnie dobrze wypadają fragmenty związane z ukrywaniem się przed bardziej nieprzewidywalnymi istotami. Szczególnie dobrze zapamiętałem potwora złożonego z zakrwawionych dłoni, który porusza się w dziwny, niemal absurdalny sposób, odbijając się jak piłka. Przez to trudno wyczuć jego trasę i trzeba metodą prób i błędów zrozumieć, jak działa to zagrożenie. W takich chwilach Go Home Annie naprawdę błyszczy, bo łączy dziwność SCP z autentycznym napięciem i poczuciem obcowania z czymś nienaturalnym.

Niestety, nie wszystkie elementy działają równie dobrze. Graficznie Go Home Annie prezentuje się po prostu poprawnie. Większość modeli jest dość podstawowa, lokacje często wyglądają przeciętnie, a postacie ludzkie nie robią najlepszego wrażenia. Są tutaj pojedyncze przebłyski kreatywności, zwłaszcza w momentach zabawy perspektywą czy podczas wejścia do bardziej nierealnych przestrzeni, gdzie świat nagle przestaje zachowywać się zgodnie z logiką. Problem w tym, że takich scen jest za mało. Przez większą część gry oglądamy monotonne korytarze laboratoriów albo mało klimatyczne lokacje zewnętrzne, które nie budują odpowiedniego napięcia. Jak na horror oparty na anomaliach i dziwności, wizualnie można było wycisnąć z tego świata znacznie więcej.
Podobne odczucia mam względem warstwy audio. Muzyka i udźwiękowienie momentami dają radę, a niektóre elementy tła, jak choćby radiowe audycje czy pojedyncze komunikaty, budują odpowiedni nastrój. Niestety dialogi często wypadają zaskakująco blado. Wiele kwestii zostało zagranych zbyt monotonnie, bez emocji i bez ciężaru, który powinien towarzyszyć historii pełnej tajemnic, manipulacji pamięcią i ukrytych zagrożeń. Zamiast wzmacniać klimat, potrafią więc niepotrzebnie wybijać z immersji.

Go Home Annie to więc gra ciekawa, momentami naprawdę wyjątkowa, ale też wyraźnie nierówna. Największą siłą pozostaje tutaj klimat pełen smaczków ze świata SCP, sporo sekretów i detali wartych znalezienia oraz kilka bardzo udanych, zapamiętywalnych sekwencji. Na plus trzeba też zaliczyć zróżnicowaną rozgrywkę i kilka zagadek, które faktycznie potrafią zaskoczyć pomysłem. Z drugiej strony mamy krótki czas trwania, brak polskiej wersji językowej i poczucie, że poza kilkoma mocnymi momentami grze zwyczajnie brakuje charakteru oraz pazura. To tytuł solidny i dopracowany technicznie, ale nie taki, który w pełni wykorzystuje potencjał swojego kapitalnego uniwersum.
Jeśli interesuje cię SCP, lubisz dziwne, niepokojące historie i jesteś w stanie zaakceptować bardziej kameralny, nierówny horror, Go Home Annie może ci się spodobać. Jeżeli jednak liczysz na intensywną, mocną przygodę, która przez cały czas trzyma wysoki poziom i wykorzystuje temat na sto procent, raczej zabraknie tu tego czegoś. To nie jest zła gra. To po prostu jedna z tych produkcji, przy których najbardziej pamięta się nie całość, a pojedyncze świetne momenty. A jeżeli chcesz zainteresować się SCP, to zachęcam by obejrzeć stronę SCP Foundation.
Podsumowanie
Pros
- Sporo sekretów oraz szczegółów wartych znalezienia
- Zróżnicowana rozgrywka
- Niektóre zagadki i wyzwania są wyjątkowe
Cons
- Brak polskiej wersji językowej
- Bardzo krótka



