Penn Cole – Burn of the Everflame: co trzeba pamiętać przed finałem serii Klątwa Przodków? Przypominamy najważniejsze wydarzenia cyklu.
Po kilku latach czekania historia Diem Bellator wreszcie zmierza do zakończenia. Burn of the Everflame będzie czwartym i ostatnim tomem The Kindred’s Curse Saga, znanej w Polsce jako Klątwa Przodków, a anglojęzyczna premiera książki została wyznaczona na 8 września 2026 roku. Na polski przekład finału trzeba będzie jeszcze poczekać – Penn Cole informuje obecnie, że szczegóły dotyczące tłumaczonych wydań zostaną podane później.
W przypadku polskiego wydania warto również pamiętać o jednej rzeczy. Oryginalne Heat of the Everflame jest trzecim tomem cyklu, ale u nas Żar Wiecznego Płomienia został podzielony na dwie części. Nie oznacza to więc, że polscy czytelnicy mają za sobą już cztery tomy. Burn of the Everflame pozostaje właściwym tomem czwartym i finałem całej historii.
Zobacz też: Klątwa Przodków – w jakiej kolejności czytać książki Penn Cole?
Przed nami oczywiście spoilery ze wszystkich dotychczasowych części. I to duże spoilery, łącznie z zakończeniem Żaru Wiecznego Płomienia.
Wszystko zaczęło się od Diem, która miała być zwyczajną śmiertelniczką
Na początku Iskry Wiecznego Płomienia Diem Bellator nie wie właściwie niczego o swojej prawdziwej naturze. Jest uzdrowicielką wychowaną wśród śmiertelników i żyje w świecie podporządkowanym Potomkom, czyli obdarzonym magią potomkom boskich Kindredów. Największą tajemnicą jej życia pozostaje Auralie, matka Diem, która nagle znika. Dopiero później okazuje się, że praktycznie całe dzieciństwo córki było jednym wielkim planem ukrywania prawdy.
Kluczowe znaczenie ma flameroot. Auralie przez lata podawała go Diem, ponieważ roślina tłumiła jej magię. Dziewczyna przez większość życia była więc przekonana, że należy wyłącznie do świata śmiertelników, podczas gdy w rzeczywistości drzemała w niej moc, której nawet Potomkowie nie potrafili do końca zrozumieć. Równolegle Diem zostaje wciągnięta w działalność Strażników Wiecznego Płomienia.
Henri, jej przyjaciel z dzieciństwa i ówczesny ukochany, wierzy, że jedynym sposobem na zakończenie ucisku śmiertelników jest otwarta walka z Potomkami. Początkowo Diem sympatyzuje z buntem, lecz kolejne zamachy i ofiary pokazują jej, że granica pomiędzy walką o wolność a zwykłą zemstą może być bardzo cienka. I właśnie wtedy pojawia się Luther Corbois.

Luther nie okazał się człowiekiem, za którego Diem go uważała
Relacja Diem i Luthera od początku została zbudowana na nieufności. Dla niej jest przedstawicielem uprzywilejowanej klasy, księciem i potencjalnym symbolem wszystkiego, przeciwko czemu buntują się śmiertelnicy. Luther z kolei szybko orientuje się, że Diem nie jest zwykłą uzdrowicielką. Im więcej Diem dowiaduje się o księciu, tym mniej pasuje on do prostego podziału świata na dobrych śmiertelników i złych Potomków. Luther od dawna pomaga mieszańcom i osobom, które według obowiązującego systemu powinny zostać ukarane. W Blasku Wiecznego Płomienia wyjawia również jedną ze swoich największych tajemnic: sam ma śmiertelną krew.
Jest to ważne nie tylko dla romansu. Luther staje się dla Diem dowodem, że świat, który znała, nie jest tak czarno-biały, jak przedstawiali go Strażnicy. Pod koniec pierwszego tomu umierający król Ulther zostawia po sobie jeszcze większy problem. Korona Lumnos wybiera Diem. Dziewczyna, która całe życie uważała się za śmiertelniczkę, staje się następczynią tronu jednego z królestw Potomków.
Korona Lumnos całkowicie zmieniła pozycję Diem
Blask Wiecznego Płomienia jest w dużej mierze historią Diem próbującej przeżyć w świecie, którego zasad nigdy jej nie nauczono. Po pojawieniu się Korony rozpoczyna się okres wyzwań. Inne rody mogą zakwestionować prawo Diem do tronu, a fakt, że nowa królowa została wychowana jako śmiertelniczka, tylko pogarsza sytuację. Do tego dochodzi śmierć Andreia, człowieka, którego Diem przez całe życie uważała za swojego ojca. Jego śmierć jest kolejnym momentem, w którym osobisty konflikt bohaterki zostaje nierozerwalnie połączony z wojną pomiędzy Potomkami i śmiertelnikami.
Podczas właściwego Challengingu Diem ostatecznie wybiera Rhona Ghislaine’a. Właśnie wtedy w pełni ujawnia skalę swoich możliwości. Potrafi korzystać jednocześnie z mocy światła i cienia, a magia innych nie działa na nią w taki sposób, jak powinna. Po zwycięstwie wydaje się, że najtrudniejszy etap ma za sobą. Oczywiście byłoby zbyt łatwo Podczas rytuału koronacyjnego na Coeurîle krew Diem trafia na heartstone, artefakt będący fundamentem magii wiążącej królestwa Emarionu. Kamień pęka, ceremonia zostaje przerwana, dochodzi do eksplozji, a w chaosie pojawia się zaginiona Auralie. To właśnie od konsekwencji tej katastrofy rozpoczyna się Żar Wiecznego Płomienia.

Auralie była znacznie bardziej zaangażowana w bunt, niż Diem sądziła
Trzeci tom odsłania właściwie całą skalę sekretów Auralie. Matka Diem nie była jedynie uzdrowicielką próbującą ochronić córkę. Przez lata funkcjonowała pomiędzy światem Potomków i Strażników, była szpiegiem, a ostatecznie została jedną z najważniejszych osób w rebelii. Po wydarzeniach na Coeurîle Diem trafia w ręce Strażników. Jest przetrzymywana, ponownie otrzymuje flameroot, a jej krew zostaje wykorzystywana przez buntowników. Jednocześnie dowiaduje się, że Auralie została schwytana i oczekuje na egzekucję w Fortos.
Ratowanie matki prowadzi do kolejnej ogromnej zmiany sytuacji politycznej. Diem zabija władcę Fortos i przejmuje jego Koronę. Później okazuje się również, że po śmierci władcy Montios to właśnie ona została wybrana przez kolejną Koronę. Lumnos przestaje więc być jedynym królestwem, za które odpowiada.
Najważniejszym odkryciem całego Żaru jest Ophiucae
Jeśli przed Burn of the Everflame trzeba przypomnieć sobie jedno nazwisko, jest nim zdecydowanie Ophiucae – to biologiczny ojciec Diem. Auralie poznała go wiele lat wcześniej na Coeurîle. Początkowo widziała w nim więźnia i sprzymierzeńca śmiertelników. Ich relacja doprowadziła do narodzin Diem, ale Ophiucae coraz bardziej obsesyjnie interesował się mocą własnego dziecka. Auralie w końcu zaatakowała go godstone’em i uciekła z córką, przekonana, że go zabiła.
Nie zabiła.
Ophiucae przeżył i okazuje się bezpośrednio związany z jedną z największych zbrodni w historii Emarionu. Przez cały cykl poznajemy dziewięciu Kindredów i dziewięć odpowiadających im królestw. W „Żarze Wiecznego Płomienia” wychodzi na jaw, że kiedyś istniał również dziesiąty. Był nim Omnos. Pozostali Kindredowie obawiali się jego mocy. Zwabili go na Coeurîle, gdzie magia nie działała w normalny sposób, zabili, przejęli jego ziemie i wymazali jego istnienie z historii. Ophiucae jest potomkiem tej zapomnianej linii, a Diem jego córką.
Nagle określenia dotyczące Diem jako córki zapomnianych przestają być tajemniczymi przepowiedniami. Diem jest dziedziczką tego, co Emarion próbował wymazać.

Diem i Ophiucae są do siebie niepokojąco podobni
Ophiucae nie jest tylko kolejnym potężnym przeciwnikiem. Jego istnienie tłumaczy wiele rzeczy, które wcześniej wydawały się anomaliami. Podobnie jak Diem potrafi pochłaniać lub neutralizować magię. Moce innych Potomków nie działają na niego zgodnie ze standardowymi zasadami. Przetrwał również coś, co powinno go zabić. Diem zaczyna posiadać zdolności związane z wieloma królestwami, a kolejne Korony mogą przechodzić właśnie na nią. Jej potęga rośnie tak szybko, że pozostali władcy zaczynają widzieć w niej nie wybawicielkę, lecz potencjalnie jeszcze większe zagrożenie niż Ophiucae.
Problem polega na tym, że cel Ophiucae nie jest całkowicie pozbawiony podstaw. Jego przodek został zdradzony i wymazany z historii. Śmiertelnicy rzeczywiście byli przez pokolenia traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Emarion faktycznie zbudowano na przemocy i kłamstwie. Diem różni się jednak od ojca metodą. Ona chce zmienić system. Ophiucae coraz bardziej zmierza w stronę całkowitego zniszczenia Potomków. I właśnie ten konflikt ma znaleźć się w centrum finału.
Krew Diem może być ważniejsza niż wszystkie jej Korony
Żar Wiecznego Płomienia ujawnia jeszcze jedną rzecz, o której bardzo łatwo zapomnieć w natłoku polityki, romansów i kolejnych nowych mocy – krew Diem neutralizuje działanie godstone’u. Odkrycie następuje właściwie przypadkiem, kiedy jej krew trafia do przygotowywanego lekarstwa. Później okazuje się, że może ratować Potomków zatrutych substancją, która przez pokolenia uchodziła za jeden z niewielu pewnych sposobów ich zabicia.
To ma ogromne znaczenie dla ostatniej sceny tomu. Ale zanim do niej dojdziemy, Diem zdobywa jeszcze jedną Koronę.

Na początku Burn of the Everflame Diem posiada cztery Korony
Pod koniec Żaru Wiecznego Płomienia Diem kontroluje już Lumnos, Fortos i Montios. Czwarta zostaje jej przekazana w najbardziej brutalny możliwy sposób. Yrselle, królowa Umbros, ostatecznie decyduje się poprzeć Diem. Zanim kończy głosowanie, zostaje zaatakowana przez władcę Ignios przy użyciu godstone’u. Umiera, a jej Korona przechodzi na Diem. Oznacza to, że bohaterka kończy trzeci tom jako posiadaczka aż czterech Koron.
Dla innych władców jest to sytuacja niemal niewyobrażalna. Jedna osoba posiada władzę nad niemal połową Emarionu, potrafi korzystać z magii różnych królestw i ma bezpośredni związek z dziesiątym, wymazanym Kindredem. Nic dziwnego, że zaczynają panikować.
Doriel zdradza Diem, a Coeurîle staje się więzieniem
Diem próbuje doprowadzić do współpracy Koron przeciwko Ophiucae. Zamiast tego pozostali władcy postanawiają rozwiązać problem na swój sposób. Doriel wykorzystuje Tellera jako zakładnika i zmusza Diem do udziału w zmianie magii chroniącej Coeurîle. Nowe zaklęcie sprawia, że Diem zostaje przywiązana do wyspy, a osoby pozbawione Korony nie mogą na niej pozostać bez ryzyka śmierci. Luther, Teller i Perthe próbują się wydostać. Pojawia się Sorae, ale nie wszystkich można uratować – Perthe zostaje na wyspie i ginie, Diem pozostaje sama… i wtedy pojawia się władca Ignios.

Tak kończy się Żar Wiecznego Płomienia
Król Ignios wbija Diem ostrze z godstone’u prosto w serce. Bohaterka pada na ziemię i wszystko wskazuje na to, że umiera. To jeden z najbardziej brutalnych cliffhangerów całej serii, ale jednocześnie Penn Cole wcześniej zostawiła wystarczająco dużo elementów, żeby nie traktować tej sceny jako definitywnej śmierci Diem. Jej własna krew jest lekarstwem na godstone, a Ophiucae przeżył w przeszłości bardzo podobne obrażenia. Sam koniec Żaru pozostawia jednak jej rzeczywisty stan nierozstrzygnięty. I w tym dokładnie miejscu rozpoczyna się oczekiwanie na finał.
Co wiemy o Burn of the Everflame?
Oficjalny opis ostatniego tomu nie pozostawia wątpliwości, że Emarion znajduje się już w stanie pełnej wojny. Na północy Ophiucae zbiera armię śmiertelników i zamierza pozbyć się Potomków. Na południu Strażnicy Wiecznego Płomienia przygotowują własną rebelię. Korony zostają zmuszone do zawarcia sojuszu, chociaż jeszcze chwilę wcześniej próbowały pozbyć się Diem. Opis książki zwraca również szczególną uwagę na więź pomiędzy Diem i Lutherem oraz sugeruje, że rozdzielenie tej dwójki będzie miało znacznie większe konsekwencje niż tylko złamane serce.
Przed finałem pozostaje więc kilka ogromnych niewiadomych. Czy Diem przeżyje cios godstone’em? Co dokładnie oznacza jej dziedzictwo Omnosa? Dlaczego potrafi przejmować kolejne Korony? Czy jej przeznaczeniem rzeczywiście jest zniszczenie istniejącego systemu, czy odbudowanie go w zupełnie nowej formie? I przede wszystkim: czy Ophiucae naprawdę jest największym wrogiem tej historii, skoro wiele jego zarzutów wobec Koron okazuje się prawdziwych?
Klątwa Przodków zaczynała się jak romantasy o dziewczynie wciągniętej pomiędzy buntowników i tajemniczego księcia. Przed Burn of the Everflame nie zostało już wiele z tej prostoty. Diem jest królową czterech królestw, córką potomka zapomnianego boga, żywym lekarstwem na jedną z najgroźniejszych substancji świata i osobą, której istnienie może doprowadzić do całkowitego przebudowania Emarionu. A do tego ostatni raz widzieliśmy ją z mieczem wbitym prosto w serce. Trudno wyobrazić sobie lepszy punkt wyjścia do finału.



