Na Nioh 2 wyczekiwałem z niecierpliwością, prawdopodobnie jest to najbardziej wyczekiwana przeze mnie gra tego roku (może z wyjątkiem Cyberpunk 2077). Zdecydowanie warto było czekać.

Co ciekawe, nigdy nie byłem wielkim fanem pierwszej części Nioh. Grę ukończyłem raz lata temu i robiłem drugie podejście by nagrać filmiki na kanał z walki z bossami. Grę jednak pozostawiłem, bo pojawiały się ciągle nowe tytuły i nie udało mi się jej ukończyć do premiery drugiej części. Teraz wcale tego nie żałuję, bo Nioh 2 pozostaje praktycznie taki sam jak pierwsza część gry z wieloma nowymi dodatkami. W moim odczuciu to właśnie tak powinno się robić kontynuacje dobrych gier.

Recenzję możesz także obejrzeć na YouTube 🙂 Dziękuję za subskrypcje!

 

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

 

Nioh 2 to fabularny prequel w stosunku do pierwszej części. Nasz protagonista którego tworzymy w kreatorze postaci jest zmiennokształtnym – osobą która potrafi przemienić się na chwilę w Yokai. Oprócz tego dalej współpracuje z duchami opiekuńczymi, których opatrzność wpływa na nasze statystyki, a w chwili potrzeby będziemy mogli uzyskać ich pomoc. Tutaj to zostało znacznie utrudnione, bo umiejętności ducha można przywołać tylko w formie Yokai, którą możemy aktywować jedynie kiedy pasek ducha się zapełni.

Grę urozmaicają nam sceny filmowe z naszym bohaterem w głównej roli.

Cała główna oś zabawy z Nioh 2 pozostała taka sama – dalej budujemy naszą postać w oparciu o statystyki i umiejętności odblokowywane w trakcie gry. Tym razem jednak otrzymujemy punkty odpowiednie dla kategorii broni oraz umiejętności których używamy: samuraja, magii, ninja, demona i dla każdej broni którą posiadamy w grze oddzielnie. Sprawia to, że nasz bohater specjalizuje się w broni której używa, ale jednocześnie nic nie stoi na przeszkodzie by zacząć od nowa w każdym momencie zabawy. Walcząc zdobywamy biegłość w danej broni za każde uderzenie w wroga i na wyższych poziomach postaci i gry zdobywamy po prostu więcej biegłości. Im dalej więc w las, tym więcej możliwości dowolnej konfiguracji postaci posiadamy. Mamy dosłownie setki, tysiące szalonych buildów, niektóre sprawią że gra stanie się bardzo prosta, inne będą wymagać od nas szczególnego podejścia. Jest nawet rozbudowana gałąź drzewa do walki na pięści, znajdziemy też do tego celu odpowiednie pancerze z pasującymi statystykami. Nioh 2 więc nie jest typowym soulslikiem, bo sprytny gracz zbuduje postać, która będzie kończyć większość wyzwań jak burza. Sam posiadam maga onmyo, który dzięki spowolnieniu i innym zaklęciom pokonuje większość bossów za pierwszym, maksymalnie trzecim razem.

Wraca kowal. Właściwie to ta sama osoba co w pierwszej części 🙂

Z drugiej jednak strony w moim odczuciu statystyk na przedmiotach jest dalej za dużo. Dalej mamy dziesiątki takich umiejętności jak siła szybkiego ataku w niskiej pozycji od tyłu +10%. Dodatkowo wiele przedmiotów ma statystyki poprawiające nasze umiejętności, które wyprowadzamy w postaci kombo w trakcie walki (np. silny atak po serii albo atak po zablokowaniu wroga). Tych także jest kilkadziesiąt i osobiście jestem osobą która testuje nowe umiejętności niż trzyma się ciągle jednego zestawu i sposobu walki. Chociaż przejścia z postaw na glewii to czysta poezja i ciężko przestać mi je robić 🙂 Dla każdego coś miłego.

Bossowie to szerokie spektrum najróżniejszych wyzwań.

Wróćmy jeszcze na chwilę do fabuły. Nasza postać, będąca najemnikiem do brudnej roboty związanej z załatwianiem spraw z Yokai poznaje głównego bohatera niezależnego, który będzie współpracować z nami do końca gry. Tokichiro, bo o nim mowa to sympatyczny i cwany jegomość, który pomoże nam znaleźć odpowiedniego człowieka, który będzie nam skłonny zapłacić odpowiednio dużą kwotę za nasze usługi. Tak o to trafiamy do niejakiego Ody Nobunagi i jego krucjaty w zjednoczeniu Japonii. Fabuła Nioh 2 jest w pełni połączona z tą z podstawowej wersji gry, nie stanowi oddzielnego wątku, a w wielu miejscach bardzo intensywnie się zazębia. Nie chcę tutaj spoilerować, ale jeden z bossów sprawi że krzykniecie z zaskoczenia jeżeli uważnie graliście w pierwszą część gry. Sama główna kampania z misjami pobocznymi to dziesiątki godzin gry – osobiście nie jestem chyba nawet w połowie zabawy, a już spędziłem w tej grze ponad 30 godzin. Wiele czasu spędzam wykonując poboczne zadania zmierzchu czy po prostu mordując czerwone duchy które możemy przywołać – i nie robię tego dla przedmiotów czy farmienia doświadczenia, tylko dla frajdy, bo walka podobnie jak w pierwszej części jest bardzo dobra i wciągająca.

Za walki z czerwonymi duchami możemy odblokować zestawy do parzenia herbaty. Poprawiają nam one statystyki do zdobywania dodatkowego złota i przedmiotów.

W Nioh 2 mamy dziesiątki nowych mechanik idealnie wpasowujących się w zabawę. Podstawowe z nich wynikają z naszej umiejętności przemiany w Yokai. O ile sama umiejętność przemiany jest bezużyteczna (bardzo szybko się wyczerpuje, ale można nad tym pracować statystykami), to wykorzystanie przemiany w momencie kiedy wróg utraci pełne Ki i będzie ogłuszony aktywuje specjalną animację i spowoduje zadanie znacznie więcej obrażeń niż przy zwykłym wykończeniu bronią (idealnie sprawdza się to w walce z bossami). Oprócz tego każda z trzech form posiada specjalny blok. Wszyscy lub większość wrogów w grze otrzymała teraz przynajmniej jeden atak specjalny mający nałożyć na nas status lub zadać monstrualne obrażenia. Sygnalizowane to jest czerwoną poświatą na wrogu. Jeżeli użyjemy tego specjalnego blokowania yokai (R2 + kółko) to wróg zostanie ogłuszony, zadamy mu obrażenia i jednocześnie zabierzemy mu dużą porcję paska Ki.

Wykończenie bossa za pomocą umiejętności naszej przemiany może zaowocować bardzo ładną animacją.

Oprócz tego posiadamy nowy pasek obok paska punktów życia i ki. Jest to pasek animy który napełniamy podczas walki (głównie z demonami, ale ze zwykłych żołnierzy także trochę otrzymujemy). Ogólnie o mechanikach animy mógłbym napisać cały oddzielny artykuł bo jest wiele różnych zależności, np. niektóre duchy dają nam potężne bonusy za zdobywanie animy, a umiejętności na przedmiotach pozwalają nam się za jej pomocą leczyć lub też zadawać większe obrażenia lub posiadać większą obronę w zależności od poziomu tego paska. Głównie jednak on służy nam do wykorzystywania umiejętności Yokai. Teraz z każdego demona może wypaść jego rdzeń, a po jego oczyszczeniu (trzeba zanieść rdzeń do kapliczki przy tym nie umierając) możemy go wyposażyć i używać tych umiejętności. Oprócz tego wpływają także na nasz atak i obronę, więc warto aktualizować regularnie ten ekwipunek. I znowu, umiejętności jest bardzo dużo i mają różną skuteczność – rdzenia z drugiego chyba bossa będę korzystać do końca gry bo jest po prostu niewiarygodnie potężny i skuteczny.


Jeden z naszych towarzyszy, troszkę głupiutki, ale sympatyczny cwaniaczek. Polubiłem go.

Jeżeli jesteśmy już przy przeciwnikach, to podobnie jak to było w pierwszej części, tak i tutaj bossowie stanowią szeroki wachlarz różnorodnych wyzwań. Dowódca wrogiej armii będzie korzystać z potężnego ducha opiekuńczego oraz pakietu trzech różnych broni i ataków elektryzujących, a innym razem trafimy na nasze odbicie lustrzane. Pojawią się także potężni olbrzymi bossowie, którzy nagle nabrali jakiejś dziwnej szybkości i nie będzie tak łatwo ich wyrolować za pomocą szybkiego działania. Tradycyjnie jak w każdym dobrym soulsie, tak i tutaj bossowie bardzo przypadli mi do gustu nawet do tego stopnia, że chętnie powtarzam walki z nimi podczas np. Zadań Zmierzchu. Są to specjalne dodatkowe zadania gdzie ponownie kończymy daną misję w utrudnionej wersji.

Pojawiają się nowe i stare duchy opiekuńcze. Teraz możemy przygotować dwa z nich jednocześnie. Zaawansowani gracze powinni być zadowoleni.

A same mapy także są dużo bardziej przemyślane i często ich konstrukcja stanowi wyzwanie samo w sobie. Często będziemy zmuszeni atakować fortyfikacje gdzie będą znajdować się łucznicy, a w kątach pochowani ninja, co sprawia że pośpiech zabija nas bardzo szybko. Oprócz mgieł yokai w których czai się potężny demon, trafimy także do Yokai Realm, całych obszarów map w których nasze Ki nie będzie się odnawiać, ale będziemy mogli korzystać z innych mechanik. Jednocześnie można oczyścić ten obszar znajdując bossa danego skażenia, który jest najczęściej silniejszą wersją jakiegoś zwykłego Yokai. Niestety, gra nie doczekała się większego liftingu graficznego i wygląda tylko troszkę lepiej niż wersja oryginalna z 2017 roku. Z jednej strony sprawia to że gra działa perfekcyjnie na naszej konsoli, ale niestety z drugiej nie jest to najładniejsza gra na konsole Playstation 4.

Świat Yokai to wydzielone obszary mapy wymagające oczyszczenia. Dają nam one sporo ograniczeń, ale i pewne możliwości.

Nioh 2 zdecydowanie zasługuje na wszelkie laury i wysokie oceny. Ponownie pokazuje, że gry na konsole Playstation 4 stanowią niewiarygodną jakość samą w sobie i dla tych pozycji zdecydowanie warto mieć właśnie tą konsolę. Nioh 2 to gra na dziesiątki, albo nawet setki godzin zróżnicowanej zabawy pełnej wyzwań na różnych poziomach trudności. Gra została tak sprytnie skonstruowana, że możemy ją sami sobie ułatwić (wykorzystując na przykład niebieskie duchy graczy którzy nam pomogą w walce) lub też utrudnić (np. nie korzystając z magii oraz umiejętności ninja). Sprawia to, że Nioh 2 jest chyba najbardziej przystępną grą soulslike obecnie na rynku. Gorąco polecam.

The Breakdown

Rozbudowana gra na setki godzin. Stawia fantastyczne wyzwania przed graczami i niesamowicie wciąga zarówno rozgrywką, jak i klimatem. Gorąco polecam
Ocena Końcowa 9.5
Pros
- Dziesiątki godzin zabawy
- Wierna pierwszej części gry
- Nowe mechaniki idealnie się wpasowują w rozgrywkę
- Wiele nawiązań do pierwszej części
- Setki, tysiące rozwiązań i konfiguracji postaci
- Fantastyczny i klimatyczny soundtrack (dostępny na spotify)
- Różnorodni bossowie i przeciwnicy
- Dobrze przemyślane mapy
Cons
- Grafika już trochę się zestarzała
- Dalej za dużo statystyk

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous Najlepsze premiery gier na PC i Playstation 4 – Kwiecień 2020
Next 7th Sector - recenzja - gra o prądzie w kablu