Assassin’s Creed Black Flag Resynced sprzedał dwa miliony egzemplarzy w ciągu pierwszych 24 godzin, ustanowił rekord serii na Steamie i zebrał bardzo dobre oceny. Dla Ubisoftu powinien to być moment świętowania jednego z największych sukcesów ostatnich lat. Tymczasem część ludzi odpowiedzialnych za powrót Edwarda Kenwaya zamiast premii i gratulacji dostała informację, że może stracić pracę. Ubisoft planuje restrukturyzację studia w Barcelonie, która może objąć do 51 osób, a pracownicy odpowiedzieli trzydniowym strajkiem.
Trzeba od razu zaznaczyć ważny szczegół: plan zwolnień nie został podjęty dopiero po zobaczeniu wyników sprzedaży Black Flag Resynced. Informacje o restrukturyzacji pojawiły się już w czerwcu, przed premierą gry. Nie zmienia to jednak wymowy całej sytuacji. Firma wiedziała, że zespół kończy pracę nad jedną z jej najważniejszych premier, a mimo to przygotowywała cięcia, które zbiegły się z największym sukcesem Assassin’s Creed na Steamie. To właśnie ten kontrast wywołał tak duże emocje. Black Flag Resynced zadebiutował 9 lipca 2026 roku. Ubisoft poinformował, że w pierwszej dobie sprzedano dwa miliony egzemplarzy, a na Steamie jednocześnie bawiło się maksymalnie 99 451 osób. Był to najlepszy wynik w historii całej serii na platformie Valve. Remake otrzymał również 85 procent na OpenCritic i 84 procent na Metacritic, stając się najwyżej ocenianą odsłoną marki od czasu oryginalnego Assassin’s Creed IV: Black Flag.
Głównym studiem odpowiedzialnym za remake było Ubisoft Singapore, ale przy produkcji pracowały także inne zespoły. Ubisoft Barcelona przygotował wszystkie podwodne poziomy, które należą do najbardziej chwalonych elementów nowej wersji. Według pracowników hiszpańskie studio uczestniczyło również w tworzeniu walk z bossami oraz abordażu statków. To nie był więc zespół dopisany symbolicznie do napisów końcowych, lecz grupa odpowiedzialna za konkretne i widoczne fragmenty gry. Najmocniej podsumował sytuację Manel Cota, animator techniczny i rozgrywki w Ubisoft Barcelona. Odpowiadając na pochwały dotyczące podwodnych lokacji, przypomniał, że stworzył je właśnie barceloński oddział. Dodał gorzko, że ten sam zespół jest obecnie zwalniany, ponieważ najwyraźniej na taką nagrodę zasłużył zdaniem Ubisoftu.
Thanks! Ubisoft Barcelona did all the underwater levels. And that same team is being fired right now because Ubisoft thinks thats what we deserve 🙂 https://t.co/rf3p4fGzlH
— Manel Cota (@MaNeo_O) July 13, 2026
Pracownicy rozpoczęli strajk trwający od 14 do 16 lipca. Protest został zorganizowany przez Coordinadora Sindical del Videojuego, działającą w ramach związku CGT. Zatrudnieni domagają się wycofania planu redukcji 51 stanowisk, mocniejszych gwarancji zatrudnienia na przyszłość, przywrócenia wcześniejszych zasad pracy zdalnej oraz realizacji zapowiadanych wcześniej awansów i podwyżek. Ich argument jest prosty: po latach pracy nad dużym projektem nie zobaczą owoców jego sukcesu, ponieważ część zespołu zostanie usunięta zaraz po premierze.
Ubisoft przedstawia sytuację inaczej. Firma twierdzi, że restrukturyzacja Barcelony jest częścią szerszego programu obniżania kosztów i przesuwania zasobów na strategiczne projekty. Studio miałoby w przyszłości zajmować się wyłącznie marką Rainbow Six. Wydawca podkreśla również, że redukcja do 51 stanowisk pozostaje propozycją, a ostateczna decyzja ma zapaść po zakończeniu konsultacji ze stroną pracowniczą. Formalnie los zatrudnionych nie jest więc jeszcze przesądzony.
Problem w tym, że podobne tłumaczenia stały się w branży gier niemal rutyną. Gdy produkcja ponosi porażkę, zwolnienia wyjaśnia się słabą sprzedażą. Gdy gra okazuje się sukcesem, cięcia uzasadnia się zmianą strategii, brakiem kolejnego projektu albo potrzebą poprawienia rentowności. Dla zwykłego pracownika rezultat jest taki sam: wynik gry coraz rzadziej daje jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Można stworzyć fragmenty świetnie ocenianej produkcji, sprzedać miliony kopii i nadal usłyszeć, że w nowej strukturze firmy nie ma już dla ciebie miejsca.

Ubisoft rzeczywiście znajduje się w trudnej sytuacji finansowej i od dłuższego czasu prowadzi szerokie oszczędności. Firma zamykała lub ograniczała kolejne oddziały, anulowała projekty i przebudowała organizację wokół najważniejszych marek. Dla kierownictwa Barcelona może być po prostu kolejną pozycją w planie redukcji kosztów. Z perspektywy pracowników i graczy wygląda to jednak jak dowód, że nawet udana premiera nie zatrzymuje korporacyjnego Excela.
Sprawa jest szczególnie niewygodna w kontekście sposobu, w jaki Ubisoft zarabia na nowym Black Flag. Niedawno pisaliśmy, że pełnopłatnemu remake’owi towarzyszą dodatkowe zakupy warte około 85 dolarów. Gracze płacą za podstawową wersję, edycje specjalne, kosmetyczne pakiety i ułatwienia, a firma chwali się rekordową sprzedażą. Jednocześnie osoby tworzące grę muszą walczyć o zachowanie swoich stanowisk. Trudno o bardziej czytelny obraz priorytetów współczesnej branży AAA. Zwolnienia mogą mieć znaczenie również dla samych graczy. Każde takie cięcie oznacza utratę doświadczenia, wiedzy o narzędziach oraz ludzi, którzy potrafią współpracować przy wielkich produkcjach rozdzielonych między kilka krajów. Studia wspierające są często niewidoczne w marketingu, ale bez nich największe gry Ubisoftu nie powstałyby w obecnej skali. Gdy po zakończeniu projektu rozmontowuje się gotowy zespół, kolejna produkcja musi częściowo budować te kompetencje od początku.
Najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy Ubisoft ma prawo zmieniać strukturę firmy. Oczywiście ma. Chodzi o to, czy sukces gry powinien w jakikolwiek sposób przekładać się na bezpieczeństwo ludzi, którzy go wypracowali. Jeżeli dwa miliony sprzedanych kopii w dobę, rekord Steam i dobre recenzje nie wystarczają nawet do zachowania zespołu, to co właściwie ma wystarczyć? Black Flag Resynced miał być dla Ubisoftu dowodem, że firma nadal potrafi wykorzystać siłę swoich największych marek. Stał się jednak również symbolem dużo mniej wygodnej prawdy o branży. Gracze mogą świętować udany powrót kultowej gry, inwestorzy mogą patrzeć na wyniki sprzedaży, ale część twórców patrzy dziś przede wszystkim na datę zakończenia pracy. I właśnie dlatego historia 51 osób z Barcelony wywołuje większe emocje niż kolejny rekord sprzedaży.




