Podsumowanie

Dobra gra pełna błędów oraz z dziwnym poziomem trudności. Do tego brakuje polskiej wersji. Za parę miesięcy, po wszystkich aktualizacjach i gdybym była po polsku, dałbym spokojnie 8/10
Ocena Końcowa 5.0
Pros
- bardzo dobra i oryginalna fabuła
- świetni towarzysze
- przepiękna grafika oraz efekty wpływające na rozgrywkę (np. cienie)
- mimo swoich wad, wciąga
Cons
- kolejna gra która powstała za szybko
- dziwny i nieuczciwy poziom trudności. Nie wiesz czy wróg jest trudny bo twórcy znowu się pomylili, czy ty robisz coś nie tak
- ciągłe ekrany ładowania. One są wszędzie
- gra wymusza pośpiech przy wykonywaniu głównych zadań. Moje pytanie - po cholerę są w takim wypadku te wszystkie zadania dodatkowe?
- brak polskiej wersji językowej - zdecydowanie największa wada, bo bez znajomości angielskiego nie pograsz

Rozczarowanie grą komputerową, na którą czekało się od wielu, wielu miesięcy jest zawsze olbrzymie. Niestety Pathfinder: Kingmaker jest jednym takim olbrzymim rozczarowaniem. Szkoda, bo tego typu tytułów dla mnie nigdy nie jest za mało.

Smutek mam przeogromny, bo wczoraj wieczorem doszedłem do wniosku że po prostu nie chcę już się męczyć. Pathfinder: Kingmaker to cała tona wad, okraszona paroma zaletami które spowodują że w grę zagram dopiero kiedy zaczną wychodzić DLC. Teraz po prostu nie ma sensu.

Na swoim koncie mam zaliczone wszystkie znaczące gry fabularne ostatnich lat. Spokojnie ogarnąłem obie części Pillars of Eternity, serię Divinity: Original Sin znam na pamięć. Jestem fanem tych gier i z przyjemnością do nich wracam. Z chęcią przyjąłbym do tego grona kolejny tytuł, ale nie będę mógł tego zrobić.

Pathfinder: Kingmaker – Fabularna innowacja

Zacznijmy tradycyjnie, bo od fabuły. W Pathfinder: Kingmaker wcielamy się w śmiałka którego zadaniem jest pokonanie nieprzyjemca o pseudonimie Stag Lord. Nagrodą za wykonanie zadania będzie nic innego, jak własne królestwo. I to właśnie jest rdzeniem całej rozgrywki – zarządzanie królestwem, podejmowaniem decyzji, które wpłyną na wszystkich naszych poddanych, dobieraniem doradców oraz wyznaczaniu dla nich zadań. Mnóstwo do zrobienia, całość starczy na około 40 – 50 godzin jeżeli będziemy chcieli zrobić wszystko. Bardzo dużo. Ale co z tego, jak w tą grę nie da się grać?

Kreator postaci zasługuje na szczególną uwagę. Poświęćcie mu troszkę więcej chwil

Zabawę zaczynamy od stworzenia postaci. Wybieramy jeden z przygotowanych wcześniej archetypów lub tworzymy postać od zera. Najpierw wybrałem archetyp, ale przez brak satysfakcji z gry oraz wyborów podjętych na początku, szybko rozpocząłem od nowa. Co za kreator mnie spotkał! Mamy do wyboru masę opcji. Zaczynamy od rasy, klasy, wybieramy szczegóły wyglądu naszej postaci itp. Tutaj standard. Na szczególną uwagę jednak zasługuje wybór klas. Jest ich dostępnych bardzo dużo z dodatkową możliwością wybrania klasy prestiżowej po spełnieniu ściśle określonych warunków. Robimy to w trackie gry, np Arcane Tricster musi mieć zdolność rzucania czarów drugiego poziomu oraz odpowiednie obrażenia ze Sneak Attack. Ich jest jednak kontrastując mało, ale zadaniem klas prestiżowych jest tylko rozbudowanie naszych archetypów o dodatkowe zdolności i ogólnie jeżeli nie jesteśmy super rpgowcami, to nie opłaca się w większości przypadków w je inwestować. Jak zwykle, najlepsze efekty osiągniemy tworząc specjalistów.

Dziwne działanie zaklęć powoduje, że jak Harrim wpadnie w sieć to nie wyjdzie z niej póki zaklęcie nie zacznie działać. To jest jakieś 5 minut czasu rzeczywistego. Możesz iść zrobić herbatę.

Następnie wykonujemy szybki prolog, gdzie poznajemy część naszych towarzyszy oraz podejmujemy pierwsze decyzje które wpłyną na przyszłą grę. Tutaj Pathfinder: Kingmaker jest bezlitosny i bardzo karze naszą ociężałość. Kilkakrotnie w grze, zarówno w prologu, jak i pierwszym rozdziale, byłem świadkiem sytuacji, kiedy wykonując jedno zadanie, inne szły fabularnie do przodu i na przykład stawały się trudniejsze. Było to bardzo dziwne doświadczenie, bo wykonywanie części zadań wpływa na inne, pozostałe niestety nie. Nie wiemy które to są.

Ahh ten czas

Twórcy poszli nawet o krok dalej. W drugim akcie nasze królestwo zaczyna być atakowane przez trolle. Z dialogów dowiedziałem się, że mogą one zniszczyć królestwo. Pomyślałem jednak, że mam sporo czasu i mogę zająć się zadaniami dodatkowymi i zabawą w króla. Rozpocząłem rozwijanie mojej baronii, wymagało to przyspieszania czasu oraz zająłem się wykonywaniem zadań pobocznych oraz dla towarzyszy. Chciałem zagłębić się w świat gry, bo z systemem Pathfinder nie miałem wcześniej styczności.

Tutaj rozbudowujemy nasze miasto. A właściwie jedno z nich, bo w trakcie gry zdobywamy kilka obszarów.

Podczas podróży przez mapę w pewnym momencie otrzymałem komunikat Twoje królestwo zostało zniszczone. Wczytać grę? What the fuck? Okazało się, że po pojawieniu się kilku zadań z trollami i ich niewykonaniu (chyba o to chodzi), automatycznie przegrywamy. Znowu musiałem porzucić zadania główne i dozbrajanie się i wyruszyć prosto do leża króla trolli. Niedoinformowany i niedozbrojony musiałem zmierzyć się z głównym przeciwnikiem aktu drugiego.

Moje pytanie jest proste – po cholerę gra narzuca nam dziesiątki zadań oraz system rozwoju królestwa, skoro nie możemy nim porządnie się zająć, a zadań nie możemy wykonać. Możemy je zrobić później? Wczytałem grę sprzed paru godzin i pobiegłem prosto do leża Króla Trolli. Zabrałem drużynę zadające duże obrażenia od kwasu i ognia (tylko kwasem można skutecznie zabijać trolle) i rozpocząłem szabrowanie podziemi. Za pomocą dyplomacji udało mi się przedostać bezpośrednio do środka twierdzy (audiencja o króla), więc nie musiałem przebijać się przez cały fort trolli. W środku zająłem się pozostałymi wrogami i poszło mi łatwiej niż łatwo. Jak po sznurku doszedłem do miejsca gdzie urzędował król trolli oraz kobold z którym łączy mnie pewna przeszłość.

W trakcie stawek dialogowych robimy testy. Czasami nawet dwa jednocześnie.

Narzuciłem na siebie wzmocnienia, naćpałem się miksturkami i ruszyłem do akcji. Po 20 sekundach walki cała moja drużyna została zabita przez trolla z pełnym zestawem wzmocnień, przyspieszenia, odporności i z horrendalną liczbą punktów życia. Pomyślałem sobie, dobra spróbuję inaczej wczytałem grę i wzmocniłem mojego tanka do jakichś chorych wartości pancerza z wszelkimi zdolnościami oraz czarami ochronnymi jakie mam. Resztę ludków rzuciłem do ataku na kapłana. Przetrwałem 30 sekund, dałem radę ledwo zdjąć 50% życia dla kobolda kapłana.

Tutaj moja historia się kończy

Już wcześniej czytając fora dotyczące Pathfinder: Kingmaker zauważyłem że gra ma olbrzymie problemy z poziomem trudności. Twórcy codziennie wrzucają solidne patche i naprawiają te błędy. Sam byłem świadkiem sytuacji, kiedy nie mogłem pokonać watahy wilków z mini bossem z pierwszego aktu. Następnego dnia po aktualizacji zrobiłem to bez problemu. Grę rozpocząłem na poziomie trudności champion, ale po zmniejszeniu poziomu na normal dalej nie mogłem ukończyć sporej ilości walk. Co ciekawe, walcząc nawet ze słabymi potworami, nie mogłem ich trafić. Na 15 ataków, średnio trafiał jeden. Ten problem został z grubsza naprawiony, ale nie do końca. W pewnym momencie trafiłem na olbrzymie, powolne ślimaki. No to ruszam – szarża + atak i do cholery jasnej nie mogę ich trafić. Olbrzymie. Wolne. Ślimaki. Robią uniki jak ninja. Było ich trzech i udało mi się ich pokonać tracąc dwóch członków drużyny.

Olbrzymi ślimak którego ciężko trafić. Mówię na niego Ninja.

Podobna sytuacja miała być ze Stag Lordem którego pokonałem za drugim razem bez większych trudności. Nawet to nagrałem, filmik poniżej. Czytałem jednak na forach, że inni gracze którzy mieli nieprzyjemność walczyć z nim wcześniej, nie mogli go pokonać. Nie lamusy, rzuciłem okiem w ich osiągnięcia i widzę ukończone próby żelaza w pillarsach albo rzadkie osiągnięcia z Divinity: Original Sin 2. Podobne wątki widziałem przy Królu Trolli. Ludzie doradzają różne rzeczy, najczęściej przejawia się informacja, by zmniejszyć poziom trudności do zera – na poziom Story Mode, albo wykorzystać bug i biegać psem. Ale nawet wtedy gracze narzekają na zbyt duży poziom trudności bossa. Może zrobię tak samo? A może poczekam na patcha?

 

Subskrybuj nasz kanał na YouTube

 

Jak przy marudzeniu jesteśmy, jeszcze jedna rzecz. Gra się ciągle ładuje. Wystarczy powiedzieć, że z mapy kontroli królestwa żeby przejść na mapę podróży należy wykonać:

  1. Wyjście z ekranu królestwa – ekran ładowania,
  2. Wyjście z naszej twierdzy – ekran ładowania,
  3. Wyjście z naszego miasta – ekran ładowania.

I wiecie, to są małe lokacje ale one ładują się sporo, bo około 30 sekund nawet do minuty. W pewnym momencie nie chciało mi się nawet wracać do miasta. A jak pojawiało się wydarzenie z chodzeniem po naszych włościach to absolutnie trafiał mnie szlag.

Cienie w grze to prawdziwy cud. Zwróćcie uwagę jak zasłaniają nam pole widzenia.

Pathfinder: Kingmaker to kolejna gra która wyszła za szybko

Pomijam temat że gra wyszła na premierę w chorej polityce dystrybucyjnej – można ją kupić tylko na Steam oraz Gogu lub poprzez niekoniecznie zgodne z prawem gifty. Dlatego nie mam tej gry na naszym sklepie popkulturalny.pl, choć parę osób mnie już pytało. Wróćmy jednak do błędów, oprócz dziwnego modelu trafień oraz zbyt dużym poziomie trudności części przeciwników, gra tradycyjnie już jak przy każdej niedopracowanej pozycji, nie pozwala na ukończenie części zadań. Pojawiają się też różne, sporadyczne błędy jak na przykład przy awansie kapłana, nie widać było jego zaklęć w księdze i musieliśmy je wybierać klikając na ślepo. Ehh.

Zaklęcia których nie ma. W lewej części księgi powinny się wyświetlać czary do wyboru, możemy je tylko wyklikać po omacku. Błąd został już naprawiony, ale takich jak ten są jeszcze dziesiątki.

Najgorzej, że w Pathfinder: Kingmaker gra mi się naprawdę fajnie, przerywane to były etapami furii kiedy durny błąd nie pozwalał ruszyć się do przodu. Dlatego też dzisiaj znowu spróbuję pokonać Troll King parę razy i jak się nie uda, to po prostu zmniejszę poziom trudności. Chcę dalej podążać fabułą i historią bo jest ona bardzo dobra i chcę poznawać świat pathfindera. Porozmawiajmy więc o towarzyszach. Jest ich łącznie kilkunastu i każdego przedstawiłem w danym wpisie – Pathfinder: Kingmaker – Poradnik dla Towarzyszy.

Postacie są niesamowicie barwne i tak bardzo od siebie różne. Są dużo ciekawsze niż w nowych Pillars of Eternity, ale dalej nie dościgają do pięt dla postaci z Original Sin 2. Każda z postaci tworzy też własną historię w trakcie gry, którą możemy podziwiać w oddzielnej zakładce każdej z postaci. Zachęcam do rozmów i poznawania naszych postaci. Jest to kilkanaście fantastycznych historii do opowiedzenia. Dowiedz się na przykład o twojej przyjaciółce gnomce, która za cel życiowy ustaliła sobie napisanie książki o bohaterze. Będziesz dla niej inspiracją czy też na kanwie twoich zachowań napisze ostrzeżenie dla innych, do czego doprowadza zła droga? O wyborach też mogę dużo powiedzieć – praktycznie w każdej sekwencji dialogowej możemy wybrać czyny które pozwalają nam zdobywać punkty charakteru. Jeżeli mamy odpowiednie usposobienie, odblokowują się nam nowe możliwości dialogowe w kluczowych sytuacjach oraz nawet nowe wydarzenia oraz budynki w naszym królestwie. Mój Paladyn (praworządnie dobry) może na przykład zbudować w swoich włościach sierociniec.

Walka to nie tylko luźno rzucone potworki. Czasami spadają one z nieba lub są do nas teleportowane.

Szlif końcowy – Grafika, Narracja, Dźwięk

Zacznijmy najpierw od oprawy audiowizualnej, bo zaraz znowu będę grę obrażać. Jedno i drugie tutaj jest mistrzowskie. Grafika jest naprawdę piękna, kiedy zaraz po premierze musiałem zmniejszyć ustawienia graficzne do zera żeby grać płynnie, to teraz ustawiam wszystko na najwyższej konfiguracji i mogę nawet w tym samym czasie streamować rozgrywkę. Grafika jest cudowna, nasze postacie jak chodzą poruszają nawet źdźbła trawy. Drzewa i obiekty tworzą cienie i zasłaniają nam to co jest za nimi. Wygląda to fenomenalnie i czasem do ostatniej chwili nie wiesz czy między drzewami nie skrywają się bandyci. Byłem świadkiem sytuacji, kiedy nie widziałem wszystkich łotrów bo część była ukryta za obiektami które rzucały cień. Nie wiem czy to był efekt zamierzony, czy zwykły przypadek, ale zakończyło się to walką z całą zgrają bandytów, kiedy na początku wydawało mi się że jest ich tylko trzech. Cudownie.

W trakcie gry spotykamy masę interesujących postaci. Czytaj ich historie, niestety bez angielskiego ci się nie uda.

Muzycznie gra także błyszczy i świeci. Soundtrack jest bardzo ładny, tak samo jak dźwięki bitwy oraz okolicy. Miasto zachęca nas do spaceru swoimi ogłosami, a w karczmie tradycyjnie słyszymy gwar rozmów oraz stuk kuflów pełnych złocistego trunku. Dźwięki bitwy są głośne i chaotyczne, jak to bitwa. Bardzo mi się to podoba – słychać szczęk mieczy, odgłosy rzucanych zaklęć oraz potężne trafienia krytyczne.

Gorzej z narracją. Właściwie, jeżeli gra jest bardzo dobrze opisana w języku angielskim, to bez znajomości tego języka nie uda się grać. Po prostu. To jest największa wada tego tytułu, bo tekstu jest bardzo dużo i osobiście całkiem nieźle znam angielski, ale wolę grać po polsku i na dłuższą metę tłumaczenie tego wszystkiego w głowie jest męczące. Co ciekawe, doszło do jakichś nieporozumień ze strony producenta gry i polski wydawca – firma Techland, nie dostała pozwolenia na tłumaczenie gry. Szkoda że takie animozje wpływają na nas wszystkich.

Podsumowanie

Pathfinder: Kingmaker to gra bardzo dobra, ale tracąca dużo przez błędy, dziwny poziom trudności oraz brak polskiej wersji językowej jest po prostu ciężko mi ocenić tą grę na wyżej niż 5/10. Te błędy bardzo wpływają na rozgrywkę. Core gry jest poprawny, pozycja jest klimatyczna, to wykończenie i dystrybucja jest największym problemem. Dlaczego gra nie była porządnie testowana? Dlaczego nikt nie wspomniał że gra jest zbyt losowa i ciężko jest trafiać nawet marnych przeciwników. Podobno twórcy chcieli żebyśmy bardziej wykorzystywali mikstury oraz zwoje z wzmocnieniami. Bujda na resorach, one na dłuższą metę nie pomagają.

Previous Piraci Netflix - Recenzja - Rum, Kobiety, Polityka
Next Przepowiednia - Unboxing gry