Google wciska AI do wyszukiwarki, a użytkownicy uciekają do DuckDuckGo


Google zapowiedziało jedną z największych zmian w historii swojej wyszukiwarki, ale reakcja części użytkowników pokazuje, że nie wszyscy chcą świata, w którym klasyczne wyniki wyszukiwania zostają zastąpione odpowiedziami generowanymi przez sztuczną inteligencję. Po prezentacji nowych funkcji podczas konferencji Google I/O coraz więcej osób zaczęło szukać alternatywy, a największym beneficjentem tej sytuacji okazuje się DuckDuckGo, czyli wyszukiwarka od lat budująca swoją markę na prywatności i większej kontroli użytkownika.

Google od dawna rozwija funkcje oparte na sztucznej inteligencji, ale najnowsze zapowiedzi są czymś więcej niż tylko kolejną nakładką na wyniki wyszukiwania. Firma chce, by tradycyjna lista linków coraz częściej ustępowała miejsca agentowi AI, który nie tylko odpowiada na pytania, ale też wykonuje zadania, analizuje informacje i działa w tle. To dobrze wpisuje się w szerszy kierunek firmy, o którym pisaliśmy już przy okazji tekstu o zakupach sterowanych przez Gemini i Universal Cart. Dla części użytkowników to wygoda. Dla innych to moment, w którym Google przestaje być prostą wyszukiwarką, a staje się czymś znacznie bardziej inwazyjnym i mniej przewidywalnym. Ten opór dobrze podsumowuje zdanie, które coraz częściej pojawia się w dyskusjach po zmianach ogłoszonych przez Google: „Google już nie jest Google”. Problem nie polega wyłącznie na tym, że sztuczna inteligencja pojawia się w wyszukiwarce. Chodzi przede wszystkim o brak jasnego wyboru.

Wielu użytkowników nie chce, aby AI odpowiadała za interpretowanie każdego zapytania, podsuwała gotowe streszczenia albo przykrywała zwykłe linki do stron. Część osób chce po prostu wpisać hasło, zobaczyć wyniki i samodzielnie zdecydować, w co kliknąć. To szczególnie ważne, bo Google już wcześniej budziło emocje zmianami związanymi ze sztuczną inteligencją, czego przykładem była sprawa Chrome, który według doniesień mógł po cichu pobierać lokalny model AI zajmujący około 4 GB miejsca. DuckDuckGo twierdzi, że po zapowiedziach Google zauważyło wyraźny wzrost zainteresowania swoją aplikacją w Stanach Zjednoczonych. Według danych firmy instalacje aplikacji wzrosły średnio o 18,1% tydzień do tygodnia w okresie od 20 do 25 maja w porównaniu z poprzednim tygodniem. Największy skok miał nastąpić 25 maja, kiedy wzrost wyniósł 30,5%. Jeszcze mocniej sytuacja wyglądała na iOS, gdzie średni wzrost instalacji miał sięgnąć 33%, a w szczytowym momencie nawet 69,9%.

To ważne, bo DuckDuckGo od lat próbuje przebić się przez dominację Google, ale mimo rozpoznawalnej marki nadal pozostaje niszową alternatywą. W Stanach Zjednoczonych jego udział w rynku wyszukiwania wynosi około 2%. Do tej pory głównym argumentem DuckDuckGo była prywatność. Teraz doszedł drugi, potencjalnie jeszcze bardziej zrozumiały dla zwykłego użytkownika: możliwość korzystania z wyszukiwarki bez narzuconej sztucznej inteligencji. Firma szczególnie promuje stronę noai.duckduckgo.com, która domyślnie wyłącza funkcje AI, w tym odpowiedzi wspomagane sztuczną inteligencją oraz obrazy generowane przez AI. Według DuckDuckGo odwiedziny tej strony wzrosły średnio o 22,7% tydzień do tygodnia, a w szczytowym momencie wzrost sięgnął 27,7%. To pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o modną krytykę Google. Część użytkowników aktywnie szuka konkretnego sposobu na powrót do prostszego modelu wyszukiwania.

Szef DuckDuckGo, Gabriel Weinberg, uderzył w Google bardzo mocno, mówiąc, że firma „wpycha AI na siłę” i nie daje użytkownikom realnej możliwości rezygnacji. Według niego efektem nie są lepsze wyniki, ale pogorszenie jakości wyszukiwania. To argument, który może trafić do wielu osób, bo podobne zarzuty wobec Google pojawiają się od lat: coraz więcej reklam, coraz więcej modułów własnych usług, coraz mniej prostych linków i coraz więcej elementów, które odciągają użytkownika od otwartego internetu. Ten kierunek budzi dodatkowe pytania, bo Google nie ukrywa, że sztuczna inteligencja ma być coraz mocniej spleciona z wynikami wyszukiwania i modelem reklamowym. Pisaliśmy o tym szerzej w tekście o reklamach w wyszukiwarce AI, gdzie widać było, że nowa forma wyszukiwania nie oznacza końca komercyjnych wyników, lecz raczej ich przebudowę pod nową erę.

Kontrowersje wokół AI w wyszukiwarce nie są nowe. Już wcześniej użytkownicy zwracali uwagę, że odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję potrafią być błędne, uproszczone albo pozbawione kontekstu. Problem staje się jednak poważniejszy, gdy takie odpowiedzi pojawiają się nad klasycznymi wynikami i przejmują rolę pierwszego źródła informacji. Jeżeli użytkownik nie kliknie już w stronę, tylko zatrzyma się na odpowiedzi AI, traci na tym także otwarty internet: portale, blogi, fora, poradniki i wszystkie strony, które przez lata tworzyły treści indeksowane przez Google.

Właśnie dlatego krytycy zmian mówią, że nowa wersja wyszukiwarki może uderzyć w cały model funkcjonowania sieci. Google przez lata było bramą do internetu. Teraz coraz mocniej próbuje stać się miejscem, w którym użytkownik dostaje gotową odpowiedź bez konieczności odwiedzania innych stron. Dla Google może to oznaczać większą kontrolę nad ruchem i czasem spędzanym w ekosystemie firmy. Dla twórców treści może to oznaczać mniejszą widoczność, mniej kliknięć i trudniejszą walkę o odbiorców.

DuckDuckGo nie jest jednak wyszukiwarką całkowicie anty-AI. Firma oferuje własne narzędzie Duck.ai, które pozwala korzystać z modeli sztucznej inteligencji bez zakładania konta. Różnica polega na tym, że DuckDuckGo podkreśla dobrowolność i prywatność. Według firmy adres IP użytkownika jest ukrywany przed dostawcami modeli, rozmowy nie są wykorzystywane do trenowania AI, a historia ma być usuwana w określonym czasie. To wyraźnie inna narracja niż w przypadku Google, gdzie użytkownicy obawiają się, że AI staje się domyślną warstwą całego wyszukiwania.

DuckDuckGo ma też własne funkcje AI w wyszukiwarce, takie jak Search Assist czy filtr obrazów generowanych przez sztuczną inteligencję. Przedstawiciele firmy twierdzą jednak, że kluczowe jest nie samo istnienie takich narzędzi, ale możliwość zdecydowania, czy chce się z nich korzystać. To może być najważniejszy punkt całej dyskusji. Użytkownicy niekoniecznie odrzucają AI jako technologię. Wielu z nich odrzuca sytuację, w której AI staje się obowiązkowym pośrednikiem między człowiekiem a informacją. Dla Google to sygnał ostrzegawczy. Firma nadal dominuje na rynku wyszukiwania i trudno oczekiwać, że DuckDuckGo nagle zagrozi jej pozycji. Nawet duży procentowy wzrost instalacji nie oznacza jeszcze masowej migracji całego internetu. Ale sama reakcja użytkowników pokazuje, że granica cierpliwości istnieje. Jeżeli wyszukiwarka staje się zbyt skomplikowana, zbyt nachalna i zbyt mocno oparta na funkcjach, których nie da się łatwo wyłączyć, część ludzi zacznie szukać prostszej alternatywy.

Najciekawsze w tej historii jest to, że Google może paść ofiarą własnej ambicji. Firma chce pokazać, że prowadzi w wyścigu AI i potrafi przebudować najważniejszą usługę internetu pod nową epokę. Jednocześnie ryzykuje, że użytkownicy, którzy przez lata korzystali z Google z przyzwyczajenia, po raz pierwszy od dawna zadadzą sobie proste pytanie: czy ja naprawdę muszę tego używać? DuckDuckGo nie musi pokonać Google, by wygrać na tej zmianie. Wystarczy, że stanie się symbolem ucieczki od wyszukiwarki, która dla części osób przestała robić to, czego od niej oczekiwali.

Poprzednio Diablo 4 – wszyscy bossowie, lokacje i nagrody. Poradnik endgame
Następny Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu - recenzja - warto obejrzeć w kinie?