Remothered: Red Nun’s Legacy to moja pierwsza styczność z tą dość niszową serią horrorów. W grze wcielamy się w Susan Harper, która wyrusza na Sycylię w poszukiwaniu swojej zaginionej córki Agaty. Czy bez znajomości poprzednich części można odnaleźć się w tej historii i czy gra potrafi jeszcze skutecznie straszyć? Zapraszam do recenzji Remothered: Red Nun’s Legacy w wersji na PlayStation 5!
W Remothered: Red Nun’s Legacy naszym celem będzie eksploracja obszernej posiadłości Villa Ashmann, związanej z historią sycylijskiego klasztoru Cristo Morente. To miejsce pełne tajemnic oraz niebezpieczeństw. Po krótkim wprowadzeniu do gry zostaniemy sami i szybko dowiemy się, że samotność wcale nie oznacza, że nikogo nie ma w pobliżu. W posiadłości mieszkają jeszcze nieprzyjazne nam, szalone zakonnice oraz tajemnicza, mroczna panna młoda. Do tego całe miejsce zostało skażone jakąś magią i paranormalnymi dziwami. Wszystko to składa się na dość niecodzienne połączenie, bo w Remothered: Red Nun’s Legacy zapomniana historia będzie łączyć się z okultyzmem, a miejscami nawet z badaniami naukowymi oraz medycyną. Finalnie otrzymujemy urzekającą, tajemniczą i wciągającą, a przede wszystkim spójną historię. Co ciekawe, gra zamyka się w około pięciu godzinach, a jako że wykonałem też drugie przejście, żeby zdobyć platynę, to przy dobrej znajomości gry można ją ukończyć spokojnie w mniej niż trzy godziny. Mimo tego byłem pod wrażeniem, jak wiele udało się zmieścić w tak krótkim czasie, bez poczucia, że coś zostało pominięte albo niewystarczająco wyjaśnione.

Na osobne pochwały zasługuje niewiarygodny finał gry, który ciężko tutaj skomentować bez nadmiernych spoilerów. Powiem tylko tyle, że nareszcie, po latach uciekania przed prześladowcami w różnych horrorach, teraz to prześladowcy będą uciekać przed nami. Uczucie trochę jak granie Leonem w Resident Evil Requiem, ale jeszcze lepsze. Swoją drogą twórcy przygotowali w końcówce dobry fundament pod kolejną grę z serii, ale ponownie, musicie to przeżyć sami, żeby zrozumieć, o czym mówię. Tak czy inaczej, na koniec byłem niesamowicie zadowolony zarówno z epilogu, jak i samego zakończenia gry. I to na tyle, że chyba sięgnę po inne odsłony serii. Co ważne, mimo że wcześniej nie grałem w żadną z nich, ani przez chwilę nie czułem się zagubiony w przedstawionej historii. Jasne, pewnie nie wyłapałem wszystkich nawiązań, ale nie przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z fabuły. To spora zaleta, zwłaszcza że Remothered: Red Nun’s Legacy jest przecież zakończeniem całej trylogii.

Remothered: Red Nun’s Legacy to trzecioosobowy horror, w którym będziemy przemierzać obszerną posiadłość rodziny Ashmannów, powiązaną z historią klasztoru Cristo Morente. W ten sposób sama lokacja staje się niejako jednym z głównych bohaterów gry, bo będziemy tutaj poznawać historie poprzednich mieszkańców i odkrywać, jak się one wzajemnie łączą. Naszym zadaniem będzie rozwiązywanie kolejnych zagadek oraz uciekanie przed różnymi prześladowcami. Gra właśnie w taki sposób nazywa istoty, które krążą po korytarzach posiadłości. Zacznijmy jednak od zagadek. Nie są one najtrudniejsze, ale na pewno zostały dobrze zaprojektowane, zwłaszcza te związane z lustrami i zmianami w lokacjach. Dzięki jednej z mocy, którą Susan odkrywa w trakcie gry, będziemy mogli za pomocą rozrzuconych po posiadłości luster odnajdywać ukryte przedmioty i przejścia. Do tego inna zdolność pozwoli nam między innymi usłyszeć szepty przeszłości, w których czasami znajdziemy wskazówki dotyczące tego, jak przedostać się dalej. Podobało mi się, że zagadki nie polegają wyłącznie na szukaniu kolejnego klucza, ale często wymagają wykorzystania otoczenia i nowo poznanych umiejętności.
Jeżeli chodzi o prześladowców, to Remothered: Red Nun’s Legacy zawstydza wcześniej recenzowany przez nas Silent Hill: Townfall. Susan ma wiele narzędzi pozwalających jej przetrwać starcie z przeciwnikiem, a kiedy ten pojawi się gdzieś na horyzoncie, musimy szybko podjąć działanie. Wróg porusza się szybciej niż my podczas cichego skradania i w większości przypadków kieruje się w naszą stronę. Otwieranie i zamykanie drzwi zwraca uwagę przeciwnika, podobnie jak światło latarki. Nie wspominając już nawet o zwykłym chodzeniu czy bieganiu. Sztuczna inteligencja jest niezła i odpowiednio reaguje na nasze działania. Kiedy przeciwnik nas zobaczy, natychmiast zaczyna pościg. Teoretycznie możemy go ogłuszyć, ale tylko na chwilę. Po krótkim czasie znowu będzie nas szukał, dlatego najlepiej jest znaleźć jakąś kryjówkę. Jeżeli schowamy się stosunkowo blisko prześladowcy, na przykład w pokoju obok, może aktywować się minigra, w której będziemy musieli wstrzymać oddech, żeby wróg nas nie usłyszał. Dzięki takim drobiazgom skradanie nie ogranicza się do zwykłego chowania za meblami i czekania, aż przeciwnik sobie pójdzie.

Mamy też do dyspozycji przedmioty lecznicze, narzędzia pozwalające wyrwać się z uchwytu przeciwnika, kiedy skończą nam się punkty życia, oraz różne przedmioty do rzucania. Znajdujemy je dość licznie podczas eksploracji posiadłości. Kiedy dodamy do tego fakt, że w kryjówkach punkty życia Susan powoli się regenerują, okazuje się, że Remothered: Red Nun’s Legacy jest dosyć prostą grą. Opcji i możliwości mamy na tyle dużo, że w praktycznie każdej sytuacji znajdziemy narzędzie, które uratuje nas z opresji. A nawet jeżeli powinie nam się noga, to automatyczny zapis tworzony jest regularnie, więc nic wielkiego się nie stanie. Wspomnę jedynie, że podczas pierwszego przejścia nie zostałem pokonany ani razu i nie użyłem żadnego przedmiotu leczącego. Zresztą otrzymałem nawet za to odpowiednie osiągnięcia. Niemniej jednak, szczególnie przy pierwszym przejściu, zanim poznamy wszystkie niuanse mechaniki, gra potrafi skutecznie budować klimat i naprawdę przestraszyć podczas uciekania przed wrogami. Pomaga w tym również udźwiękowienie. Muzyka zmienia się w zależności od sytuacji, słyszymy kroki albo dźwięki, które tylko je przypominają i dodatkowo potęgują poczucie zagrożenia. Sami prześladowcy też lubią gadać do siebie, więc nie zawsze jesteśmy pewni, gdzie dokładnie się znajdują. Dlatego też drugie przejście udało mi się zrobić tak szybko. Wiedziałem już, jak nimi manipulować, gdzie można się bezpiecznie schować i jak unikać niepotrzebnych starć. Problem polega więc nie na tym, że Remothered: Red Nun’s Legacy nie potrafi straszyć, ale na tym, że zbyt łatwo pozwala nam wyjść cało z niebezpiecznych sytuacji.

Co ciekawe, po wczytaniu gry prześladowcy znikają i możemy przez jakiś czas spokojnie eksplorować otoczenie. Jest to ważne, bo inaczej rozwiązywanie niektórych zagadek byłoby zwyczajnie irytujące. Spróbujcie zresztą znaleźć rozwiązanie szyfru do sejfu, licząc jakieś obiekty znajdujące się w pobliżu, kiedy za plecami czai się przeciwnik. Twórcy bardzo fajnie tłumaczą też przemieszczanie się wrogów tajnymi przejściami w posiadłości, których Susan po prostu nie zna. Dzięki temu możemy zrozumieć, dlaczego prześladowcy nagle pojawiają się w pokojach, w których jeszcze przed chwilą byliśmy. To sprytny trik fabularny pozwalający ukryć pewną mechaniczną i logiczną nieścisłość samej gry. Podziwiam twórców za takie kreatywne podejście, bo dzięki niemu przeciwnicy wydają się częścią tego miejsca, a nie tylko przeszkodami pojawiającymi się na naszej drodze.
To, co mi się jednak zdecydowanie nie podobało w Remothered: Red Nun’s Legacy, to sama grafika. Powiem tylko tyle, że już na PlayStation 4 mieliśmy ładniejsze horrory. Gra wygląda po prostu źle, a obecność osobnych trybów jakości i wydajności przy tak skromnej oprawie jest dla mnie dodatkowym zaskoczeniem. Żeby było jasne, sama produkcja działa na PlayStation 5 dobrze i nie miałem większych zastrzeżeń do płynności rozgrywki. Problemem jest po prostu poziom wykonania grafiki, który mocno odstaje od współczesnych standardów. Rozumiem niski budżet i trochę niesprawiedliwe porównanie, ale wcześniej wspomniany Resident Evil Requiem na podstawowym PlayStation 5 nie wymagał nawet wybierania między trybem jakości a wydajności, a jednocześnie wyglądał naprawdę olśniewająco. Oczywiście mówimy o zupełnie innych możliwościach finansowych obu produkcji, ale nie zmienia to faktu, że Remothered: Red Nun’s Legacy mogło wyglądać po prostu ładniej. Szczególnie szkoda, bo sama posiadłość, jej wnętrza i mroczna atmosfera aż proszą się o bardziej dopracowaną oprawę.

Ostatecznie Remothered: Red Nun’s Legacy okazał się dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Nie spodziewałem się, że tak niepozorny horror, który na pierwszy rzut oka wygląda jak produkcja sprzed dwóch generacji konsol, zaoferuje mi aż tak ciekawą historię i satysfakcjonujące zakończenie. Owszem, gra jest zdecydowanie zbyt łatwa, a jej oprawa graficzna pozostawia sporo do życzenia, ale nie przeszkadzało mi to w czerpaniu przyjemności z rozgrywki. Eksploracja posiadłości, dobrze zaprojektowane zagadki i przede wszystkim skradanie sprawiają, że przez te kilka godzin naprawdę trudno się nudzić. Co więcej, mimo niskiego poziomu trudności gra potrafi przestraszyć, a to przecież w horrorze najważniejsze. Jeżeli lubicie survival horrory, w których zamiast strzelać do wszystkiego, co się rusza, musicie uciekać, ukrywać się i kombinować, to zdecydowanie warto dać tej produkcji szansę. Nawet jeżeli, podobnie jak ja, nie mieliście wcześniej żadnej styczności z serią. Remothered: Red Nun’s Legacy nie jest horrorem idealnym, ale udowadnia, że dobra historia i pomysłowa rozgrywka potrafią skutecznie przykryć wiele niedoskonałości. A za takie zakończenie twórcom należą się szczególne brawa.
Grę można kupić w naszym Sklepie z Grami
Podsumowanie
Pros
- Świetny balans między eksploracją a skradaniem
- Udane mechaniki skradania i różne sposoby radzenia sobie z przeciwnikami
- Gęsty klimat grozy i skutecznie budowane napięcie
- Niezłe zagadki wykorzystujące otoczenie
- Historia przystępna również dla osób nieznających poprzednich części
- Dobre działanie na PlayStation 5
Cons
- Zbyt niski poziom trudności
Wybrane na podstawie mocnych wspólnych kategorii; kolejne edycje tej samej gry są pomijane.



