Meta po raz kolejny znalazła się w centrum sporu o prywatność, sztuczną inteligencję i granice technologii noszonej na twarzy. W aplikacji Meta AI, używanej przez posiadaczy inteligentnych okularów Ray-Ban Meta oraz Oakley Meta, odnaleziono kod funkcji rozpoznawania twarzy nazwanej wewnętrznie NameTag. Firma twierdzi, że nic nie zostało jeszcze udostępnione użytkownikom i że to jedynie etap badania możliwych rozwiązań. Problem w tym, że sam fundament takiej funkcji miał już trafić do aplikacji instalowanej na milionach telefonów.
Według opisanych ustaleń, NameTag ma działać w połączeniu z kamerami wbudowanymi w smart okulary Meta. Funkcja mogłaby wykrywać osoby znajdujące się przed użytkownikiem, analizować ich twarze, tworzyć z nich biometryczny zapis i informować właściciela okularów, gdy system kogoś rozpozna. W praktyce oznaczałoby to, że zwykłe okulary z kamerą mogłyby stać się narzędziem do identyfikowania ludzi w przestrzeni publicznej, na spotkaniach, w pracy, na ulicy albo podczas wydarzeń masowych. O sytuacji informuje Wired.
Największe emocje budzi nie tylko sam pomysł, ale sposób, w jaki Meta miała przygotowywać technologię. Kod związany z NameTag miał trafiać do aplikacji Meta AI stopniowo, w ramach kilku aktualizacji w tym roku. Opisywana architektura obejmuje trzy modele sztucznej inteligencji: jeden odpowiada za wykrywanie twarzy, drugi za wycinanie jej z obrazu, a trzeci za przekształcanie jej w dane biometryczne. To dobrze wpisuje się w szerszy trend, w którym duże firmy coraz mocniej wciskają AI do usług używanych codziennie przez miliony osób, często bez jasnego poczucia kontroli po stronie użytkownika.
Meta odpowiada, że nic nie zostało uruchomione dla użytkowników, żadna finalna decyzja nie zapadła, a firma nie buduje centralnej bazy twarzy. To ważne zastrzeżenie, ale nie zamyka dyskusji. Krytycy zwracają uwagę, że nawet bez jednej wielkiej centralnej bazy danych powstaje inny problem: możliwość tworzenia lokalnych, prywatnych baz rozpoznawania twarzy na telefonach użytkowników. Jeżeli takie rozwiązanie zostałoby aktywowane, każda osoba uchwycona przez kamerę okularów mogłaby zostać zapisana jako biometryczny wzorzec, nawet jeżeli sama nigdy nie wyraziła na to zgody.

To właśnie ten aspekt sprawia, że temat wykracza daleko poza klasyczną dyskusję o nowym gadżecie. Smart okulary są urządzeniem dużo bardziej problematycznym niż telefon, bo mogą rejestrować otoczenie w sposób mniej oczywisty dla osób postronnych. Telefon trzymany przed twarzą zwykle daje sygnał, że ktoś nagrywa lub robi zdjęcie. Okulary wyglądają jak zwykły element ubioru, a jeżeli zostaną połączone z rozpoznawaniem twarzy, granica między wygodną technologią a cichym monitoringiem zaczyna się bardzo szybko zacierać. Meta nie pierwszy raz mierzy się z kontrowersjami wokół rozpoznawania twarzy. Facebook przez lata rozwijał funkcje automatycznego oznaczania osób na zdjęciach, a później wycofał się z nich, tłumacząc decyzję rosnącymi obawami społecznymi dotyczącymi tej technologii. Firma ma też za sobą kosztowne spory prawne związane z danymi biometrycznymi. Właśnie dlatego obecna sprawa budzi tak duże napięcie: dla wielu użytkowników nie jest to niewinny eksperyment, tylko powrót do rozwiązania, które już wcześniej wzbudzało ogromne zastrzeżenia.
Sprawa jest tym bardziej drażliwa, że organizacje broniące prywatności i praw obywatelskich od miesięcy ostrzegają przed łączeniem okularów z kamerą oraz rozpoznawania twarzy. Ponad 70 organizacji apelowało do Meta, by firma porzuciła plany wdrażania takiej funkcji w smart okularach. Ich argument jest prosty: rozpoznawanie twarzy w dyskretnym urządzeniu noszonym na twarzy nie dotyczy wyłącznie właściciela sprzętu. Dotyczy wszystkich ludzi, którzy znajdą się w jego polu widzenia.
Obrońcy tej technologii mogą oczywiście wskazywać na jej pozytywne zastosowania. Rozpoznawanie twarzy mogłoby pomagać osobom niewidomym lub słabowidzącym w identyfikowaniu znajomych, współpracowników czy członków rodziny. Mogłoby też działać jako forma cyfrowej pamięci w sytuacjach społecznych. Problem polega jednak na tym, że technologia wdrażana przez jedną z największych firm reklamowo-danych na świecie nie działa w próżni. Dlatego tak dobrze widać kontrast między zamkniętymi usługami wielkich platform a narzędziami stawiającymi na lokalność i prywatność, takimi jak Odysseus, czyli self-hosted workspace AI pokazywany jako alternatywa dla klasycznych usług w chmurze.
Dla zwykłego użytkownika najważniejsze pytanie brzmi: kto decyduje o tym, czy jego twarz może zostać zamieniona w dane? W klasycznym modelu prywatności to osoba zainteresowana powinna mieć wybór. W przypadku smart okularów z rozpoznawaniem twarzy sytuacja się komplikuje, bo decyzję może podjąć nie osoba skanowana, lecz osoba nosząca urządzenie. To tworzy bardzo niebezpieczny precedens, w którym prywatność przechodnia zależy od ustawień cudzego telefonu i cudzego gadżetu.
Meta próbuje uspokajać, że jeżeli kiedykolwiek zdecyduje się na wdrożenie takiej funkcji, zrobi to w sposób przejrzysty i ostrożny. Tylko że w świecie Big Techu takie deklaracje coraz częściej spotykają się z brakiem zaufania. Użytkownicy pamiętają wcześniejsze afery, zmiany regulaminów, agresywne zbieranie danych i funkcje, które najpierw były testem, a później stawały się standardem. Podobne obawy pojawiały się również przy innych funkcjach AI działających na urządzeniu użytkownika, czego dobrym przykładem był temat, w którym Chrome mógł pobierać lokalny model AI bez jasnego ostrzeżenia dla użytkownika.

Największy problem polega na tym, że rozwój takich narzędzi może wyprzedzić prawo i społeczną zgodę. Jeżeli okulary z kamerą i lokalnym rozpoznawaniem twarzy staną się powszechne, użytkownicy mogą zostać postawieni przed faktem dokonanym. Nie chodzi już tylko o to, czy Meta uruchomi NameTag jutro, za rok albo nigdy. Chodzi o kierunek, w którym zmierza rynek: coraz więcej kamer, coraz więcej AI, coraz więcej danych biometrycznych i coraz mniej pewności, że człowiek ma realną kontrolę nad własną twarzą.
To część szerszego sporu o tożsamość w internecie i w świecie cyfrowych usług. Platformy coraz częściej chcą automatycznie oceniać, klasyfikować albo weryfikować użytkowników, a sztuczna inteligencja staje się pośrednikiem między człowiekiem a dostępem do funkcji. Widać to było choćby przy dyskusji o tym, że YouTube może wymagać dowodu osobistego, gdy AI uzna użytkownika za osobę niepełnoletnią. W przypadku okularów Meta stawka jest jednak jeszcze bardziej osobista, bo nie chodzi tylko o konto, aplikację czy historię oglądania, ale o twarz człowieka widzianego przez cudze urządzenie.
Dlatego sprawa NameTag może stać się jednym z najważniejszych testów dla inteligentnych okularów. Jeżeli Meta chce przekonać użytkowników, że smart okulary są naturalnym następcą telefonu, musi najpierw odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie w ogóle chcą żyć w świecie, w którym niepozorna para okularów może rozpoznawać mijane osoby. Bo dla jednych będzie to wygodna funkcja przyszłości, a dla innych kolejny krok w stronę prywatnego systemu nadzoru noszonego na twarzy.



