Resonance: A Plague Tale Legacy – Recenzja – Odważna zmiana, która działa


Resonance: A Plague Tale Legacy to całkowicie nowy początek kultowej już serii A Plague Tale. Tym razem zamiast rodzeństwa uciekającego przed plagą szczurów i żołnierzami Inkwizycji wcielimy się w Sophię, grabieżczynię, która w 1334 roku wyrusza wraz ze swoimi kompanami po skarb ukryty gdzieś w Wenecji. Czy tak duża zmiana wyszła serii na dobre i czy warto zagrać w Resonance: A Plague Tale Legacy? Recenzja powstała na bazie wersji na PlayStation 5.

Tym razem mamy jedną główną bohaterkę, a gra rozpoczyna się jeszcze w jej dzieciństwie. Dowiemy się, że jej plemię jest w zasadzie opętane jednym celem – odkryciem skarbu ukrytego na tajemniczej wyspie, gdzie znajduje się labirynt Minotaura. To właśnie tam historia zabierze naszą bohaterkę, która wcześniej przeżyje wiele zdrad i niecodziennych sytuacji. Fabuła w Resonance: A Plague Tale Legacy jest czymś absolutnie wyjątkowym. Gra posiada świetną narrację, a sam scenariusz nieustannie nas zaskakuje. O ile początek można jeszcze w pewnym stopniu przewidzieć, tak wydarzenia z drugiej części gry trudno opisać bez nadmiernych spoilerów. Będzie tutaj wiele zdrad, zwrotów akcji, smutnych pożegnań i wylanych łez. Historia jest ciężka, miejscami trudna emocjonalnie i może nie lepsza niż ta z A Plague Tale: Requiem, ale na pewno godna tego dziedzictwa.

YouTube player

Jedyne, co tutaj zdradzę, to fakt, że gra pokazuje nam nie jedną, ale dwie historie jednocześnie. Oprócz grania Sophią cofniemy się o kilka tysięcy lat i będziemy kierować także Tezeuszem, jednym ze śmiałków chcących dostać się do labiryntu Minotaura, pokonać potwora i ostatecznie sięgnąć po władzę. Historia rozgrywa się więc na dwóch frontach – obserwujemy przebłyski przeszłości oraz to, jak wydarzenia sprzed tysięcy lat wpłynęły na teraźniejszość bohaterki. Ma to momentami posmak starych gier z serii Assassin’s Creed, kiedy współczesność była ważnym, jeżeli nie równie ważnym elementem całej fabuły. Tutaj zobaczymy wyspę zarówno u szczytu jej chwały i potęgi, jak i długo po wydarzeniach, które doprowadziły ją do upadku.

Nie tylko teraźniejszość bohaterki, ale też przeszłość z Tezeuszem w roli głównej stanowi dużą część historii.

Rozgrywka w Resonance: A Plague Tale Legacy zmieniła się diametralnie. Teraz jest to bardziej gra akcji, w której eksplorujemy wyspę, rozwiązujemy zagadki labiryntu i walczymy z weneckimi żołnierzami depczącymi nam po piętach. Walka jest największą nowością w serii i twórcy podeszli do niej bardzo odważnie. Wielokrotnie wspominałem w recenzjach, zwłaszcza różnych soulsów, że nie rozumiem, po co twórcy dają parametry takie jak punkty życia czy pancerz, skoro finalnie niewiele one znaczą i co byśmy nie zrobili, wróg i tak jest w stanie pokonać nas dwoma czy trzema ciosami. Twórcy z Asobo Studio chyba znają nasze recenzje, bo zastosowali się do tej rady i tutaj mamy dosłownie trzy punkty życia. Jeżeli stracimy wszystkie, przegrywamy. Ale to nie wszystko – nie mamy też żadnych apteczek. Jak się więc leczymy? Po prostu pokonując przeciwników. Każdy zabity wróg przywraca jeden punkt naszego zdrowia.

Nawet podstawowe elementy znane z takich gier akcji zostały tutaj zmienione. Weźmy przykładowo uniki i parowanie – twórcy złamali odwieczne tabu tego typu produkcji i zadali sobie pytanie: a co by się stało, gdyby jednak pozwolić graczowi parować czerwone ataki? Tutaj mamy taką możliwość, jeżeli wykupimy odpowiednią umiejętność, a to potrafi całkowicie zmienić przebieg walki. Nie musimy już tańczyć dookoła brutali wykonujących wyłącznie potężne ataki. Możemy ich parować, zdejmować im pasek wytrzymałości i wystawiać na ataki krytyczne. Nie jest to dynamika rodem z Sekiro: Shadows Die Twice, ale system zdecydowanie ma własny charakter. Minusem walki jest natomiast jej przesadne efekciarstwo. Tak zwane kill camy pojawiają się bardzo często, wykonując agresywne zbliżenia na śmiertelne ciosy i chwilę później ponownie oddalając kamerę. Generuje to spore poczucie dezorientacji i potrafi wystawić nas na ataki pozostałych przeciwników. Sama kamera również lubi ustawiać się pod dziwnymi kątami, czasami takimi, przy których zwyczajnie nie widzimy wszystkich wrogów. Jest tutaj pole do poprawy, chociaż na szczęście nie jest to problem, który mocno psuje zabawę.

Zagadki świetlne są po prostu znakomite i dają sporo frajdy

Przede wszystkim dlatego, że w porównaniu do całej rozgrywki samej walki nie ma tutaj aż tak dużo. To prawda, mamy rozbudowany system, drzewko naprawdę przydatnych umiejętności – jak dodatkowa osłona chroniąca punkty życia czy przedmiot pozwalający ogłuszać przeciwników – oraz różne bronie z własnymi parametrami. Nie jest to jednak przekombinowane i wszystko ma swoje miejsce. Ważniejsza pozostaje eksploracja wyspy oraz zagadki. Tutaj twórcy naprawdę się postarali, bo czeka nas wycieczka przez bardzo różnorodne lokacje. Od obozu grabieżców, poprzez pływające miasto Wenecja, aż po malownicze ruiny wyspy i tajemnicze podziemia labiryntu. Sporą część zdecydowanie lepszej, drugiej połowy gry zajmują także sekwencje rodem z bardziej przerażających odsłon serii Resident Evil. Nie chcę tutaj za dużo spoilerować, bo Resonance: A Plague Tale Legacy bardzo fajnie odkrywa przed nami kolejne karty i tajemnice, ale musicie wiedzieć, że w pewnym momencie gra rzeczywiście wskoczy na tory starego horroru, tak dobrze znanego z oryginalnego A Plague Tale.

Dodatkowo warto wspomnieć tutaj o samej grafice. Jest bardzo ładna, zróżnicowana i szczególnie na plus zasługują modele bohaterów. Ich mimika jest bardzo realistyczna, twórcy zadbali o drobne gest twarzy i oczu, przez co każdy z tych bohaterów jest w stanie wzbudzić nas jakieś emocje – niezawsze pozytywne, bo w grze znajdziemy zdecydowanie więcej łotrów niż bohaterów (w końcu to grabieżcy), ale jednocześnie nie będą to płaskie i puste postacie. Dialogi także są świetne, zarówno w trakcie eksploracji, jak i zwiedzania. No i na koniec bardzo dobra muzyka, zwłaszcza główna ścieżka dźwiękowa z menu, ale i w samej grze znajdzie się parę nutek, które wpadną w ucho.

Mimika twarzy jest naprawdę znakomita. Przyjemnie ogląda się filmiki w grze.

Zagadki w grze są fantastyczne, zwłaszcza te oparte na świetle. Promienie słoneczne w Resonance: A Plague Tale Legacy stanowią istotny element fabularny, ale są również jedną z najważniejszych mechanik gry. Za pomocą tajemniczej kuli zagrabionej w Wenecji będziemy mogli odbijać i rozszczepiać światło, aby odkrywać sekrety oraz rozwiązania kolejnych łamigłówek. Czasami musimy ustawić się tak, by oświetlić trzy punkty rozszczepionym zielonym, niebieskim i czerwonym światłem, a innym razem szukamy ukrytych symboli za pomocą specjalnie odbitego promienia. Czasami porażka może mieć nawet śmiertelne konsekwencje, więc trzeba uważać. Gra bardzo dobrze stopniuje poziom trudności – każda kolejna zagadka jest bardziej wymagająca i niekiedy zmusza do połączenia informacji z otoczenia oraz notatnika, który mamy przy sobie.

I właśnie dlatego tak bardzo denerwowały mnie agresywne podpowiedzi. Jeżeli zbyt długo będziemy się nad czymś zastanawiać albo zamiast rozwiązywać zagadkę zajmiemy się szukaniem sekretów – a niektóre lokacje są naprawdę spore – zaraz pojawi się powiadomienie z podpowiedzią. Nawet nasz towarzysz może zacząć gadać w stylu: „chyba to rozwiązałam, chcesz usłyszeć odpowiedź?”. Same podpowiedzi są w porządku, ale nie muszą być ukryte za nieustannie migającymi komunikatami. Wystarczyłoby dodać odpowiednią opcję w menu i raz poinformować gracza o jej istnieniu. Naprawdę nie trzeba co chwilę przypominać mi, że mogę poprosić o rozwiązanie zagadki, którą właśnie próbuję rozgryźć samodzielnie.

Nie tego spodziewaliście się po antycznych ruinach, prawda? A to nawet nie jest jedna z ciekawszych rzeczy do odkrycia w grze.

Resonance: A Plague Tale Legacy bardzo odważnie odcina się od schematów swoich poprzedniczek i właśnie dzięki temu działa tak dobrze. Świetna historia prowadzona na dwóch płaszczyznach czasowych, kapitalne zagadki ze światłem, piękne lokacje oraz świeży system walki sprawiają, że trudno było mi się od tej gry oderwać. Kamera podczas starć, przesadzone kill camy i irytujące podpowiedzi potrafią dać się we znaki, ale są to problemy, które nie przykrywają tego, jak udanym i zaskakująco świeżym rozwinięciem serii jest Resonance. To nie jest jeszcze gra bez skazy, ale zdecydowanie jeden z tych tytułów, po których chcę zobaczyć, co Asobo Studio zrobi z A Plague Tale dalej.

Podsumowanie

Resonance: A Plague Tale Legacy odważnie zmienia fundamenty serii, ale dzięki świetnej historii, kapitalnym zagadkom i świeżej walce udowadnia, że A Plague Tale wciąż potrafi zaskakiwać.
Ocena Końcowa 8.5
Pros
- Rewelacyjne animacje twarzy i bardzo dobra mimika postaci
- Świetnie poprowadzona historia w zupełnie nowym dla serii klimacie
- Dwa przeplatające się wątki fabularne, które dobrze się uzupełniają
- Piękna oprawa graficzna i kapitalne widoki
- Odważny i zaskakująco świeży system walki
- Świetne zagadki oparte na zabawie światłem
Cons
- Problematyczna praca kamery podczas walki
- Zbyt agresywne zbliżenia podczas efektownych finisherów / kill camów
- Irytujące podpowiedzi
Poprzednio Wiedźmin 3 – Ciri zostaje wiedźminką, cesarzową czy ginie? Wszystkie zakończenia Ciri
To jest najnowszy artykuł.