Jedną z pierwszych gier, które ogrywam na konsoli Playstation 5 jest Spider-Man: Miles Morales. Oczekiwania były wysokie, bo z jednej strony mamy tytuł startowy na konsolę nowej generacji, a z drugiej kontynuację jednej z najlepszych gier na Playstation 4.

Nie będę ukrywać, że oryginalny Spider-Man bardzo przypadł mi do gustu. Grę splatynowałem i ukończyłem wszystkie dodatki do niej, co bardzo rzadko dla mnie się zdarza. Świetny wątek fabularny, dużo fajnych walk ale także i mechanika sterowania pajączkiem sprawiały, że gra trzymała mocno do samego końca, a po jej ukończeniu pojawiał się smutek z powodu końca tej fantastycznej przygody. Z przyjemnością więc zasiadłem do kontynuacji, czyli gry Spider-Man: Miles Morales. Recenzja może zawierać spoilery fabularne.

 

 

Akcja gry dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach z pierwszej części, jednak będzie ona otwierać całkowicie nowy, poboczny w stosunku do poprzedniej gry wątek fabularny. Miles Morales, przyjaciel Petera Patera, także został ukąszony przez radioaktywnego pająka i jest pod bacznym szkoleniem oryginalnego Spider-Mana. Zabawa rozpoczyna się w momencie, kiedy dwójka bohaterów z sąsiedztwa wyrusza by eskortować transport więzienny. Oczywiście coś po drodze idzie nie tak i grupa więźniów, wraz z Rhino wychodzi na wolność. Dwójka bohaterów będzie musiała teraz złapać złoczyńców, zwłaszcza z uwagi na fakt, że to Miles jest osobą odpowiedzialną za wypadek. Szybko się okazuje że Miles posiada niecodzienne moce, inne niż Peter Parker. Jedną z nich jest jad, którego używa by pokonać Rhino. Od tego momentu Peter postanawia wyruszyć na wycieczkę do Europy zostawiając Milesa samego. Od tego momentu Spider Man Miles Morales zmieni się z opowieści o superbohaterze w rodzinną dramę. Fabuła bardzo mocno odstaje od tego co znamy z poprzedniej części, jej skala jest znacznie mniejsza i mniej epicka. Ciężko mi znaleźć jej mocne strony. Postacie są napisane słabo i nie zapadają w pamięć. Nawet sam Miles, dobra dusza Harlemu, który po nocach pomaga swoim ziomkom, nie dorasta do pięt dla Petera Parkera. Jedynym plusem warstwy fabularnej będą jednak dialogi, gdyż mimo słabych postaci, to rzucane przez nie teksty są naprawdę dobre. Niestety, tutaj znowu najlepiej się prezentuje Rhino oraz Peter Parker, którzy stanowią raczej marginalne i nieistotne postacie. Słuchanie docinków Rhino podczas pierwszego zadania sprawiały, że z trudem powstrzymywałem śmiech, a rozmyślania czy też żarciki oryginalnego Spider Mana w trakcie zadań ćwiczebnych stanowią klasę samą w sobie.

Jak bombki na choince

Sama rozgrywka nie zmieniła się prawie wcale, została jedynie udoskonalona. Podobnie sytuacja wygląda z grafiką, gra jest ładniejsza ale nie wygląda jak kontynuacja, bardziej jak samodzielne rozszerzenie. Gramy tak samo jak poprzednio, czyli możemy się skradać i pokonywać wrogów po cichu lub walczyć z nimi bardziej otwarcie. Niestety Miles posiada znacznie mniej gadżetów i umiejętności specjalnych, które zostały zastąpione przez zdolności Jadu oraz Kamuflażu. Pierwsze z nich możemy aktywować za pomocą L1 oraz innego przycisku na padzie, im bardziej rozwiniemy postać, tym więcej umiejętności nasz bohater otrzyma. Miles może użyć jadu by uderzyć wroga z pięści odrzucając go przy tym i stojących za nim przeciwników lub też dobiec do nich szybko, wyrzucić w powietrze lub też skoczyć na ziemi i rozrzucić po okolicy. Zdolności jadu odświeżają się bardzo szybko w trakcie walki, więc nie musimy oszczędzać i możemy się bawić. Kamuflaż przydaje się bardziej okazyjnie, czy to kiedy skradanie skończy się fiaskiem i nas wrogowie zauważą, czy też w trakcie samej walki, by np. utrudnić snajperom celowanie. Nie będę ukrywać, że z przyjemnością korzystałem zarówno ze zdolności jadu, jak i kamuflażu i w ciekawy sposób zastąpiły one gadżety. Chociaż z drugiej strony, to dzięki nim oraz umiejętnościom końcowym, granie jako Peter Parker sprawiało, że walka jest bardziej zróżnicowana za każdym razem. Tutaj Miles walczy zawsze tak samo.

Strój ostateczny wygląda super, ale większość z pozostałych to jakaś wariacja poprzednich kostiumów pająka.

Wrogów także spotkamy bardzo niewielu, właściwie znaczna większość jest dokładnie taka sama (lub lekko zmieniona) co w poprzedniej części. Nie ma także prawie żadnych walk z bossami, a Ci których wreszcie spotkamy nie są nawet w połowie tak ciekawi, jak poprzedni wrogowie Spider Mana. Mam wrażenie, że tutaj Miles Morales robi bardzo duży krok w tył w stosunku do poprzedniej części. Są tylko dwa wrogie gangi (okazjonalnie więźniowie oraz zwykli przestępcy którzy niczym się nie wyróżniają) i mają mniej więcej podobny sprzęt. W trakcie walki nie spotykamy praktycznie wrogów, na których musimy zwrócić szczególną uwagę, Miles ma tak silne ataki jadu, że wrogowie obojętnie od swojej klasy i wyposażenia padają bardzo szybko i łatwo.

Spider Man czy Cyberpunk?

Na plus jednak zasługuje eksploracja mapy. Oczywiście jest to ten sam Nowy Jork, co w oryginale, jednak tym razem akcja dzieje się w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, więc lokacje są przysypane śniegiem, a na Harlemie są festyny i świąteczne jarmarki. Ładnie to wygląda i ma swój klimat. W eksploracji pomoże nam apka sąsiedzka i ją także należy zaliczyć na plus. Już nie musimy otwierać mapy by znajdować zadania dodatkowe w pobliżu, wystarczy przesunąć palcem po touchpadzie i wszystkie pobliskie przestępstwa czy też aktywności się pokażą. Gdyby dodano jeszcze zakładkę ze znajdźkami, to byłoby jeszcze lepiej. W grze znajdziemy także sporo różnych elementów związanych z dzisiejszą sytuacją na świecie. Parę zadań nawiązuje do ruchu BLM, a jedna ulica jest nazwana na część zmarłego Chadwick Bosemana, aktora który wcielał się w Czarną Panterę.

Oczywiście jest także FEAST czyli organizacja charytatywna. Wszystko już wcześniej gdzieś było.

Niestety gra jest bardzo krótka. Całość, wraz ze zebraniem wszystkich znajdziek, zrobieniem zadań pobocznych oraz głównego wątku fabularnego zajęło mi około 15 godzin i to w momencie, kiedy się nie spieszyłem i spokojnie wszystko robiłem, czasami nawet poświęcając parę chwil na spokojne bujanie się czy też przybijanie piątki dla przechodniów. Ten wynik dalej pokazuje, jak bardzo MIles Morales odstaje od poprzedniego Spider Mana. Czy jednak po jej ukończeniu czułem niedosyt? Szczerze mówiąc to nie, ale gra nie zaoferowała mi też zbyt wiele nowości oraz ciekawych elementów przez które chciałbym zostać z nią na dłużej. Spider-Man: Miles Morales to bardzo średni tytuł w porównaniu do poprzedniej odsłony.

The Breakdown

Spider Man Miles Morales jest bardziej samodzielnym dodatkiem, niż pełnoprawną kontynuacją. Pod prawie każdym względem mniejszy i słabszy od poprzednika.
Ocena Końcowa 6.0
Pros
- Różne smaczki i nawiązania do współczesnej sytuacji na świecie
- Moc kamuflażu i jadu daje radę
- Świetne dialogi i polska wersja językowa
- Świąteczny Nowy Jork ma swój klimat - Apka Sąsiedzka
- Dobry soundtrack
Cons
- To bardziej samodzielny dodatek niż pełnoprawna kontynuacja
- Zdecydowanie za krótka
- Miles Morales nie jest tak ciekawą postacią jak Peter Parker
- Mało przeciwników i walk z bossami
- Bardzo mdły główny wątek fabularny

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous Gry planszowe dla dzieci i dorosłych - 3 najciekawsze propozycje
Next Automaty, w które możesz grać z żoną